| |
Film - relacje
Katarzyna Waletko
MÓJ CIESZYN
Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy na Saharze, w Tybecie, w Algierii, w Korei, potem we Francji, by na zakończenie dnia - późną nocą załapać się na powrót do Cieszyna. To wbrew pozorom nie program wycieczki z serii "7 stolic w 7 dni", lecz statystyczny pejzaż filmowy prawdziwego święta kina - Festiwalu Nowe Horyzonty. Roman Gutek - jego organizator i pomysłodawca po raz kolejny zabiera miłośników sztuki filmowej w filmową podróż dookoła świata. Nie celebruje przy tym wielkiego napisu na wzgórzach Los Angeles, lecz zagląda w zakamarki rzadko odwiedzane przez innych. Festiwal z roku na rok nabiera rozpędu. Tegoroczny wzbogacił się o nowe kino "Era" - ogromną halę mogącą pomieścić 1200 osób, która umożliwiła zwiększenie liczby wyświetlanych filmów. To spowodowało, że uczestnicy wnikliwie studiowali trzymane zawsze pod ręką "nowohoryzontowe" programy, a ich wybór stał się jeszcze bardziej problematyczny niż w zeszłym roku.
Jedną z najbardziej niezwykłych cech tego festiwalu jest to, że wybór pomiędzy najnowszym filmem uznanego w świecie twórcy dajmy na to Wernera Herzoga (jego "Niezwyciężony" - jedno z największych rozczarowań całej imprezy) a dziełem mało znanego w Polsce koreańskiego reżysera, nie rzadko rozstrzyga się na korzyść tego drugiego. Roman Gutek bardzo często podkreśla w wywiadach, że w jakimś sensie chce "wychować" widzów, podzielić się z nimi jego własnymi odkryciami. To nadaje temu festiwalowi aurę kameralności. Chodząc na pokazy ma się cały czas świadomość, że jest to osobisty wybór ludzi współtworzących cieszyński maraton. Ludzi, którzy - jak sami przyznają - spierali się o niemal każdy film konkursowy. I to się czuje, to się widzi, o tym się dyskutuje. Widz ma możliwość oceny słuszności podjętych decyzji. Zaproponowano mu coś, co wykracza poza amerykański szablon "dobrze skrojonej" historii, coś, co wykracza daleko poza horyzonty wyznaczone dominującym w polskich kinach repertuarem. W cyklu konkursowym pojawiły się filmy, które wzbudziły wiele emocji, część z nich wejdzie do normalnej dystrybucji kinowej. W gronie tych filmów znalazł się m.in. jeden z najbardziej kontrowersyjnych obrazów - ocierająca się o pornografię "Anatomia piekła" Catherine Breillat. Na program festiwalu poza konkursem złożyły się także: cykl realizacji Matthew Barneya "Cremaster", "Panorama kina światowego", "Odkrycie Korei", retrospektywa filmów Michelangelo Antonioniego, a "po godzinach" naprawdę szalone "Nocne szaleństwo".
Moja osobista podróż wiodła między innymi przez Indie, Węgry, Tajwan, Stany Zjednoczone, Włochy, Koreę Południową. Filmy, które w największym stopniu utkwiły mi w pamięci są tak różne, że ich zestawienie z sobą daje w rezultacie eksperymentalną krzyżówkę stylów, gatunków, śmiechu i strachu, zachwytu i szoku, bardzo podwyższonego bądź też bardzo obniżonego poziomu "bycia na serio".
Obraz "Twentynine palms" Bruno Dumonta spotkał się z dość radykalną dezaprobatą ze strony publiczności. A jednak to właśnie ten film po wyjściu z kina pozostał ze mną jeszcze przez długi czas. To historia dwójki bohaterów: Katii i Davida, którzy wyruszają w podróż po Ameryce, by zobaczyć Park Narodowy Joshua Tree. Medium, dzięki któremu są zdolni komunikować się ze sobą, jest w ich przypadku nie słowo (uniemożliwia to bariera językowa: ona jest mówiącą po francusku Rosjanką, on - Amerykaninem), lecz zbliżenie cielesne, które z czasem staje się jedyną i wystarczającą motywacją do podtrzymywania ich związku. Sam reżyser określił swój film jako horror. Niepokój, który stopniowo narasta w widzu, a którego źródła nie jest on w stanie jasno sprecyzować, "ucieleśnia się" wreszcie na ekranie w samym zakończeniu dzieła Dumonta. Wcześniej jest on obecny w kompozycji kadrów, w dziwnej relacji do siebie pary bohaterów, w ich zachowaniach. Cisza, która "wybrzmiewa" podczas napisów końcowych przeraża, jest jednocześnie doskonałym komentarzem do zdarzeń, które przed chwilą miały miejsce. W ich kontekście określenie "horror" przestaje zaskakiwać. Okazuje się, że zło ostateczne, nie musi ucieleśniać się w łapczywym, żądnym krwi potworze z bagien, lecz w człowieku, że nie jest czymś zewnętrznym wobec niego, lecz przeciwnie, zostało przezeń zasymilowane.
Tajwański film "Good bye, Dragon Inn" Tsai Ming-lianga, który także znalazł się w sekcji konkursowej festiwalu, w zupełnie odmienny sposób zadziałał na publiczność. Niekończące się statyczne ujęcia, kamera jakby oczekująca na to, aż sama rzeczywistość nią poruszy, snujące się po ekranie sylwetki bohaterów, zachęcały widzów do żywiołowych reakcji i trochę przekornej współpracy z reżyserską wrażliwością. Ten obraz uświadomił jak rzadko w współczesnym kinie mamy możliwość oglądania świata w jego całej czasowej rozciągłości, rzeczywistym trwaniu, bez pomijania nieistotnych (z punktu widzenia dramaturgii wydarzeń) etapów pośrednich. To hołd złożony kinu, magii i widmowości jego seansów, czarowi obrazu.
Według reżysera współczesne projekcje w kinach straciły wiele z swego dawnego uroku, dziś - cytuję za katalogiem 4. Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty - "ludzie są zadowoleni oglądając DVD czy surfując po wirtualnych światach Internetu", zagubili w ten sposób zdolność, a przede wszystkim chęć do bycia razem w kinie. O braku, stracie opowiada także film innego tajwańskiego reżysera - Lee Kang-shenga (ulubionego aktora Tsai Ming-liana) "The Missing". Poszukiwanie zaginionej bliskiej osoby uczy bohaterów doceniania jej chroniącej przed samotnością obecności i tego, co w niezauważalny sposób składa się na codzienność. Oba filmy emanują łagodnością i taki nastrój mógł udzielić się widzom po zakończeniu seansów. Tsai Ming-liang (twórca "Good bye
") tęskni do czasów, kiedy to tysiąc osób siedziało obok siebie w kinie, razem się śmiało, przeżywało ekranowe wydarzenia. W Cieszynie na "nocnych i szalonych" pokazach "Sometimes Happy, Sometimes Sad" indyjskiego reżysera Karana Johara - emocje sięgały zenitu - odnosiło się wrażenie, ze jeszcze chwila a publiczność dołączy do tańczących i śpiewających bohaterów filmu. Bajeczne układy choreograficzne, bajeczne plenery, bajeczne postacie, a ponadto: muzyka, bujna kolorystyka, ekspresyjne aktorstwo - wszystko to zanurzone w słodkiej fabule i podane cieszyńskiej publiczności, rozbawiło ją do łez. W tym klasycznym dla indyjskiego Bollywoodu a egzotycznym dla polskiej widowni filmie, aktorzy tańczą, śpiewają, ale przede wszystkim bosko wyglądają. Powłóczyste spojrzenia, fryzury targane przez wiejący z niespotykaną w pomieszczeniach zamkniętych siłą wiatr, złote myśli na temat rodziny, honoru, religii, zachwyciły zgromadzonych na sali festiwalowiczów. Ich reakcja potwierdziła autentyczną radość płynącą z kontaktu z kinem. Po takim przeżyciu, nie dziwi nawet fakt, że aktor grający jedną z głównych ról jest rzekomo posiadaczem 6 palców (informacja niepotwierdzona), a sam reżyser ma zamiar nakręcić thriller. W cyklu "nocne szaleństwo" znalazło się jeszcze kilka takich "perełek" m.in. "Meet the Feebles" - odpowiedź Petera Jacksona na sukces "The Muppet Show", "The 36th chamber of the Shaolin" Liu Chia- liana, czy filmy Takashi Miike.
Kino koreańskie odkryło przede mną przede wszystkim dwa filmy: nagrodzonego w Cannes "Old Boya" Park Chan-wooka i "Too young to die" Park Jin-pyo. Pierwszy z wymienionych to porażające swoim finałem, elektryzujące swoją formą "mocne" kino, w którym krew, przemoc, ale i spora dawka czarnego humoru stanowią tło dla opowiedzianej historii straszliwej zemsty. Drugi z filmów porusza bardzo rzadko podejmowany przez współczesną sztukę temat miłości, seksualności starszych ludzi. Duże brawa dla reżysera za odwagę i przypomnienie, że życie nie kończy się po pięćdziesiątce.
"Mój" cieszyński festiwal to także rewelacyjny obraz Richarda Linklatera "Tape", filmy Antonioniego (cudowna "Noc" i "Przygoda") i Węgra Beli Tarra oraz "Last life in the universe" Peneka Ratanaruanga. Wiele było w tym roku przemocy, śmiałych scen erotycznych, zastanawiających reakcji widzów, ale przede wszystkim świetnych filmów, które zachwycały, bulwersowały, o których się rozmawiało. Z całą pewnością warto zajrzeć do Cieszyna w przyszłym roku.
4. Festiwal Era Nowe Horyzonty. Cieszyn 22 lipca - 1 sierpnia
|
|