Film - relacje

Anna Koziołek


WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ W ROTTERDAMIE




Skromny wydawałoby się festiwal, pozostający ciągle nieco w cieniu przygotowanego z rozmachem berlińskiego tygodnia, ma w sobie coś, co niewątpliwie wyróżnia go na mapie filmowych imprez. Przy czym nie mam tu na myśli terminu trwania festiwalu, który przesądza o tym, iż inauguruje on coroczny maraton imprez filmowych, lecz konsekwencję, z jaką Rotterdam stara się być portem dla utalentowanych debiutantów. Tutaj, swoje pierwsze kroki stawiał Christopher Nolan, który w 1999 za swoją fabułę zatytułowaną "Following" zdobył główną nagrodę - niebagatelną sumę 10 tys. dolarów, przeznaczoną następnie na realizację "Memento". Tutaj po raz pierwszy rozpoznano niewątpliwy talent szwedzkiego twórcy, Lukasa Moodysona, który debiutanckim "Fucking Amal" w 2000 roku, bezkonkurencyjnie wygrał ranking publiczności.

Jednak to jedynie początek długiej listy wrażeń, jakie składają się na wyjątkowość jedenastu zimowych dni, w niepozornym na pierwszy rzut oka Rotterdamie - chłodny niderlandzki klimat czy dystyngowana natura tubylców, niepostrzeżenie rozmywają się podczas festiwalu w absolutnej i wszechobecnej miłości do kina. Ponadto, każdy z pięciuset prezentowanych tu dorocznie filmów zasługuje na przymiotnik "artystyczny", a ich twórcy nieodmiennie charakteryzują się wnikliwą wrażliwością w opisywaniu świata.

Podobne odczucia nasuwają się w związku z tegoroczną edycją festiwalu. Nagrodzono filmy, które wyróżniała przede wszystkim trafność spostrzeżeń na ulegające przemianom otoczenie. Twórcy wszystkich trzech obrazów, wyróżnionych równorzędnymi statuetkami Tygrysów, podeszli do tematów z wyjątkową czułością, dzięki czemu stworzyli filmy oddające niezwykle sugestywnie emocje, towarzyszące ludziom w ich pełnym zawirowań życiu. Pierwszy z nich to "Jelousy is My Middle Name" młodej Park Chan-Ok, która skoncentrowała się na relacjach panujących w skomplikowanym miłosnym trójkącie. W "Jelousy...", hierarchia panująca w uczuciach, subtelnie zostaje zastąpiona przez zawodowe współzależności bohaterów, co daje w rezultacie trzy, niezależnie interesujące portrety ludzi zagubionych i słabych. Klimat tej opowieści przywodził momentami na myśl kino skandynawskie, gdzie relacjonowane namiętności traktowano z podobnie uderzającą powściągliwością.

Drugi nagrodzony film, to rosyjski "With Love. Lilja" w reżyserii Larisy Sadilovej. Autorkę wyróżniono za głębię spostrzeżeń na temat współczesnej Rosji oraz za oryginalny humor, jakim wykazała się w podejściu do tematu. Jest to historia dziejąca się gdzieś na peryferiach dużego miasta, gdzie trzydziestopięcioletnia kobieta, samotnie opiekująca się ojcem, nie ustaje w swych dążeniach znalezienia idealnego partnera. Sadilova stworzyła dowcipną, a zarazem wzruszającą opowieść o marzeniach rodzących się nawet w najbardziej przygnębiającej rzeczywistości. Tygrysem wyróżniono także Santiago Lozę za "Extraňo" - egzystencjalny poemat, będący wizualnie przemyślaną podróżą, podjętą przez mężczyznę, który stracił wiarę w sens życia. Loza niezwykle obrazowo oddał kontrast pomiędzy odczuciami zgorzkniałego mężczyzny, a poruszającym pięknem otaczającego go świata, poprzez cierpliwą pracę kamery, starannie wyłapującej subtelne gesty i mimikę bohatera.

Na szczególną uwagę zasługiwały także dwa inne debiuty, z niewiadomych powodów pominięte w tegorocznych nagrodach. Mowa tu o zachwycającym "Nói Albinoi" Dagura Kari oraz przepięknym "Marion Bridge" Wiebke don Carolsfeld z Kanady. Oba filmy, niezwykle wzruszające, a jednocześnie pełne ciepłego, ujmującego humoru były najczęściej wymienianymi tytułami w poza kulisowych dyskusjach. "Nói Albinoi" jest ilustracją pragnień młodego geniusza, skazanego na dorastanie na islandzkim fiordzie. Każdy dzień przynosi kolejne dowody na marność losu, jaki czeka Noi w tym zasypanym śniegiem zakątku. Mimo to, Noi jako jedyny, spośród najwyraźniej pogodzonych z życiem mieszkańców wioski, niestrudzenie stara się wydostać z tego zapomnianego przez świat miejsca: dzień w dzień odgarnia gigantyczną zaspę sprzed drzwi domu, codziennie opróżnia maszynę do gry w Black Jacka, żeby kupić ulubiony napój, a ostatecznie próbuje obrabować bank, żeby zdobyć pieniądze na samochód, którym uciekłby z lodowej pułapki. Film pełen jest zaskakujących i jednocześnie zabawnych sytuacji, odzwierciedlających beznadziejność sytuacji Noi. Tym samym, Dagar Kari udowodnił swój niezwykły talent, w szkicowaniu wewnętrznego świata bohaterów przez unaocznianie detali z otaczającego ich życia.

Z kolei "Marion Bridge" przywodzi na myśl świat filmów Mike'a Leigh, gdzie w bardzo subtelny sposób zostajemy wprowadzeni w intymny świat przeżyć Agnes i jej dwóch sióstr. Powoli zaczynamy przeczuwać dramat, który spotkał tę rodzinę, nie tracąc przy tym wiary w drugiego człowieka, która pozwoli odnaleźć szczęście w tragedii. Niezwykle wolno filmowana historia, daje widzowi możliwość bliskiego poznania sióstr, zaakceptowania ich indywidualności czy wręcz pokochania ich nieporadności w najprostszych międzyludzkich kontaktach. Podobnie jak w "Sekretach i kłamstwach" Mike'a Leigh, potrafimy zaufać wrażliwości i potrzebie bliskości, która pozwala pokonać nawet przepaść w oczekiwaniach wobec przyszłości.

Zastanawiające, że na tegorocznym festiwalu dominowały filmy opowiadające o ludziach próbujących dostroić się do otaczającej ich rzeczywistości tak, by nie rozminąć się z własną hierarchią wartości. Dało to nietypowy obraz kina, które choć pokazuje naszą nieprzystawalność do współczesnego świata, pozwala równocześnie żywić nadzieję, że pod powłoką okrucieństwa skrywa się prawdziwa, "ludzka" natura. Przykładem mogą być: "Lilja 4-ever" Lukasa Moodyssona, "House of Fools" Andrei'a Konchalovsky'iego czy znane już z tegorocznego Cannes "Le fils" braci Dardenne i "Angel on the Right" Jamsheda Usmonova. Zresztą lista podobnych filmów jest niezwykle długa, znacznie dłuższa niż te kilka wymienionych tytułów. Ukierunkowują one kino w stronę prawdziwego życia, codziennych dramatów i zmagań, pozostawiając jednak nadzieję, że to my decydujemy jak będzie wyglądało zakończenie. Nawet jeżeli nie zawsze będzie szczęśliwe.

32 Międzynarodowy Festiwal w Rotterdamie. 22 stycznia - 2 lutego 2003.