ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (511) / 2025

Patryk Szaj,

U BEZ/KRESU ŚWIATA (ANNA LOWENHAUPT TSING: 'GRZYB U KRESU ŚWIATA. O MOŻLIWOŚCI ŻYCIA NA RUINACH KAPITALIZMU')

A A A
Wieści o tym, że szykowane jest polskie wydanie „The Mushroom at the End of the World: On the Possibility of Life on Capitalist Ruins” Anny Lowenhaupt Tsing, rozchodziły się pokątnymi drogami już od dłuższego czasu, a osoby wtajemniczone oczekiwały na tę książkę z mieszaniną ekscytacji i zniecierpliwienia. W anglosaskiej posthumanistyce ma ona status bez mała legendarny, a powoływanie się na nią – aprobatywne bądź krytyczne – należy wręcz do dobrego tonu. Już sam tytuł pracy Tsing obiecuje spotkanie z czymś odmiennym niż klasyczna monografia naukowa, co zresztą wprost wynika z wyłożonej w książce koncepcji alternatywnych międzygatunkowych przyszłości. Autorka przyrównuje życie intelektualne do współdzielonego, współwytwarzanego, niepoddanego dyktatowi kapitału lasu chłopskiego. Neoliberalizacja uczelni z jej praktykami ewaluacyjnymi odpowiada tu natomiast logice plantacji, która zmieniając wszystko, czego się dotknie, w towar, alienuje to, co istnieje, z międzygatunkowych, heterogenicznych, nieokreślonych światów życia czy też, ściślej, projektów światotwórczych.

Być może dlatego bohaterką „Grzyba u kresu świata” jest gąska sosnowa – grzyb niezwykle ceniony w Japonii; rosnący w lasach Oregonu, Junnanu czy Finlandii (czasem widywany też w Polsce); wymykający się machinie kapitalistycznej (nie da się go uprawiać), a jednocześnie ściśle z nią splątany (owocuje w lasach zaburzonych przez grabieżczą gospodarkę, półoficjalnie włącza się go w łańcuch towarowy, osiąga zawrotne ceny, w Japonii oscyluje między statusem daru a towaru luksusowego); zbierany w Stanach Zjednoczonych przez osoby usytuowane na peryferiach globalnego systemu (Kambodżan, Laotańczyków, ludność Hmong czy Mien oraz białych Amerykanów, którzy „wypadli” z rynku pracy); przede wszystkim zaś stowarzyszony z sosną, z którą tworzy mikoryzę. W opowieści Tsing staje się on naraz wyjątkowym przewodnikiem po „możliwości życia na ruinach kapitalizmu”, jak i synekdochą prekarnej kondycji wszystkiego, co trwa w przestrzeni „perykapitalistycznej” – na obrzeżach kapitału, w jego ze/wnętrzu, jako ukryte dobra wspólne, bez których kapitalizm nie mógłby funkcjonować (potrzebuje ich, by przekształcać je w wyalienowany towar), ale które stanowią też dla niego śmiertelne zagrożenie (ukazują alternatywne sposoby życia i rytmy czasu). Autorka „Grzyba u kresu świata” przeciwstawia się więc postrzeganiu kapitalizmu jako wszechogarniającego Imperium, ale jednocześnie unika naiwnej utopijności. Jak podkreśla, zbieranie grzybów nas nie ocali, może jednak pobudzić naszą wyobraźnię.

Nie powinno zatem zaskakiwać, że antropologia uprawiana przez Tsing daleko wykracza poza model nowoczesnej nauki zachodniej. Stąd też, stwierdzając, że bohaterką „Grzyba u kresu świata” jest gąska sosnowa, popełniłem nieuchronne uproszczenie. Tak naprawdę stawką rozważań, jak w wielu innych projektach posthumanistycznych, jest tu odejście od indywidualistycznej metafizyki, każącej nam postrzegać świat w kategoriach jednostkowych, autonomicznych, raz na zawsze określonych bytów, na rzecz ontologii relacyjnej. Właściwymi „bohaterami” książki chińsko-amerykańskiej badaczki są splątania, chaotyczne zazębianie się wielogatunkowych projektów światotwórczych. Przetrwanie to projekt wspólnotowy – mówi Tsing – mając na myśli nie tyle intencjonalne wchodzenie różnych bytów (takich jak sosna i gąska sosnowa) w rozmaite sojusze, ile raczej odmienny porządek ontologiczny: źródłowość splątań, które dopiero wyłaniają z siebie (nigdy nieistniejące z osobna i samowystarczalnie) byty.

W tym kontekście Tsing pisze o nieodzowności skażenia, rozumianego jako nieustanne mieszanie się, zanieczyszczanie, współzależność „indywidualnych” bytów. To skażenie warunkuje różnorodność świata, bez niego nie byłyby możliwe jakiekolwiek projekty światotwórcze. Ma ono charakter życiodajny (gąska sosnowa rozwija się tylko w asamblażu z sosną), ale też prekarny (wprowadza zaburzenia w funkcjonowaniu danych układów, dodaje do nich nowe „łaty”), a najczęściej nieokreślony i nieintencjonalny (sosny najlepiej radzą sobie w lasach przetrzebionych przez gospodarkę kapitalistyczną).

Nic dziwnego, że nowoczesna nauka oraz ekonomia kapitalistyczna wydają wojnę tak pojętemu skażeniu. Wszędobylska, skomplikowana, odstręczająca, relacyjna, krnąbrna skażona różnorodność tworzy bowiem „kakofonię splątanych opowieści” (s. 77), które należy „oczyścić”, by wydobyć z nich wąsko rozumianą wartość (poznawczą bądź wymienną). Działanie to opiera się według Tsing na ideale skalowalności, czyli aplikowalności danego modelu (naukowego bądź ekonomicznego) do różnych skal bez zmieniania jego wyjściowych założeń czy też ogólnych ram. W ten sposób gubimy jednak nieokreśloność wpisaną w spotkania różnych projektów światotwórczych. A to z niej wyłaniają się trudne do przewidzenia konsekwencje, to ona otwiera możliwe przyszłości, i to ją – dokładnie z tego powodu – pacyfikuje zachodni nowoczesny kompleks naukowo-kapitalistyczny.

Przestrzegając skalowalności, nie oddajemy więc sprawiedliwości światu, który istnieje w wielu skalach naraz. Dotyczy to także jednostek ludzkich, które skalowalność wtłacza w algorytm kapitału („[…] jedyne, co ludzie […] muszą zrobić, by ruszyć naprzód, to zgrać własny rytm życia z rytmem pędzącego naprzód postępu” [s. 191]). Tu jednak autorka „Grzyba u kresu świata” zaznacza swoją niezgodę na traktowanie kapitalizmu jako wszechmocnego, wszechogarniającego Lewiatana. Choć bowiem tylko nieliczni ludzie opierają się zniewalającemu urokowi konsumpcji i akumulacji, fakt, że machina kapitału w ogóle musi urabiać ich na swoją modłę, dowodzi, że istoty ludzkie – tak jak reszta świata – co do zasady istnieją poza jej algorytmem, w splątaniach/skażeniach/asamblażach z innymi aktorami ludzkimi i pozaludzkimi.

Sam kapitalizm ma zresztą dla Tsing cechy asamblażu, które jednak ignoruje, by móc pozostać tym, czym jest: machiną translacji (jednych projektów światotwórczych na inne) dokonującą metamorfozy wszelkich (ludzkich i nie-ludzkich) sposobów życia w kapitał. Autorka nazywa ten proces akumulacją odzyskową, czyli przechwytywaniem przez ekonomię kapitalistyczną wartości wyprodukowanej poza nią, na jej obrzeżach, w jej ze/wnętrzu. Tak właśnie dzieje się z gąską sosnową – jej zbieranie w lasach Oregonu nie służy akumulowaniu kapitału, ale przeżyciu; dopiero na późniejszych etapach (handlu, eksportu, importu) zostaje ona włączona w łańcuch towarowy, który zresztą pod koniec tego procesu znów opuszcza, stając się wysoko cenionym w Japonii darem. Gdyby kapitalizm nie wchodził w tego rodzaju asamblaże, w ogóle nie mógłby funkcjonować. Jednocześnie jednak stanowią one dla niego potencjalne zagrożenie jako ukryte dobra wspólne – momenty splątania pośród zinstytucjonalizowanej alienacji dowodzące, że życie poza kapitalizmem, na jego ruinach, jest możliwe.

Tak też określiłbym stawkę „Grzyba u kresu świata”. Tsing przekonuje, że prywatne aktywa zawsze zależą od nierozpoznanych, więcej-niż-ludzkich dóbr wspólnych, które „wprost kipią niezrealizowanymi możliwościami” (s. 339). Alternatywne projekty międzygatunkowego przetrwania muszą wydobywać te ostatnie na światło dzienne. Chińsko-amerykańska badaczka powołuje się w tym miejscu na pracę Beverly Brown i jej pojęcie „politycznego słuchania”. Polega ono na uważnym wsłuchiwaniu się w splątane opowieści różnych zgromadzeń i wykrywanie w nich śladów jeszcze-nie-wyartykułowanych przyszłości. Istotną rolę odgrywa tu cenzurowana przez kapitalizm nieokreśloność. Podobnie jak np. dla Karen Barad, dla Tsing nie jest ona czymś niepożądanym, ale, przeciwnie, węzłem skupiającym wiele potencjalnych początków.

Rzecz jasna można by zadać autorce „Grzyba u kresu świata” kilka krytycznych pytań. Bodaj najważniejsze sformułował Alf Hornborg w książce „Nature, Society, and Justice in the Anthropocene” (2019), w której z perspektywy ekomarksowskiej zarzucał Tsing fetyszyzowanie gąski sosnowej, tzn. fałszywe przypisywanie jej sprawczości, tak naprawdę będącej efektem wpisanych w grzyb relacji społecznych (to nie sama gąska sosnowa przemieszcza się pomiędzy kategoriami daru i towaru, to relacje społeczne nadają jej taki status). Czasami też Tsing wydaje się wyważać otwarte drzwi. Zastanawiam się na przykład, na ile jej pojęcie akumulacji odzyskowej odbiega od dobrze ugruntowanej w tradycji marksowskiej akumulacji przez wywłaszczenie, a nawet po prostu akumulacji pierwotnej. Inne pytanie brzmiałoby: czy idealizacja takich miejsc jak tradycyjne japońskie lasy satoyama nie prowadzi do równie niebezpiecznego urzeczowienia, co praktyki kapitalistyczne? Formułuję jednak te wątpliwości raczej w trybie „sporu w rodzinie” niż próby podważenia doniosłości projektu Tsing. Zwłaszcza że zgodnie z duchem jej pracy eksponują one skomplikowane, krnąbrne, niewydobyte splątania/skażenia, od których afirmacji zależy możliwość życia na ruinach kapitalizmu.

Na koniec chciałbym jeszcze tylko wyrazić uznanie dla osób odpowiadających za polskie tłumaczenie „Grzyba u kresu świata” – Moniki Rogowskiej-Stangret, Aleksandry Ross i Janusza Grygieńcia. Wykonały one olbrzymią pracę, dzięki czemu otrzymaliśmy książkę naprawdę dobrze brzmiącą po polsku, którą (zgodnie z intencją samej Tsing) czyta się nie tylko łatwo, ale i z wielką przyjemnością.
Anna Lowenhaupt Tsing: „Grzyb u kresu świata. O możliwości życia na ruinach kapitalizmu”. Przeł. Monika Rogowska-Stangret, Aleksandra Ross, Janusz Grygieńć. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2024 [seria: Polityka w kulturze].