do strony głównej

Film - relacje

Edyta Biskup

W KAZIMIERZU DOLNYM: FILMY, KONCERTY I INNE CUDOWNOŚCI



Zdjęcie: Adam Biernacki


Znalazłam się w Kazimierzu ostatniego dnia lipca, by spędzić tam cudowne dni 10 Lata Filmów. Nie sposób uchwycić specyfiki tego festiwalu i wyrazić w tej krótkiej relacji, gdyż o szczególności kazimierskiego festiwalu decyduje wiele, wiele spraw... Kazimierz Dolny nad Wisłą to mała miejscowość licząca około czterech tysięcy mieszkańców. Jest tam przetwórnia owoców, spółdzielnia, kamieniołom wapienia (który służył jako jeden z plenerów przy realizacji nieudanego filmu T. Wiszniewskiego "Tam, gdzie żyją Eskimosi"). Powyższa charakterystyka nie mówi jednak nic o wyjątkowości tego miejsca. Nieco więcej może nam dać odwołanie się do historii Kazimierza. Wspominano już o nim w XII wieku ze względu na obronny zamek wzniesiony przez Kazimierza Sprawiedliwego, w którego ruinach odbył się w ramach tegorocznego Lata Filmów koncert Tomasza Stańko. Kazimierz Dolny słynął przede wszystkim jako ośrodek handlu zbożem. Jako miejscowość letniskowa zdobył popularność pod koniec XIX wieku, a w dwudziestoleciu międzywojennym tutejsze plenery stały się inspiracja dla wielu malarzy.

Festiwal filmowy rokrocznie odbywający się nad Wisłą przyciąga wielu ludzi. Na pierwszy rzut oka dzieli ich wszystko, łączy tylko jedno - miłość do kina. Starsi ludzie, całe rodziny, studenci, młodzież jeszcze bez dowodu, wielbiciele wytrawnych lub tańszych alkoholi, ci, którzy preferują spotkania na ławeczkach i przy kawiarnianych stolikach i ci, którzy wolą nadwiślańskie wały, krawężniki okalające kazimierski Rynek czy okoliczne trawniki.

Lato Filmów nie jest imprezą, której towarzyszyłby odwieczny dylemat widza festiwalowego: iść na to, czy na to?. Program skonstruowano tak, by spośród prezentowanych filmów każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W Kazimierzu ogląda się filmy powszechnie uznane i docenione, obrazy kameralne, dalekie od gwiazdorstwa i filmowych "fajerwerków", klasyczne fabuły oraz filmy o zaburzonej narracji, krótkie animacje i różnorodne formy dokumentalne. Obok wszystkich tych prezentacji pojawiają się ludzie filmu - reżyserzy, aktorzy, scenarzyści i inni; uznani twórcy i debiutanci. Spotkania z nimi cieszyły się wielką popularnością. Polemiki kinomanów i twórców pełne były emocji, nie brakowało też uwag merytorycznych. Pokazom filmów i dyskusjom z filmowcami towarzyszyły inne liczne imprezy: m.in. Wystawa Romana Kalarusa, koncerty (Zion Train, Trawnik, Vavamuffin), spektakle teatralne (Ocelot, Merlin), cykl spotkań "Oko w oko z fotografią". Otwierając katalog festiwalu, w spisie treści znajdujemy kategorie, wedle których organizatorzy uporządkowali bogactwo imprez: Imprezy artystyczne, Filmy fabularne (tu m.in. Premiery, Nowe kino rosyjskie, Kino hiszpańskie - Nagrody Goya, czy Retrospektywa Jerzego Skolimowskiego), Inne kino, Polska dramaturgia współczesna, Filmy dokumentalne, Kino niezależne, Pokazy specjalne. Z tej różnorodności wybrałam kilka obrazów, które przez te dni były mi najbliższe, bądź te, na które najbardziej czekałam.

"Przemiany" - film dla przemienionego widza

Spotkanie z Łukaszem Barczykiem i Mają Ostaszewską po projekcji filmu "Przemiany" było jednym z najtrudniejszych w ramach tegorocznego Lata Filmów. Wielu widzów było mocno rozdrażnionych obrazem, który był ostry, intensywny, wręcz przesycony zmysłowością bohaterów. "Przemiany" to drugi film fabularny Barczyka po entuzjastycznie przyjętym "Patrzę na ciebie, Marysiu" (2000). Oba filmy opowiadają o relacjach między ludźmi, które naświetlane są w krańcowo trudnej dla bohaterów sytuacji. Bohaterką "Przemian" jest rodzina kobiet. Skrzywdzona Matka (Maria Maj), skrzywdzone córki (Aleksandra Konieczna, Katarzyna Herman, Maja Ostaszewska) zamieszkują stary, otoczony sadem dom. W domu, jak i w rodzinie jest cicho tajemnicami i niedomówieniami. Marta (Ostaszewska), najmłodsza z córek wyrywa się z przeznaczonej jej rodzinną tradycją roli kolejnej skrzywdzonej, suchej kobiety. Ta przemiana czyni z niej główną bohaterkę dalszej części filmowej opowieści.

Barczyk wielowymiarowe portrety kobiet konfrontuje z mężczyznami, których charakterystyka oparta jest na jednej dwuznacznej cesze: są pretekstem do tego, by kobiety przemówiły, zadziałały. Snaut (Jacek Poniedziałek), postać najgwałtowniej działająca na ekranie, okazuje się być tylko narzędziem. Jego witalność, siła, drzemiąca w nim namiętność budzą dom i rodzinę, w której się znalazł jako narzeczony Wandy (Herman). Potrzebuje go też Marta w swej przemianie.

Obraz Barczyka niepokoi i drażni, ale to nie jest zarzut. Ten film zbudowany jest na przeciwieństwach, które "trą się" w toku opowieści. Mocny w wyrazie obraz przeciwstawiony jest banalnym dialogom postaci (rozmowa Marty i Wandy po zdradzie Snauta). Ostaszewska podczas spotkania z widzami w Klubie Festiwalowym

powiedziała, że sytuacje krańcowe często z dystansu postrzegane są jako żenujące i groteskowe. Tak samo jest z filmem "Przemiany" - nie można oglądać go z dystansu, z odległości, która sprawia, że tarcie jest nie do zniesienia; trzeba wejść w jego obrazy i jego postaci, a wtedy wszystko w tej opowieści stanie się niepokojąco znajome.


Zdjęcie: Adam Biernacki


Zdjęcie: Adam Biernacki: Łukasz Barczyk i Maja Ostaszewska w Klubie Filmowym "Carandiru" - "Miasto Boga" w areszcie

Film Hectora Babenco "Carandiru" powstał na podstawie książki Drauzio Varella "Przystanek Carandiru". Varella przez czternaście lat pracował jako lekarz w więzieniu Carandiru. Jego książka to zapis wspomnień z tamtego okresu. Film Babenco opowiada o miejscu, w którym przebywają osoby z historiami. Opowieści więźniów zbudowane są na kontraście - przemoc i okrucieństwo istnieją tu obok rubasznego humoru i sympatii. Kolejne historie więźniów Carandiru opowiadane są w ambulatorium - Lekarz (Luiz Carlos Vasconcelos), przeprowadzając badania, rozdając lekarstwa, słucha o tym jak kolejne postaci znalazły się w tym zapomnianym przez świat miejscu. Znaczna część filmu pokazuje ludzkie oblicze przemocy, dewiacji, zła. Wbudowane w filmową narrację retrospekcje obrazujące indywidualnych bohaterów raz jeszcze mówią, że nic nie jest jednoznacznie białe, czy czarne, a obok dramatu ofiary zawsze rozgrywa się posępny dramat oprawcy.

Finał "Carandiru" to ukazanie, mającej miejsce w 1992 roku, masakry, w której zginęło 111 więźniów. Sekwencja pogromu przeprowadzonego przez brazylijskie wojsko przekonuje, że próby ukazania człowieczeństwa w murach Carandiru to beznadziejna pomyłka. Miejsce, w którym każdego dnia walczy się o przeżycie, nie pozwala nikomu stać się człowiekiem mającym uczucia, świadomie przeżywającym kolejne dni. Zakład zamknięty, areszt z wewnętrznym kodeksem postępowania zabił człowieka w Zico, Ezequielu i wielu innych. Przetrwali najtwardsi, bądź ci, którzy mieli powód, by żyć - tak jak High Way i jego Lady Di.

W obrazie Babenco zauważamy swoistą poetykę przemocy właściwą np. filmowi "Miasto Boga" Fernando Meirellesa. Przemoc pokazywana jest wprost - bez jej usprawiedliwiania, czy piętnowania. I Meirelles, i Babenco mają w sobie coś z dokumentalistów poszukujących swojej prawdy. Prawdę "Miasta Boga" powszechnie doceniono; czy podobnie będzie z prawdą "Carandiru" ?

"Przemiany". Reż.: Łukasz Barczyk. Zdjęcia: Karina Kleszczewska. Występują: Maja Ostaszewska, Jacek Poniedziałek, Katarzyna Herman, Aleksandra Konieczna, Maria Maj. Polska, 2003.

"Carandiru". Reż.: Hector Babenco. Zdjęcia: Walter Carvalho Występują: Luis Carlos Vasconcelos, Milton Goncalves, Ivan de Almeida, Rodrigo Santoro. Brazylia/Argentyna, 2003

 


| strona główna | film | plastyka | teatr | literatura | muzyka | kontakt | archiwum |