PÓŁFRELA
A
A
A
PÓŁFRELA
otwieram dziś gębę i mam pół języka
jak to się stało jak to się stało
mama Ligota polszczyzna bohema
tata bytomska czysta krew kresowa
opa skrzypce teatr festiwal w Opolu
wujek Edi: ty mały gorolu
nieprawda to wcale ja tu tylko mieszkam
Edi: no to godej dzioucha po naszymu
a ja nie chcę mówić wujku po masztalsku
przybił dzidziuś weto
zdradziłam Hanysów rosnąc za Brynicą
brudząc się podwórkiem jak mali gorole
tata mama z placem a plac to je godka
tylko ja na dworze
Ślonsk to je mój hajmat tak pouczał Edi
i tu byda godoł jak nie podobo komuś
niech nie słucho
ja mam jedno ucho
za to Kyksa słuchom: to był chop jak mało kto
ech zgubiłam język hej jak to się stało
myślę pół języka to jest pół człowieka
przeca mnie wuj Edi pytoł o gipsdeka
rzuciłam
kim jestem
półgłosem z półplacu moje pół akcentu daje mi pół prawa
by się z kimś zadawać
oma: wciskej dzioucha, boś chudo jak szpyndlik
gyburstag plus kołocz to rytuał przejścia
z polszczyźnianej chmury do mgławicy godki
tak maluch maluchem wjeżdżał w inne głosy
aż wszyscy umarli
sprawdzę może język jest gdzieś w Panewnikach
zgubiłam się chyba i mam pół języka
patrzę wprost na taflę szczotkuję pół zęba
czapki pół zakładam i w półpłaszczu butem
równo sobie skaczę po gorolskich trasach
muszę go odnaleźć i wysunąć znowu
złożyć nowy podpis spytać polityka
co się teraz stało
wciąż nie mam języka
wytężam swój półmózg łapię pół olśnienia
cofam się i pędzę jak maluch za rzekę
tam się wbiję w chmurę tam poszukam godki
gdzie Edika hajmat grzebnę jedną łapą
w glebie i w zaświatach
pewnie się pozwijał może jeszcze czeka
bo na środku samym węglowego nieba
wisi stół a miska lśni z czymś na serwecie
łypię okiem widzę ten mój język nowy
tęskny ruchu stężał
w galarecie
Fot. Monika Błaszków – „Jo kaj”.
otwieram dziś gębę i mam pół języka
jak to się stało jak to się stało
mama Ligota polszczyzna bohema
tata bytomska czysta krew kresowa
opa skrzypce teatr festiwal w Opolu
wujek Edi: ty mały gorolu
nieprawda to wcale ja tu tylko mieszkam
Edi: no to godej dzioucha po naszymu
a ja nie chcę mówić wujku po masztalsku
przybił dzidziuś weto
zdradziłam Hanysów rosnąc za Brynicą
brudząc się podwórkiem jak mali gorole
tata mama z placem a plac to je godka
tylko ja na dworze
Ślonsk to je mój hajmat tak pouczał Edi
i tu byda godoł jak nie podobo komuś
niech nie słucho
ja mam jedno ucho
za to Kyksa słuchom: to był chop jak mało kto
ech zgubiłam język hej jak to się stało
myślę pół języka to jest pół człowieka
przeca mnie wuj Edi pytoł o gipsdeka
rzuciłam
kim jestem
półgłosem z półplacu moje pół akcentu daje mi pół prawa
by się z kimś zadawać
oma: wciskej dzioucha, boś chudo jak szpyndlik
gyburstag plus kołocz to rytuał przejścia
z polszczyźnianej chmury do mgławicy godki
tak maluch maluchem wjeżdżał w inne głosy
aż wszyscy umarli
sprawdzę może język jest gdzieś w Panewnikach
zgubiłam się chyba i mam pół języka
patrzę wprost na taflę szczotkuję pół zęba
czapki pół zakładam i w półpłaszczu butem
równo sobie skaczę po gorolskich trasach
muszę go odnaleźć i wysunąć znowu
złożyć nowy podpis spytać polityka
co się teraz stało
wciąż nie mam języka
wytężam swój półmózg łapię pół olśnienia
cofam się i pędzę jak maluch za rzekę
tam się wbiję w chmurę tam poszukam godki
gdzie Edika hajmat grzebnę jedną łapą
w glebie i w zaświatach
pewnie się pozwijał może jeszcze czeka
bo na środku samym węglowego nieba
wisi stół a miska lśni z czymś na serwecie
łypię okiem widzę ten mój język nowy
tęskny ruchu stężał
w galarecie
Fot. Monika Błaszków – „Jo kaj”.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

