| |
Literatura - poezja
Marcin Perkowski
Chyba koniec
Nie znalazłem sposobu by się w tobie znaleźć. Narysowałem
cię jako punkt na mapie. Byłaś krajem zimnym, odległym,
wiecznym deszczem, zbiorem kałuż i błotnistych kolein.
Byłaś krajem wiecznie zielonych pomidorów. Powiedziałaś
kogo nie kochasz, a ja nadałem ci imię, określiłem szerokość
naszych wzajemnych położeń. A więc byłaś z ciała i pory roku
miałaś na skórze. Deszcz rozmawiał ze śniegiem, dzięki temu
mogliśmy stać i milczeć. Ty trzymałaś parasol, ja trzymałem
ciebie, mokłem. A wszystko działo się w umownym mieście
o kapryśnym klimacie. Oczywiście wiosna przyszła. Oczywiście
dostałem pracę. Idąc miastem, pod czerwonym kościołem
minąłem kobietę, z którą byłem prawie pięć lat. Oczywiście
nic mnie nie ukłuło - dostałem mundur i przestałem być poetą.
Bajki
Jak dotąd wzbudzałem jedynie zainteresowanie kobiet
o mocno zachwianych lub całkowicie zniszczonych relacjach
z własnym ojcem. A jest to szeroki i wiecznie pączkujący rynek,
prakosmos z wielkim prawybuchem. Relacje pogryzione
przez komary, zadrapania i sińce, wiecznie ciemny pokój,
bzykanie małych skrzydełek dzieciństwa. Po zabiciu, na prześcieradle
krwawa plama i ból. Wynajęty, by robić za potop - przychodzę.
Kolejna kobieta wykupiła abonament na potop! Pomimo ust
pełnych błota będzie to robić, będzie mówić, będzie słoną wodę
z podmalowanego oczka toczyć. Aż skrzydła zmokną, skleją się
w brakujący rozdział Biblii.
Więc stało się. Kobieta płacze, chce zachować twarz w moich
dłoniach, więc odcedza kilka suchych słów, mówi: Winny jest Noe.
Jego pijana i pełna wiary postawa, jego Arka i niepokojąca absencja
jednorożców na jego Arce...
Podaję chusteczkę, odwracając głowę widzę jak za oknem, na parapecie,
biały gołąb (zwiastun końca) przestąpił z nogi na nogę. Drgnął nieznacznie,
a ja poczułem się poruszony.
start
ciepła letnia noc. latem to już widno - mówi klasyk. szesnasty
czerwca, rok 1977. na początku ciemno, potem zimniej, jaśniej
i z każdą chwilą bliżej do końca. już po losowaniu. ręka Boga
cofa się i znika. już jej tak łatwo nie zobaczy, już tak blisko
obcować nie będzie z nikim. mógł urodzić się wszędzie. klamka
zapadła: Łapy - 30 km od Białegostoku w kierunku na Warszawę.
gdyby bezimienna komisja gier i zakładów była w lepszym nastroju,
może byłby głodującym dzieckiem Afryki, może zjadłby go lew,
słoń nadepnął na ucho, albo komar zaraził jakąś śmiertelną chorobą.
nic z tych rzeczy. Polska. słowo klucz. już nie ucieknie od szarżującego
nosorożca, nie zamieszka w kolonii surikatek, nie obejrzy pilcha
afrykańskiego (Graphiurus murinus). w zamian - kolejne mocne
anioły srają mu na płaszcz. a gdy ktoś woła: Marcin! Marcin! - to
kilka martwych twarzy obraca się i wszystkie są blade, bez słońca.
Marcin Perkowski - urodzony w 1977 roku, mieszka w Białymstoku. Drukował wiersze w "Pracowni", "Toposie", "Odrze", "Portrecie", "Pro-Arte", "Czasie Kultury" i białostockiej "Kulturze". Publikował również w pismach internetowych, takich jak" "Tin", "Pro-Arte", "Szafa", "Esensja". Autor strony http://marcin.perkowski.prv.pl Laureat XII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "Autoportret jesienny" (Krotoszyn 2004) oraz XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Wacława Olszewskiego (Bełchatów 2004)
|
|