| |

Teatr - recenzje
Michał Cyfra
NAS TROJE WANDY, CO NIEMCA CHCIAŁA
NasTrojony Paryż
Paryż miasto liczące około 2 milionów mieszkańców, stolica Francji, centrum polityczne, kulturalno-naukowe oraz największy ośrodek przemysłowy Galii. W tym mieście w wieku 21 lat zadebiutował Georges Brassens. Autor poetyckich, pełnych werwy i nonkonformizmu piosenek, który już za życia stał się francuskim poetą narodowym. Po śmierci wielu artystów próbowało się z jego repertuarem. Wyzwanie to podjął także teatr Nas-troje: Elżbieta Węgrzyn, Marek Cyris z poznańskiego Teatru Animacji oraz Robert Talarczyk z Teatru Rozrywki z Chorzowa. To właśnie w ich wykonaniu można było usłyszeć rubaszne, często dotykające tematyki społeczno-politycznej, ale też mówiące o miłości, teksty francuskiego barda na katowickim Ogrodzie Teatralnym. Świetnie zinterpretowane, zaśpiewane i, przede wszystkim, fantastycznie zagrane zaskarbiły sobie serca widzów. Wszyscy z uwagą słuchali trudnych tekstów, popadając w zmienne nastroje: od lawiny śmiechu po miłosno-jesienną melancholię. Wieczór z Brassensem był niewątpliwie ciekawą i poruszającą prezentacją możliwość piosenki aktorskiej. A nad tym wszystkim górował neon w kształcie wieży Eiffla i duch francuskiego pieśniarza.
Teatr Nas-troje (Poznań) "Zła opinia - piosenki Georgesa Brassensa". V Letni Ogród Teatralny. Katowice, 17 sierpnia 2003.
Lokomotywa na dobranoc
Wuppertal miasto liczące około 400 tysięcy mieszkańców, leżące niedaleko Koloni w Niemczech, w XIX wieku określane mianem Manchasteru Niemiec, znane jest przede wszystkim jako miejsce narodzin Freyderyka Engelsa oraz... Steffena Möllera. Właśnie tę barwną postać, którą można usłyszeć w radiowej Trójce, zobaczyć na korytarzach Instytutu Lingwistyki Uniwersytetu Warszawskiego i w jednym z polskich seriali, miała okazję zobaczyć - tym razem w roli komika - katowicka publiczność.
Na wpół improwizowany monolog, częściowo znane już skecze i osobowość Niemca nie tylko wygrała z kiełbaskami, krupniokami i piwem, ale nade wszystko zahipnotyzowała publiczność. Opowieści o nauce języka polskiego (po raz kolejny przekonaliśmy się, że nasz język do najprostszych nie należy), życiu codziennym w naszym kraju oraz o stereotypach Polaków, Niemców i Włochów przeplatały się z wulkanem śmiechu.
Na scenie Möllera jest niezwykle otwarty, co w połączeniu z niezwykłym darem "słuchania" publiczności, pozwala mu na improwizowanie oraz wplatanie w w opowiadane przez siebie historie zasłyszanych przed chwilą wyrazów, dowcipów bądź informacji. Najdobitniejszym przykładem tej "elastyczności" jest postać nastoletniego krajana Steffena - Adriana. Nastolatek, który przyjechał na Śląsk do babci, początkowo miał pełnić rolę tłumacza, gdyby komik nie zrozumiał jakiś złów "rzucanych" do niego przez publiczność. Niestety pomysł nie wypalił, gdyż Adrian słabo mówił po polsku. Dało to możliwość Möllerowi do dowcipkowania z Adiego. Niestety zdenerwowany chłopak nie był w stanie ripostować na żarty kierowane pod jego adresem. Toteż szybko sytuacja przestała być zabawna, a stała się wręcz żałosna. Jednak publiczności to nie raziło, zwłaszcza, że niemiecki showman zwinie przeskakiwał z jednej historyjki na drugą. Bisom zapewne nie byłoby końca, gdyby nie poniedziałkowe obowiązki widzów. Na dobranoc Möller wyrecytował od tyły "Lokomotywę" Juliana Tuwima, która w wielu głowach turkotała potem przy wjeździe w krainę snu.
"Steffen Möller, kabaret solo w języku polskim"
V Letni Ogród Teatralny. Katowice, 17 sierpnia 2003.
Ach, ta Wanda
Katowice... tylko tutaj można było spotkać 17 sierpnia 2003 nastrojone Wandy, co z Niemcem flirtowały.
|
|