| |
Film - recenzje
Małgorzata Grabowiecka
STRACH MA WIELKI BRZUCH
Nazwisko Svankmajera nadal niestety większości polskiej publiczności mówi niewiele, albo zgoła nic. Twórczo aktywny od lat 60. artysta jest chyba najmniej znanym i przez to niedocenianym reżyserem tej części Europy. Na szczęście od kilku lat sytuację próbuje się naprawić. Po przełomowym przeglądzie jego twórczości w ramach festiwalu krakowskiego trzy lata temu, w tym roku rolę popularyzatora filmowych dzieł Svankmajera przejęła SPInka, proponując w tegorocznym objeździe Filmostrady dwa filmy czeskiego reżysera: "Spiskowcy rozkoszy" i "Otik", na którym pragnę się teraz skupić.
Bohaterowie "Otika", państwo Horakowie usilnie starają się o powiększenie rodziny. Niestety, wyrok lekarza jest nieodwołalny: beznadziejny przypadek bezpłodności. Pragnienie posiadania potomka nie daje im jednak spokoju. Aby pocieszyć szalejącą z rozpaczy małżonkę, pan Horak obdarowuje ją wykopanym z ogródka pniakiem wyciosanym przez niego na kształt niemowlęcia. Radość świeżo upieczonej matki nie ma granic, zwłaszcza, iż początkowo zimny i sztywny kawałek drzewa ożywa, stając się już pełnoprawną, żywą istotą. Niestety stopniowo zamiast ukojenia, mały Otik przynosi piętrzące się problemy. Największym z nich jest jego nieopanowany głód...
Nieco fantastyczna fabuła (Svankmajer oparł bowiem swój scenariusz na motywach bajki Erbena) początkowo zaskakuje widza. Otik w pewnym momencie ożywa (bardzo udane połączenie filmu aktorskiego z animacją martwego przedmiotu), podczas gdy przez dłuższą chwilę nie jesteśmy w stanie wyrwać się z przedłużającej się dezorientacji: kwilące niemowlę to tylko wyobraźnia rozkochanej w swym dziecku matki, może fantazje ojca, a może jeszcze coś innego, czego nie podejrzewamy. Zwłaszcza, że reżyser już od pierwszych minut filmu próbuje zbić nas z tropu. Mam na myśli rewelacyjne sceny, będące projekcją spragnionego potomka umysłu ojca, któremu niemowlęta pojawiają się przed oczami w najmniej spodziewanych momentach (zapadająca na długo w pamięć wizja noworodków poławianych z balii, zawijanych w papier i sprzedawanych na kilogramy na ulicznym straganie). Stopniowo przyjmujemy ową iście surrealistyczną propozycję Svankmajera, której kolejne odsłony zaskakują coraz to śmielszymi rozwiązaniami, by przywołać choćby obrazowe podsumowanie jednego z sąsiadów państwa Horaków, niedoszłego pedofila, skwitowanego przy pomocy męskiej dłoni wysuwającej się ochoczo z rozporka.
Nadrzędnym elementem organizującym cały film jest z pewnością dziecięcy sposób postrzegania świata, którego wyrazicielką jest córka sąsiadów, zamieszkujących tę samą praską kamienicę, mała Albětka. Bystra dziewczynka, która pierwsza nie daje się zwieść wyimaginowanej ciąży pani Horakowej, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli (apetytu Otika nie są już w stanie ugasić pełne torby mięsiwa kupowanego przez przerażonych rodziców), bierze sprawy w swoje ręce. Znając bajkę i jej zakończenie (widz zapoznaje się z jej treścią poprzez serię animowanych obrazów wkomponowanych w fabułę filmu), pragnie zapobiec nadchodzącej katastrofie zamykając Otika w piwnicznym schowku. Strach przed nieznanym przemienia się we współczucie i sympatię wobec niewinnie skrzywdzonego a dziecięca wrażliwość pozwala naganne etycznie czyny uznać za jedyne słuszne.
Przewijające się przez "Otika" stałe elementy twórczości Svankmajera takie jak: mit Golema (Otik jako ożywione monstrum), kanibalizm (kot nie jest w stanie nasycić naszego bohatera...) czy wspomniana już przeze mnie surrealistyczna wizja świata otrzymują jednolity kształt dzięki Svankmajerowskiemu czarnemu humorowi idealnie wpasowującemu się w obraz. Dzięki niemu brutalizm opowieści zostaje przeniesiony w nieco inny wymiar, mniej dosłowny i bezpośredni. "Otika" oglądamy więc jednocześnie z przestrachem w oczach, jak i z uśmiechem na twarzy.
"Otik" (Otesánek). Scenariusz na motywach bajki K. J. Erbena i reżyseria: Jan Svankmajer. Zdjęcia: Juraj Galvánek. Muzyka: Carl Maria von Weber. Wykonawcy: Veronika ilkova, Jan Hartl, Pavel Nový Czechy-Wlk. Brytania 2000
|
|