Plastka - recenzje

Violetta Sajkiewicz

MUZYKA GESTU



W "Lekcji śpiewu I" monumentalne wnętrze warszawskiego kościoła ewangelicko-augsburskiego rozbrzmiewa muzyką "Mszy polskiej" Jana Maklakiewicza. Mszy niezwykłej, heretyckiej, bo śpiewanej przy akompaniamencie organów przez głuche i niedosłyszące dzieci. Wśród kakofonii wydawanych przez nie dźwięków słychać słowa wyznania wiary. Błagają: "Chryste, usłysz nas Panie", lecz ich wołanie nie zostaje wysłuchane. Niesłyszące dzieci, mimo starań, nie są w stanie panować nad emisją dźwięków i precyzyjnie ustalić ich wysokości. Ich śpiew zamiast znosić bariery, umacnia je. Nie znaczy to jednak, że niesłyszący nie tworzą swojej własnej, przejmującej muzyki. Pełnej pasji i zaangażowania, choć mającej więcej wspólnego z interpretacją tzw. muzyki graficznej niż polifonicznymi kompozycjami Bacha.

Lekcja śpiewu, w której uczestniczą, jest jednym z wariantów tekstu, niekanonicznym sposobem jego odczytania. Bardziej gestycznym niż muzycznym, bo przydechy i klastry plam dźwiękowych uzupełnia jeszcze jeden, niezwykle ważny, w pełni kontrolowany przez nich element - język migowy. To on jest dla głuchych dzieci normą, to za jego pośrednictwem komunikują się i wyrażają uczucia, ale służy im także, jak neumy w średniowiecznym chorale, do wskazywania kierunku melodii, jej wznoszenia się i opadania. Ich bliski zrytmizowanej mowie śpiew można porównać do muzycznego czytania tekstu, melorecytacji opartej na jednym dźwięku. Jest modlitwą, ale służy również wyrażaniu ekspresji, uformowanych we frazy napięć, które na innej, szerszej płaszczyźnie odnoszącej się do relacji międzyludzkich, stanowią klucz do odczytania twórczości Żmijewskiego.

Jego prace przekonują, że radości życia nie są w stanie zabić ani cierpienie, ani różnego rodzaju dysfunkcje fizyczne czy nakazy społeczne. Dzieci śpiewające Bacha - podobnie jak ćwiczący musztrę, nadzy żołnierze KRWP czy osoby bawiące się w berka w komorze gazowej - co chwila parskają śmiechem, jakby próbowały w ten sposób oswoić sytuację, w której się znalazły, uczynić ją "normalną". Świetnie się bawią, zupełnie nie zważając na to, że lekcja, w której biorą udział, jest poza przypisaną im rolą społeczną, jest anomalią, wybrykiem. Jest także, podobnie jak w pracach z cyklu "Oko za oko", gdzie ciała zdrowych i kalekich, kobiet oraz mężczyzn tworzyły hybrydyczne organizmy, hybrydą muzyczną, mieszaniną dźwięków wydawanych przez głuche dzieci i głosu zawodowej śpiewaczki, przeczącym wszelkim regułom połączeniem barokowego systemu równomiernie temperowanego z elementami muzyki modalnej oraz atonalnej.

Zresztą równie zaskakujących, czasami wręcz prowokacyjnych zestawień jest w "Lekcji śpiewu II" więcej: dzieci występują w kościele Św. Tomasza w Lipsku, w którym Bach był przez wiele lat kantorem i gdzie został pochowany, a jakby tego było mało, polski dyrygent uczy je kultury muzycznej ich własnego kraju. Żmijewski podejmuje temat przekraczania barier, tych dosłownych, obie wersje jego pracy są bowiem jednocześnie prezentowane w polskich i niemieckich galeriach, oraz mentalnych, strachu przed "Innym", przed poznaniem go i zaakceptowaniem. Uczy tolerancji a zarazem, by sięgnąć do terminologii muzycznej, daje lekcję kontrapunktu, łączenia kilku odmiennych, jednocześnie brzmiących melodii.

Artur Żmijewski "Lekcja śpiewu" I i II. Fundacja Galerii Foksal w Warszawie, styczeń - luty 2003. Galerie für Zeitgenössische Kunst w Lipsku, styczeń - marzec 2003.