ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (504) / 2024

Katarzyna Koza,

TERENY SKAŻONE W PERSPEKTYWIE EKOPOSTHUMANISTYCZNEJ (ALEKSANDRA ROSS: 'SKAŻONE TECHNONATURY. ŚRODOWISKOWE OPOWIEŚCI O KATASTROFACH NUKLEARNYCH')

A A A
Ostatnie miesiące 2024 roku są szczególnie interesujące dla wszystkich śledzących nowości z zakresu szeroko pojmowanej ekoposthumanistyki, ukazały się bowiem – miesiąc po miesiącu, poczynając od października – trzy nowe tomy wchodzące w ramy serii o nazwie Humanistyka środowiskowa. Nie jest ona nowa, choć nowy jest wydawca – w latach 2021–2023 w wydawnictwie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu opublikowane zostały cztery książki, które przyniosły potrzebne na gruncie polskiej humanistyki środowiskowej tłumaczenia literatury anglojęzycznej związanej z osobami autorskimi takimi jak Donna Haraway, Jason W. Moore, Karen Barad oraz Matthew Calarcow. Od tego roku seria przeniosła się zaś do oficyny słowa/obraz terytoria – świeże tomy uzupełniają podjętą na polskim gruncie rozmowę o ludzkim i nie-ludzkim świecie, animal czy plant studies, poruszając wątki filozofii antropocenu, posthumanizmu. Dotychczas pojawiły się tłumaczenia książek Oscara Horty oraz Michaela Mardera, ale też pierwsza książka autorki polskojęzycznej – Aleksandry Ross.

Aleksandra Ross, autorka książki „Skażone technonatury. Środowiskowe opowieści o katastrofach nuklearnych”, karierę badawczą w dużej mierze związała z Uniwersytetem Warszawskim. Przy nim obroniła doktorat, realizowała grant badawczy Narodowego Centrum Nauki „(Bio)dyskurs po katastrofie. Naturo-kulturowy status katastrof nuklearnych w Czarnobylu i Fukushimie”, na tej uczelni była też członkinią (jeszcze jako doktorantka) zespołu badawczego rozwijającego zagadnienie nieantropocentrycznej podmiotowości kulturowej (Non-Anthropocentric Cultural Subjectivity). Jak wyczytamy w biogramie, Ross „[s]czególnie interesuje się reprezentacjami toksyczności i środowiska w kontekście antropocenu”. Książka, która ukazała się w październiku 2024 roku, stanowi efekt wszystkich wspomnianych typów działalności i tychże zainteresowań – to praca badawcza, podparta myśleniem nowomaterialistycznym (za Barad materia brana jest za czynną uczestniczkę), z towarzyszącą wielu rozdziałom ideą końca przeciwstawiania natury i społeczeństwa Ulricha Becka oraz mniej, ale również, tegoż modelem klas i relacji społecznych, który odzwierciedlałby się w podziale zależnym od wystawieniu się na różne rodzaje ryzyka (zob. s. 15). Książce towarzyszą również inne, liczne inspiracje, są one jednak głównie punktowe i na szerszym polu niekontynuowane. To chociażby prace Giorgia Agambena, Michela Foucaulta, Anny Tsing, Brunona Latoura, Ewy Bińczyk czy Marcina Napiórkowskiego.

Książka Ross w największej części skupiona jest na dwóch wydarzeniach – katastrofie nuklearnej, która miała miejsce w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w Ukrainie, oraz tej, która w marcu 2011 roku była efektem trzęsienia ziemi, tsunami i ludzkich błędów w Fukushimie Daichii w Japonii. Badaczkę, jak wskazuje we wstępie do książki, interesują powstałe w wyniku tych wydarzeń „schematy językowe i matryce kulturowe”, które „wpływają na opisywanie skażonej przyrody” (s. 10) – skażonej, czyli niemieszczącej się „w kulturowo utrwalonych wyobrażeniach świata postkatastroficznego” (s. 11). „Skażone technonatury” podparte są analizą źródeł wywołanych (wywiadów, badań etnograficznych – badaczka dwukrotnie odwiedziła bowiem Japonię w trakcie realizacji grantu) oraz zastanych (archiwów, licznych materiałów prasowych, artykułów czy blogów, ale też książek eseistycznych czy reportaży, takich jak np. „Planeta Piołun” Oksany Zabużko czy „Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksijewicz – czasem uzupełniają one, a innym razem zastępują źródła wywołane, badaczce nie udał się bowiem wyjazd do Ukrainy ze względu na pandemię COVID-19 oraz wojnę). Źródła te okazały się szczególnie dobrze wykorzystane do wyjaśniania sposobów metaforyzacji języka czy funkcjonowania szeroko pojmowanego środowiska w technonaturystycznej historii skażonych terenów, ale też możliwości doświadczania ich – zarówno przez osoby wysiedlone z terenów skażonych, jak i przez te, które wspomniane miejsca odwiedziły dopiero po czasie. Jako że liczni rozmówcy odnosili swoje doświadczenie do wydarzeń z 1945 roku, Ross wprowadzający rozdział zdecydowała się poświęcić również atakom amerykańskim na Hiroszimę i Nagasaki, wyjaśniając przy tej okazji rolę środowiska w opowieściach o atakach atomowych.

Z początkowych zainteresowań wyrasta coś o wiele wartościowszego, niż miała to deklarować we wstępie badaczka – przede wszystkim dlatego, że choć obiecano nam książkę skupioną na analizie języka i sposobach opowiadania o skażonym środowisku, autorka dodała wiele kontekstów kulturowych, które obudowują tę rozprawę, a wręcz trzymają ją w pionie, wprowadzając do polskiej humanistyki środowiskowej szczególnie interesujące wątki. W badaniach Ross widać zainteresowanie krajem kwitnącej wiśni, które przekuwa ona w głośną i mocną opowieść „atomową” Japończyków. Tłumaczy więc bardzo dokładnie przyczyny pewnych japońskich zachowań czy podejść. Nie oznacza to, że jest bezkrytyczna – wręcz przeciwnie, w opowieści japońskiej mocno wybrzmiewa fakt, że atak amerykański po 1945 roku pozwolił Japończykom na przemilczenie własnej przemocy wojennej wobec obywateli innych państw (zob. s. 30). Przede wszystkim jednak autorka snuje bardzo angażującą narrację, toteż przy okazji opisywania chociażby licznych cieni/plam, które pozostały po istotach ludzkich i nie-ludzkich tuż po wybuchu bomb atomowych – daje przykłady realnych pozostałości, mówi o ich znaczeniu w kontekście muzeów japońskich poświęconych Hiroszimie i Nagasaki, przywołuje ciekawe wątki teoretyczne, np. vestigum (śladu-odcisku, za Domańską), „które oddaje złożoność atomowego znaku powstałego w wyniku wybuchu bomby” (s. 26). Nie da się ukryć, że rozdziały te, powstałe w oparciu o wyjazdy terenowe, wyróżniają się względem fragmentów na temat Czarnobyla, do którego nie udało się badaczce dotrzeć.

Wartościowe dla polskiej ekoposthumanistyki jest przytoczenie podejścia Japończyków do tzw. natury, a także wytłumaczenie jego pochodzenia. Inaczej niż Europejczycy, społeczeństwo to rozpatruje środowisko jako kompletne wyłącznie wtedy, gdy jego nieodłączną częścią jest człowiek. Choć z założenia wydaje się to bardzo proekologiczne, w istocie wygląda to zupełnie inaczej – człowiek w „naturze” musi bowiem otoczeniem zarządzać, a przez to, gdy traci on możliwość ingerowania, tak jak miało to miejsce w kontekście obszaru wyłączonego wokół elektrowni Fukushima w 2011 roku, takie otoczenie okazuje się nieatrakcyjne. Dziki, które namnożyły się na opuszczonym terenie wokół japońskiej elektrowni atomowej, brane są za symbol negatywny – utraty kontroli nad konkretnym fragmentem świata. Badaczka kontrastuje to z podejściem europejskim, przywołując liczne przykłady, w których pozostawioną samą sobie naturę wokół elektrowni czarnobylskiej traktuje się odwrotnie – jako wyzwoloną, radzącą sobie bez człowieka; gdzie wręcz bez człowieka natura radzi sobie lepiej – bo jej najgorszym wrogiem, jak i wrogiem wielu gatunków, okazuje się nie kto inny jak homo sapiens.

Zwierzętom, roślinom, grzybom – innym bytom nie-ludzkim, pozostawionym samym sobie na terenach „skażonych” – przygląda się Ross bardzo dokładnie; dzięki temu opowieść o katastrofie w Fukushimie staje się też opowieścią o uwięzionych w budynkach zwierzętach, które Japończycy pozostawili, mając nadzieję powrócić na tereny skażone w niedługim czasie. Niestety, do wielu domów często nigdy nie wrócili. Historie zwierzęce tyczą się istot konających z głodu i pragnienia, przede wszystkim zwierząt gospodarskich, takich jak krowy (po zwierzęta towarzyszące, głównie psy i koty, wyprawiały się liczne organizacje prozwierzęce) – nieprzypadkowo stały się one symbolem porażki, jednocześnie stając się rozpoznawalnym znakiem katastrofy jako takiej; krowy, które przetrwały, karmiąc się radioaktywną trawą, są do dziś „znakiem trwającej katastrofy” (s. 149); część z nich została jednak uśmiercona przez władze, jeszcze do innych powrócili właściciele, chcąc umrzeć na swoich zasadach, blisko swojego gospodarstwa i zwierząt (wątek ten Ross rozwijała w podcaście: zob. Drozd 2024). Szczególnie skomplikowany status krów opisuje Ross na licznych stronach książki. Podobnie byty-więcej-niż-ludzkie rozpatruje autorka „Skażonych technonatur” w kontekście Czarnobyla, przypominając o przemocy poczynionej przez człowieka – po awarii reaktora żołnierze rozstrzeliwali snujące się po podwórkach, pozostawione psy czy koty, co Aleksijewicz nazwała „zdradą gatunkową” (s. 76).

Na uwagę zasługuje też wątek poszukiwania dowodów na skażenie – jest to punkt łączący społeczeństwa międzykontynentalnie, bowiem, jak się okazało, poszukiwano ich zarówno w Ukrainie, jak i w Japonii. Widmowość skutków katastrofy tego typu stanowi ciekawą podstawę przemyśleń badaczki, nawet jeżeli w obu miejscach katastrofa zadziała się inaczej. To znaczy, w Czarnobylu przez katastrofę obraz świata jako takiego nie zmienił się zewnętrznie, podczas gdy w Fukushimie gołym okiem widać było zniszczenia spowodowane tsunami i trzęsieniem ziemi; mimo to w obu przypadkach szukano widocznych, namacalnych dowodów promieniowania i tego, że ma ono realny wpływ na świat – i że realnie może zaszkodzić. Mutacje DNA u osób, które przeżyły katastrofy, mogły wpływać na chęć upamiętnienia wydarzeń (wówczas u takich osób pojawiała się nagłe potwierdzenie, że coś stało się naprawdę) – były to mutacje powodujące przede wszystkim nowotwory. Niestety, dużo popularniejsze stały się plotki, które cementowały myślenie o katastrofach nuklearnych jako powodujących nietypowe, widoczne z zewnątrz, mutacje u zwierząt, które np. miały rodzić się bez kończyn, z dodatkowymi głowami (zob. s. 69), choć opowiadano też rozmaite historie na temat roślin, nietypowych deszczów czy marnej jakości mleka u krów. Takie narracje miały materializować realne zagrożenie. Ross przywołuje liczne przykłady, z których dowiadujemy się, że widoczność tego typu zagrożenia czasem wychodziła przypadkowo – znane są fotografie Igora Kostina, na których po wywołaniu ukazały się dziwne plamy, ziarna, efekt promieniowania.

Na przestrzeni książki Ross kreśli przykłady licznych skutków katastrof nuklearnych. A tymi skutkami są nagłe upadki mitów założycielskich i utrata wiary w bezpieczeństwo energii atomowej, a tym samym chęć odchodzenia od energetyki tego typu. Pokazanie zmieniającego się w społeczeństwach europejskich czy azjatyckich podejścia do atomu to wątek istotny dla opowieści nuklearnych jako takich. Przy tej okazji pojawia się również bardzo interesująca kwestia, pokazująca, w jaki sposób katastrofa w Czarnobylu osłabiła ustrój komunistyczny, podczas gdy katastrofa w Fukushimie umocniła kapitalizm. Ku temu przydały się badaczce źródła medialne, w których wybrzmiały licznie zapytania o skutki katastrofy fukushimskiej… dla giełd. Ross konstatuje, że niestabilność rynków finansowych była dla społeczeństw niebezpieczniejsza niż sama katastrofa nuklearna (zob. s. 188). Badaczka postarała się, by wątek ten odpowiednio naświetlić, jednocześnie ukazując jego zarzewie. Jak zauważa w części poświęconej tej katastrofie, Fukushima umocniła władzę kapitalizmu nad językiem opisującym rzeczywistość i wyobraźnią. Potwierdziła, że nie umiemy stworzyć innej niż istniejąca – kapitalistyczna – wizja świata. Przy tej okazji aż nasuwają się niedopowiedziane wątki mutowania kapitalizmu Rosi Braidotti, które u Ross zostały wrzucone do przypisu (a śmiało mogłyby być rozwinięte w odrębnym podrozdziale); jednocześnie wydaje się, że rozprawa zyskałaby na krytycznym „rozdrapaniu” samego pojęcia wyobraźni, które na przestrzeni książki pojawia się naprawdę licznie – bardziej abstrakcyjnie, tak jak wtedy, gdy mowa o kontekście skażenia globalnej wyobraźni czy właśnie umacniania wyobraźni kapitalistycznej, ale też konkretniej, gdy chodzi o obrazy, tak jak w przypadku wyobrażeń na temat natury, ale też postnekluarnych wyobrażeń krajobrazów zastanych. Zabrakło tego tym bardziej, że w podsumowaniu Ross pisze o wyłanianiu się „nowych wyobrażeń” dotyczących relacji ludzko-więcej-niż-ludzkich, które miałyby się przekładać na potrzebę zmian polityki ekologicznej (zob. s. 265) – interesowałoby mnie rozwinięcie tych wątków, to jest tego, w jaki sposób wyobraźnia takiego typu miałaby (czy w ogóle mogłaby?) zmieniać prowadzoną globalnie politykę.

Szczególną cechą książki jest powoływanie się w wielu miejscach na źródła z nauk przyrodniczych i ścisłych, co stanowi świetny przykład na tworzenie się wartościowej ekoposthumanistyki. Badaczka nie bazuje wyłącznie na kulturowych wyobrażeniach danych społeczności – zderza je z konkretną wiedzą i wynikami badań prowadzonymi na terenach skażonych. Przywołuje więc badania Andersa P. Møllera i Timothy’ego A. Mousseau o wysokiej szkodliwości promieniowania na zwierzęta przebywających w strefie Czarnobylskiej, Davida M. Hillisia, który wykazał, że mutacje są groźniejsze dla mniejszych zwierząt, podczas gdy dla większych ssaków – nie wykazuje się negatywnego wpływu promieniowania w strefach skażonych, w końcu opisuje spostrzeżenia Kate Brown, która wskazuje na to, że sama świadomość, że się bada tereny skażone, może wpływać na ocenę wyników. Z jednej strony „idea, że przyroda jest w stanie wydźwignąć się po katastrofach spowodowanych przez człowieka, stała się tak uwodząca, że zdominowała dyskurs medialny” (s. 223), z drugiej zaś – niektóre okazują się mimo wszystko niewymierne, trudne do zbadania.

Swoją książką Ross dotyka również wciąż toczącej się dyskusji na temat pojęcia natury, skłaniając się raczej ku jej konstrukcyjności; mówiąc inaczej, dowodzi, że natura to konstrukt kulturowy. Na poczet pracy proponuje odmienne zapisy; stosuje „naturę” w rozumieniu przyrody, co byłoby bliskie propozycji Gary’ego Snydera, który wyróżniał naturę jako świat fizyczny (zob. Snyder 1990). Badaczka używa też zapisu „N a t u r a”, który ma sygnalizować zespół wyobrażeń kulturowych i społecznych na temat przyrody, środowiska, co z kolei byłoby inspirowane pracami Timothy’ego Mortona (zob. 2023. Na przestrzeni książki Ross pochyla się jednak również nad pojęciami „środowiska” i „ekosystemu” i tłumaczy ich różne rozumienia (zob. s. 237), uatrakcyjniając propozycję odróżniania dwóch natur między sobą (szkoda, że nie pojawiło się to raczej na początku książki), omawia „obszary ziem zdegradowanych”, przede wszystkim jednak proponuje zupełnie nowy konstrukt – technonatur, to jest fragmentów ekosystemów przekształconych antropogenicznie (w przypadku książki Ross: katastrofami nuklearnymi), które „zawierają (…) w sobie szkodliwy wpływ ludzkiej działalności na środowisko, ale zarazem uzmysławiają, że to, co katastroficzne, ma czasem również potencjał stworzenia nowej rzeczywistości” (s. 265). Nowej, bo przecież w przypadku technonatur czarnobylskiej czy fukushimskiej zaobserwowano namnażanie się gatunków nie-ludzkich, dziczenie pól uprawnych, odradzanie się w świeży sposób, wolny od ludzkiego wpływu, natury.

Refleksję Ross można przenieść na inne przestrzenie, rozszerzyć ją, bo choć innych przykładów nie znajdziemy w książce, niemal od razu przyszło mi na myśl, że podobny status mają hałdy, o których rozpisywała się Marta Tomczok, wskazując na ich odradzanie się i występowanie na ich zieleniejących przestrzeniach gatunków unikatowych, co potwierdziło się również w badaniach botaników, przywoływanych przez badaczkę – na przykład Adama Rostańskiego. Wilhelm Szewczyk pisał o hałdach Czerwionki: „Nikt tutaj nie nękał ani ptaków, ani zajęcy i słusznie mawiał ojciec, że dla człowieka hałda jest śmietnikiem, dla zająca zaś rajem” (cyt. za: Tomczok 2024: 85). Aleksandra Ross o obszarach zamkniętych pisze zaś: „to, co dzieje się w strefie wykluczenia, można postrzegać jako działanie pozytywne – przede wszystkim dlatego, że staje się ona miejscem występowania wielu rzadkich gatunków roślin i zwierząt” (s. 145). Punktem wspólnym technonatur jest więc nieobecność człowieka, która wpływa pozytywnie na namnażanie i rozwijanie się istot nie-ludzkich. To tu też do głosu szczególnie mocno dochodzą konteksty nowomaterialistyczne, bowiem Ross podkreśla zmieniający się charakter środowisk – które są w nieustannym ruchu, zmianie, zaburzeniach.

Trzeba jednak powiedzieć też o słabszych momentach tej rozprawy. Nie za dobrze na tle reszty książki wypada analiza języka i sposobów opowiadania o skażonym środowisku, może dlatego, że źródła, choć liczne, nie są szczególnie urozmaicone, przez co praca momentami staje się niezbyt porywająca, a nawet nużąca. Pozytywnie na ich tle wybija się analiza dyskursu polskiego wokół awarii czarnobylskiej, to zaś przede wszystkim dzięki zaprezentowaniu fragmentu dokładnego, chronologicznego, rozbudowanego – przywoływanym cytatom z mediów towarzyszą analiza postawy eksperckiej, poszukiwanie pęknięć pomiędzy narracjami rządowymi/ propagandowymi a narracjami alternatywnymi, ale też tłumaczenie kontekstów historycznych czy kulturowych. Ross przypomina, które informacje pojawiały się pierwsze, analizuje, jaki był ich typ, wskazuje, które media dominowały – badając prasę przed 1989 roku, powołuje się na liczne cytaty, choć niestety – i tu przykłady opierają się zaledwie na fragmentach z „Żołnierza Wolności” i „Trybuny Ludu”. Przyglądając się polskiej recepcji katastrofy fukushimskiej, Ross poszukuje różnic w opisach katastrof elektrowni atomowych w III Rzeczypospolitej w porównaniu z prasą wokół Czarnobyla w PRL-u, obserwuje powrót do narracji wokół Czarnobyla w reakcji na katastrofę japońską, a w końcu stara się uchwycić szerszą ewolucję „sposobów opisu katastrof na przestrzeni czasu” (s. 165) – wszystko to cytując przede wszystkim „Gazetę Wyborczą” oraz „Rzeczpospolitą”. Swój wybór badaczka uzasadnia tym, że mają one ogólnopolski zasięg, a ich nakład w 2011 roku, w momencie trzęsień ziemi w regionie Tōhoku, gdy zaczęto opisywać całą sprawę, był największy – wspomniane tytuły uzupełnia zaś analizą języka programów informacyjnych (TVN24) oraz tzw. źródłami internetowymi, które dobiera według największej reprezentatywności (zob. s. 165) – szkoda, że badaczka nie tłumaczy, jakiego klucza używa do wyodrębnienia najbardziej użytecznych badawczo źródeł, tj. co przesądziło o ich reprezentatywności. Na przykład dla prowadzonych w dalszej części książki analiz powstawania historii alternatywnych za podstawowe źródło przykładów teorii spiskowych obrała ona platformę ZmianynaZiemi.pl – chciałoby się jednak trochę więcej, nawet jeżeli ta konkretna strona przyniosła ogrom ciekawych wątków. Tę niedogodność przeciwważy obnażanie mechanizmów medialnych. W rozdziale poświęconym analizie nauki w dyskursie atomowym uwagę kradnie na przykład poszukiwanie, węszenie, sprawdzanie, ale przede wszystkim – wyciąganie konkretnych oskarżeń. Bardzo wartościowym wątkiem jest ten, w którym zarzuca się mediom, już po analizie licznych źródeł, porzucanie rzeczywistych informacji na temat dawek promieniowania, nieprzekazywanie norm, niepodawanie danych wyjściowych na temat promieniowania. Jak wskazuje autorka „Skażonych technonatur”, media myliły przede wszystkim siwerty z bekerelami (jednostki do podawania zakresu działania promieniowania na organizmy żywe), co w efekcie osłabiało głos ekspertów.

Jeżeli chodzi o strukturę, rzuca się w oczy to, że „Skażone technonatury” „szyte” są z licznych artykułów naukowych, które – choć byłyby przyjemne do samodzielnej lektury – męczą postawione obok siebie, szczególnie przy lekturze linearnej, kontynuowanej na prawie trzystu stronach książki. Zabrakło większej refleksji nad tym, w jaki sposób poszczególnie części rezonują względem siebie, choć liczne powtórzenia widać czasem nawet w mniejszych jednostkach organizacyjnych książki, takich jak podrozdziały.

By rzecz podsumować: „Skażone technonatury” stanowią szerokie kompendium wiedzy na temat tytułowych opowieści o katastrofach nuklearnych i dla ekoposthumanistyki są cenną publikacją. Mimo tego, że zabrakło szerszego zaplecza teoretycznego (poza wspomnianą Braidotti przykładowo szerszego rozwinięcia idei Barad, którx ciekawie pisze o skali i rozszczepieniu atomu, czasie postatomowym, poddając sceptycyzmowi skalne podziały) czy spójnej, „książkowej” opowieści (co wymagałoby zrezygnowania z bloków tematycznych, które wytyczyły artykuły naukowe publikowane wcześniej), książka Aleksandry Ross realizuje założone cele – badaczka na przestrzeni kolejnych rozdziałów dowodzi błędności podziału na społeczeństwo i tzw. „naturę”, naświetla wątki postaci nie-ludzkich, ukazuje splątanie wszelkich istot i zależności między nimi, w końcu też praktykuje nowoczesną ekoposthumanistykę, podpierając się licznymi źródłami z nauk ścisłych, jednocześnie proponując nowe pojęcie – technonatur, które łączą porządek kulturowy, technologiczny i środowiskowy; pojęcie, za pomocą którego celniej opisywać będzie konkretne tereny naturokulturowego świata.

LITERATURA:

Drozd P.: „#229 –O Fukushimie , hotspotach i radioaktywnych dzikach (gościni: dr Aleksandra Ross)”. 2024. https://open.spotify.com/episode/4DQ4PwpNsvGQ7sZWi1pdbP.

Morton T.: „Mroczna ekologia. Ku logice przyszłego współistnienia”. Przeł. A. Barcz. Warszawa 2023.

Snyder G.: „The Practice of the Wild”. San Francisco 1990.

Tomczok M:. „»Na hałdach rosną ludzie«: literacka historia pogórniczych środowisk sprzymierzeńczych”. „Praktyka Teoretyczna” 2024, nr 1.
Aleksandra Ross: „Skażone technonatury. Środowiskowe opowieści o katastrofach nuklearnych”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2024 [seria: Humanistyka Środowiskowa].

„artPAPIER” objął serię patronatem medialnym.