Plastka - recenzje

Roman Lewandowski

FORT SZTUKI 2003


Fot.Barbara Maroń


W pierwszych dniach października br. w krakowskich Krzysztoforach odbyła się kolejna edycja Festiwalu Sztuki Performance "Fort Sztuki". W tym roku przedsięwzięcie to zostało zorganizowane wraz z Nippon International Performance Art Festival. Ta zaś fuzja sprawiła, iż w ramach przeglądu odbyło się Japońsko-Azjatyckie Tournee Sztuki Performance po Europie - NIPAF, co wydatnie przyczyniło się do mocnego zaakcentowania sztuki tamtego regionu (3 spośród 4 festiwalowych dni).

Zaprezentowane w krakowskich Krzysztoforach akcje pozwoliły publiczności zapoznać się z wizerunkiem japońskiego performance'u w przysłowiowej "pigułce". Prace te pokazały jak dalece ich cechą dystynktywną jest dyskurs cielesności, tradycji oraz problematyka konsumpcjonizmu. Aspekt ten był szczególnie widoczny w realizacji Rei Shibata.


Fot.Barbara Maroń


Japonka ograniczyła swoje wystąpienie do konsumpcji i "de-konsumpcji" coca-coli. Pieniący się i rozlewający po nagim torsie płyn mógł stanowić (choć może nieco infantylną) metaforę biernego poddawania się konsumpcyjnym wzorcom o zdecydowanie amerykańskiej proweniencji. Te zresztą były na festiwalu niejednokrotnie przywoływane i dekonstruowane. Przykładem był performance Chińczyka - Xishi Xianga - o wyraźnie ludycznym kontekście, w trakcie którego artysta wraz z osobą wybraną spośród publiczności częstowali się alkoholem i stopniowo rozbierali. W podobnym tonie wybrzmiała realizacja performera i dyrektora NIPAF w jednej osobie, Seiji Shimody, który w natrętnym, wibrującym "tańcu" odwoływał się do tekstu pop-kultury (w tym wypadku była to piosenka Madonny) jako mitu ponowoczesności.

Z otaczającej rzeczywistości - a poniekąd z jej "klinczu" - zaczerpnął pomysł Artur Grabowski. Jego akcja wirtuozersko (choć nie bez pomocy Red Bulla) wyzyskiwała napięcie, jakie rodzi się z przymusu identyfikacji z płcią, państwem, unią, organizacją etc. Artysta przytwierdził gwoźdźmi do drzwi tabliczki z skrótami bądź akronimami tych pojęć, a potem legł pod nimi i przeciągał się przez galerię. Drzwi, które konotują "przejście", transgresję, w tym wypadku sygnowały rzeczywistą i symboliczną zaporę "instytucjonalizmu".

Na drugim niejako biegunie znalazły się akcje znaczeniowo nawiązujące do rodzimej historii, biografii, sztuki. Do takich praktyk wypowiedzi należały w szczególności prace Atsuko Yamazaki, Kazunori Kitazawy, Tuilien Hsu (z Tajwanu) czy Osamu Kurody.

Atsuko Yamazaki, ubrana w tradycyjne kimono, zaprezentowała publiczności ceremonię picia zielonej herbaty. Sztuka ta - oparta na zasadach szacunku, czystości, spokoju oraz harmonii - jest zarazem "drogą" i "drammą", w której rytuał, utensylia oraz ubiór są elementami znaczącymi spektaklu, rozmowy, swoistego teatru.

Z kolei Kazunori Kitazawa, autor rzeźb i instalacji, zajmujący się performance'm już od 10 lat, w swojej akcji pokazywał drewniany okręcik z ptasim pierzem. Artysta konstruował z lotek osobliwy ogród i zapalał kolejne ogarki na ścianach, co mogło kojarzyć się z wotywnymi "ołtarzykami" Boltanskiego. Mimo niewątpliwej urody samej realizacji, można się zastanawiać, ilekroć już widziano performance (albo teatr) konstruowany na analogicznej matrycy. Dotyczy to w tej samej mierze akcji z "piórkiem" - młodej Japonki, Yoko Iida - będącej formą poetyckiej etiudy, wizualizacją potencjalnego haiku.

Bezsprzecznie ważnym wystąpieniem była realizacja najstarszego uczestnika "Fortu Sztuki 2003", Osamo Kurody.


Fot.Barbara Maroń


Artysty liczącego dziś 72 lata, który związany z powojenną awangardą, jest właściwie nestorem performance'u w Japonii. Kuroda najwyraźniej podejmuje się remitologizacji figury łazika, waganta i wieśniaka w jednej osobie. Ubrany w tradycyjny japoński strój, z plecakiem i żebraczą miską, ewokując dawne (?) pieśni, nawiązywał do achetypalnie utrwalonych symboli oraz zwyczajów, które funkcjonują dziś jako jedna spośród wielu kalek i ikon w kalejdoskopie globalnej wioski. Po podobnych wartości odwoływał się polski antenat ruchu akcyjnego - Jerzy Bereś.


Fot.Barbara Maroń


Autor "Manifestacji romantycznej" tym razem przedstawił wideo-prezentację zmontowaną z jego krakowskich wystąpień w latach 1981 i 2000, a także pokazał publiczności swoje "dokumenty rzeczowe" (m.in. powstałe na NIPAF'02 w Japonii), których autentyczność poddał weryfikacji obecnego na sali dyrektora festiwalu, Seiji Shimody.

Osobnym nurtem przeglądu był dyskurs feministyczny. Jego paradygmat obecny był szczególnie w performances Mari Tanikawy i Rebbeci Tzu-ch'i Yeh.


Fot.Barbara Maroń


Akcja pierwszej z nich wyraźnie przypadła do gustu publiczności, która - na życzenie Tanikawy - przyklejała na jej ciało podpaski z widocznym na nich napisem "Secret Live". Uobecniona "tajemnica" stała się tu ledwie zabawowym stygmatem, któremu akompaniowała muzyka pop.

Podobne w tonie uwidacznianie "niewidzialnego" miało miejsce w akcji tajwańskiej artystki -Tzu-ch'i Yeh, w której rytuał rozbierania zasadzał się (dosłownie i w przenośni) na gordyjskim węźle związanych w jeden warkocz włosów artystki oraz mężczyzny, który tą drogą przeciągał na siebie ubrania swojej partnerki.

Do dyskursu nomadyzmu oraz odciskania "śladów" (ciała, czasu bądź przestrzeni) nawiązywały realizacje Tajwanki, Tuilien Hsu, oraz Artura Tajbera. Ten ostatni pokazał znakomity performance (DVD) "Walkman 2003", będący formą cyfrowego notatnika z podróży, i podjął akcję symultaniczną, odwołując się m.in. do krążących w Krzysztoforach podczas festiwalu zapisków - impresji jednego z widzów.



Fot.Barbara Maroń


Interesująco wypadli Chińczycy, zwłaszcza Ji Yu oraz Guangyu Dai. Yu, artysta o dużym doświadczeniu i sporym dorobku, przedstawił niebezpieczną realizację, podczas której uwiązany linkami (przymocowanymi do ściany oraz ubrania stalowymi hakami), uwalniał się z nich przeczołgując się wzdłuż posadzki galerii. Historyczny i polityczny kontekst dawnych chińskich tortur z jednej strony, a z drugiej - zrywania się do wolności, był tu dosadny i wręcz namacalny. Można się spierać, ile w tej pracy było cytatu bądź persyflażu, jeśli uwzględnić dokonania takich artystów jak Mike Parr albo Chris Burden. Słabszy zdecydowanie oddźwięk wywołała utrzymana w konwencji "żywej rzeźby" realizacja Japończyka, Naoki Fujiwary.

Z polskich wystąpień na pewno warto odnotować performance Małgorzaty Butterwick, dyskusyjną w wymowie akcję Pawła Góreckiego i art-koncert Czeta Minkusa. Polacy - w przeciwieństwie do artystów z Azji - zaprezentowali się przede wszystkim w formie wideo-art. Tak było na przykład w przypadku Piotra Grzybowskiego, Grzegorza Sztwiertni (dalej penetrującego topos "naturalnych" performerów), Alicji Żebrowskiej, Oskara Dawickiego, Józefa Burego czy Barbary Maroń. Miejmy nadzieję, że w roku następnym relacja ta zostanie zmieniona i można będzie zobaczyć więcej manifestacji "na żywo", gdyż - jak dowodzi Fort Sztuki - performance ma przed sobą jeszcze dużo życia.