do strony głównej
Teatr - recenzje

Małgorzata Drwięga

SAMOTNOŚĆ...



Pusty pokój, przypruszone kurzem niepamięci stare przedmioty, dowody dawnej świetności, ciemność, dookoła nikogo - tylko ty i ten pokój... Samotność. Stan ten nieodłącznie kojarzy się z wyobcowaniem, nudą i pustką. Taką scenerię zastajemy na początku spektaklu F. Lazaro. Jednak w świecie Schulza pustka jest niemożliwa. W trzynastym miesiącu, w tajemniczym "Sanatorium pod Klepsydrą", na pograniczu życia i śmierci może zdarzyć się wszystko. Reżyser połączył wątki z obu tomów opowiadań Drohobyczanina w jedną całość, tworząc fascynującą opowieść o potędze wspomnień, wyobraźni, kompleksów i fobii. Tytuł może zmylić. To nie monolog: na scenie oprócz głównego bohatera - Józefa (granego rewelacyjnie przez Ryszarda Sypniewskiego) pojawiają się także inne postacie.

Każdy element rzeczywistości zostaje wprawiony w ruch: ożywają książki, stając się ptakami ze strychu ojca bohatera, faktura ściany odpowiednio oświetlana przybiera różnorodne barwy, odcienie, wydaje się tańczyć w promieniach reflektorów, z wnętrza stołu wyłania się karykaturalna postać ojca, natomiast wszechogarniająca ciemność rodzi coraz to nowych bohaterów. Zarówno ożywione elementy scenografii, wyimaginowane twory (np. matka-ośmiornica), jak i postacie ludzkie wchodzą w interakcję z Józefem: stają się ucieleśnieniem jego wspomnień, mogą być też przewodnikami po mrocznym sanatorium. W pustym pokoju ożywa wszystko, zmienia swą postać, istotę, funkcję. Tu wszystko jest możliwe: zwykła rama może stać się lustrem i równocześnie witryną cukierni, waza - starym rekwizytem, naczyniem na zupę, więzieniem ojca. Postacie ludzkie również nie są jednoznaczne: z owiniętymi bandażem głowami snują się w ciemności niczym upiorni mieszkańcy sanatorium. Wystarczy jeden znaczący rekwizyt, a już wcielają się w postać Adeli, kelnera, sprzątaczki... Nawet sam bohater doznaje owej transformacji osobowości: nagle jego ręka owinięta bandażem staje się doktorem, informującym go o stanie zdrowia ojca. I właśnie ojciec jest najciekawszym bohaterem spektaklu Lazaro. Jest kukiełką, małą, pokraczną, raz pół-kurą, raz pół-rybą, a raz pół-.... no właśnie, trudno określić niektóre wcielenia ojca. Staje się pół-rupieciem, jednym z wielu bibelotów, składających się na wystrój pokoju.

Dynamiczna akcja, wiernie odzwierciedlająca emocje muzyka, ciągłe pojawianie się i znikanie kolejnych postaci stanowią niezaprzeczalny atut legendarnego spektaklu Banialuki. Kreacjonizm Schulza, cały wachlarz fobii i kompleksów autora Sklepów cynamonowych znalazły swoje ucieleśnienie w - nie boję się użyć tego słowa - genialnej inscenizacji, ze świetną grą aktorów, fascynującą grą świateł i niepokojącą muzyką. Powstaje tylko jedno pytanie: czy to, co widzimy na scenie, rzeczywiście określa problem samotności?

Świat Schulza to świat alternatywnej rzeczywistości. Bielskiej Banialuce udało się uzyskać ten niespotykany zapach i smak jego opowiadań. Wszystko dzieje się na pograniczu snu i jawy, w onirycznej rzeczywistości może nagle się okazać, że jedyną realną postacią jest Józef. Wszystko, co się dookoła niego dzieje, to teatr wyobraźni, wielka parada wizji, omamów, wspomnień. Samotność to nie nuda. To fascynujący stan stwarzania, ale nie demiurgicznego, doskonałego. Schulz (a wraz z nim w wizji scenicznej Lazaro), podobnie jak ojciec Józefa pragnie stworzyć nowego człowieka na obraz i podobieństwo manekina, wykorzystując odpady, resztki, tworząc nową estetykę kiczu, kreuje alternatywną rzeczywistość, często bardziej interesującą od realnego świata. Wszystkie działania sceniczne są wynikiem kreatywności bohatera, to on staje się nowym demiurgiem.

Ale samotność to także stan niebezpieczny. Józef traci poczucie rzeczywistości, "Sanatorium pod Klepsydrą" pochłania go, dlatego bohater staje na granicy życia i śmierci; owinięty bandażem, chcąc wyśpiewać finałową pieśń, wydaje z siebie jedynie niemy krzyk. Sam stał się ofiarą swojej wyobraźni, bólu, wyrzutów sumienia. Zwyciężyła muzyka, światło, człowiek zniknął. Czy na pewno? Jeszcze w kilkusekundowych refleksach widać jego wykrzywione usta... Ten spektakl trzeba zobaczyć. Nie raz, nie dwa... Ten spektakl niepokoi, dręczy i... wciąga. Ten spektakl jest niebezpieczny, po nim nic w teatrze nie jest już takie samo...

Bruno Schulz: "Samotność". Adaptacja i reż.: Francois Lazaro. Teatr Lalek Banialuka w Bielsku-Białej
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka |