Teatr - rozmowy

KABARET IDZIE Z DUCHEM CZASU

Z Agnieszką Litwin i Wojtkiem Kamińskim rozmawia Aleksandra Kluka

Ola Kluka: panuje taka obiegowa opinia, że kabaret skończył się wraz z "siermiężnymi" czasami PRL. Okazuje się jednak, że absurdy tamtej epoki to nie jedynie możliwy materiał do powstawania skeczy. Dziś także funkcjonuje wiele kabaretów, które całkiem dobrze sobie radzą. Kabaret Jurki z pewnością do nich należy. Stąd moje pytanie: jaki jest dzisiejszy kabaret i w jaki sposób dociera się dzisiaj do nowej publiczności?

Wojtek Kamiński: Jaki jest teraz kabaret? Niewątpliwie kabaret idzie z duchem czasu. Na pewno poddaje się wpływowi tego, co dzieje się na świecie. Duże przyspieszenie technologiczne, zmiana relacji społecznych, globalizacja, to wszystko, wbrew pozorom, ma wpływ na to, jak wygląda współczesny kabaret. Kiedyś decydującą rolę grał tekst, natomiast w tej chwili mnóstwo kabaretów wykonuje skecze, w których liczy się przede wszystkim dźwięk i obraz. Kabaret poszedł właśnie w tę stronę, jako efekt kultury telewizyjnej. Ludzie, którzy zaczynają robić kabaret teraz, mają w tej chwili czasem po siedemnaście lat, czyli są dokładnie "dziećmi" takiej kultury.

Agnieszka Litwin: Tak, ale mówimy tu wyłącznie o młodym pokoleniu, o tych, którzy dopiero teraz się pojawiają.

W.K.: My zaliczamy się raczej do średniego pokolenia, to znaczy bliższego temu starszemu kabaretowi, temu, który podobno się skończył, jak powiedział jeden nestorów kabaretu.

O.K.: Jednak nie czujecie się gorsi.

W.K.: Nie, oczywiście, że nie, ale na pewno czujemy się inni.

A.L.: Jeśli dla nestora kabaret się skończył i on tak czuje, ma prawo o tym powiedzieć. Dla niego się skończył, ponieważ on być może nie rozumie tego kabaretu, który jest teraz. Wracając do tego, o czym mówił Wojtek, myślę, że młode kabarety także sięgają dziś do tradycyjnych form kabaretowych: do Kabaretu Starszych Panów i do Kabaretu Potem, który stał się już w jakiś sposób klasyką. Takie kabarety również istnieją i nie do końca jest z tym słowem tak, jak mówisz. Są różne rodzaje publiczności i różne rodzaje kabaretu. Każdy może sobie wybrać to, co według niego jest najlepsze.

W.K.: Ja tylko uściślę to, co powiedziałem, że kabaret mniej więcej w tę stronę idzie, w stronę obrazkowości, w stronę dźwięku. Marylka ma rację, ja się z tym zgadzam. My jesteśmy przedstawicielem takich kabaretów, które kultywują tradycyjne formy: monolog, skecz, piosenkę, wręcz liryczną piosenkę...

A.L.: Stąd pianista.

W.K.: Rzeczywiście, pianista jest w tej chwili ogromną rzadkością w kabarecie.

A.L.: Akurat dzisiaj kabaret Hrabi i Kabaret Jurki mają pianistę, ale jesteśmy już pewnymi wyjątkami.

W.K.: Ale jednocześnie prezentujemy formy dość charakterystyczne dla kabaretów zielonogórskich, Kabaret Hrabi wprawdzie jest kabaretem ogólnopolskim, ale jego członkowie dość mocno związani są z Zieloną Górą i dość mocno osadzeni są w tradycjach "potemowskich". Zresztą ten kabaret także związany był z tradycyjnymi formami kabaretowymi, chociaż kiedy zaczynał działalność, wydawało się, że od nich odbiega.

O.K.: Podczas dzisiejszego wieczoru będziemy mieć do czynienia ze specyficznego rodzaju spiętrzeniem różnych form kabaretowych. Zobaczymy kabaret Jurki, "kabaret Hrabi i na koniec film zielonogórskiej Wytwórni Filmowej A'yoy "Baśń o ludziach stąd". Przypomina to trochę formę kabaretonu, do jakiej przyzwyczaił nas Festiwal Piosenki w Opolu. Czy myślicie, że jest coś kreatywnego w takim zestawieniu różnych kabaretów z Zielonej Góry?

W.K.: Zderzanie zawsze działa w sztuce inspirująco, to pewne. Możemy siebie nawzajem obejrzeć, możemy porównać swoją twórczość, stwierdzić, że ktoś jest od nas lepszy albo że my przeskakujemy trochę poziomem innych. To jest bardzo cenne, na pewno.

A.L.: Pokazuje także pewną różnorodność.

W.K.: Natomiast jeśli chodzi o spiętrzenie, zauważyłem pewne zjawisko, mianowicie: kabaret staje się bardzo popularny wśród młodych ludzi, to jest bardzo pocieszające, ponieważ kabaret przez jakiś czas przeżywał kryzys. W tej chwili jest ogromny wysyp młodych kabaretów. Na eliminacje na największy Festiwal Kabaretowy w kraju, na "Pakę" zgłosiły się w tym roku sześćdziesiąt cztery kabarety. To naprawdę potężna ilość. Ile takich kabaretów gdzieś tam jeszcze jest, które się dotąd jeszcze nie ujawniły, nie zgadnę, ale myślę, że bardzo dużo. I ta liczba na pewno będzie rosła. Co jeszcze idzie za tym ciekawego a jednocześnie bardzo cennego to - różnorodność form. Wszystko zaczyna się bardzo mocno przeplatać, zmierzać w różne strony. Są formy teatralne, są formy czysto dźwiękowe, czysto wizualne i wszelkie kombinacje tych form.

A.L.: Na przestrzeni ostatnich lat pojawiał się bardzo różne formy: parateatralny "Teatr Empty-a" czy "Grupa Rafała Kmity", muzyczna "Grupa Mo Carta", również kabaret One Mam Show czyli Tomek Jachimek, Steffen Mőller [wystąpią podczas Letniego Ogrodu Teatralnego, kolejno 3 sierpnia i 17 sierpnia].

W.K.: Wartym zauważenia na tegorocznej "Pace" był zdobywający już po raz kolejny Grand Prix kabaret Ani Mru Mru, pojawił się też kabaret Łowcy.B, [obydwa kabarety wystąpią 31 sierpnia], który jest nową formą, czy raczej nową dla obecnej publiczności. Ja osobiście dostrzegam tam troszeczkę naszej starej formuły Jurkowej, coś w tym jest, jakaś taka podobna dusza. Choć absolutnie nie twierdzę, że jest to naśladownictwo, oni oczywiście robią to zupełnie inaczej. Jest to taki montaż różnych elementów, nie wiadomo, czy to jest gra aktorska, czy są to aktorzy, którzy grają po prostu siebie. Cóż tam jeszcze ciekawego się pojawiło, tak żywo właśnie te dwa kabarety zapamiętałem z tegorocznej "Paki". Oprócz tego Tomek Jachimek [na LOT-cie wystąpi 3 sierpnia], który ostatnio bardzo mocno zaistniał i potwierdza swoją klasę i talent.

O.K.: Przenieśmy się teraz w przestrzeń samego Letniego Ogrodu Teatralnego. Mirosław Neinert w czasie tych teatralnych wieczorów próbuje przenieść nas w atmosferę zapomnianej już trochę tradycji, teatrów ogródkowych sprzed stulecia. Podcienia Górnośląskiego Centrum Kultury próbują przywołać ten specyficzny klimat wieczorów spędzanych z kiełbaską i kuflem piwa wśród dobrych znajomych. To łączy się jednak ze znacznym odejściem od intymnej atmosfery małej sali teatralnej, w której "kabareciarze" chyba czują się najlepiej. Czy nie boicie się tego mobilnego, wciąż rozmawiającego, pijącego piwo tłumu ludzi?

W.K.: Graliśmy tutaj dwa lata temu i było bardzo, bardzo dobrze. Chociażby dlatego nie boimy się. Nie ukrywam, że bardziej odpowiada nam zamknięta sala. Tam łatwiej jest stworzyć atmosferę, łatwiej jest nią pokierować, na otwartym powietrzu jest to z pewnością dużo trudniejsze.

A.L.: Skupienie publiczności jest zupełnie inne, ponieważ rozproszenie na otwartym powietrzu jest znacznie większe.

W.K.: Tym bardziej, że my nie robimy jakiegoś ekspansywnego kabaretu w związku z tym wolimy zamknięte sale. Ale mimo to atmosferę tutaj zapamiętaliśmy jako bardzo dobrą.

O.K.: Organizatorzy starali się zapewnić optymalne warunki do tworzenia takiej teatralnej atmosfery, próbując wykluczyć te wszystkie niespodzianki związane z otwartą przestrzenią. Wygaszenie świateł na Placu Sejmu Śląskiego, zmiana organizacji ruchu autobusów itd. Mimo to nie są w stanie wyeliminować wszystkich niespodzianek, zwłaszcza tych, które są nieprzewidywalne. Chodzi mi tu zwłaszcza o ruchy mobilnej publiczności, o dzieci, psy czy pijaków. Czy nie boicie się takich sytuacji?

W.K.: Nie nastawiamy się raczej, że na każdym spektaklu coś takiego się zdarzy. Spora część naszego programu oparta jest na improwizacji, improwizacja polega również na tym, że wykorzystujemy aktywnie elementy naszego otoczenia w związku z tym, jeśli ktoś taki się nadarzy będziemy się starali ograć go, czyli stworzyć z niego element przedstawienia. Wiemy że publiczność bardzo żywo zawsze reaguje w takich sytuacjach a jeśli uda się, powiedzmy, takiego pijaka ładnie ograć i inteligentnie dać mu do zrozumienia, że powinien odejść albo się uspokoić i kontynuować przedstawienie, wtedy wszystko będzie w porządku. To jest ryzyko, ale my decydujemy się na to.

O.K.: Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę udanego spektaklu, oczywiście bez fatalnych niespodzianek.

A.L. i W.K.: Dziękujemy.