ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (504) / 2024

Marek Mikołajec,

GESZYNKI POD KRISBAUM - NA DZIECIONTKO, CZYLI KSIĄŻKI POD CHOINKĘ 2024

A A A
Po raz trzeci przygotowuję zestawienie książkowych prezentów pod choinkę. Rok 2024 znów obfituje w książki tematycznie i/lub językowo związane ze regionem śląskim, które warto czytać, o których warto rozmawiać. Czytelniczkom i czytelnikom „artPAPIERu” chciałbym pomóc w rozwianiu wątpliwości, co podarować bliskim osobom, jeśli są zainteresowane lokalnością, mową i kulturą regionu. Być może ktoś waha się, jaki prezent na Dzieciątko, Gwiazdkę sprawić bliskiej osobie – a te, przyznam, arbitralne rekomendacje mogą stanowić punkt odniesienia i impuls do podjęcia decyzji.

Znaleźć wśród nich można: literaturę faktu, zbiór wspomnień i relacji, publikacje o charakterze dokumentalno-historycznym (oral history), wywiad-rzekę, monografię historyczną, komiks, reportaż, kryminał z elementami komediowymi, esej naukowy/kulturoznawczy oraz powieść współczesną. Ta lista to karasol (keciok) śląskich historii: każda z wymienionych publikacji odkrywa inny wymiar regionu lub jego symboli, zachowując pamięć o przeszłości, dodając blask i głębię teraźniejszości.



„Opowieści kobiet z rodzin górniczych”, red. Monika Glosowitz, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2024.

Czy jest coś bardziej jednającego różnice pochodzenia niż wspólnota pracownicza? Robota, w której wszyscy za-trud-nieni muszą się dogadać, by realizować postawione im cele i wykonywać zadania? Miejsce pracy łączy ludzi i uwspólnia doświadczenia całych rodzin, bez względu na to, czy są autochtonami, czy przybyli do kopalni za pracą. Ta książka będzie dla wielu kobiet, które nie zdecydowały się podzielić wspomnieniami, lekturą wzruszającą, odbiciem własnego życia i losów.



„Ta książka jest zbiorem opowieści, których autorki łączą dwie zmienne: płeć i klasa (pochodzenie, ale też najczęściej aktualne miejsce w strukturze klasowej). Mają w niej wybrzmieć konkretne głosy, których nikt nie komentuje, nie zagaduje, nie opisuje, nie tłumaczy w ich imieniu. Głosy te dopowiadają się nawzajem, oświetlają, powtarzające się doświadczenia wybrzmiewają jak refreny, przykuwając naszą uwagę tam, gdzie wyłaniają się miejsca wspólnych przeżyć, elementy historii zbiorowej” (s. 16) – pisze we wstępie Monika Glosowitz.



„Fadom. Symbol budownictwa wielkopłytowego. Przedsiębiorstwo Budownictwa Mieszkaniowego Przemysłu Węglowego »Fadom« w Żorach – ocalić od zapomnienia”, red. Henryk Buchalik, Andrzej Tymoszyk, Grażyna Krzemińska, Wydawnictwo Muzeum Miejskiego w Żorach, Żory 2024.

W tym zestawieniu znalazła się także książka o zakładzie pracy, któremu, poniekąd, zawdzięczamy dzisiejszy ustrój urbanistyczny Żor (mieszkania dla 11 tysięcy osób), Jastrzębia-Zdroju (mieszkania dla 12 tysięcy ludzi), a także poszczególnych osiedli w Raciborzu, Czerwionce-Leszczynach, Cieszynie – łącznie 16 tysięcy mieszkań. Obok nich znajduje się kompletna infrastruktura osiedlowa: żłobki, przedszkola, szkoły, obiekty handlowo-usługowe oraz ośrodki zdrowia.



Sam mieszkałem pośród takiego osiedla i dopiero z biegiem lat doceniam ich kształt. Codziennie przechodzę koło prototypowego domu modelowego z wielkiej płyty, który miał być odpowiedzią na potrzeby zepchniętego na boczny tor w czasach PRL-u mieszkalnictwa jednorodzinnego. To wspaniały zbiór wspomnień, faktów, zdjęć oraz spora pigułka wiedzy na temat mieszkalnictwa wielorodzinnego. Gratka dla nowych i starych mieszkanek i mieszkańców Śląska.



Kamil Iwanicki, „Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów”, Editio, Gliwice 2024.

Miałem mieszane uczucia po lekturze, jednak jako popularyzująca temat familoków i osiedli górniczych (także Zagłębia), pomyślanych jako kompletne, urbanistyczne i społeczne układy zamknięte – warta polecenia. Dobrze przybliży tematykę osiedli wszystkim zainteresowanym i ośmieli do spaceru ulicami nie tylko Giszowca i Nikiszowca, ale także Rudy Śląskiej, Czerwionki, Radlina, Zabrza i Czeladzi.





„Śląskiem wiedziōny. Opowieść biograficzna. Z Alojzym Lyską rozmawia Krystian Węgrzynek”, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2024.

Urzekająca i wciągająca rozmowa Krystiana Węgrzynka z Alojzym Lyską, do przeczytania jednym tchem (nabrać luftu, spiąć gruzła muskli i gichnąć w nia ynta). Z przyjemnością zasiadłem do lektury i poczułem się, jakbym wszedł do paradnej izby pisarza, rozgościł się, przysłuchiwał opowieści jego życia. Dobrze mi tam było, jak u siebie. Autor tekstu wielokrotnie wystawianej „Mianujom mie Hanka”, a także cyklu „Duchy Wojny” to pierwszorzędny gawędziarz, a kto miał przyjemność spotkać go na żywo, ten wie, że jest to postać zjawiskowa, niedzisiejsza, z niepodrabialnym etosem mówcy, ciepłem i ogniem, którymi potrafi grać. Lysko jest człowiekiem wszechstronnym, osobą aktywną podczas swych ośmiu dekad życia w wielu dziedzinach. Kogo tam nie ma, czego robić się ten człowiek nie bał? Był i jest, bo to dożywocie: górnikiem, mężem, ojcem, rolnikiem, nauczycielem, samorządowcem, posłem, pisarzem – człowiekiem, który swoim losem, podobnie jak Gustaw Morcinek, kroczył drogą służby, dobrego przykładu i objaśnienia Śląska we wszystkim, co robił. Tę misję widać zresztą w tytule. Jakaś tajemna, śląska moc napełnia pisarza i prowadzi go na jego kreatywnej drodze. Są w tej książce fragmenty zdumiewające: epizod posłowania z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, ojciec w Wehrmachcie i rozgrywanie tego faktu w przestrzeni publicznej, gdy Lysko był posłem partii Kaczyńskiego. Są też miejsca bolesne, przemilczane, upiorne (strata ojca, śmierć dziecka…). Jednak nad wszystkim unoszą się umiłowanie stron rodzinnych, przyrody i zgoda na niełatwy los.



Na okładce zamieszczony jest komentarz Ryszarda Koziołka: „Choć to niepojęte, w tych rozmowach Śląsk przybrał postać jednego człowieka od dzieciństwa nawiedzanego przez nieprzedstawione lub niezrozumiałe ludzkie losy, mowę przodków, znikające pejzaże, budowle, uprawne pola, a zwłaszcza przez najtrudniejszego do opisania ducha, który przenika i łączy w jedno przyrodę, ludzi, rzeczy. A wszystko to natarczywie domaga się istnienia w opowieści. Alojzy Lysko z Bojszów – nawiedzony przez Śląsk i przymuszony przez jego duchy – niezmordowanie mówi w ich imieniu; na wszystkie sposoby: w robocie, w pisaniu, w nauczaniu, w polityce. Jest wcieleniem (swojej) najpiękniejszej, jaką znam, definicji mieszkańca tej ziemi: »Ślązak, jak idzie przez życie, zostawia za sobą zagospodarowany świat«”.

Recenzja w "artPAPIERZE".



Arkadiusz Kuzio-Podrucki, „Schaffgotschowie. Dzieje wielkiego rodu z Europy Środkowej”, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2024.

Ród Schaffgotschów zamieszkiwał tereny Dolnego Śląska, majątki stanowiły zamek Chojnik, okolice Kowar, Jeleniej Góry, Cieplic, Gryfowa Śląskiego czy malowniczy pałac na wodzie w Karpnikach. Są to miejsca, gdzie do dziś można spotkać ślady ich bytowania, opatrzone charakterystycznym herbem, przedstawiającym rycerza, na którego głowie stoi baran (Schaf).



Rekonstrukcja miejsc i historii rodów magnackich jest cudowną zachętą do innej turystyki historycznej. A XIX-wieczna fuzja rodu Schaffgotschów, konkretnie Hansa Ulryka von Schaffgotscha z dziedziczką majątku Karola Goduli, Joanną Gryczik, scaliła dziedzictwo górnośląskie z dolnośląskim, tworząc tym samym podstawy do Śląska jako jedności.



René Gościnny, Alberto Uderzo, „Asteriks na szpilach ôlimpijskich”, przełożył z języka francuskiego Grzegorz Buchalik, Egmont, Warszawa 2024.

Tłumaczenia Grzegorza Buchalika z francuskiego na śląski należą do moich ulubionych. Bardzo cenię też to, że te przekłady uatrakcyjniają naukę i utrwalenie mowy śląskiej. W jakim mniejszym języku w Polsce mamy do wyboru tak wiele uznanych tytułów: „Pipi”, „Hobbita”, „Muminki”, „Mikołajka”?



Od redakcji: „»Asteriks na szpilach ôlimpijskich« to ekstra edycyjo kōmiksu »Asteriks na igrzyskach olimpijskich« przetłōmaczōnego (bezpośrednio z jynzyka francuskigo) na jynzyk ślōnski. Niyzwykły, wyjōntkowo barwny a kōnkretny jynzyk ślōnski, skuplowany z unikalnym humorym Goscinny’ego a Uderzo, to rychtyg dobry szpas. Kōmiks bydzie tyż pōmocōm przi kultywacyji tego jynzyka. Tōm „Asteriks na na szpilach ôlimpijskich” („Asterix aux jeux olympiques”) zostoł wydany w 1968 roku na przileżytość zimowej ôlimpiady w Grenoble. Do ôbozu Akwarium przichodzi wiadōmość, że ôgrōmnie wyszportowany Markus Musklotwardus zostanie reprezyntantym Rzymu na Szpilach Ôlimpijskich. We zawodach chcōm tyż wysztartować Gale, co niczego sie niy lynkajōm, yno niy niy pasujōm ku podstawowym wymoganiōm – we kōnkursie mogōm sztartować yno rodowite Greki i wolni ôbywatele hellyńscy (Rzymiany sōm tolerowani). Gale podowajōm sie beztōż za Rzymianōw a posyłajōm swojich nojdzielniejszych chopōw – Asteriksa i Ôbeliksa. Yno jak majōm wykorzystać magiczny miszōng, kej uczestniki niy śmiōm brać dopingu? We zawodach sztartuje sōm Asteriks, ale bez spōmoganio przegrowo. Sytuacyjo może uretować podstymp Fyrlokotliksa... Historyjo galijskij wioski, kero dzielnie szprajcuje sie rzymskim najeźdźcōm, to ôbowiōnzkowo pozycyjo na fasze kożdego fana kōmiksōw. Niyśmiertelny francuski wic ze seryji, kero stworzyli René Goscinny i Albert Uderzo, bez dłōgi lata prziciōngo nostympne generacyje czytoczy, a szprytny Asteriks, naiwny Ôbeliks i ich towarzisze trefiyli do czelodki ulubiōnych bohatyrōw masowej wyôbraźnie” (https://www.silesiaprogress.com/pl/p/Asteriks-na-szpilach-olimpijskich-/1673).



Ewa Winnicka, „Miasteczko Panna Maria. Ślązacy na Dzikim Zachodzie”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Na jednej z edycji wyborów „Ślązaka Roku” ze sceny przemawiała Sally Sekuła Schaeffer z Teksasu, bardzo mnie wzruszyła ta hibernacja godki w zamerykanizowanym świecie. Pokazała, że jeśli tylko się chce, to można dbać o tradycję i ją pielęgnować. Osadzie, z której wywodzi się Sally, znakomitą książkę poświęciła Ewa Winnicka.



Na stronie wydawnictwa Wojciech Orliński przekonuje: „Nawet gdyby Cormac McCarthy, Sławomir Mrożek, Szczepan Twardoch i Jonathan Franzen połączyli siły, nie wymyśliliby czegoś tak szalonego jak historia Stanisława Kiołbassy, posła reprezentującego Gliwice w pruskim parlamencie w 1848 roku, który słabo znał niemiecki, więc mało kto rozumiał jego przemówienia. W końcu wyemigrował do Teksasu, gdzie jego potomkowie do dziś prowadzą firmę Kiolbassa Smoked Meats, produkującą oczywiście kiełbasę. Perypetie księdza Moczygemby są nie mniej ciekawe, ale to już proszę samemu przeczytać” (https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/miasteczko-panna-maria).



Marcin Melon, „Kōmisorz Hanusik i Zakōn Ôstatnigo Karminadla”, Silesia Progress, Kotórz Mały 2024.

W tym roku w księgarniach pojawił się również, długo przeze mnie wyczekiwany, piąty tom przygód kōmisorza Hanusika. Wniosek po lekturze nasuwa się jeden: więcej takich pisarzy jak Marcin Melon! Autoironiczny, ale niezłośliwy, zabawn, tak, że aż się żona i dzieci pytają, z czego się tak chichrōm. „Kōmisorz Hanusik i Zakōn Ôstatnigo Karminadla” – dowiedzcie się, kto morduje Ślązaków oraz poznajcie tajemniczy zakon: „piyrszo ślōnsko sekta, kero mo swoje relikwie: karminadla zachachmynconego ze planu filmowego Kazimierza Kutza i ôgon ôd Łyska z Pokładu Idy” (https://www.silesiaprogress.com/pl/p/Komisorz-Hanusik-i-Zakon-Ostatnigo-Karminadla-M.-Melon/1670). Pozycja obowiązkowa!





Ralph Crane, „Węgiel. Natura i kultura”, przełożyli Marta i Paweł Tomczokowie, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2024.

Polski przekład książki Ralpha Crane’a pokazuje, że temat węgla, przemysłu, zakładów pracy, kultury węglowej, postwęglowej łączy Australię i Śląsk, Francję i Walię, skraca dystanse pomiędzy tymi miejscami i ludźmi. Dzięki tej pozycji można poznać także mnóstwo kontekstów literackich i malarskich przedstawiających czarne złoto. Warto przeczytać.

„W połowie wieku XIX węgiel był używany do produkcji żelaza, które z kolei służyło do budowy maszyn wykorzystywanych w fabrykach w całym kraju; węgiel stosowano do produkcji energii zasilającej maszyny i fabryki; gaz węglowy – do zapewnienia pracownikom światła; węgiel był także używany do wypalania cegieł, które wykorzystywano do budowy zarówno fabryk, jak i domów robotniczych; a w domach robotnicy i ich rodziny przygotowywali jedzenie na piecu opalanym węglem, który również był ich jedynym źródłem ogrzewania. Każdy aspekt życia pracowników fabryk w rozrastających się przemysłowych miastach Wielkiej Brytanii został ukształtowany przez konsumpcję węgla; w domu i pracy rzeczywistość klasy robotniczej »była budowana, poruszana, oświetlana, barwiona przez węgiel, wypełniona jego zapachem i smakiem, a na ogół także nasycona węglem i efektami jego spalania«” (s. 42).



Recenzja w "artPAPIERZE".



Szczepan Twardoch, „Powiedzmy, że Piontek”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.

Formalnie i koncepcyjnie innowacyjna książka Szczepana Twardocha, która opiera się na założeniu „Powiedzmy więc, że tak było” (s. 89), że oto spośród potencjalnie i przygodnie możliwych wątków – poszczególne realizują się w określony sposób, a przecież mogłyby zupełnie inaczej. Wszystko „rzecz jasna-ciemna” – w otoczeniu dobrze znanych Twardochowych numerów, wehikułów narracyjnych, motywów: „Głęboko pod powierzchnią oceanu i daleko stąd czarne stworzenia żyją swoje ciemne życia i śpiewają ciemne, ciemne pieśni o dawnych ucztach” (s. 15). I mój ulubiony: „– A jak coś robisz, to je rzecz świyntŏ! – ryknął biały sum głosem Janka‚ Kyksa’ Skrzeka, po czym szarpnął się i wyrwał linę kotwiczną z przemarzniętych, zgrabiałych rąk Erwina i ledwie zanurzając się pod powierzchnię wody, pociągnął Iskrę za sobą, szybko, coraz szybciej, niczym rumak ciągnący lekki powóz” (s. 76). Znakomita powieść współczesna, autofikcyjna, autotematyczna, z elementami political fiction, którą można przeczytać jednym tchem.



Recenzja w "artPAPIERZE".



***

Niedowiarki mają już dawno zamknięte usta. Literatura powiązana ze śląską tematyką jest różnorodna i bogata – trudno było wręcz wybrać tylko 10 pozycji. Proszę uznać, że zestaw ten jest otwarty i może inspirować do dalszych poszukiwań. To zestawienie książek z 2024 pod choinkę, czy geszynków pod krisbaum, należy traktować jako subiektywny wybór, a kolejność ułożeni tytułów nie odzwierciedla autorskiej oceny. Na własną rękę celebrujmy wielość w jedności i jedność w wielości, twórzmy własne rankingi. Czytajmy i świętujmy.

Zdrowych Świąt i bogatego Dzieciątka!