NADWIŚLAŃSKI ŚWIT (BRZASK)
A
A
A
Światło „Brzasku” Jacka Świdzińskiego na razie świeci głównie w mediach. Publikacja wydana przez warszawskie Muzeum Karykatury, sfinansowana przez Dzielnicę Śródmieście dla uczczenia osiemdziesiątej rocznicy zakończenia II wojny światowej, trafiła bowiem do recenzentów i recenzentek oraz do osób mających możliwość uczestnictwa w poświęconych komiksowi spotkaniach lub facebookowych losowaniach, bez typowej dystrybucji. Pomysł, by tak obchodzić rocznicę, jest fantastyczny, jako i fantastyczne są dzieła Świdzińskiego, ale chciałoby się, żeby – zwłaszcza że autor po Paszporcie „Polityki” może budzić zainteresowanie w gronach wcześniej komiksów nieczytających – „Brzaskiem” cieszyli się też ludzie spoza Warszawy oraz ci, którzy niekoniecznie się upierają, żeby o nowych komiksowych odkryciach pisać. Podobno (to informacja z komentarza Justyny Sobolewskiej na jej koncie FB) Świdziński już rozpoczął starania o to, by ten tytuł jednak był do kupienia.
Trzymam kciuki, bo ten nieoficjalny prequel „Festiwalu” (2023), pokazujący stolicę dziesięć lat wcześniej, 18 stycznia 1945, to pokaz umiejętności Świdzińskiego w formie skondensowanej do niespełna siedemdziesięciu stron. Od pustej niemal planszy, z pojedynczą postacią i jej śladami na bieli, przez ruiny (tak genialnie narysowane też w „Festiwalu”) i stanowiące trzon komiksu spotkanie kilku osób w zamkniętej przestrzeni, po panoramiczny finał – wszystko tu zostało przemyślane. A przy tym, jak to u tego autora, wykoncypowanie i solidny, wykazany na końcu informacją o źródłach research (warto dodatkowo posłuchać i poczytać, co komiksiarz mówi o „Brzasku” w wywiadach, wskazując różne ciekawe inspiracje), idą w parze z oddziaływaniem na emocje.
Oto harcerka, „warszawski cwaniak”, matka i żona oraz antykwariusz, ludzie o odrębnych wojennych losach, w zasypanej piwnicy opowiadają sobie, jak tu trafili. Każdy z nich jest inny, inaczej mówi, inne powody zawiodły go do tej akurat zrujnowanej kamienicy. A w tych opłakanych lokalowych warunkach zastają kogoś jeszcze. Doskonałym chwytem jest rozdźwięk między tekstem, dotyczącym poszczególnych snutych przy świeczce relacji z dramatycznych losów, a obrazem, który śledzi zupełnie inną, choć też tragiczną, historię. Chwilę zajmuje przy czytaniu zorientowanie się w tym „triku”, ale efekt okazuje się wart skupienia. Co ważne, te historie się przeżywa – również tę „cwaniaka”, który podejrzliwość równoważy językową finezją oraz wielkim przywiązaniem do… kozy, wyrastając na MVP „Brzasku”.
Pozornie bezwysiłkowo Świdziński buduje kilka mikroświatów – i równocześnie cały czas ma się w głowie, że można je pomnażać. Zresztą bliskie finału plansze, na których poza znanymi nam już postaciami rozrysowano całą gamę miniscenek z warszawskich powrotów, to mocne uświadamianie, że za każdą pokazaną tam osobą można by podążyć w kolejnych odsłonach komiksu. Bardzo podoba mi się diagnoza Jakuba Popieleckiego, że autor „pokazuje miasto jako performance, sumę nie tyle budynków, ile zachowań” (Popielecki 2025).
Gdy czytam Świdzińskiego, wpadam w pętlę zachwytów. Kiedy zacznę od obrazu – poza wspomnianymi zaletami wskazać trzeba jeszcze operowanie barwami, tym razem obok bieli i czerni zgaszoną pomarańczową, którą autor kojarzy z pyłem cegieł i światłem brzasku (zob. www.polskieradio.pl), a ja przede wszystkim doceniam jej potencjał retrotwórczy – myślę, że obraz obrazem, ale jak to jest napisane (opiekun kozy o powstaniu powie: „Ładnyście nam obóz letni odstawili, harcerzyki w ząbek czesani” [s. 17])! A potem znów: język świetny, ale obraz to dopiero wyjątkowy, chociaż przecież tak minimalistyczny. Ta niemożność wyboru, która warstwa wypada lepiej, i świadomość ich synergii tylko podkreślają potencjał Świdzińskiego jako ambasadora sztuki komisu w Polsce – oto nagradzany, stosunkowo już rozpoznawalny poza bańką twórca, który dowodzi wyjątkowości medium, nierozłączności jego komponentów.
Coś, co w mniej sprawnych rękach mogło być „chałturką” na zamówienie instytucji, zmienia Świdziński w komiksowe wydarzenie domagające się szerszej dystrybucji. Oczywiście, to okolicznościowo zwięzła forma z obowiązkowymi w takiej sytuacji elementami: krótką i nieodciągającą uwagi od głównego punktu programu odezwą burmistrza, też krótkim, ale budzącym – nie tylko moje (zob. www.facebook.com) – wątpliwości wstępem Błażeja Brzostka, który niewątpliwie ma kompetencje do pisania o historii Warszawy, ale tu niepotrzebnie „licytuje się” na cierpienie z Hiroszimą. Jednak „Brzaskowi” jak najdalej do okolicznościowej broszurki. To imponująco uniwersalna, mocna opowieść o ludziach umieszczonych w bardzo konkretnym momencie historii, ale przy tym zupełnie dobrze dziś zrozumiałych w swoich lękach i pragnieniach. A finał to, wbrew gorzkim realiom, zaskakujący powiew wiary w solidarność – i z tym niełatwym optymizmem się po lekturze zostaje.
LITERATURA:
„Komiks »Brzask«. Historia powrotów do opustoszałej Warszawy w czerni, bieli i pomarańczu”. https://www.polskieradio.pl/8/4756/Artykul/3473735,Komiks-Brzask-Historia-powrotow-do-opustoszalej-Warszawy-w-czerni-bieli-i-pomaranczu.
„Kurzojady”. https://www.facebook.com/Kurzojady/posts/pfbid02FEvGqpbUSdeNFV94ZnfPZZHdjETEkNE2gvJXfwxt4GDzU8ZiKScX9nsnR6cjur8El.
Popielecki J.: „Sen o Warszawie”. „Dwutygodnik” 2025, nr 404. https://www.dwutygodnik.com/artykul/11695.
Trzymam kciuki, bo ten nieoficjalny prequel „Festiwalu” (2023), pokazujący stolicę dziesięć lat wcześniej, 18 stycznia 1945, to pokaz umiejętności Świdzińskiego w formie skondensowanej do niespełna siedemdziesięciu stron. Od pustej niemal planszy, z pojedynczą postacią i jej śladami na bieli, przez ruiny (tak genialnie narysowane też w „Festiwalu”) i stanowiące trzon komiksu spotkanie kilku osób w zamkniętej przestrzeni, po panoramiczny finał – wszystko tu zostało przemyślane. A przy tym, jak to u tego autora, wykoncypowanie i solidny, wykazany na końcu informacją o źródłach research (warto dodatkowo posłuchać i poczytać, co komiksiarz mówi o „Brzasku” w wywiadach, wskazując różne ciekawe inspiracje), idą w parze z oddziaływaniem na emocje.
Oto harcerka, „warszawski cwaniak”, matka i żona oraz antykwariusz, ludzie o odrębnych wojennych losach, w zasypanej piwnicy opowiadają sobie, jak tu trafili. Każdy z nich jest inny, inaczej mówi, inne powody zawiodły go do tej akurat zrujnowanej kamienicy. A w tych opłakanych lokalowych warunkach zastają kogoś jeszcze. Doskonałym chwytem jest rozdźwięk między tekstem, dotyczącym poszczególnych snutych przy świeczce relacji z dramatycznych losów, a obrazem, który śledzi zupełnie inną, choć też tragiczną, historię. Chwilę zajmuje przy czytaniu zorientowanie się w tym „triku”, ale efekt okazuje się wart skupienia. Co ważne, te historie się przeżywa – również tę „cwaniaka”, który podejrzliwość równoważy językową finezją oraz wielkim przywiązaniem do… kozy, wyrastając na MVP „Brzasku”.
Pozornie bezwysiłkowo Świdziński buduje kilka mikroświatów – i równocześnie cały czas ma się w głowie, że można je pomnażać. Zresztą bliskie finału plansze, na których poza znanymi nam już postaciami rozrysowano całą gamę miniscenek z warszawskich powrotów, to mocne uświadamianie, że za każdą pokazaną tam osobą można by podążyć w kolejnych odsłonach komiksu. Bardzo podoba mi się diagnoza Jakuba Popieleckiego, że autor „pokazuje miasto jako performance, sumę nie tyle budynków, ile zachowań” (Popielecki 2025).
Gdy czytam Świdzińskiego, wpadam w pętlę zachwytów. Kiedy zacznę od obrazu – poza wspomnianymi zaletami wskazać trzeba jeszcze operowanie barwami, tym razem obok bieli i czerni zgaszoną pomarańczową, którą autor kojarzy z pyłem cegieł i światłem brzasku (zob. www.polskieradio.pl), a ja przede wszystkim doceniam jej potencjał retrotwórczy – myślę, że obraz obrazem, ale jak to jest napisane (opiekun kozy o powstaniu powie: „Ładnyście nam obóz letni odstawili, harcerzyki w ząbek czesani” [s. 17])! A potem znów: język świetny, ale obraz to dopiero wyjątkowy, chociaż przecież tak minimalistyczny. Ta niemożność wyboru, która warstwa wypada lepiej, i świadomość ich synergii tylko podkreślają potencjał Świdzińskiego jako ambasadora sztuki komisu w Polsce – oto nagradzany, stosunkowo już rozpoznawalny poza bańką twórca, który dowodzi wyjątkowości medium, nierozłączności jego komponentów.
Coś, co w mniej sprawnych rękach mogło być „chałturką” na zamówienie instytucji, zmienia Świdziński w komiksowe wydarzenie domagające się szerszej dystrybucji. Oczywiście, to okolicznościowo zwięzła forma z obowiązkowymi w takiej sytuacji elementami: krótką i nieodciągającą uwagi od głównego punktu programu odezwą burmistrza, też krótkim, ale budzącym – nie tylko moje (zob. www.facebook.com) – wątpliwości wstępem Błażeja Brzostka, który niewątpliwie ma kompetencje do pisania o historii Warszawy, ale tu niepotrzebnie „licytuje się” na cierpienie z Hiroszimą. Jednak „Brzaskowi” jak najdalej do okolicznościowej broszurki. To imponująco uniwersalna, mocna opowieść o ludziach umieszczonych w bardzo konkretnym momencie historii, ale przy tym zupełnie dobrze dziś zrozumiałych w swoich lękach i pragnieniach. A finał to, wbrew gorzkim realiom, zaskakujący powiew wiary w solidarność – i z tym niełatwym optymizmem się po lekturze zostaje.
LITERATURA:
„Komiks »Brzask«. Historia powrotów do opustoszałej Warszawy w czerni, bieli i pomarańczu”. https://www.polskieradio.pl/8/4756/Artykul/3473735,Komiks-Brzask-Historia-powrotow-do-opustoszalej-Warszawy-w-czerni-bieli-i-pomaranczu.
„Kurzojady”. https://www.facebook.com/Kurzojady/posts/pfbid02FEvGqpbUSdeNFV94ZnfPZZHdjETEkNE2gvJXfwxt4GDzU8ZiKScX9nsnR6cjur8El.
Popielecki J.: „Sen o Warszawie”. „Dwutygodnik” 2025, nr 404. https://www.dwutygodnik.com/artykul/11695.
Jacek Świdziński: „Brzask”. Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

