W POLSCE BEZ ZMIAN (MILO MIGACZ: 'ZMIEŃCIE MNIE! TERAPIA KONWERSYJNA W POLSCE')
A
A
A
Kiedy sięgałem po książkę „Zmieńcie mnie! Konwersja po polsku” autorstwa Milo Migacz, byłem przygotowany na odbiór trudnych treści. W końcu „terapia” konwersyjna to temat, który w mniejszym lub większym stopniu znałem, bo różnego rodzaju praktyki – od elektrowstrząsów, przez kastrację chemiczną, po intensywną modlitwę – mające na celu zmianę orientacji seksualnej nie są, niestety, niczym nowym. Spodziewałem się zatem opisów zabiegów zbliżonych do egzorcyzmów, wypowiedzi osób nieposiadających za grosz empatii czy wyznań traum doznanych przy „leczeniu”. Okazało się jednak, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a najbardziej przeraziły mnie zupełnie inne fakty.
„Zmieńcie mnie!” to osobisty reportaż podzielony na piętnaście rozdziałów, które można ułożyć w trzy główne bloki tematyczne. W poprzedzającym je wstępie osoba autorska ustala parę rzeczy, które ułatwią prowadzenie wywodu. Po pierwsze i najważniejsze, jakiekolwiek praktyki dążące do zmiany orientacji psychoseksualnej są zupełnie nieskuteczne, bezcelowe, a do tego, według Międzynarodowej Rady Rehabilitacji Ofiar Tortur, stanowią właśnie formę tortur (zob. s. 7-8). Po drugie, praktyki konwersyjne na przestrzeni publikacji są rozumiane jako część „ruchu społecznego działającego na podstawie konkretnej ideologii. Ruch ten ma czołowych przedstawicieli wydających podręczniki i dających zagraniczne prelekcje” (s. 15). O jaką ideologię chodzi? Wskazówki dają nam dyskurs i użycie takich sformułowań jak „bojówki LGBT” czy „lobby LGBT” (zob. s. 19). To tradycja myślowa zawdzięczająca rozwój głównie instytucji Kościoła katolickiego.
Pierwszy blok tematyczny reportażu stanowią rozdziały o działalności polskich stowarzyszeń zajmujących się praktykami konwersyjnym, a dokładnie trzech największych z nich: lubelskiej grupy „Odwaga”, radomskiego ośrodka „Pomoc 2002” i działającej w wielu miastach „Paschy”. Wszystkie skupiają się na nieheteroseksualnych mężczyznach. Pierwsza wywodzi się bezpośrednio z o wiele szerszego ruchu „Światło-Życie”, potocznie nazywanego Oazą. Założycielką i przewodniczącą „Odwagi” od lat 90. do dziś jest Grażyna Tokaj. Już na przykładzie tego zgromadzenia możemy zobaczyć, że działalność takich organizacji jest owiana tajemnicą, a deklarowany cel może zaskoczyć, bowiem przedstawiciele „Odwagi” „przekonują, że nie dążą do zmiany orientacji seksualnej. Mimo to na oficjalnej stronie stowarzyszenia można przeczytać świadectwo mężczyzny, który czuje się uzdrowiony. Pisze, że czasem nie mógł patrzeć na własną żonę, tak go odrzucała jej kobiecość, ale wytrwał w małżeństwie i spłodził z nią dwójkę dzieci. »Jezus zwyciężył świat«, kończy świadectwo. »Alleluja!«” (s. 33). Dodatkowo, na jednym z nagrań, które ze spotkania grupy „terapeutycznej” wyniósł działający incognito dziennikarz „Newsweeka”, współpracujący z organizacją psycholog Krzysztof Kościołek „opowiada, czym jest homoseksualność: chorobą czy zaburzeniem. (…) Nawet jeśli coś nie jest ani jednym, ani drugim, to nie znaczy, że nie można tego leczyć” (s. 31). To znaczy, że niby nie leczymy, ale w sumie to leczymy, bo co nam szkodzi spróbować, prawda? Głównymi metodami są modlitwa i gra w piłkę nożną.
To dopiero początek. Z „Odwagi” bezpośrednio z inicjatywy założyciela Mirosława Chmury wyrosło stowarzyszenie „Pomoc 2002”. Grupa bazuje się na naukach „uzdrowionego” geja Richarda Cohena, który podkreślał znaczenie dotyku w procesie „leczenia”: „Główną metodę terapeutyczną stanowiło grupowe przytulanie miedzy uczestnikami. Innym sposobem było leżenie w łóżku z liderem. Z relacji świadków wynika, że prowadzący namawiał do rozbierania się przy nim” (s. 57-58). Oczywiście nagość to niezbędny element terapii, w końcu kluczowa teoria Cohena „opiera się na założeniu, że geje z reguły są niepewni swojej męskości i dlatego szukają jej u partnerów. Pokazanie genitaliów prowadzącemu, który zapewni, że długość penisa jest wystarczająca, ma więc pomóc w przezwyciężaniu kompleksów” (s. 66). Wrogiem numer jeden była masturbacja, nadzorowana i karana: „Niektórzy uczestnicy dostawali zadanie, żeby dzwonić do prowadzącego za każdym razem, kiedy mają ochotę na seks i opowiadać mu o tym. Za masturbację były też przewidziane kary pieniężne. W reportażu padły kwoty od 50 to 100 zł za każdy raz, kiedy nie uda się powstrzymać” (s. 58). Liderami grup często byli księża. W 2013 roku ukazał się reportaż o „Pomocy 2002” w programie Tomasza Sekielskiego „Po prostu”, co spowodowało szum medialny i krytykę wobec grupy. Niemniej, „Pomoc 2002” działa do dziś.
Trzecią grupę, „Paschę”, w 2013 roku założyli psycholożka Agnieszka Kozak i franciszkanin Wiktor Tokarski, zaproszeni wcześniej przez Chmurę do współpracy przy „Pomocy 2002”. Metody pracy w tej grupie na tyle ich oburzyły, że postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i prowadzić terapię w ramach „Paschy”. W organizacji „[k]ontakt fizyczny stracił na znaczeniu. Zyskały na nim rozmowy z psychologiem i sport” (s. 77). Cóż, najwidoczniej nie były to efektywne działania, bowiem „[n]awet o. Wiktor Tokarski, który uczestniczył w stworzeniu nowej grupy, ostatecznie okazał się wcale nie być uzdrowiony. Podobnie jak moi rozmówcy, po pewnym czasie odszedł. Porzucił też zakon i przerzucił się na coaching” (s. 86). Z tego, że prowadzi stronę internetową o adresie gaylifecoach.pl, wnioskuję, że mógł nie stosować się przykładnie do swoich nauk. Zresztą Kozak również odeszła z „Paschy” i obecnie buduje karierę jako psychoterapeutka i ekspertka od samoakceptacji (co podkreśla na swojej stronie internetowej). W wywiadzie do „Polityki” z 2022 roku, naciskana przez dziennikarkę, by wzięła odpowiedzialność za swoją działalność z czasów „Paschy”, odpowiedziała: „Wierzyłam w to, co robię, i wierzyłam, że pomagam. Taki był czas. Nigdy nie chciałam nikogo zranić, ale tym, którzy poczuli się zranieni, chcę dziś powiedzieć, że jest mi przykro, bo działałam w dobrej intencji zgodnie z wiedzą, którą posiadałam” (Podgórska 2022). Nie wiem, skąd można było wziąć w 2013 roku wiedzę o dobrym wpływie terapii konwersyjnych, ale najwidoczniej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie Kozak jest zatrudniona, można mieć inne wersje nauki. Przeprosiny nie padły ani razu w tym wywiadzie, dostaliśmy jedynie klasyczne „przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni”.
Terapie grupowe to tylko jedna strona medalu, do tego skupiająca się głównie na mężczyznach. Drugi blok tematyczny w „Zmieńcie mnie!” okazał się tym, co przeraziło mnie najbardziej. Bo jak już wspomniałem, spodziewałem się, że fanatycy religijni będą zachowywać się w dokładnie taki sposób i nic w tym zaskakującego. Wstrząsnęły za to mną słowa: „Próby zmiany orientacji pacjenta poza zorganizowanymi grupami nie są rzadkie. W ankiecie przeprowadzonej przez badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2015 r. terapeutki i terapeuci, którzy w pełni akceptują homoseksualność, to zaledwie połowa” (s. 103). Zaledwie połowa osób przeprowadzających terapię, zazwyczaj z wykształceniem psychologicznym (choć dziś w Polsce nie trzeba mieć wykształcenia, by wykonywać zawód terapeuty, co jest jeszcze innym problemem), nie akceptuje w pełni homoseksualności jako orientacji psychoseksualnej. Trudno mi znaleźć jakiekolwiek słowa komentarza.
Być może duże znaczenie w tym ma zwyczajnie niewydolny system opieki zdrowotnej, zostawiający luki w pomocy psychologicznej, które mogą wypełnić organizacje z agendą ideologiczną, co podkreśla Migacz: „Kościół udziela też miejsca na praktyki konwersyjne, zwykle w postaci sal przy świątyni. Wiele parafii zatrudnia także własnych psychologów. Skorzystanie z ich usług jest dla wielu okazją nie do pogardzenia ze względu na niski dostęp do państwowej pomocy psychologicznej” (s. 204). Niezwykle ciekawy fragment to opis wyprawy osoby autorskiej, pod pretekstem „problemów” ze swoją orientacją, do jednego z przykościelnych ośrodków oferujących pomoc psychologiczną. Pracująca tam psycholożka musi się upewnić, że stojąca przed nią osoba nie chce zaakceptować siebie: „Mówi, że gdybym chciała terapii w kierunku zaakceptowania orientacji homoseksualnej, nie mogłaby jej prowadzić. Sumienie i osobista znajomość z Karolem Wojtyłą nie pozwalają jej” (s. 106). Po przeczytaniu tych słów musiałem na chwilę odłożyć książkę.
Nie sposób przytoczyć tutaj wszystkich opowiedzianych w reportażu historii o doświadczeniach terapii konwersyjnych w trakcie indywidualnych sesji terapeutycznych. Łączy je zwyczajnie brak wiedzy i zła wola terapeutów. To tutaj również częściej swoimi doświadczeniami dzielą się kobiety nieheteroseksualne: „Być może właśnie dlatego niewiele mówi się o próbach zmiany orientacji u kobiet – ponieważ odbywają się one w cztery oczy” (s. 113). Często takie praktyki są o wiele bardziej niebezpieczne, bo mogą być subtelne, przez co trudniej je wyłapać nawet samym uczestniczkom. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń o terapeucie: „Wydawało mi się, że chce mi pomóc w zaakceptowaniu siebie, a on chciał mnie leczyć z bycia lesbą” (s. 135).
Trzecią część tematyczną stanowią rozdziały pisane w eseistycznym stylu, traktujące o historii postrzegania homoseksualności. W końcu, żeby zacząć „leczenie”, najpierw trzeba było uznać nieheteroseksualność za chorobę. Zatem cofamy się do dyskursu medycznego i Freuda w XIX wieku, następnie podróżujemy przez barwną Republikę Weimarską z zalążkami rzetelnych badań nad nienormatywnością, odkrywamy horror obozów koncentracyjnych i tamtejsze eksperymenty medyczne, a kończymy na powojennej emancypacji i procesie dekryminalizacji homoseksualności w świecie zachodnim, z miłym akcentem równości małżeńskiej w niektórych państwach. Są to zręcznie i przystępnie napisane skrócone dzieje historii queer, które warto sobie odświeżyć dla kontekstu. Niemniej zastanawiam się, czy dobrym pomysłem jest umieszczanie tych rozważań w zasadzie na końcu książki – czy nie byłby one lepszym wprowadzeniem?
Z recenzenckiego obowiązku muszę również zaznaczyć, że podejrzewam brak obecności silnej ręki redaktorskiej w procesie wydawniczym, co widać najmocniej właśnie w ostatnich rozdziałach. Kilkukrotnie miałem wrażenie, że czytam tę samą rzecz dwa razy, co, zgaduję, może być efektem łączenia pisanych osobno rozdziałów bez dopasowywania treści. Również korekta nie wyłapała wielu błędów interpunkcyjnych, a nawet i ortograficznych, jak na przykład powtarzający się „kościół rzymsko-katolicki” (zob. s. 179, s. 185, s. 203).
Z treści reportażu wynika, że powstawał w latach 2020-2023, zatem okresie dość trudnym dla społeczności LGBT+ w Polsce. Osoba autorska sama zaznacza, że wpłynęły na nią chociażby doświadczenia z 2020 – kampania prezydencka Andrzeja Dudy i znamienne słowa o tym, że osoby LGBT+ to nie ludzie, tylko ideologia (zob. s. 53). Mam więc wrażenie, że publikacja „Zmieńcie mnie!” jest nie tylko próbą udokumentowania krzywd, jakich doznają osoby nieheteronormatywne głównie w imię religijnej ideologii, ale i aktem oskarżenia. Lustrem, w którym powinniśmy się przejrzeć i zrozumieć, jak niektórzy desperacko chcą być „normalni”, bo są przerażeni życiem w świecie, który ich nie akceptuje. Nie bez powodu większość osób w grupach terapii konwersyjnych znajduje się w przedziale wiekowym 18-25 lat – zaczynają dorosłość i nie potrafią sobie z nią poradzić jako „odmieńcy”. Chciałbym wierzyć, że obecnie przeżywamy naszą „małą odwilż”, bo na horyzoncie majaczą ustawy o regulacji zawodu terapeuty czy o związkach partnerskich. Choć tak naprawdę nadziei wielkich nie mam. Niestety, rozwiązaniem terapii konwersyjnych byłaby tylko ustawa zakazująca tego rodzaju tortur.
LITERATURA:
Podgórska J. [2022]: „Była członkini Paschy, grupy, która chciała »leczyć« gejów: Wierzyłam, że pomagam”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2183622,1,byla-czlonkini-paschy-grupy-ktora-chciala-leczyc-gejow-wierzylam-ze-pomagam.read.
„Zmieńcie mnie!” to osobisty reportaż podzielony na piętnaście rozdziałów, które można ułożyć w trzy główne bloki tematyczne. W poprzedzającym je wstępie osoba autorska ustala parę rzeczy, które ułatwią prowadzenie wywodu. Po pierwsze i najważniejsze, jakiekolwiek praktyki dążące do zmiany orientacji psychoseksualnej są zupełnie nieskuteczne, bezcelowe, a do tego, według Międzynarodowej Rady Rehabilitacji Ofiar Tortur, stanowią właśnie formę tortur (zob. s. 7-8). Po drugie, praktyki konwersyjne na przestrzeni publikacji są rozumiane jako część „ruchu społecznego działającego na podstawie konkretnej ideologii. Ruch ten ma czołowych przedstawicieli wydających podręczniki i dających zagraniczne prelekcje” (s. 15). O jaką ideologię chodzi? Wskazówki dają nam dyskurs i użycie takich sformułowań jak „bojówki LGBT” czy „lobby LGBT” (zob. s. 19). To tradycja myślowa zawdzięczająca rozwój głównie instytucji Kościoła katolickiego.
Pierwszy blok tematyczny reportażu stanowią rozdziały o działalności polskich stowarzyszeń zajmujących się praktykami konwersyjnym, a dokładnie trzech największych z nich: lubelskiej grupy „Odwaga”, radomskiego ośrodka „Pomoc 2002” i działającej w wielu miastach „Paschy”. Wszystkie skupiają się na nieheteroseksualnych mężczyznach. Pierwsza wywodzi się bezpośrednio z o wiele szerszego ruchu „Światło-Życie”, potocznie nazywanego Oazą. Założycielką i przewodniczącą „Odwagi” od lat 90. do dziś jest Grażyna Tokaj. Już na przykładzie tego zgromadzenia możemy zobaczyć, że działalność takich organizacji jest owiana tajemnicą, a deklarowany cel może zaskoczyć, bowiem przedstawiciele „Odwagi” „przekonują, że nie dążą do zmiany orientacji seksualnej. Mimo to na oficjalnej stronie stowarzyszenia można przeczytać świadectwo mężczyzny, który czuje się uzdrowiony. Pisze, że czasem nie mógł patrzeć na własną żonę, tak go odrzucała jej kobiecość, ale wytrwał w małżeństwie i spłodził z nią dwójkę dzieci. »Jezus zwyciężył świat«, kończy świadectwo. »Alleluja!«” (s. 33). Dodatkowo, na jednym z nagrań, które ze spotkania grupy „terapeutycznej” wyniósł działający incognito dziennikarz „Newsweeka”, współpracujący z organizacją psycholog Krzysztof Kościołek „opowiada, czym jest homoseksualność: chorobą czy zaburzeniem. (…) Nawet jeśli coś nie jest ani jednym, ani drugim, to nie znaczy, że nie można tego leczyć” (s. 31). To znaczy, że niby nie leczymy, ale w sumie to leczymy, bo co nam szkodzi spróbować, prawda? Głównymi metodami są modlitwa i gra w piłkę nożną.
To dopiero początek. Z „Odwagi” bezpośrednio z inicjatywy założyciela Mirosława Chmury wyrosło stowarzyszenie „Pomoc 2002”. Grupa bazuje się na naukach „uzdrowionego” geja Richarda Cohena, który podkreślał znaczenie dotyku w procesie „leczenia”: „Główną metodę terapeutyczną stanowiło grupowe przytulanie miedzy uczestnikami. Innym sposobem było leżenie w łóżku z liderem. Z relacji świadków wynika, że prowadzący namawiał do rozbierania się przy nim” (s. 57-58). Oczywiście nagość to niezbędny element terapii, w końcu kluczowa teoria Cohena „opiera się na założeniu, że geje z reguły są niepewni swojej męskości i dlatego szukają jej u partnerów. Pokazanie genitaliów prowadzącemu, który zapewni, że długość penisa jest wystarczająca, ma więc pomóc w przezwyciężaniu kompleksów” (s. 66). Wrogiem numer jeden była masturbacja, nadzorowana i karana: „Niektórzy uczestnicy dostawali zadanie, żeby dzwonić do prowadzącego za każdym razem, kiedy mają ochotę na seks i opowiadać mu o tym. Za masturbację były też przewidziane kary pieniężne. W reportażu padły kwoty od 50 to 100 zł za każdy raz, kiedy nie uda się powstrzymać” (s. 58). Liderami grup często byli księża. W 2013 roku ukazał się reportaż o „Pomocy 2002” w programie Tomasza Sekielskiego „Po prostu”, co spowodowało szum medialny i krytykę wobec grupy. Niemniej, „Pomoc 2002” działa do dziś.
Trzecią grupę, „Paschę”, w 2013 roku założyli psycholożka Agnieszka Kozak i franciszkanin Wiktor Tokarski, zaproszeni wcześniej przez Chmurę do współpracy przy „Pomocy 2002”. Metody pracy w tej grupie na tyle ich oburzyły, że postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i prowadzić terapię w ramach „Paschy”. W organizacji „[k]ontakt fizyczny stracił na znaczeniu. Zyskały na nim rozmowy z psychologiem i sport” (s. 77). Cóż, najwidoczniej nie były to efektywne działania, bowiem „[n]awet o. Wiktor Tokarski, który uczestniczył w stworzeniu nowej grupy, ostatecznie okazał się wcale nie być uzdrowiony. Podobnie jak moi rozmówcy, po pewnym czasie odszedł. Porzucił też zakon i przerzucił się na coaching” (s. 86). Z tego, że prowadzi stronę internetową o adresie gaylifecoach.pl, wnioskuję, że mógł nie stosować się przykładnie do swoich nauk. Zresztą Kozak również odeszła z „Paschy” i obecnie buduje karierę jako psychoterapeutka i ekspertka od samoakceptacji (co podkreśla na swojej stronie internetowej). W wywiadzie do „Polityki” z 2022 roku, naciskana przez dziennikarkę, by wzięła odpowiedzialność za swoją działalność z czasów „Paschy”, odpowiedziała: „Wierzyłam w to, co robię, i wierzyłam, że pomagam. Taki był czas. Nigdy nie chciałam nikogo zranić, ale tym, którzy poczuli się zranieni, chcę dziś powiedzieć, że jest mi przykro, bo działałam w dobrej intencji zgodnie z wiedzą, którą posiadałam” (Podgórska 2022). Nie wiem, skąd można było wziąć w 2013 roku wiedzę o dobrym wpływie terapii konwersyjnych, ale najwidoczniej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie Kozak jest zatrudniona, można mieć inne wersje nauki. Przeprosiny nie padły ani razu w tym wywiadzie, dostaliśmy jedynie klasyczne „przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni”.
Terapie grupowe to tylko jedna strona medalu, do tego skupiająca się głównie na mężczyznach. Drugi blok tematyczny w „Zmieńcie mnie!” okazał się tym, co przeraziło mnie najbardziej. Bo jak już wspomniałem, spodziewałem się, że fanatycy religijni będą zachowywać się w dokładnie taki sposób i nic w tym zaskakującego. Wstrząsnęły za to mną słowa: „Próby zmiany orientacji pacjenta poza zorganizowanymi grupami nie są rzadkie. W ankiecie przeprowadzonej przez badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2015 r. terapeutki i terapeuci, którzy w pełni akceptują homoseksualność, to zaledwie połowa” (s. 103). Zaledwie połowa osób przeprowadzających terapię, zazwyczaj z wykształceniem psychologicznym (choć dziś w Polsce nie trzeba mieć wykształcenia, by wykonywać zawód terapeuty, co jest jeszcze innym problemem), nie akceptuje w pełni homoseksualności jako orientacji psychoseksualnej. Trudno mi znaleźć jakiekolwiek słowa komentarza.
Być może duże znaczenie w tym ma zwyczajnie niewydolny system opieki zdrowotnej, zostawiający luki w pomocy psychologicznej, które mogą wypełnić organizacje z agendą ideologiczną, co podkreśla Migacz: „Kościół udziela też miejsca na praktyki konwersyjne, zwykle w postaci sal przy świątyni. Wiele parafii zatrudnia także własnych psychologów. Skorzystanie z ich usług jest dla wielu okazją nie do pogardzenia ze względu na niski dostęp do państwowej pomocy psychologicznej” (s. 204). Niezwykle ciekawy fragment to opis wyprawy osoby autorskiej, pod pretekstem „problemów” ze swoją orientacją, do jednego z przykościelnych ośrodków oferujących pomoc psychologiczną. Pracująca tam psycholożka musi się upewnić, że stojąca przed nią osoba nie chce zaakceptować siebie: „Mówi, że gdybym chciała terapii w kierunku zaakceptowania orientacji homoseksualnej, nie mogłaby jej prowadzić. Sumienie i osobista znajomość z Karolem Wojtyłą nie pozwalają jej” (s. 106). Po przeczytaniu tych słów musiałem na chwilę odłożyć książkę.
Nie sposób przytoczyć tutaj wszystkich opowiedzianych w reportażu historii o doświadczeniach terapii konwersyjnych w trakcie indywidualnych sesji terapeutycznych. Łączy je zwyczajnie brak wiedzy i zła wola terapeutów. To tutaj również częściej swoimi doświadczeniami dzielą się kobiety nieheteroseksualne: „Być może właśnie dlatego niewiele mówi się o próbach zmiany orientacji u kobiet – ponieważ odbywają się one w cztery oczy” (s. 113). Często takie praktyki są o wiele bardziej niebezpieczne, bo mogą być subtelne, przez co trudniej je wyłapać nawet samym uczestniczkom. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń o terapeucie: „Wydawało mi się, że chce mi pomóc w zaakceptowaniu siebie, a on chciał mnie leczyć z bycia lesbą” (s. 135).
Trzecią część tematyczną stanowią rozdziały pisane w eseistycznym stylu, traktujące o historii postrzegania homoseksualności. W końcu, żeby zacząć „leczenie”, najpierw trzeba było uznać nieheteroseksualność za chorobę. Zatem cofamy się do dyskursu medycznego i Freuda w XIX wieku, następnie podróżujemy przez barwną Republikę Weimarską z zalążkami rzetelnych badań nad nienormatywnością, odkrywamy horror obozów koncentracyjnych i tamtejsze eksperymenty medyczne, a kończymy na powojennej emancypacji i procesie dekryminalizacji homoseksualności w świecie zachodnim, z miłym akcentem równości małżeńskiej w niektórych państwach. Są to zręcznie i przystępnie napisane skrócone dzieje historii queer, które warto sobie odświeżyć dla kontekstu. Niemniej zastanawiam się, czy dobrym pomysłem jest umieszczanie tych rozważań w zasadzie na końcu książki – czy nie byłby one lepszym wprowadzeniem?
Z recenzenckiego obowiązku muszę również zaznaczyć, że podejrzewam brak obecności silnej ręki redaktorskiej w procesie wydawniczym, co widać najmocniej właśnie w ostatnich rozdziałach. Kilkukrotnie miałem wrażenie, że czytam tę samą rzecz dwa razy, co, zgaduję, może być efektem łączenia pisanych osobno rozdziałów bez dopasowywania treści. Również korekta nie wyłapała wielu błędów interpunkcyjnych, a nawet i ortograficznych, jak na przykład powtarzający się „kościół rzymsko-katolicki” (zob. s. 179, s. 185, s. 203).
Z treści reportażu wynika, że powstawał w latach 2020-2023, zatem okresie dość trudnym dla społeczności LGBT+ w Polsce. Osoba autorska sama zaznacza, że wpłynęły na nią chociażby doświadczenia z 2020 – kampania prezydencka Andrzeja Dudy i znamienne słowa o tym, że osoby LGBT+ to nie ludzie, tylko ideologia (zob. s. 53). Mam więc wrażenie, że publikacja „Zmieńcie mnie!” jest nie tylko próbą udokumentowania krzywd, jakich doznają osoby nieheteronormatywne głównie w imię religijnej ideologii, ale i aktem oskarżenia. Lustrem, w którym powinniśmy się przejrzeć i zrozumieć, jak niektórzy desperacko chcą być „normalni”, bo są przerażeni życiem w świecie, który ich nie akceptuje. Nie bez powodu większość osób w grupach terapii konwersyjnych znajduje się w przedziale wiekowym 18-25 lat – zaczynają dorosłość i nie potrafią sobie z nią poradzić jako „odmieńcy”. Chciałbym wierzyć, że obecnie przeżywamy naszą „małą odwilż”, bo na horyzoncie majaczą ustawy o regulacji zawodu terapeuty czy o związkach partnerskich. Choć tak naprawdę nadziei wielkich nie mam. Niestety, rozwiązaniem terapii konwersyjnych byłaby tylko ustawa zakazująca tego rodzaju tortur.
LITERATURA:
Podgórska J. [2022]: „Była członkini Paschy, grupy, która chciała »leczyć« gejów: Wierzyłam, że pomagam”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2183622,1,byla-czlonkini-paschy-grupy-ktora-chciala-leczyc-gejow-wierzylam-ze-pomagam.read.
Milo Migacz: „Zmieńcie mnie! Konwersja po polsku”. Instytut Wydawniczy Książka i Prasa. Warszawa 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

