ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (508) / 2025

Michał Łukowicz,

DOBRZE SIĘ MYŚLI HIP-HOPEM (PIOTR SZWED: 'PATRZ TROCHĘ SZERZEJ. HIP-HOPOWY KURS LITERATURY')

A A A
Nie ukrywam – do książki Piotra Szweda, z początku, jeszcze przed lekturą, podchodziłem z dużą rezerwą. Miałem podejrzenia, że ten „hip-hopowy kurs literatury” będzie tylko i wyłącznie kapitalizacją współczesnego boomu na popularny gatunek. W dodatku, umiejętnie podkręconą przez tradycyjne doroczne zjawisko straszenia młodych Polaków zbliżającymi się egzaminami maturalnymi (realizujące się na rynku książki w kolejnych edycjach kolorowych repetytoriów i edukacyjnych poradnikach). W przełamaniu początkowej rezerwy nie pomógł tytuł – „Patrz trochę szerzej” – mający przecież potencjał, by rozmiękczyć moje serce w dwójnasób (za sprawą zawartego w nim ponadczasowego przesłania lub przez sentyment do znanego utworu Adama „Łony” Zielińskiego, rapera kochanego chyba przez wszystkich: młodych i starych, oczytanych i stroniących, aspirujących i takich, którzy nie muszą bądź nie chcą). Nie pomógł też okładkowy wyluzowany Mickiewicz w dresiku, zilustrowany przez znanego grafficiarza Łukasza „Krik Konga” Krajewskiego. Nazwisko Piotra Szweda – autora książki, literaturoznawcy i nauczyciela, zajmującego się także krytyką muzyczną – nic mi jeszcze wówczas nie mówiło, a związku z tym, że sam jestem literaturoznawcą i nauczycielem języka polskiego, co więcej, interesuję się współczesną muzyką popularną, gdy brałem do ręki wydaną przez Agorę książkę mój czytelniczy detektor intelektualnego i literackiego partactwa był więc szczególnie czujny…

Pomysł na tę publikację opiera się na tym, żeby w kontekst podstawy programowej, a także podstawowych pojęć z teorii literatury wpisać polski hip-hop – poszczególne realizacje, zjawiska, trendy. Już we wstępie autor przywołuje jedną z sytuacji ze swojego doświadczenia pedagogicznego, która dała mu do zrozumienia, że muzyczne odniesienia pozwalają nastolatkom lepiej zrozumieć literaturę – na przykład postawy bohaterów literackich, od których dzielą nas wieki. Tak było z żywotem św. Aleksego. Szwed wspomina, że rekonstruując biografię świętego, przyglądał się znudzonym twarzom swoich uczniów, powoli tracąc nadzieję, że historia ta stanie się dla nich czymś więcej niż tylko nudnym literackim zabytkiem. I nagle – punkt zwrotny: „I wtedy uratował mnie rap – A może on po prostu »miał już dość tego piękna i ciepła?«” – zapytałem, nawiązując do bijącej wówczas rekordy popularności »Patointeligencji«” (s. 8). Jak się okazuje, przywołanie słynnego utworu Michała „Maty” Matczaka zadziałało – uczniowie odzyskali zainteresowanie. Co więcej, gotowi byli, żeby zacząć o Aleksym rozmawiać. I tym samym narodził się pomysł, by pójść dalej. Pisze więc autor, że hip-hop na lekcjach języka polskiego może być znakomitym kontekstem, a kiedy „zestawiamy klasyczne dzieła literackie ze współczesną popkulturą, gdy potrafimy odnaleźć w niej echa dawnych idei, wątków, motywów, a w postaciach sprzed wieków dostrzec bliskich nam ludzi, dzieje się coś niezwykle cennego: kanon lektur przestaje być monumentalnym dziedzictwem, a staje się elementem sieci powiązań” (s. 11-12). I właśnie te sieci powiązań na kartach swojej książki Szwed stara się przybliżać i z różnych perspektyw naświetlać.

Pierwszy rozdział to z jednej strony pierwsze case study – autor wpisuje bowiem kilku polskich raperów (m.in. Piotra „KęKę” Siarę i Mateusza „Białasa” Karasia) w tradycję sfunkcjonalizowanego wykorzystywania wulgaryzmów w polskiej literaturze, ale także może być potraktowany jako tekst dla wszystkich tych, którzy nadal utożsamiają hip-hop z pustymi wulgaryzmami i słowną przemocą. Szwed znów wychodzi od anegdoty. Pewnego dnia przyszedł do niego ojciec jednego z uczniów z prośbą, żeby podpowiedzieć mu, jak zniechęcić syna do słuchania rapu, który nie dość, że właściwie „nie jest przecież muzyką” (s. 17), to na dodatek zawiera „to słownictwo” (s. 17). W tej historii z pewnością przejrzy się wiele osób, szczególnie rzesza czytelników i czytelniczek, wpisująca się w grupę wciąż jeszcze odbierającą omawiany gatunek muzyczny stereotypowo. Już nawet w tym otwierające książkę rozdziale autor może rozmontować wszelkie potencjalne wątpliwości i uprzedzenia. Nie dość, że sprawnie przybliża historyczne źródła wykorzystywanej przez raperów konwencji językowej, to ukazuje ją również na tle społeczno-kulturowym, a także, jak już wspomniałem – polskiej literatury. Przywołując Stanisława Wyspiańskiego, Juliana Tuwima czy Stanisława Grzesiuka, którzy starali się oddać pełnokrwisty język ulicy, Szwed udowadnia, że wulgarność wpisana w wiele utworów hip-hopowych to nie tylko konwencja. „Dopiero hip-hop pod tym względem dokonał prawdziwej rewolucji” (s. 27) – czytamy pod koniec rozdziału. I nawet jeżeli wcześniej byliśmy zagorzałymi przeciwnikami rapowych wulgaryzmów, trudno nie dać się porwać argumentom autora i nie zgodzić się z przywołaną konstatacją.

W kolejnych częściach (a razem dostajemy ich trzynaście) Szwed dotyka rozmaitych tematów, które związane są z edukacją polonistyczną i których realizację, odbicie lub warianty znaleźć można w polskim hip-hopie. To na przykład tematy „boskie” – choćby w rozdziale „Uświadom to sobie, sobie” autor interpretuje najbardziej znany utwór Paktofoniki, odnosząc się do Księgi Rodzaju, literackich i kulturowych znaczeń symboli, alegorii i funkcji języka, natomiast w „Cześć, Jezus, Jeezus, Jesus” porusza problem prowokacji artystycznej i sensu szkolnej egzegezy Biblii przez osoby niewierzące. Jest też (chyba mój ulubiony) tekst o „najsłynniejszym braggadocio wszech czasów” (s. 96), w którym Szwed dowodzi, że jeżeli „potrafisz być zadufanym w sobie palantem w sposób efektowny, artystycznie zajmujący, oryginalny, to w zasadzie przestajesz nim być. Stajesz się raperem” (s. 97). Przy okazji dokonuje analizy słynnego „Exegi monumentum” Horacego, wpisując ów wiersz w biografię poety, jego warsztat pisarski (wynotowuje też najistotniejsze porady z Horacjańskiego „Listu do Pizonów”, będącego niejako starożytnym poradnikiem, jak pisać), a także kulturę hip-hopu. Na kartach książki pojawiają się też chyba najbardziej palące młodzież problemy: kryzys klimatyczny (m.in. w kontekście zaangażowanej twórczości rapera Mateusza „Asthmy” Wardyńskiego, posthumanizmu i „Lalki” Bolesława Prusa), kryzys męskości (m.in. w kontekście twórczości Michał „Ero” Czajkowskiego, tajemnicy polskiego tytułu „Chłopców z Placu Broni” Ferenca Molnára i pięknie umierającego rycerza Rolanda z wiadomej pieśni), a także problematyka współczesnych, bezlitosnych kanonów piękna (m.in. w kontekście historycznych kanonów urody, funku i twórczości Anny Marii „Ryfy Ri” Wilczkowskiej). Przybliżając treść przywołanych rozdziałów, specjalnie używam skrótu-wytrychu: „m.in.”. A to z tego powodu, że każdy z trzynastu tekstów porusza tak wiele intrygujących zagadnień, że wymienienie większości byłoby zbyt karkołomne. Efektem wielości zagadnień okazuje się ich powierzchowność. Wiele z tematów jest w zasadzie tylko zasygnalizowanych. Jednak to w pełni zrozumiałe – „Patrz trochę szerzej” ma być przecież przede wszystkim inspiracją i punktem wyjścia do dyskusji.

Warto zwrócić jeszcze uwagę na dwa mniejsze elementy książki, które z całą pewnością mogą wzbogacić i ubarwić jej lekturę. Jeżeli chodzi o to pierwsze – w ramach każdego z rozdziałów pojawiają się na marginesie istotne hasła/pojęcia z zakresu literaturoznawstwa, które korespondują z treścią i mają być uzupełnieniem bądź powtórką dla czytających. Przykładowo, znaleźć możemy tam takie pojęcia jak (kolejność przypadkowa): poezja tyrtejska, mecenat, frazes, feminizm, hedonizm, posthumanizm, erystyka, prowokacja, i wiele, wiele innych. Wydaje się, że kierowane są one przede wszystkim do młodych czytelników i czytelniczek, ale mogą się również przydać nauczycielom, którzy na podstawie rozważań Szweda tworzyć będą scenariusze swoich lekcji. Ten drugi element ubarwiający to zabawne i błyskotliwe ilustracje wspomnianego już Krik Konga, dzięki którym książka sprawi radość nie tylko intelektualnie, ale również estetycznie.

No właśnie, jeżeli już o radość chodzi, to muszę z uśmiechem na ustach i wstydem w sercu przyznać, że moje pierwsza, zachowawcza i podejrzliwa reakcja na książkę Szweda okazała się zupełnie błędna. „Patrz trochę szerzej” to świetna pozycja, która ucieszy zarówno starszych, jak i młodszych. Będzie to satysfakcjonujący materiał dla nauczycieli języka polskiego – inspirujący i autentycznie poszerzający horyzonty wiedzy o przestrzenie, w które poloniści zapuszczają się zbyt rzadko. Również młodsi czytelnicy – miłośnicy hip-hopu, literatury czy po prostu nieszczęśnicy szukający jakiejkolwiek przedmaturalnej pomocy – znajdą tutaj mnóstwo fragmentów, które dadzą im dużą porcję wiedzy, humoru i po prostu mądrej, etycznej, humanistycznej „rozkminy”. Cieszmy się, że dzięki tej książce i my przez chwilę możemy uczestniczyć w lekcjach literatury prowadzonych przez Piotra Szweda.
Piotr Szwed: „Patrz trochę szerzej. Hip-hopowy kurs literatury”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2024.