ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (513) / 2025

Marek S. Bochniarz, Przemysław Sztafiej, Hara Keiichi,

TWORZĄC Z PRZEKONANIEM. WYWIAD Z HARĄ KEIICHIM

A A A
Hara Keiichi zajmuje wyjątkowe miejsce w świecie anime. Karierę rozpoczynał jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku, gdy animatorzy znajdowali w Japonii zatrudnienie głównie w telewizji. Angażowano ich przy niskobudżetowych produkcjach dla dzieci i młodzieży. Sam zawód nie był zresztą postrzegany przez japońskie społeczeństwo jako poważna praca. Hara doświadczenia nabierał przy tak popularnych i kultowych seriach, jak „Doraemon” czy „Crayon Shin-chan” – przechodząc przez kolejne szczeble hierarchii, aż do zostania reżyserem.

Jednak w nowym stuleciu dokonał nieoczekiwanej wolty. Eksperymentował na dotychczasowym polu, próbując przekroczyć umowne ograniczenia świata Crayon Shin-chana. Po realizacji „Summer Days with Coo” w 2007 roku skierował kroki ku produkcjom dla bardziej dojrzałej publiczności. W roku 2010 powstało „Colorful” („Karafuru”) – mroczna, fantastyczna przypowieść o nieszczęśliwym nastolatku, który po próbie samobójczej dostaje od losu drugą szansę. Animacja przyniosła reżyserowi międzynarodową sławę.

W 2013 roku Hara zrealizował późny debiut na polu produkcji aktorskich, tworząc film o Kinoshicie Keisuke, zapomnianym mistrzu z okresu japońskiego kina klasycznego. „Hajimari no Michi” („Droga początków”) nie jest jednak typową i trywialną produkcją biograficzną.

Swoją pozycję reżyser potwierdził w 2015 roku feministyczną animacją „Miss Hokusai”, produkcją ze wszech miar nowoczesną i oryginalną pod względem strony wizualnej. Hara opowiedział w niej fikcyjną historię o jednak jak najbardziej prawdziwej córce mistrza ukiyo-e, kreując intrygującą postać kobiety nabierającej odwagi i artystycznej dojrzałości. Z kolei w „Lonely Castle in the Mirror” („Kagami no Kojō”, 2022) Hara kontynuował problematykę młodzieży i zdrowia psychicznego.

 

W czerwcu 2023 roku na zaproszenie Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych ANIMATOR artysta odwiedził Polskę. W ramach retrospektywy pokazano jego najbardziej znane filmy. Przy tej okazji został przeprowadzony poniższy wywiad.



„Colorful”

Marek S. Bochniarz, Przemysław Sztafiej: Czy trudno było Panu zmienić swój dotychczasowy wizerunek – na przykład to, że był Pan postrzegany jako twórca filmów animowanych skierowanych bardziej do dzieci, gdy przeszedł Pan do tworzenia anime dla dorosłej publiczności, jak w przypadku „Colorful” („Karafuru”)?

Hara Keiichi: Dla mnie znaczącym punktem zwrotnym był film z serii „Crayon Shin-chan”. Kiedy tworzyłem „Otona teikoku no gyakushuu” („Zemsta imperium dorosłych”) z 2001 roku, to uznałem, że chcę stworzyć coś przeznaczonego bardziej dla widzów dorosłych. Później z tą myślą zrealizowałem kilka kolejnych projektów. Uważam, że miałem w tym wszystkim dużo szczęścia, ale jeżeli ktoś miałby stwierdzić, że stworzyłem swój własny styl, to chyba bym się nie zgodził.

Gdyby zaproponowano mi teraz stworzenie animacji opartej choćby i tylko na głupkowatych żartach, to z radością podjąłbym się takiego przedsięwzięcia. Nie trzymam się dorosłości w swojej twórczości za wszelką cenę.

M.S.B., P.S.: Co było dla Pana punktem zwrotnym przy pracy nad „Otona teikoku no gyakushuu”?

H.K.: W filmie z serii „Crayon Shin-chan” nauczyłem się bardzo wiele. Ponieważ podjąłem w nim tak dorosłą tematykę, to myślałem początkowo, że widownia, która przychodziła do kina dla Crayon Shin-chana, będzie zła. Bardzo zaskoczyło mnie, że nie tylko dorośli, ale i dzieci bardzo pozytywnie przyjęły ten film. I dzięki temu właśnie zauważyłem pewną rzecz. Ważne jest, by tworzyć z przekonaniem to, co się chce. Nieważne, czy postaci są tworzone z myślą o publiczności złożonej z dzieci, czy z dorosłych. Ważne, by reżyser pracował z przekonaniem – niezależnie od tego, jacy są bohaterowie czy historia.

M.S.B., P.S.: Czy gdy zajmował się Pan „Colorful”, to problem zdrowia psychicznego był już podejmowany w anime ? Czy przy pracy nad nim inspirował się Pan jakimś animowanym filmem japońskim, czy raczej sięgnął Pan do filmów aktorskich?

H.K.: Wydaje mi się, że kiedy pracowałem nad „Colorful”, to problemy takie jak samobójstwa gimnazjalistów czy sponsoring w jakimś stopniu już były obecne [w kulturze]. Mimo to nawet jeśli się pojawiały [w czyjejś twórczości], to wszystko wydawało się raczej fikcją. Później, przy „Lonely Castle in the Mirror”, znów poruszyłem tę tematykę. Wydaje mi się, że obecnie problemem Japonii stało się to, że tego rodzaju zjawiska są coraz częstsze, przenosząc się z fikcji w świat realny.

W czasie rozmyślania, jakim stylem zrobić „Colorful”, pomyślałem, że chciałbym, aby nie sprawiał on wrażenia animacji. Uznałem, że dobry rezultat mogłoby przynieść, gdybym nakręcił ten film tak, jakbym postawił kamerę w zwykłym domu i oddał codzienność inaczej, niż ma to miejsce w animacjach, [pokazał] sceny przy stole, rozmowy przy posiłku – tego typu codzienne rzeczy.

M.S.B., P.S.: Czy przy tym filmie zwrócił się Pan po konsultacje do psychologów, by zmierzyć się z tematem zdrowia psychicznego, czy może zgłębiał Pan ten problem w inny sposób?

H.K.: Tematyka poruszona w „Colorful” była dla mnie czymś zupełnie nowym. Pierwszy raz poruszyłem taką problematykę. Dlatego zaraz po rozpoczęciu produkcji przeprowadziłem wywiady z prawdziwymi gimnazjalistami. Inspiracje, które z tych rozmów wyciągnąłem, przelałem na dzieło.

M.S.B., P.S.: Czy, patrząc na zjawisko sponsoringu, czy temat trudnej młodzieży, miał Pan też odniesienie do czasów, gdy sam był nastolatkiem? Co się zmieniło?

H.K.: Kiedyś osoby, które robiły coś takiego, i „osoby porządne” można było rozróżnić już na podstawie wyglądu. I to bardzo wyraźnie. Różnice między chuliganami a »porządnymi osobami« widać było na pierwszy rzut oka. Obecnie stało się to znacznie trudniejsze. Uważam, że przerażające jest to, że młodzi ludzie, którzy sprawiają wrażenie zupełnie normalnych, mogą być chuliganami czy zajmować się prostytucją.

Są młodzi ludzie, którzy nie wracają do domów, tylko żyją na ulicach – na przykład w [dzielnicach] Shinjuku czy Shibuya. Przeprowadza się z nimi czasem wywiady, czy porusza ten temat w wiadomościach. Zazwyczaj odpowiadają wtedy, że nie znajdują dla siebie żadnego miejsca – czy to w domu, czy w szkole. I właśnie dlatego przychodzą w takie miejsca. Uważam, że należałoby coś z tym zrobić. Ale nie wiem, co.



„Hajimari no Michi”

M.S.B., P.S.: Przez lata pracował Pan nad animacjami. Jak się Pan czuł na planie filmowym, realizując film aktorski o Kinoshicie Keisuke „Hajimari no Michi”?

H.K.: Film o Kinoshicie powstał, by upamiętnić stulecie jego urodzin. Był to w mojej karierze pierwszy film żywej akcji. W porównaniu do animacji oczekiwano ode mnie wielu innych rzeczy pod względem stylu. Z pewnością największą zmianą było tempo pracy. W filmach żywej akcji plan realizacji jest bardzo uporządkowany. Wydaje mi się, że większość osób ma wrażenie, że musi go ściśle przestrzegać. Z kolei w przypadku animacji ten plan realizacji stopniowo się rozciąga i ulega wielu zmianom. Wydaje mi się, że właśnie na tym polega największa różnica.

M.S.B., P.S.: Czy podjął się Pan realizacji filmu biograficznego z własnej inicjatywy, czy otrzymał Pan taką propozycję?

H.K.: To wynikło z tego, że w wywiadzie dla mediów wyraziłem następującą opinię: „Mimo że dla mnie Kinoshita jest najwspanialszym japońskim reżyserem, to nie jest on zbyt doceniany. Były [jednak] takie czasy, gdy Kinoshitę i Kurosawę, którzy byli aktywni [częściowo] w tym samym okresie, traktowano równorzędnie”.

Wybierano wtedy jednego z nich, [by wskazać,] który jest lepszy. Cofając się jeszcze bardziej w czasie, mieliśmy takie postacie, jak Ozu czy Mizoguchi. Jednak Ozu, Mizoguchi czy Kurosawa również i obecnie są wciąż żywi zarówno dla zagranicznych fanów kina, jak i samych Japończyków. Ale o Kinoshicie przestano mówić. Dla mnie to niezwykle przykre. Gdy wyraziłem taką opinię – pojawiła się oferta od studia Shōchiku, z którym Kinoshita przez długi czas był niegdyś związany.

M.S.B., P.S.: Które elementy filmowego stylu Kinoshity Keisuke uważa Pan za najważniejsze?

H.K: Wydaje mi się, że Kinoshita był reżyserem, który przy każdym kolejnym dziele bardzo zręcznie zmieniał charakter filmów. [Można powiedzieć, że] prezentował wolny styl tworzenia. W jego czasach było to [dla publiczności] źródłem przyjemności. Ale jak się nad tym teraz zastanowić – to trzeba przyznać, że nie istnieje coś, co można uznać za wyraźny styl Kinoshity. Dla mnie jego wolność estetyczna to wspaniała rzecz. Chciałbym, żeby takie podejście występowało wcześniej.

Kinoshita miał starszego kolegę, pracującego w tym samym studiu [Shōchiku] – Ozu Yasujirō, który w swojej twórczości cały czas trzymał się jednego stylu – nawet przy realizacji nowszych dzieł. Ponoć Kinoshita bardzo szanował Ozu, ale nawet mimo tego szacunku sam chciał zapewne tworzyć filmy różne od siebie pod tym względem.

M.S.B., P.S.: A co Pan sądzi o takim podejściu?

H.K.: Uważam, że w przypadku twórcy jest to właściwe podejście. Już nie jestem tak młodym reżyserem. Osobiście chciałbym co prawda stworzyć indywidualny, wyrazisty styl. Ale wydaje mi się jednak, że wciąż do tego nie doszedłem.

M.S.B., P.S.: Czy gdy dopracowywał Pan stronę estetyczną „Hajimari no michi” – wybierając kolorystykę i inne kwestie – punktem odniesienia były dla Pana współczesne japońskie filmy biograficzne, czy raczej starsze filmy, na przykład samego Kinoshity?

H.K.: Jeżeli chodzi o plastykę obrazu, to ważne były dla mnie raczej stare filmy japońskie. Czerpałem z nich pewne inspiracje. Kinoshita jako reżyser był bardzo sprawny, jeżeli chodzi o ujęcia z wózka, o ruchy kamery. Starałem się mieć tego świadomość.

Z kolei jeśli chodzi o charakter filmu, to miałem w głowie obrazy z przeszłości. Fabuła była zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Jest to opowieść z czasów końca wojny na Pacyfiku. Według mnie właśnie ta wojna była dla Japonii wielkim błędem. Kinoshita również czuł podobnie. Wszystkie swoje powojenne filmy zrealizował właśnie w takim, antywojennym duchu. Trzymał się tej idei aż do śmierci.

Tłum. z j. japońskiego: Przemysław Sztafiej

 

Wywiad z artystą został przeprowadzony dzięki uprzejmości Festiwalu ANIMATOR. Fot. Hary Keiichiego: Malwina Łubieńska.
Retrospektywa Hary Keiichiego odbyła się na 16. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych ANIMATOR (21-30.06.2023, Poznań).