I ZNOWU KTOŚ PRZESTAWIŁ KAMIENIE (RAFAŁ KSIĘŻYK: 'FALA. ROK 1984 I POLSKI POSTPUNK')
A
A
A
Rafał Księżyk to najbardziej zasłużony kronikarz polskiej kontrkultury. Od lat dziewięćdziesiątych niestrudzenie opisuje dziwne, buntownicze i kontestacyjne zjawiska w prasie oraz autorskich książkach. Autor, działający przede wszystkim jako dziennikarz muzyczny, często poszerza krąg zainteresowania o filmowców, artystów, okultystów oraz inne postaci ze społecznego marginesu. Przykładem takiego skrętu jest wydana w 2023 roku „Śnialnia: śląski underground” opowiadająca o osobach skupionych wokół grupy Oneiron. To prawdopodobnie najlepsza historia mówiona wydana po polsku, która jednocześnie trafiła w dobry czas – w kontrze do „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak i mody na odzyskiwanie ludowości, pokazywała kulturotwórczą rolę śląskiej inteligencji. Wydana właśnie „Fala. Rok 1984 i polski postpunk” to powrót Księżyka do muzycznych korzeni, ale jednocześnie kontynuacja opowieści o obrzeżach sztuki w formie historii mówionej.
Dzikie i dziwne
Przed omówieniem „Fali” konieczne jest przypomnienie o dwóch istotnych publikacjach. Pierwsza ukazała się w Polsce dziesięć lat temu nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej – to „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984” Simona Reynoldsa. Opatrzona wstępem Księżyka monografia wniosła nową jakość w pisanie o muzyce, skierowane już nie tylko do samych fanów gatunku, ale też osób zainteresowanych kulturą danych czasów. Reynolds ze swadą opisał brytyjską i amerykańską scenę postpunkową, lecz przede wszystkim pokazał jej wpływ na współczesną kulturę. Trudno nie odnieść wrażenia, że książka w pewien sposób zainspirowała drugą istotną publikację, czyli „Dziką rzecz. Polską muzykę i transformację 1989-1993” (Wydawnictwo Czarne) sprzed pięciu lat. Księżyk opisuje w niej fenomen przejścia z jednego systemu politycznego w drugi przez pryzmat muzyki. Dziennikarz pokazuje tu relacje między artystami a społeczeństwem – bada szczeliny, w których twórcy mogli znaleźć odrobinę wolności oraz napięcia odbijające się na ich twórczości. „Fala” jest swego rodzaju kontynuacją, a właściwie prequelem „Dzikiej rzeczy”. Zaczyna się kilka lat wcześniej, ale dotyka też okresu transformacji. Na kartach obu historii mówionych pojawiają się czasem Ci sami bohaterowie (ze Sławkiem Starostą na czele), niektóre wątki zazębiają się (sytuacja kobiet w środowisku muzycznym), ale przede wszystkim publikacje łączy chęć opowieści o osobach, którym udało się znaleźć drogę do własnej ekspresji w niesprzyjających czasach.
Powiew chłodu z Zachodu
W autorskiej monografii Księżyk za punkt wyjścia wybiera 1984 rok. Trudno o bardziej symboliczną cezurę w opowieści o nowej fali w demoludach niż orwellowski rok. Wybór jest podyktowany przede wszystkim historią – jak tłumaczy dziennikarz: „Rok 1984 był przełomowy dla polskiej muzyki rockowej. To wtedy do głosu doszła nowa fala z prowincji. Jej manifestacją stała się najbardziej porywająca edycja Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie” (s. 9). Słowo prowincja jest tu kluczowe. „Fala” to nie opowieść o Warszawie i innych wielkich miastach, tylko festiwalach w Toruniu i Kołobrzegu, czy grupach z Puław, Ustrzyk Dolnych, Rzeszowa, czy Bydgoszczy, które na geograficznym marginesie nagrywały muzykę zgodną z zachodnimi wzorcami. Fragmenty o korespondencji Mariusza Błachowicza z Thurstonem Moorem z Sonic Youth, czy o zażyłości muzyków Hieny z Genesisem P-Orridge’em z Throbbing Gristle czyta się trochę jak powieść science-fiction podważającą zamknięcie komunistycznego kraju na świat. Skuteczność nowej fali jako wytrychu do zagranicy podkreśla jeszcze jedna anegdota: „Kiedy John Peel dostał nagrania 1984 i Apteki, to stwierdził, że mu się w głowie nie mieści, że w Polsce, o której nic nie wiedział, powstaje tak nowoczesna muzyka. Bardzo mu się spodobało i puszczał w swoich audycjach naszą Fermę hodowlaną, którą podsunął mu Arek Prągłowski. Był dziennikarzem, polubił nas i załatwił nawet nagranie anglojęzycznej Fermy, ale Peel uznał, że polska wersja jest lepsza” (s. 204).
„Nigdzie na świecie nowa fala nie przyjęła się tak jak w Polsce” – powiedział Księżyk w rozmowie z Sebastianem Rerakiem dla portalu „Booklips”. Wypowiedzi osób związanych z polskim nowofalowym środowiskiem, przede wszystkim członków zespołów Siekiera, Variété, Made in Poland, Hiena, Wańka Wstańka & Ludojades, Kosmetyki Mrs. Pinki, 1984, Kontrola W. i One Million Bulgarians pokazują, dlaczego ówczesny ustrój stanowił dla postpunka tak podatny grunt. Z jednej strony brak perspektyw i możliwości, z drugiej poczucie marazmu i zniewolenia. Paradoksalnie to właśnie ograniczenia zdecydowały o nieprzeciętnej kreatywności polskich zespołów, które ze względu na brak odpowiedniego sprzętu musiały kombinować, jak uzyskać odpowiednie brzmienie.
Ponury stosunek do życia
W centrum „Fali” znajduje się Siekiera i płyta „Nowa Aleksandria”, która w ujęciu Księżyka jest najdoskonalszym przekładem przeniesienia nowofalowej estetyki na polski grunt. Jak pisze: „Nowa Aleksandria nie tylko przetrwała próbę czasu, ale po latach wypada nawet lepiej. Opadły konteksty czasu i miejsca, straciły na znaczeniu kwestie zapożyczeń, niknąc wobec siły spójnego, wyrazistego dzieła. Rozpędzony motoryczny blok mocnych gitar i transowych rytmów w połączeniu z syntezatorowymi pasażami, które na przemian potęgują napięcie i kreślą marzycielskie, ulatujące linie, ma w sobie jakąś pierwotną moc” (s. 257). To, co najciekawsze, okazało się dla autora najtrudniejsze do opisania. Tomasz Adamski, lider zespołu, nie zgodził się na opublikowanie rozmowy, więc jego perspektywę opisuje tylko niewielka ilość zachowanych wywiadów, które są tyle poetyckie, co niezrozumiałe: „ – Czy uważa pan, że wyrazem wolności może być destrukcja? – Tylko i wyłącznie. – Jak pan to rozumie? – Sądzę, że powaga, skrępowanie i ponury stosunek do życia jest nieautentyczny, a nawet niesmaczny” (s. 97). Brutalność i bezkompromisowość Siekiery, przeciwstawiona punkowej jowialności, najpełniej ujmuje inność nowej fali. Równolegle wybrzmiewają historie takich zespołów jak Variété i 1984, o zupełnie innej energii. Oba wciąż aktywnie tworzą i szczególnie dla lidera drugiego zespołu Mizernego, łatka „legendy zimnej fali” jest wyjątkowo nieprzyjemna i błędna, biorąc pod uwagę, że 1984 tworzył muzykę w tym nurcie zaledwie przez dwa lata.
Drzewo, które wydaje zły owoc
Księżyk stara się sportretować wszystkie twarze nowej fali: melancholijne, agresywne, żartobliwe, ale też atrakcyjne. Na szarym tle już samą nazwą wybija się zespół Kosmetyki Mrs. Pinki opisywany przez dziennikarza następująco: „Byli kolorowi, byli sexy, byli funky, chwytali rytmy afro i latino. A przy tym nie odpuszczali neurotycznego grymasu. W ’86 i ’87 roku byli najbardziej stylowym zespołem nowej fali. Uwielbiali ich dziennikarze i fotografowie, a najbardziej wykorzystywali to filmowcy. Dwukrotnie nagrali ich koncerty i włączyli w swoje realizacje” (s. 280). „Fala” podkreśla niejednorodność zjawiska, akcentuje różnice między zespołami. Obok Siekiery, 1984, czy Madame swoje miejsce znajduje wesoła i głupia muzyka Wańki Wstańki, która według Księżyka była impulsem „niezbędnym, aby przestawić polski pop na nowe tory” (s. 400). Autor nie ogranicza się tylko do przeszłości i lat osiemdziesiątych, ale wskazuje, jak ułożyły się życia i kariery osób związanych z ówczesną sceną. Najważniejszy jest jednak wpływ samego gatunku na teraźniejszość i zaskakujące odrodzenie mody na zimną falę wśród współczesnych zespołów. Tomasz Budzyński z Siekiery nazwał ruch punkowy „drzewem, które wydaje zły owoc” (s. 241), podkreślając jego destrukcyjny pierwiastek, natomiast Księżyk w nowej fali widzi element konstruktywny, który pozwala w twórczy sposób okiełznać wrogą rzeczywistość. Tak dziennikarz tłumaczy powrót mody na ten styl muzyczny, który dla nastoletnich i dwudziestoletnich osób wychowanych w czasach pandemii i wojny w Ukrainie może pełnić podobną funkcję, co dla młodzieży wzrastającej w komunistycznym kraju.
„Fala” jest nieocenionym źródłem wiedzy i wciągającym autorskim wyborem zjawisk ważnych dla polskiej alternatywy. Niestety, szczególnie w porównaniu ze świetnymi „Dziką rzeczą” i „Śnialnią” ma się poczucie niedosytu. Księżyk, którego prace dotychczas wyróżniały się spójnością i dopracowaniem, tu trochę traci pazur. Szczególnie w ostatnich rozdziałach kolejne akapity sprawiają wrażenie chaotycznych, zdawkowych i niedokończonych. Autor przeskakuje z wypowiedzi jednego zespołu do drugiego bez wyraźnego związku. Różnorodność opisywanej przez Księżyka fali staje się miejscami zbyt rozległa. Niedostatki można usprawiedliwić trudnymi osobowościami rozmówców, którzy albo odmawiali rozmów, albo udzielali zdawkowych odpowiedzi i efemerycznością zjawiska – brakuje nagrań niektórych ważnych zespołów oraz wyczerpujących materiałów na ich temat. „Fala” pozostaje wnikliwą analizą czasów i muzycznej kultury, o której dotychczas pisało się za mało. Mimo wskazanych minusów nową publikacją Księżyk podtrzymuje pozycję dziejopisarza polskiej alternatywy i rozbudza apetyt na kolejne części jej historii.
Literatura:
Rerak S.: „Nigdzie na świecie nowa fala nie przyjęła się tak jak w Polsce – rozmowa z Rafałem Księżykiem o książce Fala. Rok 1984 i polski postpunk”. https://booklips.pl/wywiady/nigdzie-na-swiecie-nowa-fala-nie-przyjela-sie-tak-jak-w-polsce-rozmowa-z-rafalem-ksiezykiem-o-ksiazce-fala-rok-1984-i-polski-postpunk/ [dostęp on-line: 26.03.2025].
Dzikie i dziwne
Przed omówieniem „Fali” konieczne jest przypomnienie o dwóch istotnych publikacjach. Pierwsza ukazała się w Polsce dziesięć lat temu nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej – to „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984” Simona Reynoldsa. Opatrzona wstępem Księżyka monografia wniosła nową jakość w pisanie o muzyce, skierowane już nie tylko do samych fanów gatunku, ale też osób zainteresowanych kulturą danych czasów. Reynolds ze swadą opisał brytyjską i amerykańską scenę postpunkową, lecz przede wszystkim pokazał jej wpływ na współczesną kulturę. Trudno nie odnieść wrażenia, że książka w pewien sposób zainspirowała drugą istotną publikację, czyli „Dziką rzecz. Polską muzykę i transformację 1989-1993” (Wydawnictwo Czarne) sprzed pięciu lat. Księżyk opisuje w niej fenomen przejścia z jednego systemu politycznego w drugi przez pryzmat muzyki. Dziennikarz pokazuje tu relacje między artystami a społeczeństwem – bada szczeliny, w których twórcy mogli znaleźć odrobinę wolności oraz napięcia odbijające się na ich twórczości. „Fala” jest swego rodzaju kontynuacją, a właściwie prequelem „Dzikiej rzeczy”. Zaczyna się kilka lat wcześniej, ale dotyka też okresu transformacji. Na kartach obu historii mówionych pojawiają się czasem Ci sami bohaterowie (ze Sławkiem Starostą na czele), niektóre wątki zazębiają się (sytuacja kobiet w środowisku muzycznym), ale przede wszystkim publikacje łączy chęć opowieści o osobach, którym udało się znaleźć drogę do własnej ekspresji w niesprzyjających czasach.
Powiew chłodu z Zachodu
W autorskiej monografii Księżyk za punkt wyjścia wybiera 1984 rok. Trudno o bardziej symboliczną cezurę w opowieści o nowej fali w demoludach niż orwellowski rok. Wybór jest podyktowany przede wszystkim historią – jak tłumaczy dziennikarz: „Rok 1984 był przełomowy dla polskiej muzyki rockowej. To wtedy do głosu doszła nowa fala z prowincji. Jej manifestacją stała się najbardziej porywająca edycja Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie” (s. 9). Słowo prowincja jest tu kluczowe. „Fala” to nie opowieść o Warszawie i innych wielkich miastach, tylko festiwalach w Toruniu i Kołobrzegu, czy grupach z Puław, Ustrzyk Dolnych, Rzeszowa, czy Bydgoszczy, które na geograficznym marginesie nagrywały muzykę zgodną z zachodnimi wzorcami. Fragmenty o korespondencji Mariusza Błachowicza z Thurstonem Moorem z Sonic Youth, czy o zażyłości muzyków Hieny z Genesisem P-Orridge’em z Throbbing Gristle czyta się trochę jak powieść science-fiction podważającą zamknięcie komunistycznego kraju na świat. Skuteczność nowej fali jako wytrychu do zagranicy podkreśla jeszcze jedna anegdota: „Kiedy John Peel dostał nagrania 1984 i Apteki, to stwierdził, że mu się w głowie nie mieści, że w Polsce, o której nic nie wiedział, powstaje tak nowoczesna muzyka. Bardzo mu się spodobało i puszczał w swoich audycjach naszą Fermę hodowlaną, którą podsunął mu Arek Prągłowski. Był dziennikarzem, polubił nas i załatwił nawet nagranie anglojęzycznej Fermy, ale Peel uznał, że polska wersja jest lepsza” (s. 204).
„Nigdzie na świecie nowa fala nie przyjęła się tak jak w Polsce” – powiedział Księżyk w rozmowie z Sebastianem Rerakiem dla portalu „Booklips”. Wypowiedzi osób związanych z polskim nowofalowym środowiskiem, przede wszystkim członków zespołów Siekiera, Variété, Made in Poland, Hiena, Wańka Wstańka & Ludojades, Kosmetyki Mrs. Pinki, 1984, Kontrola W. i One Million Bulgarians pokazują, dlaczego ówczesny ustrój stanowił dla postpunka tak podatny grunt. Z jednej strony brak perspektyw i możliwości, z drugiej poczucie marazmu i zniewolenia. Paradoksalnie to właśnie ograniczenia zdecydowały o nieprzeciętnej kreatywności polskich zespołów, które ze względu na brak odpowiedniego sprzętu musiały kombinować, jak uzyskać odpowiednie brzmienie.
Ponury stosunek do życia
W centrum „Fali” znajduje się Siekiera i płyta „Nowa Aleksandria”, która w ujęciu Księżyka jest najdoskonalszym przekładem przeniesienia nowofalowej estetyki na polski grunt. Jak pisze: „Nowa Aleksandria nie tylko przetrwała próbę czasu, ale po latach wypada nawet lepiej. Opadły konteksty czasu i miejsca, straciły na znaczeniu kwestie zapożyczeń, niknąc wobec siły spójnego, wyrazistego dzieła. Rozpędzony motoryczny blok mocnych gitar i transowych rytmów w połączeniu z syntezatorowymi pasażami, które na przemian potęgują napięcie i kreślą marzycielskie, ulatujące linie, ma w sobie jakąś pierwotną moc” (s. 257). To, co najciekawsze, okazało się dla autora najtrudniejsze do opisania. Tomasz Adamski, lider zespołu, nie zgodził się na opublikowanie rozmowy, więc jego perspektywę opisuje tylko niewielka ilość zachowanych wywiadów, które są tyle poetyckie, co niezrozumiałe: „ – Czy uważa pan, że wyrazem wolności może być destrukcja? – Tylko i wyłącznie. – Jak pan to rozumie? – Sądzę, że powaga, skrępowanie i ponury stosunek do życia jest nieautentyczny, a nawet niesmaczny” (s. 97). Brutalność i bezkompromisowość Siekiery, przeciwstawiona punkowej jowialności, najpełniej ujmuje inność nowej fali. Równolegle wybrzmiewają historie takich zespołów jak Variété i 1984, o zupełnie innej energii. Oba wciąż aktywnie tworzą i szczególnie dla lidera drugiego zespołu Mizernego, łatka „legendy zimnej fali” jest wyjątkowo nieprzyjemna i błędna, biorąc pod uwagę, że 1984 tworzył muzykę w tym nurcie zaledwie przez dwa lata.
Drzewo, które wydaje zły owoc
Księżyk stara się sportretować wszystkie twarze nowej fali: melancholijne, agresywne, żartobliwe, ale też atrakcyjne. Na szarym tle już samą nazwą wybija się zespół Kosmetyki Mrs. Pinki opisywany przez dziennikarza następująco: „Byli kolorowi, byli sexy, byli funky, chwytali rytmy afro i latino. A przy tym nie odpuszczali neurotycznego grymasu. W ’86 i ’87 roku byli najbardziej stylowym zespołem nowej fali. Uwielbiali ich dziennikarze i fotografowie, a najbardziej wykorzystywali to filmowcy. Dwukrotnie nagrali ich koncerty i włączyli w swoje realizacje” (s. 280). „Fala” podkreśla niejednorodność zjawiska, akcentuje różnice między zespołami. Obok Siekiery, 1984, czy Madame swoje miejsce znajduje wesoła i głupia muzyka Wańki Wstańki, która według Księżyka była impulsem „niezbędnym, aby przestawić polski pop na nowe tory” (s. 400). Autor nie ogranicza się tylko do przeszłości i lat osiemdziesiątych, ale wskazuje, jak ułożyły się życia i kariery osób związanych z ówczesną sceną. Najważniejszy jest jednak wpływ samego gatunku na teraźniejszość i zaskakujące odrodzenie mody na zimną falę wśród współczesnych zespołów. Tomasz Budzyński z Siekiery nazwał ruch punkowy „drzewem, które wydaje zły owoc” (s. 241), podkreślając jego destrukcyjny pierwiastek, natomiast Księżyk w nowej fali widzi element konstruktywny, który pozwala w twórczy sposób okiełznać wrogą rzeczywistość. Tak dziennikarz tłumaczy powrót mody na ten styl muzyczny, który dla nastoletnich i dwudziestoletnich osób wychowanych w czasach pandemii i wojny w Ukrainie może pełnić podobną funkcję, co dla młodzieży wzrastającej w komunistycznym kraju.
„Fala” jest nieocenionym źródłem wiedzy i wciągającym autorskim wyborem zjawisk ważnych dla polskiej alternatywy. Niestety, szczególnie w porównaniu ze świetnymi „Dziką rzeczą” i „Śnialnią” ma się poczucie niedosytu. Księżyk, którego prace dotychczas wyróżniały się spójnością i dopracowaniem, tu trochę traci pazur. Szczególnie w ostatnich rozdziałach kolejne akapity sprawiają wrażenie chaotycznych, zdawkowych i niedokończonych. Autor przeskakuje z wypowiedzi jednego zespołu do drugiego bez wyraźnego związku. Różnorodność opisywanej przez Księżyka fali staje się miejscami zbyt rozległa. Niedostatki można usprawiedliwić trudnymi osobowościami rozmówców, którzy albo odmawiali rozmów, albo udzielali zdawkowych odpowiedzi i efemerycznością zjawiska – brakuje nagrań niektórych ważnych zespołów oraz wyczerpujących materiałów na ich temat. „Fala” pozostaje wnikliwą analizą czasów i muzycznej kultury, o której dotychczas pisało się za mało. Mimo wskazanych minusów nową publikacją Księżyk podtrzymuje pozycję dziejopisarza polskiej alternatywy i rozbudza apetyt na kolejne części jej historii.
Literatura:
Rerak S.: „Nigdzie na świecie nowa fala nie przyjęła się tak jak w Polsce – rozmowa z Rafałem Księżykiem o książce Fala. Rok 1984 i polski postpunk”. https://booklips.pl/wywiady/nigdzie-na-swiecie-nowa-fala-nie-przyjela-sie-tak-jak-w-polsce-rozmowa-z-rafalem-ksiezykiem-o-ksiazce-fala-rok-1984-i-polski-postpunk/ [dostęp on-line: 26.03.2025].
Rafał Księżyk: „Fala. Rok 1984 i polski postpunk”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

