do strony głównej
Teatr - recenzje

Karolina Brongiel

KRÓL BEZ GŁOWY

Widownia na scenie. Centrum - biała zasłona, za którą ukryty jest świat wewnętrzny dramatu. Światło od wewnątrz rysuje na materiale parę zaplątanych ciał. Kolejne seksualne konfiguracje. W świat "dramatu" wprowadza nas Król - alter ego Maćka Borowieckiego, wokół którego konstruuje się świat przedstawiony, równie neurotyczny jak on sam.

To lekarz zlepiony z ambicji swego ojca i oczekiwań najbliższego otoczenia. Jest mistrzem trafiania strzykawką w pośladek z pięciu metrów. Boi się własnych myśli, trudno mu spojrzeć na swoje niespełnienie, które podpowiada mu Król. Ten facet posiada wiele leków. Jego frustracje rodzi praca, żona, która nie przepada za seksem oralnym, a Maćka nie lubi. Rozczarowuje go rodzina traktująca go jak wiecznie niedorosłego niuniusia. Biedny Maciuś.

Kotara odsłania nam łóżko, wokół którego toczą się problemy bohatera. Łoże w pełnym świetle otacza półokrąg zacienionych krzeseł, na których pozostałe postacie podglądają doktora Borowieckiego. Pozostają jednak bierne.

Spektakl realizowany jest metodą Laboratorium Dramatu Teatru Narodowego z Warszawy. Sztuka powstaje w trakcie współpracy dramaturga, reżysera i aktorów. Efektem tego jest spektakl ilustrujący życie trzydziestolatków uciekających z prowincji, którzy podążając ogólnie przyjętym wzorcem zdobywania kariery, tracą własną tożsamość. Sposób na życie, który sprawdzał się pokolenie wcześniej, nagle stał się nieaktualny.
<
Dramat dobrze oddaje psychologię postaci, ma sprawnie napisane dialogi i spójnie łączącą odczucia bohaterów postać Króla, który jako jedyny zna drogę, którą konsekwentnie zmierza i którą kieruje swojego... władcę? Korona na głowie i stanowczość alter ego Maćka budują jedyną szczerą postać spektaklu.

Król stoi w opozycji do świata głównego bohatera, kierowanego przez swoją - głęboko ukształtowaną, neurozę. Żyje w szumie informacyjnym, boi się stanąć twarzą w twarz z samym sobą, ucieka przed bliskością z drugim człowiekiem. Jest w impasie i nie wydaje się, aby prawdziwie potrafił zmienić swoją sytuację. Moment koronacji nie zapowiada punktu zwrotnego, początek nowego życia to moment "obcięcia głowy" dotychczasowemu życiu i pozostania w całkowitym osamotnieniu.

Koronacja to studium czytania dramatu. Pozostaje pytanie, czy aby tego właśnie oczekujemy od teatru. Jeśli założeniem była ilustracja tekstu Modzelewskiego, to zostało ono rzetelnie zrealizowane. Wyeksponowano wyraźnie miejsce dramaturga. Trudno określić rolę czy pole działań reżysera i scenografa. To dobra lekcja dramaturgiczna, "koroną" tego spektaklu jest dramat. Pytanie tylko, gdzie w tym układzie podziała się głowa...


Marek Modzelewski: "Koronacja". Teatr Narodowy w Warszawie. Reż. Łukasz Kos.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | kontakt | archiwum |