Teatr - recenzje

Michał Cyfra

ON I ONA

W sobotni wieczór 12 lipca 2003 Teatr Wybrzeże z Gdańska zaprezentował katowickiej publiczności sztukę Aleksandra Fredry "Mąż i żona". Przedstawienie pokazano w ramach V Letniego Ogrodu Teatralnego. Reżyserująca je Anna Augustynowicz sprawnie i z dużym wyczuciem pokierowała aktorami, a przede wszystkim odczytała Fredrę poprzez współczesny kontekst kuturowo-socjologiczny. Augustynowicz ograniczyła scenografię do jednego elementu - metalowej prostokątnej konstrukcji, która została umieszczona na środku sceny. Aktorzy wchodzili w interakcję tylko z jednym przedmiotem (ale jakże ważnym) - czerwoną piłeczką. Reżyserka wymogła na aktorach bezmyślnie wypowiadanie tekstu, które przypominać mogło bądź to podstawówkowe, katarynkowe recytowanie, bądź też szybkie słowne serie z uzi (bardziej eufeministycznie riposty słowne bez gardy). Zarówno zabiegi scenograficzne, jak i pogwałcenie tradycji recytowania tekstów Fredry miały na celu przedstawienie luźnej, partnerskiej relacji. On i Ona wiedzą, że są niezależni jedno od drugiego i zawsze mogą odejść. Zdrada nie niszczy takiego związku, gdyż nie niesie z sobą żadnych konsekwencji. W taki mniej więcej sposób rysuje się historia naszych bohaterów. On (Wacław) zdradza Ją (Elwirę) ze służką, a Ona zdradza Jego z przyjacielem. Anna Augustynowicz bawi się w tym spektaklu pop-freudyzmem poprzez dwuznaczność słów (zazwyczaj wtedy aktor zwalnia bądź też kończy swoją wypowiedź) oraz wykorzystanie czerwonej piłeczki, która ugniatana, podrzucana, chowana do przedniej kieszeni spodni, rzucana do partnera rozmowy wprowadza widzów w zakulisowy świat rozkoszy bohaterów. Zabieg "wszyscy na scenie" (pomysł godny pochwały) podkreśla wymowę spektaklu. Bohaterowie przez cały czas jego trwania widzą siebie, swoje zdrady, kłamstwa. W ten sposób Augustynowicz akcentuje wolność i niezależność w związku partnerskim. Odczytanie na nowo tekstu hrabiego Fredry poprzez przedstawienie (krytykę) małżeństwa partnerskiego, a poprzez to nakreślenie bardzo smutnego obrazu współczesnych, średnio zamożnych mieszkańców dużych miast stawia ją w ścisłym gronie reżyserów teatralnych średniego pokolenie. Chociaż licznie zgromadzona katowicka publiczność dość często wybuchała gromkim śmiechem, czy nie był to śmiech przez łzy? Wszak na pytanie: "Z kogo się śmiejecie?", można odpowiedzieć: "Z samych siebie się śmiejecie."