do strony głównej
Teatr - recenzje

Joanna Pyrcz

I'VE GOT YOU UNDER MY SKIN...

Tak właśnie podskórnie odbieram wczorajszy spektakl Teatru Usta Usta. W tych naiwnych słowach zasłyszanej w radio piosenki zawarta jest moja prywatna definicja teatru - teatru jako międzyludzkiej wymiany energetycznej. Niestety, od razu pojawia się problem "metodologiczny". Jak to zapisać, jak dać świadectwo czemuś, co udzieliło mi się niemal fizycznie? Lękam się także literackiego czy teatralnego kłamstwa, popadnięcia w utarte koleiny myślenia (pisania) o świecie. Tylko ciało nie kłamie, nieskażone intelektem.Z takiego właśnie założenia wyszedł Marcin Liber. Wolał swoje cv rozpisać na ciała aktorów czy tancerzy, niż wygłaszać referat na temat związków ścieżki artystycznej, jaką obrał, z teatrem tańca. Nie jest to dla niego nic nowego - już "Walka Postu z Karnawałem" ochrzczona została mianem instalacji choreograficzno-muzycznej.

Pierwsza scena mogłaby właściwie być niema. Oglądamy cytat żywcem wzięty z Twin Peaks Dawida Lyncha: krępy konferansjer z gatunku tych kawalarzy z pubów "dla inaczej nastawionych" wychodzi zza czarnej kotary, uchylając jej rąbka tylko na małą chwilkę, tylko by nas - widzów zaintrygować. Kolejna scena to apoteoza subtelności uczuć, połączona nieantagonistycznie z przemocą, przemoc zaś z mistycyzmem czy wręcz baśniowością - i tak już będzie w całym spektaklu. Wytrychem do niego jest gra, zabawa w grę. Bo czymże innym jest to widowisko, ten multimedialno-teartalno-operowo-taneczny show? Szyte grubymi nićmi migawki spektakli nie przechodzą płynnie jedna w drugą. Poszczególne sekwencje łamane są trwaniem jeszcze nie zagasłych rytmów scen wcześniejszych. Galeria przedziwnych postaci: rzeźników, modelek, pływaków, peep-show szczudlarza, przesuwa się przed oczyma. Liber chce nas włączyć do tej gry, wypuszczając swych aktorów w rozświetloną na czerwono widownię, z tacami mięsiwa, które wspólnie skonsumujemy, jeśli wybierzemy karnawał. Wybór postu nie ograniczy wyobraźni demiurga, który da nam subtelną miłość pary orbitującej w niebieskiej przestrzeni, obdarzającej siebie balonikiem serca, który uleci wraz z wyznaczonym czasem. Kusi tańcem, kusi nawet kiczem, którego tu pełno, lecz nie razi. Migająca z projektora rzeczywistość to niby-Matrix.

Liber kłamie w żywe oczy. Po co mówić prawdę? Jaką ma ona dziś wartość? Mówienie prawdy otaczającemu nas światu oznacza poważne jego traktowanie. A traktować z powagą tyle niepowagi to być samemu niepoważnym. Liber zdaje się mówić: ja, bracie, muszę kłamać, jeśli nie chcę traktować poważnie wariatów i stać się jednym z nich. Każe tancerzom być kawałami surowego mięsa, przemieniając ich następnie w pociągające, erotycznie smakowite ciała prężące się na tle kwiatów. Na tańcu się nie zna, choreografia jest dziełem Pauliny Wycichowskiej i doskonale wpisuje się w estetykę "CV". Porozumienie obu zespołów objawia się w spektaklu siłą zabawy, bo tak traktują swą grę. To również interesujące dla nich doświadczenie, móc powrócić do kreowanych dawniej ról i połączyć je w jedno. Opuszczać postać, porzucać jeden kostium, by wskoczyć w kolejny i nie jest ważne, czy zmyło się makijaż dokładnie i czy nie wlecze się na scenę rekwizytu tej poprzedniej. Płynąć przez Matrix fikcji i czuć się jak ryba w wodzie, bo wszystko jest kreacją. W tym szaleństwie jest metoda i wielka prawda o teatrze się tam skrywa. Albo ma się go pod skórą, albo nie. Ja mam i codziennie pielęgnuję. A Usta Usta są wielkim małym teatrem.

"CV". Teatr Usa Usta we współpracy z Polskim Teatrem Tańca z Poznania. Scen. i reż.: Marcin Liber, choreografia: Paulina Wycichowska, Ewa Łowżył, muzyka: Envee, Adamus, Zbigniew Łowżyk, Krzysztof Nowikow, kostiumy: Viola Piechowicz. Bytomskie Centrum Kultury, 20 kwietnia 2004.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | kontakt | archiwum |