do strony głównej

Literatura - recenzje

Katarzyna Ewa Zdanowicz

WBREW


Oko poety, o którym pisał niegdyś Tadeusz Różewicz, może okazać się przekleństwem. I to przede wszystkim dla tego, który patrzy. Podwójne spojrzenie na świat, na to, co słynne i świetne, a pod spodem nijakie i puste - powoduje, iż rzeczywistość wydaje się być niekiedy tanią dekoracją. To, co kryje się pod maską; to, co naprawdę jest za papierową zasłoną - ścianą domu, drzwiami pokoju, czyimś uśmiechem, spojrzeniem, wyrazem twarzy - jest dostrzegane przez nielicznych. Dobrze wie o tym Mariusz Grzebalski, autor tomu "Słynne i świetne", książki o patrzeniu i zapamiętywaniu; książki o przekleństwie pamięci.
Zgadzam się w pełni z Agnieszką Gulczyńską, która w recenzji tomu Mariusza Grzebalskiego napisała: Dominującym tonem jest bezsilne spojrzenie w stronę wszystkiego, co umykając, żłobi w nas głęboki ślad (Uporczywość pamięci"Czas Kultury", nr 1/2004). Ta książka jest bowiem o patrzeniu wstecz, o przeszłości, która jest blizną, częścią nas - mniej lub bardziej niechcianą, mniej lub bardziej ukrytą. Mariusz Grzebalski po raz kolejny w swoich wierszach błądzi w przeszłości, a jego wędrówka wśród wspomnień bardzo wiele mówi przede wszystkim o teraźniejszości, rozczarowaniu (odczarowaniu) sobą i światem, niezgodzie na miałkość, lepkość, bylejakość tego, co pozornie słynne i świetne, piękne i dobre, czyste i niepowtarzalne. Ta przeszłość niekiedy przypomina zły sen, wydaje się być kolejnym, zatrutym złudzeniem:


Poznałem ludzi
i rozpłynąłem się pod ich palcami
jak wosk. Teraz widzę śniący
mnie sen, widzę siebie we śnie.

("Myśl")

Mariusz Grzebalski opisuje świat pozorów - wśród których ludzie żyją i w które uparcie wierzą. Te pozory pozwalają trwać w codzienności. Wrastać w nią. Poeta wyczuwa jednak fałszywość opowieści, tandetę emocji. A często również fałszywość samego siebie. W jednym z wierszy Grzebalski tak oto opisuje podwójne dno rzeczywistości, nędzne złudzenia dotyczące nas samych, które sprzedajemy innym:

W szczególnym sensie
byliśmy ze sobą w kontakcie -
to znaczy dowiadywałem się
o jego wciąż nowych dziewczynach.

Aż któregoś razu w jednym z kuszących
błyskiem tandety domów towarowych,
po których włóczę się niekiedy,
nie mając nic lepszego do roboty,
zobaczyłem jak szedł z jedną za rękę.
I jeśli ktoś do kogoś należy,
to on do nich, nie na odwrót.

("Od rzeczy")

Fascynujące są zapisy autora tomu "Słynne i świetne" dotyczące ludzi, których niegdyś kochaliśmy - którzy dotknęli nas, a ślad po ich dotyku miał zostać na zawsze, pod skórą, we krwi, w pamięci. Tymczasem poeta opisuje ludzi kiedyś sobie bliskich - patrząc na nich jak na stary, czarno-biały film, patrząc chłodno i nieufnie. Czytając te wiersze przypomniałam sobie fragment słynnego tekstu Kazimierza Dąbrowskiego "Posłanie dla nadwrażliwych". Padają tam takie oto słowa: Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę / za wasze zachłanne przyjaźnie i miłości / lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami. Mariusza Grzebalskiego interesuje właśnie ten moment, kiedy miłość umiera przed nami. Ona umiera, a my żyjemy. Żyjemy tak jakby jej nigdy nie było. A przynajmniej tak nam się wydaje. W znakomitym utworze "Wiersz na poste restante" Grzebalski wysyła list w martwą już przeszłość, list bez odpowiedzi:

Wybacz, nie wiem, co mnie naszło,
chyba po prostu jestem ciekawy,
co u ciebie. Jak tam twoje słoneczko,
zdrowa, uczy się? Otwarta czy zamknięta w sobie?
Recytuje Mickiewicza, robiąc stójkę na rękach,

jak jej matka? To jednak osobliwe,
odnajdywać siebie samych, po drugiej stronie,
nie sądzisz? Piwo albo obiad, pamiętasz, co wybrałaś?

("Wiersz na poste restante")

Natomiast w jednym z najlepszych wierszy z tego tomu poeta napisał:

Przypomniałem sobie jej pośladki
i kolana, z których jedno
było obite -

mały, ciemny ślimak
na przezroczystej skórze rzepki.

(...)Przedmiot po przedmiocie
zarastała ciemność.

Żadnych pytań, złego słowa,
choć tyle przekleństw.
Kiedy trzeba było się pożegnać,
pożegnanie z podaniem ręki.

("Ślimak")

To, co było ogniem, jest prochem. Czy lepiej jest zapomnieć? Czy powinniśmy pamiętać? Mariusz Grzebalski w swojej książce zadaje mnóstwo pytań i waha się z odpowiedzią. Patrzy z dystansu na siebie i na nas, prowadzi czytelnika po mapie pamięci, wpada w jej pułapki, wstaje i idzie dalej.
Wiersze-fotografie, wiersze-kadry. Z jakiego filmu? Z czyjego życia? Kto w nich gra, a kto jest prawdziwy? Warto przeczytać te historie, obejrzeć je, zagubić się w nich i odnaleźć. Tak naprawdę wcale nie chcemy, by zarastała nas ciemność. Przedmiot po przedmiocie. Słowo po słowie. I dzięki tym wierszom jest to możliwe.

Mariusz Grzebalski: "Słynne i świetne". Biuro Literackie, Wrocław 2004.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | literatura | kontakt | archiwum |