do strony głównej

Literatura - rozmowy

WSZYSTKO STAJE SIĘ KWESTIĄ LANSU

Z Piotrem Macierzyńskim rozmawia Katarzyna E. Zdanowicz



Katarzyna E. Zdanowicz: Czym jest dla Ciebie poezja teraz? A czym była kiedyś?

Piotr Macierzyński: Zawsze tym samym. Fascynacją, wrażliwym sposobem postrzegania i opisywania świata. To się nie zmienia.

K.E.Z.: Czy wiersze z tomiku "tfu, tfu" są kontynuacją poetyki z poprzedniego tomiku "Danse macabre i inne sposoby spędzania wolnego czasu", czy też zdecydowanie się od nich różnią?

P.M.: Najpierw jest mozolne wypracowywanie własnego, rozpoznawalnego języka. Debiut zaskakujący jest sam w sobie (jeśli nie powiela zastanych poetyk), ponieważ zostaje złamana cisza, objawia się nowa dykcja. Naturalnym jest pytanie, czym różni się nowa książka od poprzedniej, ale różnice nie leżą w sposobie wypowiedzi, no może trochę. Bardzo przywiązałem się do swojej poetyki i "tfu, tfu" zdecydowanie jest jej kontynuacją.

K.E.Z.: Dlaczego "tfu, tfu"?

P.M.: Wystarczy przeczytać motto i chwilę pomyśleć. Jest też kilka innych, czytelnych wskazówek zawartych w tomiku, ułatwiających odpowiedź na to pytanie. Nie chcę zabierać czytelnikowi przyjemności odkrywania uzasadnienia czemu taki tytuł.

K.E.Z.: Opisujesz w swoich wierszach swoje byłe dziewczyny, kolegów, koleżanki. Wymieniasz ich imiona, nazwiska, nieraz adresy, telefony. Czy nie uważasz, że przekraczasz pewną granicę? Czy nie nadajesz w ten sposób literaturze charakteru plotki, takiego środowiskowego brukowca? I czy nie tracisz w ten sposób przyjaciół?

P.M.: Mam inteligentnych przyjaciół, którzy nie obrażają się z byle powodu. Poza tym może i bym chciał opisywać swoje byłe dziewczyny, ale nie sądzę, by one odnalazły się w moich wierszach. Język zawsze kłamie, literatura jest kreacją, a rzeczywisty obraz zaciemniony przez emocje.
Nie wydaje mi się również, bym przekraczał granice dobrego smaku i wychowania. Nie przypominam sobie, abym podawał adresy, numery telefonów w wierszach. Nazwisko rzeczywiście pojawia się raz (poza nazwiskami poetów, osób ze środowiska, takich jak Herbert, Jarniewicz, Zdanowicz, itd.), ale jest to cytat z automatycznej sekretarki i wątpię bym zdradzał tym jakąś tajemnicę. Myślę, że więcej ujawnia się o osobie dedykując jej wiersz, gdy podaje się imię i nazwisko istniejącego człowieka, choć przecież wiersz może być też dla osoby fikcyjnej. Nikt oprócz mnie do końca nie wie, co jest prawdą, a co zmyśleniem.

K.E.Z.: Lubisz spotkania autorskie? Jak ważny jest dla Ciebie kontakt z publicznością? Na ile młodzi ludzie chcą teraz słuchać poezji?

P.M.: To zależy od publiczności. Niektóre wieczory są miłe. Inne mało przyjemne. Nie żebym obawiał się krytyki. Konstruktywną krytykę cenię sobie nawet bardziej niż pochwały. Jednak z reguły, gdy dochodzi już do uwag, to wynikają one z innego światopoglądu. Wielu ludzi nie potrafi uszanować odmiennego zdania. Na moje wieczory przychodzą jednak głównie ludzie młodzi i im zazwyczaj podoba się ta poezja.

K.E.Z.: Budzisz skrajne emocje w środowisku literackim. Niektórzy uważają, iż jesteś jednym z najbardziej oryginalnych głosów poezji współczesnej. Inni lekceważąco mówią o Twoich wierszach porównując je do dowcipów, błazeńskich wygłupów. Jak myślisz, z czego wynika tak różne postrzeganie Twojej twórczości?

P.M.: Tej drugiej części wypowiedzi nie znam. Nigdzie o tym nie czytałem, a jeśli się tak mówi w środowisku, to nie przy mnie. Każdy ma prawo czytając moje wiersze pozostawać jedynie w sferze żartu i anegdoty, jeśli nie dostrzega tego co kryje się pod tą warstwą - jego strata.

K.E.Z.: Co sądzisz o poezji bardzo młodych autorów, tych z roczników osiemdziesiatych?

P.M.: Jeszcze nic nie sądzę. Zauważam pewne przerażające symptomy. Najmłodsze pokolenie sprawia wrażenie jakby wierzyło, że nawet nie mając nic do powiedzenia można zaistnieć, bo jak w kulturze masowej, tak i w poezji wszystko staje się kwestią lansu. Myślę, że już roczniki siedemdziesiąte są przereklamowane i brakuje tak mocnych, odrębnych głosów, jakie przyniosło pokolenie "bruLionu", ale roczniki osiemdziesiąte jawią mi się jeszcze mniej wyraziście. Jednak jest zbyt wcześnie wyrokować.

K.E.Z.: Do pięćdziesiątki będziesz startował w konkursach? Który z nich okazał się dla Ciebie najważniejszy?

P.M.: Dlaczego akurat do pięćdziesiątki? Marek Kośmider właśnie skończył sześćdziesiątkę i tydzień temu widziałem się z nim właśnie na konkursie, którego został laureatem. To nie od wieku zależy. Jeśli będę zapraszany jako juror na konkursy, to oczywiście przestanę brać w nich udział. To naturalna kolej rzeczy. A póki co dochody z konkursów za ubiegły sezon stanowią ponad połowę całego mojego rocznego przychodu.
Trudno powiedzieć, który z konkursów był najistotniejszy. Zawsze uważałem konkurs im. H. Poświatowskiej w Częstochowie za ważny dla mnie. I choć wygrałem go trzy razy, to chyba najbardziej cenię to pierwsze zwycięstwo. Dodało mi to trochę wiary, poznałem ludzi, których znałem tylko z książek. Sporym wyróżnieniem była też nagroda w konkursie "Czasu Kultury". Jednak to nie konkursy są ważne, zawsze mam dużą satysfakcję, gdy nagradza mnie na przykład Bohdan Zadura.

K.E.Z.: Czy masz jakieś problemy z autopromocją? Jak ważne jest według Ciebie promowanie się na rynku literackim?

P.M.: Promocją powinien zajmować się wydawca. Autopromocja jest mi obca. Nie robię sobie wieczorów poetyckich, nie publikuję wierszy w piśmie, w którego redakcji jestem, nie podlizuję się organizatorom festiwali, choć wiem, że nie wszyscy mają takie zasady.

K.E.Z.: Książki poetyckie, o których nie zapomnisz...

P.M.: Jest ich sporo. Nie zapomnę na przykład "Penetracji" Antoniego Dubca, tym bardziej, że jego wiersze na wieczorze promocyjnym czytał łódzki aktor Ireneusz Czop. Ale rozumiem, że chodzi Ci o te pozytywne zbiory wierszy, pokazujące mi kierunki, w których podąża poezja. To na pewno są: "Zimne kraje", "Niepogoda dla kangura" czy "To All The Whales I'd Love Before".

K.E.Z.: Czy poezja jest w stanie coś ocalić? Jaki ma sens? Czy ocaliła coś w Tobie?

P.M.: Poezja nikogo nie ocala. Jeśli nie ma w Tobie wrażliwości, jeśli nie wiesz co to empatia, poezja Ci nie pomoże, nawet jej nie zauważysz, zwłaszcza w świecie, w którym to, co masz do powiedzenia powinien pomieścić jeden sms, nawet jeśli brzmi on jak sos, bo najwyżej tyle czasu może Ci poświęcić jego zagoniony odbiorca.

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | literatura | kontakt | archiwum |