| |

Film - recenzje
Małgorzata Grabowiecka
WOLNOŚĆ NA ZŁOMOWISKU
"Jestem wolny"- taki napis widnieje na kubku bohatera "Złomu", pokazanym przelotnie na jednym z ujęć filmu. Słowa proste, nawet banalne, ale jak znaczące w kontekście całego obrazu Markiewicza. Scena wydaje się o tyle paradoksalna, a napis o tyle nie na miejscu, że akcja filmu rozgrywa się w środowisku bezdomnych - ludzi, którzy wolności nie mają nawet na tyle, by decydować o samych sobie, własnym życiu, a nawet o tym, co będzie się działo następnego dnia. Zdani na łaskę-niełaskę obcych, nieznanych im bliżej opiekunów noclegowni oraz swych przymusowych współtowarzyszy niedoli, stracili kontrolę nad światem, a tym samym swą wolność.
Początkowo realia te nie dotyczą Maćka - człowieka ubogiego, mieszkającego samotnie na podłym poddaszu, ale młodego, zdolnego do pracy i na swój sposób pewnego siebie. "Nikogo nie potrzebuję", mówi z pełną świadomością sytuacji, w jakiej się znajduje. Jest sam, nie ma nikogo bliskiego. Żal i niechęć do matki, która go opuściła, przelewa na wszystkich wokoło, podkreślając często w osobistym, gorzkim monologu z offu obcość i obojętność otaczających go ludzi: "Nikomu o tym nie mówiłem. I tak nikt nie pytał". Po niebezpiecznym wypadku przy pracy, mówi: "Kilka centymetrów i byłoby po wszystkim. Mówili, że miałem szczęście. W szpitalu pytali o rodzinę, czy kogoś powiadomić. Głupie pytanie. Kogo by to obchodziło."
Codzienność Maćka kształtuje przerażająca samotność. Praca w fabryce, próby doprowadzenia do stanu używalności "złomu" - rozklekotanego malucha, to tylko pozory świadomego, wolnego życia bohatera. Tak naprawdę w jego świecie nie ma kompletnie nic. Jest jedynie pustka, ponieważ brak tu obecności drugiego człowieka.
Zapowiadająca się na długą, rekonwalescencja Maćka sprawia, że zostaje on bez pracy, czego wynikiem są kolejne zdarzenia: brak źródeł utrzymania, strata lokum, brutalne lądowanie w noclegowni dla bezdomnych. Spadek na samo dno. Słuszne jest jednak w tym wypadku stwierdzenie, że najpierw trzeba upaść jak najniżej, by następnie móc odbić się i wypłynąć na powierzchnię. Spotkanie z sędziwym mieszkańcem schroniska, schorowanym panem Michałem Gardą, z którym przyszło Maćkowi dzielić pokój, okazuje się zaowocować początkiem nowego życia. Tych dwoje ludzi, lokalowo skazanych na swoje towarzystwo, zaczyna dzielić się ze sobą tym, co mają: rozmowami, a nawet tylko swoją obecnością. Jak wielką wagę zyskuje proste i wydawałoby się, nic nieznaczące pytanie Gardy: "Zje pan trochę zupy?". Zainteresowanie, troska (choćby ta najmniejsza), umiejętność słuchania i wspólnego działania zdają się znaczyć więcej niż cokolwiek innego. Scenom rozmów bohaterów, intensywności nadaje ich paradokumentalny charakter. Podczas oglądania "Złomu", odnosimy wrażenie zatarcia granicy między inscenizacją, a dokumentalną prawdą (np. scena, w której pan Michał opowiada o swojej rodzinie z Niemiec, o wnuczkach - "zdolnych chłopakach"). Sprawiła to specyficzna metoda narracji zastosowana przez Markiewicza, mająca za priorytet sposób odczuwania i widzenia świata przez głównego bohatera.
Warto zwrócić przy tej okazji uwagę na świetne, subiektywizowane pod kątem głównego bohatera zdjęcia, które same w sobie doskonale obrazują gnębiące bohatera sprzeczności. Ascetyczny krajobraz katowickiej Ligoty, podkreślony przez nietypowe, momentami klaustrofobiczne zbliżenia, tworzą w rezultacie niepowtarzalny klimat zacieśniającego się wokół postaci kręgu wydarzeń.
Maciek powoli odzyskuje utraconą wolność. Wyzwala się spod nieznośnego ucisku samotności, odżywa. Nie jest już niewolnikiem w swoim własnym świecie, ponieważ dzieli go z innym człowiekiem.
Reżyser, w rozmowie z Grażyną Torbicką, podczas wieczoru filmowego "Kocham kino", w którym zaprezentowano cykl niezależnych polskich produkcji, wypowiedział się o swoim dziele następująco: "Ten film wychodzi z najniższego punktu samotności, w nim znajduje się bohater. Opowiada o tym, że nie można zostać w tym punkcie, trzeba szukać, trzeba znaleźć drugą osobę...". I tak też zrobił główny bohater "Złomu". Odnalazł prawdziwą wolność. W ostatniej scenie słyszymy wypowiedziane w przestrzeń słowa: "Dziękuję ci".
Film Radosława Markiewicza mieliśmy okazję oglądać w ramach I Festiwalu Polskiego Kina Niezależnego w Dwójce, na którego projekcje (prócz filmu Markiewicza) złożyły się filmy: "alaRm" Dariusza Gajewskiego, "Kallafiorr" Jacka Borcucha, "D.I.L." Konrada Niewolskiego, "Anioł w Krakowie" Artura Więcka "Barona".
"Złom". Scenariusz i reż.: Radosław Markiewicz. Zdjęcia: Dariusz Radecki. Muzyka: Tomasz Podgórski. Wykonawcy: Wojciech Paszek (Maciek Peksa), Michał Ptak (Michał Garda), Jan Hajok (Zły). Polska 2002, 70 min
|