ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (504) / 2024

Monika Błaszków,

PÓŁFRELA

A A A
PÓŁFRELA

 

otwieram dziś gębę i mam pół języka

jak to się stało jak to się stało

mama Ligota polszczyzna bohema

tata bytomska czysta krew kresowa

opa skrzypce teatr festiwal w Opolu

wujek Edi: ty mały gorolu

nieprawda to wcale ja tu tylko mieszkam

Edi: no to godej dzioucha po naszymu

a ja nie chcę mówić wujku po masztalsku

przybił dzidziuś weto

zdradziłam Hanysów rosnąc za Brynicą

brudząc się podwórkiem jak mali gorole

tata mama z placem a plac to je godka

tylko ja na dworze

Ślonsk to je mój hajmat tak pouczał Edi

i tu byda godoł jak nie podobo komuś

niech nie słucho

ja mam jedno ucho

za to Kyksa słuchom: to był chop jak mało kto

ech zgubiłam język hej jak to się stało

myślę pół języka to jest pół człowieka

przeca mnie wuj Edi pytoł o gipsdeka

rzuciłam

kim jestem

półgłosem z półplacu moje pół akcentu daje mi pół prawa

by się z kimś zadawać

oma: wciskej dzioucha, boś chudo jak szpyndlik

gyburstag plus kołocz to rytuał przejścia

z polszczyźnianej chmury do mgławicy godki

tak maluch maluchem wjeżdżał w inne głosy

aż wszyscy umarli

sprawdzę może język jest gdzieś w Panewnikach

zgubiłam się chyba i mam pół języka

patrzę wprost na taflę szczotkuję pół zęba

czapki pół zakładam i w półpłaszczu butem

równo sobie skaczę po gorolskich trasach

muszę go odnaleźć i wysunąć znowu

złożyć nowy podpis spytać polityka

co się teraz stało

wciąż nie mam języka

wytężam swój półmózg łapię pół olśnienia

cofam się i pędzę jak maluch za rzekę

tam się wbiję w chmurę tam poszukam godki

gdzie Edika hajmat grzebnę jedną łapą

w glebie i w zaświatach

pewnie się pozwijał może jeszcze czeka

bo na środku samym węglowego nieba

wisi stół a miska lśni z czymś na serwecie

łypię okiem widzę ten mój język nowy

tęskny ruchu stężał

w galarecie

 

Fot. Monika Błaszków – „Jo kaj”.