LODOWE PANDEMONIUM (SIBERIA 56)
A
A
A
Osiemdziesiąt milionów lat świetlnych od Ziemi. Ned, wraz z pozostałymi załogant(k)ami wahadłowca, wybudza się z kriogenicznego snu. Niestety, lądowanie na powierzchni tytułowej planety przebiega w dość dramatycznych okolicznościach i nie obywa się bez ofiar. Pozostała przy życiu ekipa zostaje zmuszona do pieszej eskapady w celu odnalezienia bazy kolonistów. Cały wic polega na tym, że nie będzie to spacerek: powierzchnię globu pokrywają bowiem strome formacje skalne, śnieg oraz lód; temperatury na biegunach osiągają wartość minus dwustu stopni Celsjusza, a rozszalałe wiatry atakują z prędkością trzystu kilometrów na godzinę. Ale skrajnie wrogie otoczenie to nie wszystko: wszak spośród piętnastu (jak dotąd zidentyfikowanych) gatunków zwierząt zamieszkujących mroźną planetę sześć prowadzi łowiecki tryb życia. W niedługim czasie rozbitkowie przekonują się, że w tym lodowym pandemonium grasuje jeszcze jeden rodzaj drapieżnika – nie dość, że krwiożerczego, to w dodatku niewidzialnego.
Ukazująca się pod szyldem Lost In Time „Siberia 56” to zbiorcze wydanie trzyodcinkowej serii (składającej się z epizodów zatytułowanych „13. Misja”, „Morbius” oraz „Piramida”), będącej nie lada gratką dla wszystkich fanów/fanek trzymających w napięciu horrorów SF. Za scenopisarskimi sterami tego sugestywnego tryptyku stoi Christophe Bec, który dał się poznać jako autor skryptów takich komiksowych hitów jak „Mroczna otchłań”, „Pomroka”, „Prométhée”, „Olympus Mons”, „Spider”, „Deep Water Prison” czy „The Shadows of Salamanca”. Francuz był także współscenarzystą oraz rysownikiem serii „Bunkier”, jak również autorem fotorealistycznej oprawy wizualnej przyprawiającego o gęsią skórkę „Sanktuarium”. Wartkie tempo akcji, świetnie budowany klimat zaszczucia oraz gęstniejąca z każdą kolejną stroną aura kosmicznej (z)grozy stanowią dramaturgiczny kościec recenzowanego dzieła, w którym nie zabrakło także (sięgających wiele dekad wstecz) partii retrospekcji.
Francuski grafik Alexis Sentenac („Wahkan”, „Goldorak”) zadbał o to, by wędrówka po „Siberii 56” była niezapomnianym przeżyciem. Przekonujący design pojazdów, kostiumów oraz futurystycznych artefaktów idzie w parze z nieco uproszczonym stylem rysowania postaci. Równocześnie artysta z powodzeniem kreuje fantasmagoryczne ilustracje oraz kadry skutecznie przyprawiające o opad szczęki – warto wspomnieć chociażby szalenie dynamiczną sekwencję finałową. Udane połączenie estetycznej wzniosłości z poetyką najmroczniejszego koszmaru to niewątpliwy atut tego utworu, przywołującego echa „W górach szaleństwa” Howarda Phillipsa Lovecrafta. Jednocześnie „Siberia 56” przemyca tu i ówdzie wizualne nawiązania do „Obcego – ósmego pasażera Nostromo” (1979) oraz „Prometeusza” (2012) Ridleya Scotta, mrugając przy tym okiem do miłośników/miłośniczek takich filmów jak „Coś” (1982) Johna Carpentera czy „Wstrząsy” (1990) Rona Underwooda. Posępne, choć niewątpliwie godne uwagi.
Ukazująca się pod szyldem Lost In Time „Siberia 56” to zbiorcze wydanie trzyodcinkowej serii (składającej się z epizodów zatytułowanych „13. Misja”, „Morbius” oraz „Piramida”), będącej nie lada gratką dla wszystkich fanów/fanek trzymających w napięciu horrorów SF. Za scenopisarskimi sterami tego sugestywnego tryptyku stoi Christophe Bec, który dał się poznać jako autor skryptów takich komiksowych hitów jak „Mroczna otchłań”, „Pomroka”, „Prométhée”, „Olympus Mons”, „Spider”, „Deep Water Prison” czy „The Shadows of Salamanca”. Francuz był także współscenarzystą oraz rysownikiem serii „Bunkier”, jak również autorem fotorealistycznej oprawy wizualnej przyprawiającego o gęsią skórkę „Sanktuarium”. Wartkie tempo akcji, świetnie budowany klimat zaszczucia oraz gęstniejąca z każdą kolejną stroną aura kosmicznej (z)grozy stanowią dramaturgiczny kościec recenzowanego dzieła, w którym nie zabrakło także (sięgających wiele dekad wstecz) partii retrospekcji.
Francuski grafik Alexis Sentenac („Wahkan”, „Goldorak”) zadbał o to, by wędrówka po „Siberii 56” była niezapomnianym przeżyciem. Przekonujący design pojazdów, kostiumów oraz futurystycznych artefaktów idzie w parze z nieco uproszczonym stylem rysowania postaci. Równocześnie artysta z powodzeniem kreuje fantasmagoryczne ilustracje oraz kadry skutecznie przyprawiające o opad szczęki – warto wspomnieć chociażby szalenie dynamiczną sekwencję finałową. Udane połączenie estetycznej wzniosłości z poetyką najmroczniejszego koszmaru to niewątpliwy atut tego utworu, przywołującego echa „W górach szaleństwa” Howarda Phillipsa Lovecrafta. Jednocześnie „Siberia 56” przemyca tu i ówdzie wizualne nawiązania do „Obcego – ósmego pasażera Nostromo” (1979) oraz „Prometeusza” (2012) Ridleya Scotta, mrugając przy tym okiem do miłośników/miłośniczek takich filmów jak „Coś” (1982) Johna Carpentera czy „Wstrząsy” (1990) Rona Underwooda. Posępne, choć niewątpliwie godne uwagi.
Christophe Bec, Alexis Sentenac: „Siberia 56” („Siberia 56 – Intégrale”). Tłumaczenie: Jakub Syty. Lost In Time. Nieledew 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

