| |

Teatr - Recenzje
Grzegorz Leśniewski
NIE TERAZ, KOCHANIE
Na deskach Teatru Śląskiego im. St. Wyspiańskiego w Katowicach, już od 7 czerwca można podziwiać brawurową farsę Raya Cooneya i Johna Chapmana pod tytułem "Nie teraz, kochanie". Miłośnikomtego typu przedstawień, nazwiska autorów są zapewne dobrze znane. Ray Cooney był doskonałym aktorem komediowym. To doświadczenie, znajomość upodobań widzów i przeróżnych teatralnych gagów sprawiły, że napisał już kilkanaście doskonałych utworów scenicznych. Jego sztuki świętowały sukcesy nie tylko w Anglii, ale także na Broadway'u. Zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków i bawią pokolenia zarówno w Polsce, jak i we Włoszech czy Francji. Do jego najsłynniejszych dzieł zalicza się "Mayday", "Wszystko w rodzinie" i "Okno na parlament". Wspólnie z Johnem Chapmanem napisał już kilka fars. Chapman zadebiutował (również po okresie kariery aktorskiej) sztuką "Dry Rot". Jej olbrzymi sukces sprawił, że zajął się pisaniem. Obecnie w jego dorobku są wspaniałe seriale komediowe (za "Fresh Fields" zdobył nagrodę EMMY w USA w kategorii najbardziej popularna produkcja filmowa) i farsy teatralne.
"Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonany, że farsa ma więcej wspólnego z tragedią niż z komedią" - stwierdza Ray Cooney. U podstaw zrozumienia tej wypowiedzi leży znajomość sztuk tegoż autora. Miałem przyjemność oglądać na deskach Teatru Śląskiego zarówno "Mayday", jak i "Nie teraz, kochanie". Początkowo obawiałem się, że skoro te dwie sztuki zostały napisane przez jedną osobę, to mogę się trochę nudzić. Wydawało mi się, że po pierwszym spektaklu już nic nie może mnie zaskoczyć, zszokować, rozbawić. Myliłem się. Można wiele razy obejrzeć jeden film, przeczytać jedną książkę. Za każdym jednak razem dostrzeżemy coś zupełnie innego. Zobaczymy coś, czego wcześniej nie było. Poza tym, w "Nie teraz, kochanie" na pewno nie brakuje niepowtarzalnego humoru, oryginalności, komizmu postaci, dialogów i monologów. Brawurowa akcja przyciąga uwagę widza. Przedstawienie przypomina tragikomedię. Bohater miota się, poszukuje wyjścia z sytuacji. Okoliczności pogrążają go coraz bardziej, aż w końcu dopada go zgubna rezygnacja.
Na początku przedstawienia Gilbert Bodley (Adam Baumann) - właściciel ekskluzywnego salonu z przepięknymi futrami - zwraca się do publiczności stwierdzając, że 99% mężczyzn przyznaje się do zdradzania żony, a pozostałe 1% odpowiadając "nie", po prostu kłamie. Gilbert sam "przyprawia rogi" swojej żonie i należy do grupy stanowiącej 1%. Okazuje się, że podobna prawidłowość dotyczy również kobiet. Janie McMichael (Anna Kadulska), którą upodobał sobie Bodley, poza swoim "prawdziwym" i "oficjalnym" życiem, wiele czasu spędza w klubie nocnym, o czym oczywiście nic nie wie jej mąż.
Centralnym motywem intrygi pozostają perypetie bohaterów z drogocennym futrem. Po stu dwudziestu minutach widz pada na kolana: jest w stanie uwierzyć we wszystkie przekonania o obłudnej naturze człowieka. Ewidentnym objawem zamieszania pozostają fruwające po scenie części garderoby, w tym damskiej bielizny. W trakcie spektaklu stajemy się świadkami zadziwiającego przeistoczenia się larwy w motyla. Chodzi o postać Arnolda Croucha (Wiesław Sławik). Początkowo cichy, spokojny, obowiązkowy i utalentowany projektant; artysta, który do swoich dzieł zwraca się wręcz z czcią. W ciągu dwóch godzin przeistacza się do tego stopnia, że futra upycha byle jak, do byle jakiej torby, aby tylko pozbyć się klientki. Wcześniej bał się rozmów z obcymi, był nieśmiały, zestresowany i zakompleksiony. Potem prezentuje się widzom jako właściciel "mini haremu". Cicha woda brzegi rwie...
Sytuacje sceniczne zostały drobiazgowo zaplanowane: każdy gest, każde słowo prowadzi do zaskakujących, nieoczekiwanych konsekwencji. Jedno nieumyślne spostrzeżenie i już można pogrążyć przyjaciela, pracodawcę. Podczas tego wspaniałego przedstawienia ukazuje się nam cała sieć intryg, zdrad, oszustw mniejszych i większych. W żaden sposób nie można przewidzieć tego, co zdarzy się za chwilę. Nastrojowa muzyka (opracowanie: Marcin Sławiński, dźwięk: Adam Szymura), która pojawia się tylko momentami, wprowadza klimat, który angażuje emocje publiczności. Trzeba pochwalić aktorów za doskonałe poprowadzenie ról, za umiejętność nawiązania kontaktu z widzami. Artyści dobrze wyczuwali, kiedy pozwolić publiczności na zaczerpnięcie oddechu. Świetna reżyseria (Marcin Sławiński), scenografia (Anna Sekuła), muzyka, w pełni dopracowane światło (Maria Machowska) i profesjonalne aktorstwo sprawiły, że "Nie teraz, kochanie" to widowisko, które nabiera "dramatycznej" wymowy. Bardzo śmieszyło, ale wzbudzało też chwile poważniejszej zadumy nad sprawą kontaktów międzyludzkich. "Nie teraz, kochanie" na pewno doskonale zapisze się zarówno w mojej pamięci, jak i w pamięci pozostałych widza. Z prawdziwą satysfakcją, gorąco polecam.
R.Cooney, J.Chapman: "Nie teraz, kochanie". Teatr Śląski w Katowicach. Premiera: 7 czerwca 2003
|