do strony głównej

Plastka - polemiki

Andrzej Urbanowicz

PAN PISKOR GROMI KONIUNKTURALIZM



Nasz niegdysiejszy satelita Stanisław Piskor opublikował telewizyjną recenzję z wystawy "Katowicki Underground Artystyczny po roku 1953", otwartej 14 listopada ubiegłego roku w katowickim BWA. Niestety, utwór ów zawiera zbyt wielkie stężenie nieścisłości, świadomych przeinaczeń, wymyślonych fikcji, jak i zwykłych kłamstw, by można pozostawić to bez komentarza.

Zacznijmy od tego, że tytuł wymienionej wyżej ekspozycji jest intelektualną własnością Henryka Wańka i niżej podpisanego. Użycie tego tytułu w wychwalanej przez recenzenta wystawie w Muzeum Historii Katowic jest jedynie zawłaszczeniem dokonanym bez naszej zgody. Ale również bez zgody BWA Katowice, które jest prawowitym realizatorem tego projektu. Jesteśmy zatem pomysłodawcami nazwy i zarysu tego zamierzenia. Długo zastanawialiśmy się, jak ująć pod wspólnym tytułem całość niezależnych działań artystycznych na Śląsku w okresie PRL-u. O wyrażenie swego zdania na temat projektu zwróciliśmy się do krytyków i znawców tych spraw, których - jestem przekonany - nie trzeba przedstawiać. Przytoczę kilka tych opinii.

Profesor Jacek Woźniakowski napisał: "Projektowana wystawa i książka o katowickim undergroundzie wydaje mi się zamysłem niezmiernie trafnym i potrzebnym. Działania tego 'podziemia' miały nie tylko wysoką i niedocenioną klasę artystyczną i bardzo szczególny, odrębny charakter, ale też promieniowały daleko poza Śląsk i raz jeszcze uświadamiają, że można i trzeba wyjść poza kilka 'kanonicznych' ośrodków, jeśli chce się naprawdę wiedzieć, jakie moce (artystyczne czy ideowo-artystyczne) w ludziach drzemią, ale niekoniecznie warszawiakach czy krakowiakach." "Nie było w PRL-u innego środowiska o charakterze prawdziwego undergroundu - pisze Wojciech Skrodzki - które mogłoby choć w części porównywalne być z tym, co działo się w środowisku katowickim. W latach 60 i 70 przyjeżdżałem tam często, utrzymywałem bliskie i przyjacielskie kontakty z czołowymi przedstawicielami tego ruchu, moja opinia jest więc opinią kogoś, kto raczej dobrze znał te sprawy od wewnątrz." Podobnie wypowiedział się profesor Stefan Morawski: "Underground artystyczny w Katowicach wyróżniał się pośród innych horyzontem duchowym i intelektualnym oraz uprawianiem malarstwa o treściach apelujących do doznań metafizycznych. Underground ów stanowił jedną z najdonioślejszych odtrutek na ówczesne slogany i tabu. Działania te uprawiano przy tym bez jawnego podejmowania 'potyczek' politycznych, gdyż właśnie tę sferę artyści owi uważali za drugorzędną. Grupa St-53 podążała różnymi indywidualnymi drogami, wzajem się wzbogacającymi. Zostały mi z tamtych lat, z udziału w konferencjach i prywatnych spotkaniach najlepsze wspomnienia. Były to zawsze kontakty stymulujące intelekt i wyobraźnię. Założenia wstępne wystawy i wydawnictwa wydają mi się bez zarzutu. Projekt ten winien być jak najrychlej urzeczywistniony. Zwłaszcza sprawy związane z grupą Oneiron okażą się rewelacją!"

Prócz wymienionych wyżej Jacka Woźniakowskiego, Wojciecha Skrodzkiego, Stefana Morawskiego, na temat projektu wypowiedzieli się Wojciech Eichelberger, Jerzy Illg, Andrzej Janusz Korbel, Bożena Kowalska, Kazimierz Kutz, Tadeusz Sławek, Jacek Waltoś. Wszystkie te wypowiedzi są jednoznacznie, entuzjastycznie pozytywne. Odmienne zdanie, jako jedyny, zajął Stanisław Piskor, samozwańczy "rzeczoznawca malarstwa współczesnego", który zarzuca projektodawcom interesowność, sprowadzającą się "do potrzeby dorobienia się dobrych papierów politycznych przez krąg o problematycznej postawie wobec realnych działań opozycyjnych". Wartoby w tym miejscu zastanowić się i przypomnieć, kto tutaj w samej rzeczy zajmował i zajmuje "problematyczną" postawę nie tylko wobec działań opozycyjnych. Kto od lat czyni syzyfowe wysiłki, aby kulturę na Śląsku ukazać z jak najgorszej strony, a najlepiej w ogóle jej nie pokazać? To zastanawiające, gdy tego rodzaju starania utrzymywane są przez telewizję publiczną. Czy jest to ze strony decydentów brak podstawowej wiedzy, niedbalstwo, kolesiostwo czy jeszcze coś innego?

Autor omawianej recenzji kwestionuje użycie słowa "underground" w tym kontekście. Czyżby doprawdy nie wiedział, że znaczenie takich terminów jak "awangarda" czy "underground" w sztuce jest nieco inne niż w sferze militarnej lub politycznej? Nie wiem, czy muszę to wyjaśniać, że "underground" w sztuce nie oznacza tego samego co podziemie o charakterze politycznym. Oznacza działania podejmowane niezależnie a często wbrew władzy i establishmentowi. Na podobnej zasadzie dziś mówimy o undergroundzie na scenie muzycznej. Czyż nie jest to co najmniej dziwne, że wszyscy pozostali autorzy sondażu mają na ten temat zdanie zupełnie inne?

Nie zmienia to faktu, że nasze działania podlegały inwigilacji przez Służbę Bezpieczeństwa. "Grupa Oneiron do której należeli Waniek i Urbanowicz okazała się być gminą buddyjską" - powiada Piskor. A przecież dobrze wie, że aktywność kręgu Oneiron przypada na lata 1967 -1971 a początki tego, co w przyszłości stało się gminą buddyjską przypadają na rok 1973. Antoni Halor i Zygmunt Stuchlik nigdy nie mieli związków z buddyzmem a Henryk Waniek co prawda te związki miał, ale do Koła Zen nie należał. Ot, drobna nieścisłość. Autor recenzji wyśmiewa się z "podziemności" gminy buddyjskiej, swój dobry humor opierając na fakcie opublikowania w 1975 roku w "Polityce" wywiadu z Philipem Kapleau. Jakiż to underground, skoro pisze o nim partyjna gazeta? Aby zrobić większe wrażenie dodaje, że redagowana przez Mieczysława Rakowskiego, późniejszego premiera w rządzie Jaruzelskiego.

Jako osoba pokrzywdzona w rozumieniu ustawy o I. P. N. - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wszedłem w posiadanie kopii materiałów operacyjnych, mnie dotyczących. Przytoczę w dosłownym brzmieniu tylko fragment analizy datowanej 16 stycznia 1976, czyli już po publikacji w "Polityce": "W dniu 13.I. br. Kpt. Chmielewski kier. Sekcji Wydz. III tut. Komendy przeprowadził rozmowę z prezesem Związku Polskich Art. Plastyków w Katowicach w wyniku której ustalił, ze Urbanowicz od dłuższego czasu nie udziela się w Związku, zaniedbał pracę artystyczną kosztem zaangażowania się całkowicie w wyznaniu buddyjskim, poza tym dłuższy czas chorował na płuca, miał zakładaną odmę. Wśród plastyków Związku Urbanowicz uważany jest za nienormalnego psychicznie. Reasumując stwierdzić należy, że Urbanowicz Andrzej stał się kierownikiem nielegalnego związku religijnego, organizuje systematycznie spotkania w swoim mieszkaniu nie posiadając wymaganych zezwoleń Wydz. ds. Wyznań przez co dopuszcza się wykroczenia ciągłego w stosunku do istniejącego w Polsce prawa wyznaniowego i przepisów ustawy o zgromadzeniach.
W związku z powyższym proponuje się następujące wnioski:
- poinformować Wydział d/s Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach o istniejącym stanie rzeczy, celem wezwania Urbanowicza do Urzędu i ostrzeżenia go o konsekwencjach uprawiania nielegalnej działalności i wezwania do natychmiastowego przerwania tej działalności lub czynienia starań o zalegalizowanie związku zgodnie z Ustawą o stowarzyszeniach.
- kontrolować poczynania Urbanowicza po rozmowie w Urzędzie, w wypadku nie zastosowania się do otrzymanych poleceń dokonać wkroczenia do mieszkania Urbanowicza podczas kolejnego spotkania, rozwiązania zgromadzenia i wyciagnięcie konsekwencji w stosunku do Urbanowicza jak również do uczestników, dokonać przeszukania mieszkania. Na Urbanowicza sporządzić wniosek o ukaranie do Kolegium d/s Wykroczeń."

Cóż jeszcze można do tego dodać? Całkowity zakaz opuszczania kraju, nawet do demoludów nie było mi wolno wyjeżdżać. To nie są moje wymysły czy domniemania, na to wszystko są kwity. A paszport na wyjazd do USA w 1978 roku, abym mógł zobaczyć umierającego ojca, którego ostatni raz widziałem mając półtora roku, musiałem po prostu kupić. Dziennikarz, który w stanie wojennym został pozytywnie zweryfikowanym pracownikiem RSW Prasa i pozwala sobie na tego rodzaju kpiny, sam sobie wystawia świadectwo.

Około 35 lat temu, w bezdebitowym periodyku (16 edycji) redagowanym przez Wańka i przeze mnie, zamieściłem notatkę, będącą prawdopodobnie reakcją na jakieś ówczesne zdarzenia czy dyskusje. Tekst jest krótki, zatem przytoczę go w całości, zaczyna się od małej litery: "powiadasz underground. To dobrze, ale powiem ci, że underground który chce być stylem lub kierunkiem jest monstrualną bzdurą. Ci co robią - a są już tacy - underground przy pomocy mądrych książek o undergroundzie - a są już takie - to tacy sami idioci, jak ci, co życie swe kształtują podług moralności i etyki wyczytanej lub usłyszanej od cioci. Underground jest podstawą i postawą wobec życia i istnienia i wtedy nie ważne czy wypowiadasz się na sposób 'underground' czy inaczej".

Pan Piskor bez podania źródła cytuje wyrwane z kontekstu tylko ostatnie zdanie, aby zatriumfować "patrzcie taki to underground tego Urbanowicza". Jednak, nawet to ostatnie zdanie niesie właściwe przesłanie, być może nieczytelne dla recenzenta: " bądź uczciwym". Wróćmy jednak do głównego tematu tych rozważań. Będąc inicjatorami projektu, byliśmy świadomi, że jego kuratorem musi być historyk sztuki o ustalonym dorobku naukowym. Na początku projekt prowadzić miał kustosz Marek Meschnik z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. Niestety, już w trakcie pierwszych prac przygotowawczych musiał zrezygnować z powodu choroby matki. Rozpoczęły się poszukiwania innego kuratora. Zgodził się nim być profesor Janusz Zagrodzki, wybitny badacz sztuki polskiej, szczególnie lat 50. i 60. To właśnie on opracował znakomitą monografię Galerii Krzywe Koło, a ostatnio takie wydawnictwa (towarzyszące wystawom w Muzeum Sztuki w Łodzi) jak "Dłubak i Grupa 55" oraz "Gierowski i Krzywe Koło". Nikt rozsądny i odpowiedzialny nie może podważyć kompetencji profesora Zagrodzkiego. A przecież to właśnie on jest kuratorem omawianej wystawy i redaktorem wydawnictwa, które ukaże się w roku 2004.

Autor recenzji nawet o tym nie wspomniał, gdyż uczyniłoby to jego atak na pomysłodawców wystawy bezprzedmiotowym. Skoncentrował się natomiast na tekście Janusza Zagrodzkiego, a ściślej na jego tytule "Od Strzemińskiego do Bellmera". Powołując się na publikacje sprzed około 40 lat, z ubolewania godnym zaślepieniem próbuje wykazać artystyczną nicość Bellmera. Być może przekona niezorientowanych, osobom obeznanym ze sztuką współczesną ukazuje tylko brak podstawowej wiedzy (może nie ma co się dziwić, wszak to polonista) oraz niezwykle zacietrzewioną ksenofobię. Recenzent sugeruje koniunkturalizm, wręcz zdradę narodową polegającą na "dowartościowywaniu wpływów niemieckich na Śląsku". Aby dowiedzieć się czegokolwiek o Bellmerze wystarczy zajrzeć do "Encyklopedii surrealizmu" w przekładzie Krystyny Janickiej (książka ta jest dostępna w księgarniach). Pomstując na ubiegłoroczny Rok Bellmera w Katowicach, właśnie na profesor Janicką powołuje się recenzent, jakby nie zauważając, że zarówno ona jak profesor Maria Janion uczestniczyły w Komitecie Honorowym jego Stulecia Urodzin. Wystarczy też zobaczyć ile miejsca poświęcają Bellmerowi "The Oxford Dictionary of Art" i inne wydawnictwa poświęcone sztuce współczesnej. Hans Bellmer jest dobrem narodowym naszego śląskiego regionu i to wydaje się boleć recenzenta najbardziej. Czy nie jest to dziwne, że TVP toleruje taki pokaz złej woli, niekompetencji i ksenofobii?

Rozumiem ból Stanisława Piskora. Od lat 70. próbuje bezskutecznie zająć miejsce Alfreda Ligockiego. Chciałby być znaczącym krytykiem sztuki a jest tylko niewysokich lotów dziennikarzem. Czuje się lekceważony przeze mnie, przez Wańka (vide: tekst zamieszczony we wstępnej broszurce towarzyszącej wystawie), przez całe środowisko artystyczne, z którego chyba nikt nie poprosił go w ostatnich latach o tekst z okazji wystaw. Jego, wybitnego krytyka, dogłębnego znawcy spraw śląskich. Miewa też własne inicjatywy. Jakiś czas temu zwrócił się do spadkobierców Zdzisława Stanka z propozycją zorganizowania jego wystawy. Miła propozycja, z pewnością zostałaby przyjęta, gdyby nie to, że jako wstępne honorarium zażądał od siostry Zdzicha kilku obrazów. "Jestem do kupienia" - wielu ludzi słyszało to zdanie, szkopuł w tym, że prócz Telewizji, mało kto jest zainteresowany tym towarem.
 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka |