DZIKI KAWAŁEK DREWNA I PORZĄDNY CHŁOPIEC (GIORGIO AGAMBEN: 'PIONOKIO. PRZYGODY PAJACYKA PODWÓJNIE SKOMENTOWANE I POTRÓJNIE ZILUSTROWANE')
A
A
A
Wydana w 2021 roku książka Giorgio Agambena doczekała się tłumaczenia na polski w tym roku. To drugi przekład w serii autorstwa Joanny Ugniewskiej, niestrudzenie przybliżającej polskiemu czytelnikowi między innymi Orianę Fallaci, Claudia Magrisa, Umberta Eco, Roberta Calasso. Nowa książka włoskiego myśliciela liczy 245 stron, składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy to „Prolog niebiański (albo piekielny)”, w którym filozof dyskutuje z ezoteryczną interpretacją, książką równoległą o Pinokiu autorstwa Giorgio Manganelliego („Pinocchio: un libro parallelo”). W drugim rozdziale zatytułowanym „Przygody” autor „Profanacji” brawurowo interpretuje „Pinokia”, uwzględniając pierwsze wydania i miejsca podatne na jego hermeneutyczne rewizje. Jest to najdłuższa część książki, wydanej gustownie w serii Miniatury Filozoficzne. Wygląda to tak, że na marginesach lektury Agamben zaznacza miejsca niejednoznaczne, zaskakujące, stawiające opór lub odwrotnie – przyjmowane zbyt lekko. Zwłaszcza gdy za „przezroczystą” na pozór przygodą stoi coś nieoczywistego, jak chociażby wątek zabicia przez protagonistę świerszcza, który mówi, lub odmowa pracy przez pajacyka, jego krnąbrność i folgowanie przyjemnością. Trzeci element tej interpretacyjnej triady to „Epilog”. Tu autor oddaje głos Manganelliemu, który usprawiedliwiająco i bardzo w stylu autora „Nagości” pisze: „Książka skończona jest nieskończona, książka zamknięta jest otwarta” (cyt. za s. 217). Następnie, już własnymi słowami, próbuje Agamben odpowiedzieć na pytanie, co znaczą węzłowe tematy książki: pajacyk, dzieciństwo, sen, bajka, życie, osioł, wóz – rzucając coraz to nowe światło na te figury. Książkę uzupełniają notatki bibliograficzne, nota do ilustracji oraz wyjaśnienia od tłumaczki polskiego wydania.
Od 1883 roku obecność drewnianego pajacyka z rosnącym nosem cieszy i niepokoi, zmusza do śmiechu i płaczu. Agamben wśród licznych błyskotliwych, sentencjonalnych i aforystycznych objaśnień książki Carla Collodiego zauważa, że dzieciństwo przedstawione w książce „nie jest kondycją ani określonym wiekiem: jest drogą ucieczki. Od czego? Od wszystkich antynomii naszej kultury, na które składają się, z pewnością, osioł albo człowiek, szaleństwo albo rozum, lecz przede wszystkim porządny chłopiec (niebędący nikim innym jak niedojrzałym dorosłym) albo dziki kawałek drewna” (s. 226-227). Tak, książka Agambena to studium teoretycznoliterackie, co stanowi pewną nowość w jego filozofowaniu. Zwykle literatura była pretekstem dla filozofii prawa, antyku, średniowiecza; tu wraz z historycznoliterackimi komentarzami odgrywa rolę pierwszoplanową. Ostrożne czytanie książki to metoda, do której filozof przekonuje czytelnika. Mnie swoją metodą kupił już dawno.
Burratino-pajacyk, android – figura dorastania niemożliwego
W filmie „A.I. Sztuczna inteligencja” Stevena Spielberga z 2001 roku jest scena, w której główny bohater pragnie się dowiedzieć, gdzie znajdzie Niebieską Wróżkę. Ma ona z robota uczynić go prawdziwym chłopcem. To ta sama magiczna postać, co w „Pinokiu” Collodiego. Tu rzecz jasna działa inaczej. „A.I.” to opowieść osadzona w przyszłości, eksplorująca konsekwencje rozwoju robotyki i jej wpływu na ludzkie życie. Posłużę się tym przykładem na marginesie recenzji Agambena, żeby ukazać, jak postaci Pinokia oraz Niebieskiej Wróżki mogą znaczyć w innym kontekście. U Spielberga to opowieść o akceptacji i granicach człowieczeństwa. Głównym bohaterem jest Dawid, chłopiec-android zdolny do odczuwania miłości, który trafia do ludzkiej rodziny. O ile książka Collodiego miała działać dydaktycznie i wskazać argumenty, dlaczego warto być posłusznym, dobrym i pracowitym, tak w „AI” zostaje ona przekształcona w egzemplum o innym wydźwięku. Państwo Swintonowie, których syn Martin znajduje się w stanie śpiączki, decydują się na zakup androida, aby zapełnić pustkę w ich życiu. Dawid, wyposażony w zaawansowane oprogramowanie emocjonalne, staje się częścią rodziny. Realizuje tym samym wzorzec dobrego chłopca, jest Pinokiem po przemianie, od razu „porządnym chłopcem”.
Sytuacja komplikuje się, gdy pierworodny Martin wybudza się ze śpiączki. Robotyczny sobowtór staje się niepotrzebny. A jego obecność prowadzi do napięć między braćmi. Martin nie akceptuje Dawida jako równego sobie, a relacje w rodzinie pogarszają się. Dawid jest wciąż robotem o ograniczonych możliwościach poznawczych. Jego miłość do rodziców jest prawdziwa, ale on sam nie (w zwiastunie widzimy napis: „His love is real. But he is not”). W obliczu konfliktu matka postanawia porzucić Dawida, wywożąc go do lasu…
Osamotniony chłopak początkowo nie rozumie sytuacji, ale z czasem dochodzi do wniosku, że matka go odrzuciła, ponieważ jest sztuczny. Inspirowany bajką o Pinokiu, którą poznał w domu Swintonów, postanawia odnaleźć Błękitną Wróżkę. Wierząc, że to właśnie ona może uczynić go prawdziwym chłopcem. Literatura ma być trampoliną do zmian, ma krzepić i odczarowywać złe, niepożądane, uniezwyklać, obiecywać lepsze. To, co Dawid zapamiętał z Pinokia, jest tylko fragmentem, wątkiem, niebieską liną ratunkową, która wciągnie go na powrót w objęcia matki. I tak każdy wyciąga z „Pinokia” coś innego, dostrzegając, że to opowieść o drodze, przygodach i tym, jak one zmieniają nieuformowany podmiot.
Ludzki robot rozpoczyna pełną determinacji i naiwności podróż, napędzaną głębokim pragnieniem bycia kochanym. Działa zatem inaczej niż impulsywny i nieasertywny pajacyk Pinokio, który był gotów sprzedać jedyny kaftanik Dżepetta, by wymienić go na wejściówkę do teatru marionetek. Robotyczny Pinokio chce dowiedzieć się, gdzie można znaleźć Niebieską Wróżkę, w tym celu udaje się do Doktora Know, maszyny, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania i stanowi uosobienie połączonych ze sobą sztucznej inteligencji i wyszukiwarki internetowej (rzecz jasna automat żąda opłat za udzielone odpowiedzi: „Question me, you pay the fee, two, four, five you get one free” – mówi). Scena rozmowy z prototypowym czatem GPT, Gemini, Copilot i innymi płatnymi LLM (dużymi modelami językowymi) pokazuje nowoczesną reinterpretację historii drewnianego pajacyka, którego rolę i historię przetwarza i odtwarza android. Ma on przygody, ale zamiast szukać ich w spotkaniach, katastrofach – szuka rady u cyfrowego mózgu. Jaka to przenikliwa diagnoza współczesności! Wierzy, że istnienie dobrej wróżki odmieni jego los i sprawi, że matka na powrót go pokocha, gdyż stanie się realny („real life boy”). Niedoczekanie, nie ma na to szans, gdyż jest tylko erzacem, reprodukcją wzorca, prawdziwego syna. Opowieść o Pinokiu niesie mu nadzieję. Podana rymem wskazówka, gdzie może znaleźć wybawienie, jest enigmatyczna, ale dla robota wystarczająca. Myśli, że wie, gdzie znaleźć pomoc, choć wskazania są nieprecyzyjne. Wiara czyni jednorazowy cud. W finalnym spotkaniu, zapatrzony w rzeźbę niebieskiej wróżki porzuconą w lunaparku, gdzieś na dnie morza, mały Dawid – Pinokio – zastyga w uniesieniu na zawsze. Robot zatopiony na dnie morza wpatrzony w manekina wróżki. Oboje nieprawdziwi? Jak to się ma do nowej książki włoskiego filozofa? A no ma się. Agamben uważa, że finalna przemiana pajacyka w prawdziwego chłopca jest marą senną, snem o śnie we śnie. Delusional. Delulu.
Wiedza o społeczeństwie, pragnienia zmiany
Ale przejdźmy do meritum. Giorgio Agamben w książce „Pinokio. Przygody pajacyka podwójnie skomentowane i potrójnie zilustrowane” odnosi się trojako do historii Pinokia. W tytule i treści nawiązuje do dwóch komentatorów oraz zamieszcza reprodukcje ilustracji z trzech wydań włoskich, między innymi Enrica Mazzantiego (tył okładki polskiego wydania okrasza powieszony przez Lisa i Kota na gałęzi protagonista – na tej jednej grafice najbardziej przypomina disnejowski wizerunek) Na poziomie strukturalnym, językowym, semantycznym w książce zachodzi wielopoziomowa komunikacja pomiędzy odczytaniami i przedstawieniami. Dowiadujemy się o tym, jak tę opowieść czytają inni, jak przedstawiana jest przez ilustratorów i co z tego wynika. Ten wielogłos ma duże znaczenie, ponieważ książka Collodiego rezonuje w kulturze (ekranizacje, nawiązania literackie). Powstaje z tego istna pinokiada. Historia pajacyka jest bardzo żywotna, wciąż na nowo przemawia do uczuć i wyobraźni pokoleń.
W kontekście lektury Collodiego zaskakuje, jak odległa okazuje się książka od disnejowskich adaptacji (1940, 2022), w których pajacyk jest gapowaty i raczej wzbudza litość niż złość. Przeczytajmy tekst Collodiego i zderzmy się z tym, co zostało z Pinokia w popularnym ujęciu. Lektury specjalistów będą dla nas kolejnymi przewodnikami. Tadeusz Sławek, którego od blisko dekady temat Pinokia nurtuje (zob. Sławek 2015), zachęca w tegorocznym felietonie do aktywności i rewizji: „Nie lekceważmy więc książek »dla dzieci«; są snem (jak w przypadku Alicji) bardziej prawdziwym niż rzeczywistość” (Sławek 2024: 9). Ruch czytania Pinokia jest w niniejszej recenzji wielopoziomowo zapośredniczony. Opisuję Pinokia w kontekście filmu Spielberga, który pretekstowo traktuje Pinokia, którego znam – prymarnie – z bajki Disneya, po której przeczytałem Collodiego, następnie przeczytałem Agambena, który odnosi się do innych komentatorów. Do tego dochodzi egzegeza Sławka, która uświadomiła mi, jak wiele zawdzięczam wyrosłej w murach Uniwersytetu Śląskiego szkole myślenia i czytania (interesują mnie te same fragmenty, zaznaczenia).
Odczytania zapośredniczone
Agamben, czytający Collodiego przez pryzmat rewelacji Manganellego oraz Elémire’a Zolli, nie zgadza się z komentatorami. Pierwszemu, który widziałby w Pinokiu traktat z wątkami masońskimi, ezoterycznymi, autor „Homo sacer” mówi wprost: „Ezoteryzm jest do przyjęcia, jedynie w tym przypadku, kiedy rozumie się, że to, co ezoteryczne, jest codzienne, to zaś, co codzienne ezoteryczne” (s. 17). Agamben uważa, że Collodi poetycko przekształca świat, by inicjacja – świeckie objawienie, mogła oddać wolną grę ciała, wyobraźni, sacrum i profanum. Autor „Pinokia” łączy mit i literaturę, bajkę z nowelą. Granice między nimi są płynne. Pojęcia te bilokują, są nierozdzielne. Co ciekawe, filozof odmawia ezoterycznego znaczenia tekstowi Collodiego, ale przyznaje, że w „powieści życie jednostki wchodzi w relację z elementem boskim” (s. 33), śledzenie losów bohatera, akcji przypomina mu uczestnictwo w jakimś misterium. Faktycznie także i tu mamy do czynienia z transsubstancjacją (przeistoczeniem)… Pozbawiona jest ona jednak elementu mesjańskiego. Świat Collodiego pod piórem Agambena skąpany jest w aurze poezji Jana Lechonia „Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła, / Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma” (Lechoń 1990: 93).
W teatrze życia codziennego: mądry pajacyk po szkodzie. Schemat pikarejski
„Pinokio” świetnie koresponduje z treścią książki wcześniejszej: „Pulcinella, czyli Rozrywki dla dzieci”, również recenzowanej na łamach „artPAPIERu”. Włoski autor odnosi się w niej do klasycznej dla kultury komedii dell’arte postaci – Poliszynela. Za główny kontekst bierze malarstwo Domenigo Tiepolo. Agamben tworzy tym samym dyptyk poświęcony bohaterom komedii ludowych, improwizowanych: Poliszynelowi, Arlekinowi, Rosaurze, Pinokiowi (Burratino) jako zaktualizowanemu niby-Pierrotowi). Urastają one do rangi filozoficznych aktorów, postaw, archetypów. Są one jak we „Fraszce o żywocie ludzkim” Jana Kochanowskiego wyrazicielami sceptycznej puenty: „Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, / Wszystko to minie jako polna trawa; / Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, / Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom” (Kochanowski 1980: 13), czyli właśnie kukiełkom, lalkom.
Opowieść o Pinokiu koncentruje się zatem na losie ludzkim, podmiocie i jego działaniu, konsekwencjach theatrum mundi, przyjmowanych wartości i postaw. Sławek w przywołanym felietonie trafnie zauważa: „Pinokio jest dla Agambena »paradygmatem kondycji człowieka«, po pierwsze dlatego, że pozostaje zawsze w orbicie wielkich i nie do końca poznanych sił społecznych oraz politycznych usiłujących kierować jego poczynaniami (jak marionetka, którą wprawia w ruch lalkarz, pociągając odpowiednio sznurkami), a po drugie dlatego, że »jest on skazany, jak wymownie świadczą o tym jego przygody, na bycie zawsze czymś więcej i czymś mniej niż on sam, na wieczny brak trwałej tożsamości« (s. 92)” (Sławek 2024: 9). Autor „Co zostaje z Auschwitz” pragnie widzieć przygody pajacyka, za Italem Calvinem, jako powieść pikarejską (zob. s. 34). Pod rękę z tym zaszeregowaniem gatunkowym idą skróty wydarzeń zgrabnie ujmujące treści każdego zaczynającego się rozdziału. Na przykład: „Przygoda Pinokia z Gadającym Świerszczem, z której widzimy, że niegrzeczne dzieci bardzo nie lubią, gdy je karcą ci, co są od nich mądrzejsi”.
Za pikareską, a może pinokioreską przemawia także niezwykły, niesamowity charakter przygód drewnianego chłopca. O znaczeniu drewna od kołyski po trumnę, przez drzewo poznania i krzyż też można wszak wiele powiedzieć. Sławek również zwraca uwagę na fragment objaśnień, w których Pinokio okazuje się materią drzewną i leśną, działającą poza machiną antropologiczną lub dekonstruującą ją jako wcielenie człowieka od środka (zob. s. 44). Subtelność wywodu włoskiego filozofa można dostrzec chociażby w tym, że Agamben wchodzi w rolę hermeneuty kolorów. Kreśli analogię pomiędzy fioletowym nosem majstra Antonio, który nabiera koloru niebieskiego, a wszystkimi wcieleniami odgrywającej rolę powożącej wehikułem narracyjnym Niebieskiej Wróżki.
Résumé
W trzydziestu sześciu rozdziałach Carlo Collodi opowiada historię przemiany drewnianego chłopca, natomiast Giorgio Agamben w trzech rozdziałach i dwóch notatkach kreśli frapującą, misteryjną pinokiologię. Podsumowuje ją słowami: „»Naprawdę prawdziwa« jest prawda wyobrażona przez poetów, tak jak ta, którą Collodi przedstawia w przygodach pajacyka, te zaś ekscytują i przyprawiają o zawrót głowy czytelników, lecz w ostateczności zawierają coś »trudnego do zniesienia« i »gorzkiego«” (s. 126). Agamben sugeruje, objaśnia i podsuwa ciekawe tropy – jak na przykład, co znaczy wydłużający się nos w kontekście prawdy (zob. s. 126-127) i jej funkcjonowania (nie ma jednej prawdy, ona się zmienia), albo co może znaczyć wóz (merkabah) zaprzężony w osły w żydowskiej mistyce (zob. s. 172; por. „Nasza szkapa” Marii Konopnickiej w odczytaniu Ryszarda Koziołka i Ireneusza Gielaty [2005]). Tych fajerwerków interpretacyjnych można wyliczyć wiele.
Agamben pomija kwestie ekonomii i pracy, opieki i odrabiania długów (zwrócone przez Niebieską wróżkę pieniądze). Jednak nie zmienia to faktu, że swoim spisanym namysłem zachęca do lektury książki Collodiego, pisarza o skromniutkim dorobku i jednej książce kanonicznej, która sto czterdzieści jeden lat po premierze się nie starzeje i wciąż stanowi wyzwanie interpretacyjne. Na polskim rynku podobnie zaskakująca i warta nowych odczytań byłaby książka Jana Brzechwy, „Akademia Pana Kleksa”. Obie lektury dzieją się w marzeniach sennych (tak, przypominam, uważa autor „Profanacji” o „Pinokiu”), a polska okazuje się w całości oparta na postmodernistycznym chwycie autofikcyjnego autotematyzmu. Golarz Filip nie istniał, akademia nie istniała, Pan Kleks nie istniał – wszystko zmyśliłem, ja, pisarz, Jan Brzechwa. Ale do brzegu. Egzegezy i komentarze zaprezentowane przez autora „Stanu wyjątkowego” stanowią zachętę do pogłębienia kontekstów „Pinokia”. Sprawdźcie: „Jak to się stało, że majster Wisienka, stolarz, znalazł kawałek drzewa, który płakał i śmiał się jak dziecko”. Razem z Collodim i jego komentatorami śmiejmy się, płaczmy, śnijmy o dojrzałości i byciu naprawdę porządnymi.
LITERATURA:
Collodi C. „Pinokio”. Przeł. Z. Jachimecka. Warszawa 1988.
Kochanowski J.: „Sobie a muzom śpiewam. Antologia”. Wybór: K. Żukowska. Warszawa 1980.
Koziołek R., Gielata I.: „»Nasza szkapa« – przypowieść antropologiczna”. „Świat i Słowo” 2005, nr 1.
Lechoń J.: „Poezje”. Oprac. R. Loth. Wrocław 1990.
Manganelli G.: „Pinocchio: un libro parallelo”. Milano 2002.
Sławek T.: „Przeczytajmy tę książkę”. „Gazeta Uniwersytecka UŚ” 2024, nr 10. https://gazeta.us.edu.pl/sites/gazeta.us.edu.pl/files/PDF/Gazeta_Uniwersytecka_nr_320%20(internet).pdf.
Sławek T.: „Zawsze jest jakieś »ale«: »Pinokio«, czyli co to znaczy »wyjść na ludzi«”?. W: „Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie”. Red. M. Jochemczyk, M. Kokoszka, B. Mytych-Forajter,. Katowice 2015.
FILMY:
„A.I. Sztuczna inteligencja”. Reż. S. Spielberg. Scen. B. Aldiss, I. Watson. S. Spielberg. Zdj. J. Kamiński. Stany Zjednoczone 2001, 145 min.
„Pinokio”. Reż. B. Sharpsteen, H. Luske. Scen. W. Smith, T. Sears. Stany Zjednoczone 1940, 88 minut.
„Pinokio”. Reż. R. Zemeckis. Scen. S. Farnaby, Ch. Weitz. Stany Zjednoczone 2022, 111 minut.
Od 1883 roku obecność drewnianego pajacyka z rosnącym nosem cieszy i niepokoi, zmusza do śmiechu i płaczu. Agamben wśród licznych błyskotliwych, sentencjonalnych i aforystycznych objaśnień książki Carla Collodiego zauważa, że dzieciństwo przedstawione w książce „nie jest kondycją ani określonym wiekiem: jest drogą ucieczki. Od czego? Od wszystkich antynomii naszej kultury, na które składają się, z pewnością, osioł albo człowiek, szaleństwo albo rozum, lecz przede wszystkim porządny chłopiec (niebędący nikim innym jak niedojrzałym dorosłym) albo dziki kawałek drewna” (s. 226-227). Tak, książka Agambena to studium teoretycznoliterackie, co stanowi pewną nowość w jego filozofowaniu. Zwykle literatura była pretekstem dla filozofii prawa, antyku, średniowiecza; tu wraz z historycznoliterackimi komentarzami odgrywa rolę pierwszoplanową. Ostrożne czytanie książki to metoda, do której filozof przekonuje czytelnika. Mnie swoją metodą kupił już dawno.
Burratino-pajacyk, android – figura dorastania niemożliwego
W filmie „A.I. Sztuczna inteligencja” Stevena Spielberga z 2001 roku jest scena, w której główny bohater pragnie się dowiedzieć, gdzie znajdzie Niebieską Wróżkę. Ma ona z robota uczynić go prawdziwym chłopcem. To ta sama magiczna postać, co w „Pinokiu” Collodiego. Tu rzecz jasna działa inaczej. „A.I.” to opowieść osadzona w przyszłości, eksplorująca konsekwencje rozwoju robotyki i jej wpływu na ludzkie życie. Posłużę się tym przykładem na marginesie recenzji Agambena, żeby ukazać, jak postaci Pinokia oraz Niebieskiej Wróżki mogą znaczyć w innym kontekście. U Spielberga to opowieść o akceptacji i granicach człowieczeństwa. Głównym bohaterem jest Dawid, chłopiec-android zdolny do odczuwania miłości, który trafia do ludzkiej rodziny. O ile książka Collodiego miała działać dydaktycznie i wskazać argumenty, dlaczego warto być posłusznym, dobrym i pracowitym, tak w „AI” zostaje ona przekształcona w egzemplum o innym wydźwięku. Państwo Swintonowie, których syn Martin znajduje się w stanie śpiączki, decydują się na zakup androida, aby zapełnić pustkę w ich życiu. Dawid, wyposażony w zaawansowane oprogramowanie emocjonalne, staje się częścią rodziny. Realizuje tym samym wzorzec dobrego chłopca, jest Pinokiem po przemianie, od razu „porządnym chłopcem”.
Sytuacja komplikuje się, gdy pierworodny Martin wybudza się ze śpiączki. Robotyczny sobowtór staje się niepotrzebny. A jego obecność prowadzi do napięć między braćmi. Martin nie akceptuje Dawida jako równego sobie, a relacje w rodzinie pogarszają się. Dawid jest wciąż robotem o ograniczonych możliwościach poznawczych. Jego miłość do rodziców jest prawdziwa, ale on sam nie (w zwiastunie widzimy napis: „His love is real. But he is not”). W obliczu konfliktu matka postanawia porzucić Dawida, wywożąc go do lasu…
Osamotniony chłopak początkowo nie rozumie sytuacji, ale z czasem dochodzi do wniosku, że matka go odrzuciła, ponieważ jest sztuczny. Inspirowany bajką o Pinokiu, którą poznał w domu Swintonów, postanawia odnaleźć Błękitną Wróżkę. Wierząc, że to właśnie ona może uczynić go prawdziwym chłopcem. Literatura ma być trampoliną do zmian, ma krzepić i odczarowywać złe, niepożądane, uniezwyklać, obiecywać lepsze. To, co Dawid zapamiętał z Pinokia, jest tylko fragmentem, wątkiem, niebieską liną ratunkową, która wciągnie go na powrót w objęcia matki. I tak każdy wyciąga z „Pinokia” coś innego, dostrzegając, że to opowieść o drodze, przygodach i tym, jak one zmieniają nieuformowany podmiot.
Ludzki robot rozpoczyna pełną determinacji i naiwności podróż, napędzaną głębokim pragnieniem bycia kochanym. Działa zatem inaczej niż impulsywny i nieasertywny pajacyk Pinokio, który był gotów sprzedać jedyny kaftanik Dżepetta, by wymienić go na wejściówkę do teatru marionetek. Robotyczny Pinokio chce dowiedzieć się, gdzie można znaleźć Niebieską Wróżkę, w tym celu udaje się do Doktora Know, maszyny, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania i stanowi uosobienie połączonych ze sobą sztucznej inteligencji i wyszukiwarki internetowej (rzecz jasna automat żąda opłat za udzielone odpowiedzi: „Question me, you pay the fee, two, four, five you get one free” – mówi). Scena rozmowy z prototypowym czatem GPT, Gemini, Copilot i innymi płatnymi LLM (dużymi modelami językowymi) pokazuje nowoczesną reinterpretację historii drewnianego pajacyka, którego rolę i historię przetwarza i odtwarza android. Ma on przygody, ale zamiast szukać ich w spotkaniach, katastrofach – szuka rady u cyfrowego mózgu. Jaka to przenikliwa diagnoza współczesności! Wierzy, że istnienie dobrej wróżki odmieni jego los i sprawi, że matka na powrót go pokocha, gdyż stanie się realny („real life boy”). Niedoczekanie, nie ma na to szans, gdyż jest tylko erzacem, reprodukcją wzorca, prawdziwego syna. Opowieść o Pinokiu niesie mu nadzieję. Podana rymem wskazówka, gdzie może znaleźć wybawienie, jest enigmatyczna, ale dla robota wystarczająca. Myśli, że wie, gdzie znaleźć pomoc, choć wskazania są nieprecyzyjne. Wiara czyni jednorazowy cud. W finalnym spotkaniu, zapatrzony w rzeźbę niebieskiej wróżki porzuconą w lunaparku, gdzieś na dnie morza, mały Dawid – Pinokio – zastyga w uniesieniu na zawsze. Robot zatopiony na dnie morza wpatrzony w manekina wróżki. Oboje nieprawdziwi? Jak to się ma do nowej książki włoskiego filozofa? A no ma się. Agamben uważa, że finalna przemiana pajacyka w prawdziwego chłopca jest marą senną, snem o śnie we śnie. Delusional. Delulu.
Wiedza o społeczeństwie, pragnienia zmiany
Ale przejdźmy do meritum. Giorgio Agamben w książce „Pinokio. Przygody pajacyka podwójnie skomentowane i potrójnie zilustrowane” odnosi się trojako do historii Pinokia. W tytule i treści nawiązuje do dwóch komentatorów oraz zamieszcza reprodukcje ilustracji z trzech wydań włoskich, między innymi Enrica Mazzantiego (tył okładki polskiego wydania okrasza powieszony przez Lisa i Kota na gałęzi protagonista – na tej jednej grafice najbardziej przypomina disnejowski wizerunek) Na poziomie strukturalnym, językowym, semantycznym w książce zachodzi wielopoziomowa komunikacja pomiędzy odczytaniami i przedstawieniami. Dowiadujemy się o tym, jak tę opowieść czytają inni, jak przedstawiana jest przez ilustratorów i co z tego wynika. Ten wielogłos ma duże znaczenie, ponieważ książka Collodiego rezonuje w kulturze (ekranizacje, nawiązania literackie). Powstaje z tego istna pinokiada. Historia pajacyka jest bardzo żywotna, wciąż na nowo przemawia do uczuć i wyobraźni pokoleń.
W kontekście lektury Collodiego zaskakuje, jak odległa okazuje się książka od disnejowskich adaptacji (1940, 2022), w których pajacyk jest gapowaty i raczej wzbudza litość niż złość. Przeczytajmy tekst Collodiego i zderzmy się z tym, co zostało z Pinokia w popularnym ujęciu. Lektury specjalistów będą dla nas kolejnymi przewodnikami. Tadeusz Sławek, którego od blisko dekady temat Pinokia nurtuje (zob. Sławek 2015), zachęca w tegorocznym felietonie do aktywności i rewizji: „Nie lekceważmy więc książek »dla dzieci«; są snem (jak w przypadku Alicji) bardziej prawdziwym niż rzeczywistość” (Sławek 2024: 9). Ruch czytania Pinokia jest w niniejszej recenzji wielopoziomowo zapośredniczony. Opisuję Pinokia w kontekście filmu Spielberga, który pretekstowo traktuje Pinokia, którego znam – prymarnie – z bajki Disneya, po której przeczytałem Collodiego, następnie przeczytałem Agambena, który odnosi się do innych komentatorów. Do tego dochodzi egzegeza Sławka, która uświadomiła mi, jak wiele zawdzięczam wyrosłej w murach Uniwersytetu Śląskiego szkole myślenia i czytania (interesują mnie te same fragmenty, zaznaczenia).
Odczytania zapośredniczone
Agamben, czytający Collodiego przez pryzmat rewelacji Manganellego oraz Elémire’a Zolli, nie zgadza się z komentatorami. Pierwszemu, który widziałby w Pinokiu traktat z wątkami masońskimi, ezoterycznymi, autor „Homo sacer” mówi wprost: „Ezoteryzm jest do przyjęcia, jedynie w tym przypadku, kiedy rozumie się, że to, co ezoteryczne, jest codzienne, to zaś, co codzienne ezoteryczne” (s. 17). Agamben uważa, że Collodi poetycko przekształca świat, by inicjacja – świeckie objawienie, mogła oddać wolną grę ciała, wyobraźni, sacrum i profanum. Autor „Pinokia” łączy mit i literaturę, bajkę z nowelą. Granice między nimi są płynne. Pojęcia te bilokują, są nierozdzielne. Co ciekawe, filozof odmawia ezoterycznego znaczenia tekstowi Collodiego, ale przyznaje, że w „powieści życie jednostki wchodzi w relację z elementem boskim” (s. 33), śledzenie losów bohatera, akcji przypomina mu uczestnictwo w jakimś misterium. Faktycznie także i tu mamy do czynienia z transsubstancjacją (przeistoczeniem)… Pozbawiona jest ona jednak elementu mesjańskiego. Świat Collodiego pod piórem Agambena skąpany jest w aurze poezji Jana Lechonia „Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła, / Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma” (Lechoń 1990: 93).
W teatrze życia codziennego: mądry pajacyk po szkodzie. Schemat pikarejski
„Pinokio” świetnie koresponduje z treścią książki wcześniejszej: „Pulcinella, czyli Rozrywki dla dzieci”, również recenzowanej na łamach „artPAPIERu”. Włoski autor odnosi się w niej do klasycznej dla kultury komedii dell’arte postaci – Poliszynela. Za główny kontekst bierze malarstwo Domenigo Tiepolo. Agamben tworzy tym samym dyptyk poświęcony bohaterom komedii ludowych, improwizowanych: Poliszynelowi, Arlekinowi, Rosaurze, Pinokiowi (Burratino) jako zaktualizowanemu niby-Pierrotowi). Urastają one do rangi filozoficznych aktorów, postaw, archetypów. Są one jak we „Fraszce o żywocie ludzkim” Jana Kochanowskiego wyrazicielami sceptycznej puenty: „Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, / Wszystko to minie jako polna trawa; / Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, / Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom” (Kochanowski 1980: 13), czyli właśnie kukiełkom, lalkom.
Opowieść o Pinokiu koncentruje się zatem na losie ludzkim, podmiocie i jego działaniu, konsekwencjach theatrum mundi, przyjmowanych wartości i postaw. Sławek w przywołanym felietonie trafnie zauważa: „Pinokio jest dla Agambena »paradygmatem kondycji człowieka«, po pierwsze dlatego, że pozostaje zawsze w orbicie wielkich i nie do końca poznanych sił społecznych oraz politycznych usiłujących kierować jego poczynaniami (jak marionetka, którą wprawia w ruch lalkarz, pociągając odpowiednio sznurkami), a po drugie dlatego, że »jest on skazany, jak wymownie świadczą o tym jego przygody, na bycie zawsze czymś więcej i czymś mniej niż on sam, na wieczny brak trwałej tożsamości« (s. 92)” (Sławek 2024: 9). Autor „Co zostaje z Auschwitz” pragnie widzieć przygody pajacyka, za Italem Calvinem, jako powieść pikarejską (zob. s. 34). Pod rękę z tym zaszeregowaniem gatunkowym idą skróty wydarzeń zgrabnie ujmujące treści każdego zaczynającego się rozdziału. Na przykład: „Przygoda Pinokia z Gadającym Świerszczem, z której widzimy, że niegrzeczne dzieci bardzo nie lubią, gdy je karcą ci, co są od nich mądrzejsi”.
Za pikareską, a może pinokioreską przemawia także niezwykły, niesamowity charakter przygód drewnianego chłopca. O znaczeniu drewna od kołyski po trumnę, przez drzewo poznania i krzyż też można wszak wiele powiedzieć. Sławek również zwraca uwagę na fragment objaśnień, w których Pinokio okazuje się materią drzewną i leśną, działającą poza machiną antropologiczną lub dekonstruującą ją jako wcielenie człowieka od środka (zob. s. 44). Subtelność wywodu włoskiego filozofa można dostrzec chociażby w tym, że Agamben wchodzi w rolę hermeneuty kolorów. Kreśli analogię pomiędzy fioletowym nosem majstra Antonio, który nabiera koloru niebieskiego, a wszystkimi wcieleniami odgrywającej rolę powożącej wehikułem narracyjnym Niebieskiej Wróżki.
Résumé
W trzydziestu sześciu rozdziałach Carlo Collodi opowiada historię przemiany drewnianego chłopca, natomiast Giorgio Agamben w trzech rozdziałach i dwóch notatkach kreśli frapującą, misteryjną pinokiologię. Podsumowuje ją słowami: „»Naprawdę prawdziwa« jest prawda wyobrażona przez poetów, tak jak ta, którą Collodi przedstawia w przygodach pajacyka, te zaś ekscytują i przyprawiają o zawrót głowy czytelników, lecz w ostateczności zawierają coś »trudnego do zniesienia« i »gorzkiego«” (s. 126). Agamben sugeruje, objaśnia i podsuwa ciekawe tropy – jak na przykład, co znaczy wydłużający się nos w kontekście prawdy (zob. s. 126-127) i jej funkcjonowania (nie ma jednej prawdy, ona się zmienia), albo co może znaczyć wóz (merkabah) zaprzężony w osły w żydowskiej mistyce (zob. s. 172; por. „Nasza szkapa” Marii Konopnickiej w odczytaniu Ryszarda Koziołka i Ireneusza Gielaty [2005]). Tych fajerwerków interpretacyjnych można wyliczyć wiele.
Agamben pomija kwestie ekonomii i pracy, opieki i odrabiania długów (zwrócone przez Niebieską wróżkę pieniądze). Jednak nie zmienia to faktu, że swoim spisanym namysłem zachęca do lektury książki Collodiego, pisarza o skromniutkim dorobku i jednej książce kanonicznej, która sto czterdzieści jeden lat po premierze się nie starzeje i wciąż stanowi wyzwanie interpretacyjne. Na polskim rynku podobnie zaskakująca i warta nowych odczytań byłaby książka Jana Brzechwy, „Akademia Pana Kleksa”. Obie lektury dzieją się w marzeniach sennych (tak, przypominam, uważa autor „Profanacji” o „Pinokiu”), a polska okazuje się w całości oparta na postmodernistycznym chwycie autofikcyjnego autotematyzmu. Golarz Filip nie istniał, akademia nie istniała, Pan Kleks nie istniał – wszystko zmyśliłem, ja, pisarz, Jan Brzechwa. Ale do brzegu. Egzegezy i komentarze zaprezentowane przez autora „Stanu wyjątkowego” stanowią zachętę do pogłębienia kontekstów „Pinokia”. Sprawdźcie: „Jak to się stało, że majster Wisienka, stolarz, znalazł kawałek drzewa, który płakał i śmiał się jak dziecko”. Razem z Collodim i jego komentatorami śmiejmy się, płaczmy, śnijmy o dojrzałości i byciu naprawdę porządnymi.
LITERATURA:
Collodi C. „Pinokio”. Przeł. Z. Jachimecka. Warszawa 1988.
Kochanowski J.: „Sobie a muzom śpiewam. Antologia”. Wybór: K. Żukowska. Warszawa 1980.
Koziołek R., Gielata I.: „»Nasza szkapa« – przypowieść antropologiczna”. „Świat i Słowo” 2005, nr 1.
Lechoń J.: „Poezje”. Oprac. R. Loth. Wrocław 1990.
Manganelli G.: „Pinocchio: un libro parallelo”. Milano 2002.
Sławek T.: „Przeczytajmy tę książkę”. „Gazeta Uniwersytecka UŚ” 2024, nr 10. https://gazeta.us.edu.pl/sites/gazeta.us.edu.pl/files/PDF/Gazeta_Uniwersytecka_nr_320%20(internet).pdf.
Sławek T.: „Zawsze jest jakieś »ale«: »Pinokio«, czyli co to znaczy »wyjść na ludzi«”?. W: „Balaghan. Mikroświaty i nanohistorie”. Red. M. Jochemczyk, M. Kokoszka, B. Mytych-Forajter,. Katowice 2015.
FILMY:
„A.I. Sztuczna inteligencja”. Reż. S. Spielberg. Scen. B. Aldiss, I. Watson. S. Spielberg. Zdj. J. Kamiński. Stany Zjednoczone 2001, 145 min.
„Pinokio”. Reż. B. Sharpsteen, H. Luske. Scen. W. Smith, T. Sears. Stany Zjednoczone 1940, 88 minut.
„Pinokio”. Reż. R. Zemeckis. Scen. S. Farnaby, Ch. Weitz. Stany Zjednoczone 2022, 111 minut.
Giorgio Agamben: „Pinokio. Przygody pajacyka podwójnie skomentowane i potrójnie zilustrowane”. Przeł. Joanna Ugniewska. Fundacja Augusta Hrabiego Cieszkowskiego. Warszawa 2024 [seria: Miniatury Filozoficzne].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

