PRZYPADKOWY TRIUMF? (PETER HEATHER: 'CHRZEŚCIJAŃSTWO. TRIUMF RELIGII')
A
A
A
„Triumf religii” to panorama dziejów chrześcijaństwa od IV do XIII wieku. Ramy czasowe zostały zakreślone wyraźnie po to, by już samej strukturze wytrącić czytelnika z komfortu szkolnego podziału dziejów na starożytność i średniowiecze. To też historia dynamiczna i pełna zwrotów.
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to zapierająca dech, rozległa wizja dziejów, którą napędza kluczowe pytanie – czy chrześcijańska Europa mogła nie zaistnieć. Oczywiście samo postawienie tego pytania wynika z założenia, że, owszem, alternatywa istniała. Samo dostrzeżenie tej możliwości jest – zdaniem Petera Heathera – możliwe dopiero od niedawna. Będąc świadkiem kruszenia i rozpadania się chrześcijaństwa w Europie, autor stawia pytanie o przyczyny jego wcześniejszej hegemonii. Książka obfituje w detale, daty, miejsca i imiona, ale nie są one jej sednem. Autor to wybitny historyk późnego antyku i wczesnego średniowiecza (Rebis wydał już kilka jego książek) i doskonale wie, że najistotniejszym, koronnym zadaniem historyka nie jest kronikarskie gromadzenie faktów, ale wyjaśnianie. Nie mamy tu więc do czynienia z nową faktografią, ale z nową interpretacją. Stąd książka nie jest kolejnym podręcznikiem historii średniowiecza, ale pełną erudycji humanistyczną refleksją o splocie polityki i religii. Takie podejście pokazuje nam, że to nie tylko publikacja stricte historyczna, ale i historiozoficzna, która chce pokazać nam mechanizm zmiany religijnej jako takiej.
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to panorama dziejów chrześcijaństwa od IV do XIII wieku. Ramy czasowe zostały zakreślone wyraźnie po to, by już samej strukturze wytrącić czytelnika z komfortu szkolnego podziału dziejów na starożytność i średniowiecze. To też historia dynamiczna i pełna zwrotów. Zasadnicze były – zdaniem Heathera – trzy następujące po sobie etapy.
Po pierwsze oportunistyczne nawrócenie elit Cesarstwa Rzymskiego stanowiące skutek rządów Konstantyna Wielkiego. W tym okresie rozwój chrześcijaństwa był efektem scentralizowania dostępu do zasobów i prestiżu w osobie panującego, a nowa religia została przyswojona tylko przez grupy związane z aparatem państwowym. Cesarstwo się chrystianizuje, ale i chrześcijaństwo się romanizuje, Kościół funkcjonuje jako instytucja państwowa, a najwyższą władzę religijną – także w kwestiach doktryny – sprawuje cesarz. Heather stawia tezę, że „Imperium oraz jego wewnętrzne mechanizmy odegrały (…) decydującą rolę w chrystianizacji rzymskiego świata. Bez nich zwycięstwo chrześcijaństwa byłoby nie do pomyślenia” (s. 192).
Po drugie kryzys i upadek Cesarstwa spowodowały masowe konwersje na islam na Wschodzie i rozczłonkowanie Kościoła na zachodzie. Rozpadł się symbiotyczny układ Imperium i Kościoła, nadal jednak lokalne kościoły pozostawały podporządkowane państwom sukcesyjnym Rzymu. Chrześcijaństwo dostosowało się do nowej mentalności wojowników i praktyk lokalnych oraz rozszerzyło i pogłębiło swój zasięg, choć jego masowy wymiar nadal był bardzo powierzchowny.
Po trzecie procesy odrodzenia, a następnie ponownego osłabienia Cesarstwa na Zachodzie uruchomiły głębokie reformy Kościoła, który od XI wieku centralizuje się wokół papiestwa, definiuje się wprost jako niezależny (a często opozycyjny) wobec władzy świeckiej oraz po raz pierwszy skutecznie angażuje w życie religijne masy ludności wiejskiej. W tym nowym systemie ważną rolę odgrywała subtelna kontrola, a czasem w grę wchodził i przymus aparatu kościelnego. Za datę symboliczną przyjmuje Heather 1215 rok, kiedy to sobór laterański IV –zdaniem badacza – powołuje do życia „średniowieczne zachodnie chrześcijaństwo” (s. 693).
Heather analizuje te głębokie przemiany zwłaszcza w trzech, wprost wyartykułowanych, wymiarach (zob. s. 20-22). Skłonność do myślenia w trójowych układach pokazuje, że mamy do czynienia z dość arbitralnymi podziałami, które można by rozłożyć inaczej.
Po pierwsze – przypadkowość. Rozwój chrześcijaństwa mógł potoczyć się inaczej, co znaczy, że „w odpowiednich okolicznościach chrześcijaństwo może przegrać” (s. 20).
Po drugie – zmienność. Czym innym było chrześcijaństwo jako rygorystyczna religia uciskanej mniejszości do IV wieku, czym innym jako religia państwowa Imperium Rzymskiego, a czymś jeszcze innym jako masowy ruch pobożności sakramentalnej w wieku XIII. Heather próbuje odpowiedzieć, jak to możliwe, że chrześcijaństwo na Zachodzie przeszło przez te zmiany wzmocnione i ostatecznie przybrało postać scentralizowanego Kościoła roszczącego sobie prawo do zwierzchności nad władzą polityczną i wszystkimi obszarami życia. Kluczem okazuje się dla niego niezwykła elastyczność tej religii, która – zachowując rdzeń wierzeń – była w stanie przyjmować różne formy organizacyjne. Przy tej okazji badacz wskazuje na liczne procesy, które doprowadziły doktrynę i praktykę chrześcijańską do postaci przez wielu uznawanej za odwieczną, a w istocie będącą efektem powolnej ewolucji w konkretnych warunkach społeczno-politycznych. Do takich kluczowych innowacji można zaliczyć na przykład (dokonuję tu autorskiego wyboru):
Po trzecie – alternatywność. Wymiar ten ściśle wiąże się z przypadkowością. Heather pokazuje, jak w pewnych momentach dziejów losy chrześcijaństwa mogły potoczyć się inaczej. Wiele w książce myślenia kontrfaktycznego. Co by się stało, gdyby cesarz Julian Apostata nie poległ w wojnie z Persami albo gdyby cesarz Justynian nie wysłał swych armii na podbój państw germańskich na Zachodzie?
Zarówno w wymiarze przypadkowości, jak i alternatywności należy podkreślić kluczowy kompleks wydarzeń z pierwszej ćwierci IV wieku, który wprowadził chrześcijaństwo na niespodziewane wcześniej tory. Wszystkie te wydarzenia wiążą się z postacią Konstantyna (Wielkiego, a w części kościołów również świętego). Wśród wielu oryginalnych pomysłów Heather opowiada się nie za konwersją, a za ujawnianiem się chrześcijaństwa Konstantyna (zob. s. 45). Nie ma to jednak dla dziejów większego znaczenia. Znaczenie ma zaś długa i uwieńczona całkowitym sukcesem kariera militarna Konstantyna, dzięki której zjednoczył cesarstwo, a władzę nad nim przekazał swym synom. Czytelnik może oczywiście pytać, czy fakt, że Konstantyn (potomek Konstancjusza Chlorusa, rządzącego ćwiercią imperium) wychował się w chrześcijańskiej rodzinie, nie świadczy o głębokim przeniknięciu chrześcijaństwa do elit Imperium. Nie jest wcale wykluczone, że władzę mógł zdobyć z czasem jakiś inny chrześcijański pretendent do tronu (choć wśród historycznych konkurentów Konstantyna takich nie było). Spór o znaczenie jednostki w procesie historycznym należy do najstarszych i nierozstrzygalnych w historiozofii. Warto zwrócić uwagę na wkład Heathera w tej materii – istotny, choć niewyartykułowany wprost.
Ten rozbudowany esej ma przewagę nad wieloma innymi ujęciami dziejów chrześcijaństwa pod tym względem, że autor doskonale rozumie mechanizmy polityczne, ekonomiczne, kulturowe i społeczne, o których pisze. Poświęca im też wiele miejsca. Dopiero na ich tle można zrozumieć drogi chrystianizacji w jej lokalnych wariantach – którą to lokalność Heather mocno podkreśla. Za zasadniczy motor przyjęcia chrześcijaństwa historyk uznaje oportunizm. Kreśli atrakcyjną analogię do postaw i zachowań elit i społeczeństw w XX wieku w monopartyjnych państwach bloku wschodniego (zob. s. 154 – w odniesieniu do Imperium Rzymskiego; s. 724 w odniesieniu do chrześcijaństwa średniowiecznego). Mechanizm ten przedstawia, omawiając konwersje chrześcijańskich elit na islam po podboju Bliskiego Wschodu przez Arabów: „Wywrzyjmy odpowiednią presję na ludzi, którzy mają sporo do stracenia, choćby dlatego, że wiele aspektów ich codziennego funkcjonowania wciąga ich w nieustającą rywalizację, zwłaszcza jeśli ową presję można zwiększać stopniowo przez kilka pokoleń, a trend zbiorowych decyzji nieuchronnie zwróci się z coraz większą siłą w stronę konwersji. Powód jest bardzo prosty. Gdy w grę wchodzi wybór między ubóstwem a zamożnością, nie tylko dla określonej osoby, ale także dla wszystkich jej bliskich i ewentualnych potomków, trudno się oprzeć presji na dostosowanie się i większość zawsze będzie skłonna ulec” (s. 307). Heather nie jest jednak w takim wyjaśnieniu prostacki. Zauważa rolę motywacji religijnych, nie odrzuca czysto religijnego zapału ani wpływu osobistych doświadczeń mistycznych na decyzje jednostek. Zauważa trzeźwo, że „postępowanie człowieka zazwyczaj jest wynikiem połączenia kilku różnych motywów” (s. 641). Nie przyjmuje jednak takiego wyjaśnienia procesów masowych.
Nie sposób oczywiście odmówić takiej analizie rzeczowości i prawdopodobnie jest ona generalnie słuszna. Można jednak zapytać o szereg wyjątków lub przynajmniej sytuacji nieoczywistych, które niuansowałyby ten obraz. Prawdą jest, że islam zdobył dominującą pozycję na wszystkich terenach pod władaniem arabskim, ale podczas gdy w jednych miejscach (Maghreb) chrześcijaństwo zniknęło szybko i całkowicie, w innych (Egipt) znaczna populacja chrześcijańska, licząca ok. 10%, przetrwała kilkanaście wieków do dnia dzisiejszego. Nawet jeśli przyjąć wyjaśnienie oportunistyczne, to wskazuje ono, że musiały istnieć inne źródła prestiżu i zasobów niż asymilacja do elity państwowej. Drugim wartym przemyślania elementem jest wczesna chrystianizacja poza Imperium Rzymskim. Przyjęcie chrześcijaństwa w Armenii, a jeszcze bardziej przez dużą część mieszkańców Syrii, Mezopotamii i częściowo Arabii pod rządami antyrzymskich i zasadniczo antychrześcijańskich Persów, nie mogło opierać się na tych samych mechanizmach dostosowania do preferencji władzy politycznej. Warto też zwrócić uwagę na trwałość, a nawet konsolidację, większościowych grup (w tym elit) monofizyckich w Egipcie (częściowo także w Syrii) wobec aktywnych prześladowań ze strony centralnej władzy rzymskiej od V wieku. Chrześcijanie ci świadomie opowiadali się przeciw religii państwowej i wspierającemu ją aparatowi. Wydaje się, że we wszystkich tych przypadkach należy brać pod uwagę istnienie alternatywnych wobec cesarskiego źródeł prestiżu oraz słabość aparatu przymusu. Nie przypadkiem dopiero efektywna technologia propagandy (mass media) i zabijania (upowszechnienie samopowtarzalnej broni palnej) w XX wieku umożliwiła wyrugowanie chrześcijan z dużej części Bliskiego Wschodu.
Jak każda wielka wizja dziejów, także prezentowana tutaj opiera się na sile wspierających ją argumentów szczegółowych, które ostatecznie odsyłają do źródeł i sposobu ich krytyki. Daleko mi do erudycji autora, chciałbym jednak zwrócić uwagę na przynajmniej jedno istotne, a wątpliwe założenie. Heather odrzuca dominujący w literaturze przedmiotu szacunek dziesięcio- do dwudziestoprocentowego udziału chrześcijan w populacji Imperium w momencie objęcia władzy przez Konstantyna na rzecz skrajnie niskich szacunków 1 do 2 procent (zob. s. 51-53). Ma to poważne znaczenie dla sposobu rozumienia mechanizmów chrystianizacji. Wydaje się, że nie docenia autor stopnia penetracji chrześcijaństwa wśród ludności wiejskiej – przynajmniej na Wschodzie (tę uważa za zasadniczo nieschrystianizowaną). Nie sposób omówić tu świadectw, zwłaszcza z obszaru Egiptu, które pokazują odmienny obraz, ale teza Heathera jest kontrowersyjna i zamierzam wyłożyć kontrargumenty w osobnym miejscu.
Jeśli idzie o faktografię, to drobne błędy, nieuniknione w pracy o takiej skali, widzę w odwołaniach do najwcześniejszego okresu, który nie jest przedmiotem własnych badań Heathera. Dwie uwagi o tekstach z Nag Hammadi zawierają błędne twierdzenia. Po pierwsze, są one datowane na IV-V wiek (nie III-IV), po drugie, nie ma żadnych dowodów na to, że były to teksty jakoś szczególnie czczone – są natomiast argumenty za tym, że wyraźnie odróżniano je od tekstów biblijnych (zob. s. 62, 64). Na s. 74 autor myli Justyna Męczennika z Ireneuszem z Lugdunum (obaj żyli w II w. n.e.), kiedy mówi, że ten pierwszy odnosił się do zachowań chrześcijan w Lugdunum. Justyn nigdy na temat tego galijskiego miasta się nie wypowiadał. Nie ma też racji autor, pisząc, że Hieronim ze Strydonu nie był prezbietrem (zob. s. 78). Został on wyświęcony w 378 roku w Antiochii. Hipolit Rzymski pisał po grecku nie po łacinie (zob. s. 121). Sobór w Chalcedonie miał miejsce w 451, nie 490, roku (zob. s. 613; to na pewno lapsus calami). Jeżeli chodzi o kwestie interpretacyjne, to użycie późnych żywotów monastycznych do wykazania mniszej aktywności w niszczeniu świątyń pogańskich jest nieuzasadnione metodologicznie (zob. s. 167). W tym kontekście Heather powołuje się m.in. na wyjątkowo słabą merytorycznie publicystykę historyczną Catherine Nixey (recenzja polskiego przekładu zob. Piwowarczyk 2023). Warto też zaznaczyć, że autor używa terminu „apokryf” w rozumieniu protestanckim, uznając za taki np. Księgę Tobiasza (zob. s. 423, 438).
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to książka pasjonująca, obezwładniająca oczytaniem autora, ale także sposobem używania argumentów. Czytelnik musi zbierać wszystkie siły, by nie uznać argumentów autora za oczywiste same przez się. Przy czym Heather przedstawia i dyskutuje propozycje alternatywne. Jest to wielka opowieść, która powinna stać się lekturą wszystkich zainteresowanych dziejami chrześcijaństwa. Osobne wyrazy uznania należą się wydawnictwu i tłumaczom. Rebis nie jest zasadniczo wydawnictwem naukowym, ale nie dopatrzyłem się błędów w zapisie imion czy toponimów, od których książka się roi. Błędy takie nierzadko zdarzają się nawet w wydawnictwach akademickich. Przekład jest też bardzo płynny. Widać, że tłumacze i redakcja wykonali bardzo dobrą pracę.
LITERATURA:
Przemysław P: „Przez historię po omacku”. „Znak” 2023, nr 815. https://www.miesiecznik.znak.com.pl/przez-historie-po-omacku/.
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to zapierająca dech, rozległa wizja dziejów, którą napędza kluczowe pytanie – czy chrześcijańska Europa mogła nie zaistnieć. Oczywiście samo postawienie tego pytania wynika z założenia, że, owszem, alternatywa istniała. Samo dostrzeżenie tej możliwości jest – zdaniem Petera Heathera – możliwe dopiero od niedawna. Będąc świadkiem kruszenia i rozpadania się chrześcijaństwa w Europie, autor stawia pytanie o przyczyny jego wcześniejszej hegemonii. Książka obfituje w detale, daty, miejsca i imiona, ale nie są one jej sednem. Autor to wybitny historyk późnego antyku i wczesnego średniowiecza (Rebis wydał już kilka jego książek) i doskonale wie, że najistotniejszym, koronnym zadaniem historyka nie jest kronikarskie gromadzenie faktów, ale wyjaśnianie. Nie mamy tu więc do czynienia z nową faktografią, ale z nową interpretacją. Stąd książka nie jest kolejnym podręcznikiem historii średniowiecza, ale pełną erudycji humanistyczną refleksją o splocie polityki i religii. Takie podejście pokazuje nam, że to nie tylko publikacja stricte historyczna, ale i historiozoficzna, która chce pokazać nam mechanizm zmiany religijnej jako takiej.
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to panorama dziejów chrześcijaństwa od IV do XIII wieku. Ramy czasowe zostały zakreślone wyraźnie po to, by już samej strukturze wytrącić czytelnika z komfortu szkolnego podziału dziejów na starożytność i średniowiecze. To też historia dynamiczna i pełna zwrotów. Zasadnicze były – zdaniem Heathera – trzy następujące po sobie etapy.
Po pierwsze oportunistyczne nawrócenie elit Cesarstwa Rzymskiego stanowiące skutek rządów Konstantyna Wielkiego. W tym okresie rozwój chrześcijaństwa był efektem scentralizowania dostępu do zasobów i prestiżu w osobie panującego, a nowa religia została przyswojona tylko przez grupy związane z aparatem państwowym. Cesarstwo się chrystianizuje, ale i chrześcijaństwo się romanizuje, Kościół funkcjonuje jako instytucja państwowa, a najwyższą władzę religijną – także w kwestiach doktryny – sprawuje cesarz. Heather stawia tezę, że „Imperium oraz jego wewnętrzne mechanizmy odegrały (…) decydującą rolę w chrystianizacji rzymskiego świata. Bez nich zwycięstwo chrześcijaństwa byłoby nie do pomyślenia” (s. 192).
Po drugie kryzys i upadek Cesarstwa spowodowały masowe konwersje na islam na Wschodzie i rozczłonkowanie Kościoła na zachodzie. Rozpadł się symbiotyczny układ Imperium i Kościoła, nadal jednak lokalne kościoły pozostawały podporządkowane państwom sukcesyjnym Rzymu. Chrześcijaństwo dostosowało się do nowej mentalności wojowników i praktyk lokalnych oraz rozszerzyło i pogłębiło swój zasięg, choć jego masowy wymiar nadal był bardzo powierzchowny.
Po trzecie procesy odrodzenia, a następnie ponownego osłabienia Cesarstwa na Zachodzie uruchomiły głębokie reformy Kościoła, który od XI wieku centralizuje się wokół papiestwa, definiuje się wprost jako niezależny (a często opozycyjny) wobec władzy świeckiej oraz po raz pierwszy skutecznie angażuje w życie religijne masy ludności wiejskiej. W tym nowym systemie ważną rolę odgrywała subtelna kontrola, a czasem w grę wchodził i przymus aparatu kościelnego. Za datę symboliczną przyjmuje Heather 1215 rok, kiedy to sobór laterański IV –zdaniem badacza – powołuje do życia „średniowieczne zachodnie chrześcijaństwo” (s. 693).
Heather analizuje te głębokie przemiany zwłaszcza w trzech, wprost wyartykułowanych, wymiarach (zob. s. 20-22). Skłonność do myślenia w trójowych układach pokazuje, że mamy do czynienia z dość arbitralnymi podziałami, które można by rozłożyć inaczej.
Po pierwsze – przypadkowość. Rozwój chrześcijaństwa mógł potoczyć się inaczej, co znaczy, że „w odpowiednich okolicznościach chrześcijaństwo może przegrać” (s. 20).
Po drugie – zmienność. Czym innym było chrześcijaństwo jako rygorystyczna religia uciskanej mniejszości do IV wieku, czym innym jako religia państwowa Imperium Rzymskiego, a czymś jeszcze innym jako masowy ruch pobożności sakramentalnej w wieku XIII. Heather próbuje odpowiedzieć, jak to możliwe, że chrześcijaństwo na Zachodzie przeszło przez te zmiany wzmocnione i ostatecznie przybrało postać scentralizowanego Kościoła roszczącego sobie prawo do zwierzchności nad władzą polityczną i wszystkimi obszarami życia. Kluczem okazuje się dla niego niezwykła elastyczność tej religii, która – zachowując rdzeń wierzeń – była w stanie przyjmować różne formy organizacyjne. Przy tej okazji badacz wskazuje na liczne procesy, które doprowadziły doktrynę i praktykę chrześcijańską do postaci przez wielu uznawanej za odwieczną, a w istocie będącą efektem powolnej ewolucji w konkretnych warunkach społeczno-politycznych. Do takich kluczowych innowacji można zaliczyć na przykład (dokonuję tu autorskiego wyboru):
- IX wiek – doktryna rzeczywistej obecności ciała i krwi Chrystusa w eucharystii;
- X wiek-poł. XIII wieku – wprowadzenie powszechnego celibatu duchownych;
- lata 90. X wieku – pierwsze kanonizacje ogłaszane centralnie przez papieża;
- lata 40. XI wieku – pojawia się abstrakcyjny termin ‘papiestwo’ (papatus);
- XII wiek – wprowadzenie do kultu krucyfiksu;
- ok. 1200 roku – dopracowanie teologicznej koncepcji czyśćca;
- 1215 rok – sobór laterański IV – wypracowanie doktryny 7 sakramentów i usankcjonowanie sakramentalnego charakter małżeństwa.
Po trzecie – alternatywność. Wymiar ten ściśle wiąże się z przypadkowością. Heather pokazuje, jak w pewnych momentach dziejów losy chrześcijaństwa mogły potoczyć się inaczej. Wiele w książce myślenia kontrfaktycznego. Co by się stało, gdyby cesarz Julian Apostata nie poległ w wojnie z Persami albo gdyby cesarz Justynian nie wysłał swych armii na podbój państw germańskich na Zachodzie?
Zarówno w wymiarze przypadkowości, jak i alternatywności należy podkreślić kluczowy kompleks wydarzeń z pierwszej ćwierci IV wieku, który wprowadził chrześcijaństwo na niespodziewane wcześniej tory. Wszystkie te wydarzenia wiążą się z postacią Konstantyna (Wielkiego, a w części kościołów również świętego). Wśród wielu oryginalnych pomysłów Heather opowiada się nie za konwersją, a za ujawnianiem się chrześcijaństwa Konstantyna (zob. s. 45). Nie ma to jednak dla dziejów większego znaczenia. Znaczenie ma zaś długa i uwieńczona całkowitym sukcesem kariera militarna Konstantyna, dzięki której zjednoczył cesarstwo, a władzę nad nim przekazał swym synom. Czytelnik może oczywiście pytać, czy fakt, że Konstantyn (potomek Konstancjusza Chlorusa, rządzącego ćwiercią imperium) wychował się w chrześcijańskiej rodzinie, nie świadczy o głębokim przeniknięciu chrześcijaństwa do elit Imperium. Nie jest wcale wykluczone, że władzę mógł zdobyć z czasem jakiś inny chrześcijański pretendent do tronu (choć wśród historycznych konkurentów Konstantyna takich nie było). Spór o znaczenie jednostki w procesie historycznym należy do najstarszych i nierozstrzygalnych w historiozofii. Warto zwrócić uwagę na wkład Heathera w tej materii – istotny, choć niewyartykułowany wprost.
Ten rozbudowany esej ma przewagę nad wieloma innymi ujęciami dziejów chrześcijaństwa pod tym względem, że autor doskonale rozumie mechanizmy polityczne, ekonomiczne, kulturowe i społeczne, o których pisze. Poświęca im też wiele miejsca. Dopiero na ich tle można zrozumieć drogi chrystianizacji w jej lokalnych wariantach – którą to lokalność Heather mocno podkreśla. Za zasadniczy motor przyjęcia chrześcijaństwa historyk uznaje oportunizm. Kreśli atrakcyjną analogię do postaw i zachowań elit i społeczeństw w XX wieku w monopartyjnych państwach bloku wschodniego (zob. s. 154 – w odniesieniu do Imperium Rzymskiego; s. 724 w odniesieniu do chrześcijaństwa średniowiecznego). Mechanizm ten przedstawia, omawiając konwersje chrześcijańskich elit na islam po podboju Bliskiego Wschodu przez Arabów: „Wywrzyjmy odpowiednią presję na ludzi, którzy mają sporo do stracenia, choćby dlatego, że wiele aspektów ich codziennego funkcjonowania wciąga ich w nieustającą rywalizację, zwłaszcza jeśli ową presję można zwiększać stopniowo przez kilka pokoleń, a trend zbiorowych decyzji nieuchronnie zwróci się z coraz większą siłą w stronę konwersji. Powód jest bardzo prosty. Gdy w grę wchodzi wybór między ubóstwem a zamożnością, nie tylko dla określonej osoby, ale także dla wszystkich jej bliskich i ewentualnych potomków, trudno się oprzeć presji na dostosowanie się i większość zawsze będzie skłonna ulec” (s. 307). Heather nie jest jednak w takim wyjaśnieniu prostacki. Zauważa rolę motywacji religijnych, nie odrzuca czysto religijnego zapału ani wpływu osobistych doświadczeń mistycznych na decyzje jednostek. Zauważa trzeźwo, że „postępowanie człowieka zazwyczaj jest wynikiem połączenia kilku różnych motywów” (s. 641). Nie przyjmuje jednak takiego wyjaśnienia procesów masowych.
Nie sposób oczywiście odmówić takiej analizie rzeczowości i prawdopodobnie jest ona generalnie słuszna. Można jednak zapytać o szereg wyjątków lub przynajmniej sytuacji nieoczywistych, które niuansowałyby ten obraz. Prawdą jest, że islam zdobył dominującą pozycję na wszystkich terenach pod władaniem arabskim, ale podczas gdy w jednych miejscach (Maghreb) chrześcijaństwo zniknęło szybko i całkowicie, w innych (Egipt) znaczna populacja chrześcijańska, licząca ok. 10%, przetrwała kilkanaście wieków do dnia dzisiejszego. Nawet jeśli przyjąć wyjaśnienie oportunistyczne, to wskazuje ono, że musiały istnieć inne źródła prestiżu i zasobów niż asymilacja do elity państwowej. Drugim wartym przemyślania elementem jest wczesna chrystianizacja poza Imperium Rzymskim. Przyjęcie chrześcijaństwa w Armenii, a jeszcze bardziej przez dużą część mieszkańców Syrii, Mezopotamii i częściowo Arabii pod rządami antyrzymskich i zasadniczo antychrześcijańskich Persów, nie mogło opierać się na tych samych mechanizmach dostosowania do preferencji władzy politycznej. Warto też zwrócić uwagę na trwałość, a nawet konsolidację, większościowych grup (w tym elit) monofizyckich w Egipcie (częściowo także w Syrii) wobec aktywnych prześladowań ze strony centralnej władzy rzymskiej od V wieku. Chrześcijanie ci świadomie opowiadali się przeciw religii państwowej i wspierającemu ją aparatowi. Wydaje się, że we wszystkich tych przypadkach należy brać pod uwagę istnienie alternatywnych wobec cesarskiego źródeł prestiżu oraz słabość aparatu przymusu. Nie przypadkiem dopiero efektywna technologia propagandy (mass media) i zabijania (upowszechnienie samopowtarzalnej broni palnej) w XX wieku umożliwiła wyrugowanie chrześcijan z dużej części Bliskiego Wschodu.
Jak każda wielka wizja dziejów, także prezentowana tutaj opiera się na sile wspierających ją argumentów szczegółowych, które ostatecznie odsyłają do źródeł i sposobu ich krytyki. Daleko mi do erudycji autora, chciałbym jednak zwrócić uwagę na przynajmniej jedno istotne, a wątpliwe założenie. Heather odrzuca dominujący w literaturze przedmiotu szacunek dziesięcio- do dwudziestoprocentowego udziału chrześcijan w populacji Imperium w momencie objęcia władzy przez Konstantyna na rzecz skrajnie niskich szacunków 1 do 2 procent (zob. s. 51-53). Ma to poważne znaczenie dla sposobu rozumienia mechanizmów chrystianizacji. Wydaje się, że nie docenia autor stopnia penetracji chrześcijaństwa wśród ludności wiejskiej – przynajmniej na Wschodzie (tę uważa za zasadniczo nieschrystianizowaną). Nie sposób omówić tu świadectw, zwłaszcza z obszaru Egiptu, które pokazują odmienny obraz, ale teza Heathera jest kontrowersyjna i zamierzam wyłożyć kontrargumenty w osobnym miejscu.
Jeśli idzie o faktografię, to drobne błędy, nieuniknione w pracy o takiej skali, widzę w odwołaniach do najwcześniejszego okresu, który nie jest przedmiotem własnych badań Heathera. Dwie uwagi o tekstach z Nag Hammadi zawierają błędne twierdzenia. Po pierwsze, są one datowane na IV-V wiek (nie III-IV), po drugie, nie ma żadnych dowodów na to, że były to teksty jakoś szczególnie czczone – są natomiast argumenty za tym, że wyraźnie odróżniano je od tekstów biblijnych (zob. s. 62, 64). Na s. 74 autor myli Justyna Męczennika z Ireneuszem z Lugdunum (obaj żyli w II w. n.e.), kiedy mówi, że ten pierwszy odnosił się do zachowań chrześcijan w Lugdunum. Justyn nigdy na temat tego galijskiego miasta się nie wypowiadał. Nie ma też racji autor, pisząc, że Hieronim ze Strydonu nie był prezbietrem (zob. s. 78). Został on wyświęcony w 378 roku w Antiochii. Hipolit Rzymski pisał po grecku nie po łacinie (zob. s. 121). Sobór w Chalcedonie miał miejsce w 451, nie 490, roku (zob. s. 613; to na pewno lapsus calami). Jeżeli chodzi o kwestie interpretacyjne, to użycie późnych żywotów monastycznych do wykazania mniszej aktywności w niszczeniu świątyń pogańskich jest nieuzasadnione metodologicznie (zob. s. 167). W tym kontekście Heather powołuje się m.in. na wyjątkowo słabą merytorycznie publicystykę historyczną Catherine Nixey (recenzja polskiego przekładu zob. Piwowarczyk 2023). Warto też zaznaczyć, że autor używa terminu „apokryf” w rozumieniu protestanckim, uznając za taki np. Księgę Tobiasza (zob. s. 423, 438).
„Chrześcijaństwo. Triumf religii” to książka pasjonująca, obezwładniająca oczytaniem autora, ale także sposobem używania argumentów. Czytelnik musi zbierać wszystkie siły, by nie uznać argumentów autora za oczywiste same przez się. Przy czym Heather przedstawia i dyskutuje propozycje alternatywne. Jest to wielka opowieść, która powinna stać się lekturą wszystkich zainteresowanych dziejami chrześcijaństwa. Osobne wyrazy uznania należą się wydawnictwu i tłumaczom. Rebis nie jest zasadniczo wydawnictwem naukowym, ale nie dopatrzyłem się błędów w zapisie imion czy toponimów, od których książka się roi. Błędy takie nierzadko zdarzają się nawet w wydawnictwach akademickich. Przekład jest też bardzo płynny. Widać, że tłumacze i redakcja wykonali bardzo dobrą pracę.
LITERATURA:
Przemysław P: „Przez historię po omacku”. „Znak” 2023, nr 815. https://www.miesiecznik.znak.com.pl/przez-historie-po-omacku/.
Peter Heather: „Chrześcijaństwo. Triumf religii”. Przeł. Norbert Radomski, Adam Bukowski, Jacek Środa. Dom Wydawniczy REBIS. Poznań 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

