do strony głównej

Literatura - recenzje

Paweł Lekszycki

NORMALNA KSIĄŻKA Z WIERSZAMI... ?


Jest w książce - zwyczajowo - takie miejsce, gdzie się autor przedstawia, gdzie się "chwali, że się urodził, wydał książki, publikował w prasie, redagował, że kto trzeba się o nim wyraża". Jest takie miejsce w książce niewątpliwie. Są także autorzy, którzy takie wywnętrznianie uznają za się-mizdrzenie autora do siebie, wolą w tym miejscu zaznaczyć, że książka, którą w ręku się właśnie trzyma, ogląda się, ba, czyta nawet, jest normalną książką z wierszami, co stawia ją w stan podejrzenia, co sprawia, że się odnosi wrażenie, że coś z tą normalnością na bakier książka stoi. Trzeba do tej, rzekomo, normalnej książki z wierszami "umieć czytać"... Umieć czytać! Jeśli nie umiesz, "nie śpiesz się" - sugeruje nota na stronie ostatniej tomiku poetyckiego Cezarego K. Kędera.

Jest w owym braku pośpiechu coś symptomatycznego. Wszak nie śpieszył się redaktor "FA-artu", prozaik i krytyk literacki ukrywający się pod pseudonimem Jana Szaketa z publikacją "Najnowszego modelu", choć (kluczowe w moim mniemaniu) wiersze w nim pomieszczone noszą już długą brodę - "Skomlenie" bowiem pochodzi z roku 1992, "Aplauz" jest siedem lat późniejszy, natomiast wiersze z trzeciej części tomu powstawały w latach 1997 - 2003.



Nie śpieszyłbym się może z lekturą, gdybym umiejętności czytania po kanikułach radosnych nie chciał sobie udowodnić, co zresztą - w pierwszym momencie - nie wydawało się nazbyt trudne: w tej samej szkole co i Kęder pobierałem nauki. W tej samej, czyli amerykańskiej, gdzie pierwszymi profesorami są Whitman i Ginsberg. Szkoła ta zresztą polskiej poezji lat dziewięćdziesiątych zdaje się być bliską bardzo, sam zaś autor "Skomlenia" - pilnym i twórczym jej uczniem.

O ile jednak "Whitman bez wahania zajmował w swoich wierszach obszary tematyczne przed nim niedostępne dla poezji i świadomie zamazywał granicę gatunkową między poezją a prozą, między liryką a epiką, między językiem publicznego wystąpienia i intymnego wyznania", o tyle o ekspansywności w tej mierze Kędera nie można powiedzieć, że wynika z radykalnego odwrócenia się od tradycyjnych konwencji formalnych i metrycznych. Przeciwnie wręcz: będzie "odtwarzał z niemałą nadzieją na twórcze przeinaczenie". Kęder świadomie nawiązuje i czerpie ze sztandarowego dla beat generation (przypomnijmy, że to połowa lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku) "Skowytu" Ginsberga. I słusznie, bo "w dążeniu do uczynienia z wiersza performance, spontanicznego happeningu, który współtworzą na równi 'ja' - podmiot wiersza - i 'ty' - jego czytelnik i adresat. Dążeniu do odtworzenia w wierszu siły, smaku i barwy bezpośredniego przeżycia (...)" jest magnes, który - mimo upływu lat pięćdziesięciu, niczego nie stracił na sile wyrazu. Nie trzeba się zatem śpieszyć, a czytać nauczyć się warto.

Poetyka Kędera, analogicznie do założeń poezji Whitmanowskiej, opiera się o przyznanie prymatu spontaniczności przeżycia nad refleksją, Kęder-poeta otwiera się na zmysłowy odbiór codzienności: "w nocy widoki są wciąż marne / powietrze za to jakby przejrzystsze / zaczynam sobie opowiadać to coś / co potrafi wyszlifować bruki / zetrzeć napisy ze ścian i asfaltu / spuścić śmierdzący syf do kanałów" (***wiosna w mieście...). Stosunkowo mało liryczny, w poemacie pierwszym ironiczny, w drugim zmęczony, w wierszach natomiast - tak to czytam - rozpaczliwie poszukujący jakiegoś stabilnego oparcia dla mocno zachwianego, tzw. dobrego samopoczucia, jest bohater liryczny "normalnej" książki z wierszami Cezarego K. Kędera. "Nie wymagajcie ode mnie zbyt wiele" - zasugeruje w jednym z wielu wierszy bez tytułu, w innym powie o sobie: "świat obraża się na mnie, coś chce / zachować dystans odwija mnie z papierka / szczerzy dla żartu zęby oblizuje mulda // wypluwa", w kolejnym zaś zada takie oto pytanie retoryczne: "jedwabne/ sex-bomby pop-kultury / kobiety masowego wrażenia / po co nas spłodziliście / jeśli nie po to by zapomnieć?"

"Najnowszy model" Kędera można zatem odczytywać jako historię rozczarowań i zmęczenia, któremu wyraz daje autor w poemacie "Aplauz". "Jestem zmęczony i tak / powinny rozpoczynać się wszystkie opowieści // jedni są zmęczeni byciem ja / inni starsi panowie oglądaniem telewizji", "jestem zmęczony mówieniem do siebie systemem / najmniej 59 kanałów", "oni są zmęczeni chociaż robią to razem", "jestem zmęczony mówieniem nie i wybieraniem / z ofert handlowych rodzinnych czy publicznych / domków pełnych konwencji i konwenansów w proszku / a jeśli chodzi o przeżycie to umieram / i doprawdy jaka to żenada co za żenada".. Nie powiem, żeby taki sposób mówienia mi się podobał lub nie podobał, zwłaszcza jeśli chodzi o techniczną stronę tej opowieści. W ostatecznym rozrachunku mamy przecież do czynienia z wyraźną skargą, która, choć mogłaby być krzykiem, nie jest nawet skowytem. Jest zaledwie skomleniem. Odwracając się od konwencji i konwenansów, siłą rzeczy popadamy w pułapki, które takim odwróceniem swoim sami na siebie zastawiliśmy. A to zaiste męczące. Kiedy w październiku 1955 roku, w nowojorskiej Six Gallery, najpopularniejszy poeta "Beat Generation" - Allen Ginsberg, po raz pierwszy publicznie odczytał poemat "Skowyt", ten ostatni szybko stał się jedną z najgłośniejszych artystycznych manifestacji całego pokolenia. Ginsberg, jeden z duchowych ojców hippisów pisał: "Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem, głodne histeryczne nagie (...)". W otwierającym "Najnowszy model" poemacie "Skomlenie" Kęder wizje ma jednak nieco inne niż jego amerykański poprzednik:

"Widziałem najtęższe umysły mojego pokolenia
zapatrzone w Amerykę jak poprzednie pokolenie
w Rosję (...)

którzy byli beatnikami nowej generacji przesuniętymi
w miejscu o kilka tysięcy kilometrów i w czasie
o kilkadziesiąt lat"

Owo przesunięcie w czasie i przestrzeni wymusza postawienie akcentów w innych miejscach, podkreślenie znamiennych dla naszej szerokości geograficznej aspektów codzienności, której atrofię, szarość i nudę z wielkim pietyzmem w latach 90. także, ale już po 1992 roku, tj. "po Kęderze", opisywał cały zastęp młodych śląskich poetów. Elementami tej rzeczywistości, dopowiedzmy to jeszcze gwoli jasności, będą zawiedzeni, sfrustrowani i niedowartościowani polscy pseudoartyści, konsumujący w barach Wołomina, pijący w night-clubie "Nietoperz", czytający wszystko, co tylko wpadało im w ręce.

"Skomlenie", choć może niesłusznie nie stało się pokoleniowym manifestem, zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na walory dokumentarne. "Twórczego przeinaczenia", które jest nadzieją lirycznego ja, dopatrywać się może czytelnik na kartach najnowszej książki Cezarego Kędera skutecznie. Dlatego właśnie (i z kilku jeszcze powodów) zaryzykowałbym zdanie, że nie taka znowu normalna to książka z wierszami. Póki co - odłożę ją teraz na półkę, zajrzę do niej kiedyś, nie będę się śpieszył. Lepiej nauczę się czytać.


Cezary K. Kęder: "Najnowszy model". Świat Literacki, Warszawa 2004.

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | muzyka | literatura | kontakt | archiwum |