Film - recenzje

Małgorzata Grabowiecka


ZAGUBIENI W "LUDZKIM" ŚWIECIE


Rozpoczął się kolejny dzień. Uśpione miasto, jego ulice i parkingi toną w blasku nie znającego litości słońca. Ludzie chowają się w chłodnych domach, by po chwili odpoczynku zaznać przyjemności opalania się na bezpiecznych tyłach swoich willi. Wątpliwą przyjemność podróży nagrzanymi do czerwoności samochodami, rekompensują zakupy w podmiejskich, klimatyzowanych supermarketach. Upały zdają się wykańczać najwytrwalszych mieszkańców miasteczka, stopniowo wystawiając na próbę także widzów...

Debiut fabularny Ulricha Seidla, dotychczasowego dokumentalisty, już od pierwszych scen emanuje specyficznym rodzajem nastroju. Nastroju, którego wręcz niezręcznie jest określać tym mianem. Bowiem w "Upałach", nie mamy do czynienia z próbami zjednania widza przy pomocy zgrabnie rozwijającej się fabuły, sympatycznych postaci czy malowniczych zdjęć, gdzie dyskretna sieć zależności między bohaterami, stanowi jedynie efemeryczne tło. Obrazy filmu, niemal od początku spotykają się z naszym sprzeciwem, irytują, a wręcz odpychają swą oschłością i bezpośrednią drastycznością, z jaką prezentują kolejne dewiacje. Cierpliwie znosząca chore zachowania bohaterów kamera, trochę jakby wbrew naszej woli, skrzętnie zdaje nam z nich relację.

Obraz składa się z sześciu przeplatających się opowieści. Na pierwszy rzut oka, w życiu bohaterów nie dzieje się nic nadzwyczajnego - pędzą żywot przeciętnych zjadaczy chleba. Okazuje się jednak, że nie do końca. Poczynania autostopowiczki, rozwiedzionej pary mieszkającej pod jednym dachem, podstarzałej nauczycielki i jej kochanka czy sprzedawcy systemów alarmowych, odbiegają nieco od normy. W znakomitych zdjęciach Wofganga Thalera zostały one ostro skontrastowane ze sterylną przestrzenią ich bogato urządzonych willi i cichych dzielnic domków jednorodzinnych na przedmieściach Wiednia. Elementem nie pasującym do tego uporządkowanego, przez co nieomal sztucznego krajobrazu jest, wbrew naszym przeczuciom, człowiek z życiem mocno odbiegającym od ideału i jego odrażającymi "brudami", które najlepiej żeby prał gdzieś poza kamerą, a nie na naszych oczach.

Jednak to właśnie tym zajął się Seidl w swoim filmie. Dzięki osaczeniu bohaterów przez okoliczności i przez samych siebie, poznajemy prawdę o człowieku, orientujemy się jak bardzo potrzebuje on miłości i jak trudno jest mu ją odnaleźć. Reżyser przedstawia paradoksalną sytuację, w której ludzie na niewyobrażalnie wysokim poziomie zaawansowania cywilizacyjnego, okazują się upośledzeni w sferze kontaktów międzyludzkich, a nawet nie są w stanie nawiązać najprostszej więzi z drugim człowiekiem. Może właśnie dlatego "Upały" są tak niepokojącym, wywołującym wewnętrzny sprzeciw filmem. Drażni nas fakt, iż to co miało być niejako dopełnieniem życia, stało się jedynym co nam pozostało, a prawdziwe wartości gdzieś się pogubiły, skarlały, zdeformowały jak w krzywym zwierciadle. W założeniu służebna forma przerosła, a nawet wypaczyła treść. To nas musi boleć.

"Upały" są jednym z tych niewielu głosów w kinie, które stawiają czoła czemuś obrzydliwemu, choremu, ale też zarazem prawdziwemu. Reżyser szuka autentyzmu tam, gdzie nie każdy twórca ma odwagę się zapuszczać. Stworzył obraz, w którym skondensował się ładunek ludzkiego nieszczęścia i pogubienia. Dehumanizując i brutalizując życie bohaterów, pokazał nam jak rzeczywistość wpływa na zachowania człowieka, jak zmienia i zniekształca jego potrzeby. W miarę zapoznawania się z filmem, czujemy się coraz mniej bezpieczni, coraz bardziej obawiamy się, że to nie tylko niezdrowa fantazja twórcy powołała do życia cały ten świat, ale że sami żyjemy w jego centrum, że jesteśmy jego częścią. Ów portret, odważny i do bólu uczciwy, może być przez nas odruchowo, w akcie jakiejś formy samoobrony, odrzucony. Jednak z pewnością nie byłaby to dobra reakcja. Bowiem negując film Seidla, zaprzeczylibyśmy naszemu własnemu życiu.

"Upały" (Hundstage). Reż.: Ulrich Seidl, scenariusz: Ulrich Seidl, Veronika Franz, zdjęcia: Wolfgang Thaler, dźwięk: Ekkehart Baumung. Występują: Maria Hofstätter, Alfred Mrva, Erich Finsches, Gerti Lehner, Franziska Weiss. Austria 2002, 121 minut. Nagrody: MFF Wenecja 2001 - nagroda specjalna jury, MFF Fantasporto Rzym 2002 - nagroda specjalna jury.