do strony głównej
Teatr - recenzje

Barbara Wesołowska

KOZIOŁ OFIARNY

Wojna - temat poruszany tak często, że wydaje się, iż nie można już powiedzieć o niej niczego nowego. Wydaje się - co nie znaczy, że tak jest. Teatr Provisorium i Kompania Teatr przedstawili nam w pierwszy dzień Teatromanii swoje wspólne dzieło: "Do piachu" Tadeusza Różewicza.

To, co oglądamy w tym spektaklu, nie ma nic wspólnego z wizją wojny, o której się zwykle mówi - wielkich bohaterach, czynach i słowach typu: "oddawać życie za kraj" czy "walka o wolność i własną tożsamość". Oglądamy grupę żołnierzy-partyzantów, ale postacie te możemy uznać tylko za symbole - w czasie wojny, jak to w sytuacjach ekstremalnych, zachowania wszystkich ludzi są podobne. Tak naprawdę, to nie mamy ochoty oglądać, jak funkcjonują żołnierze w oddziałach partyzanckich. Nie chcemy słyszeć tego, co mówią nam Opryński i Mazurkiewicz - tego, że w podobnej sytuacji zachowalibyśmy się w taki sam sposób. Że jest się prymitywnym, wulgarnym, że tematy rozmów ograniczają się do jedzenia, picia wódki i załatwiania potrzeb biologicznych.

Żołnierze żyją w lesie, noszą więc na plecach drewniane bale, które można potraktować bardziej ogólnie - jako pewien symboliczny ciężar, coś jak ciężar krzyża. Wóz, na którym śpią i przewożą wszystko, co posiadają, pokazuje ich ciągły ruch, pościgi, ucieczki, wędrówki - "zwyczajne" wojenne życie. Ich marzenie o normalności najlepiej pokazuje Waluś - prosty chłopak, bardzo - wydawałoby się - wrażliwy, szczególnie wtedy, gdy pragnie, by podchorąży opowiedział mu, jak to jest w Krakowie. Ale niezależnie od tego, jak bardzo Waluś marzy o podróży, nigdy Krakowa nie zobaczy.

"Śpimy razem, jemy razem, sramy razem, pijemy razem i razem zabijamy" - te słowa Komendanta dobrze odmalowują los żołnierza. Ale, niestety, są to tylko słowa, które - jak pogadanka o marksizmie - do nikogo nie trafiają i nie sprawdzają się w praktyce.

Waluś, jak mówił o nim sam Różewicz, "poszedł z oddziału na bandziorkę". Nie poszedł sam, ale z dwoma innymi żołnierzami. Jednak to on ma "pójść do piachu". Nie widzimy przy tym rozprawy, podczas której Waluś zostaje skazany. Po prostu - w pewnym momencie przekonanie żołnierzy co do kary, która powinna spotkać Walusia, staje się wyrokiem. Partyzanci traktują skazańca jak zwierzę - prowadzą uwiązanego na powrozie, każą jeść z miski i mieszkać w budzie. Bez skrupułów wykonują wyrok - co z kolei oglądamy na scenie bardzo dokładnie. Tymczasem trudno doszukać się jakichś poważniejszych różnic pomiędzy zachowaniem Walusia a innych żołnierzy. Wspólne "spanie, jedzenie" itp. nie bez powodu pokazane jest przez lubelskich aktorów w sposób maksymalnie naturalistyczny. Wszyscy żołnierze są takimi samymi zwierzętami. Nieszczęście Walusia polega na tym, że to on - niemalże przypadkowo wybrany "kozioł ofiarny" - zostaje "za wszystkich" ukarany - i to karą najwyższą. Niczego nie zmienia nawet msza polowa, odprawiona tuż przed egzekucją. Waluś zostaje rozstrzelany. I chociaż chwilę po tym jeden z żołnierzy trzyma go na kolanach, moknąc w strugach nagłej ulewy, to i tak czujemy, że deszcz nie zmyje brudu wojny, który na zawsze wrósł się tym ludziom w skórę.

Tadeusz Różewicz "Do piachu". Teatru Provisorium i Kompania Teatr, Lublin. Reż. Janusz Opryński i Witold Mazurkiewicz. Bytomskie Centrum Kultury, 19 kwietnia 2004.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | kontakt | archiwum |