ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (514) / 2025

Marcin Cielecki,

BOROWSKI ŻEGNA TADEUSZA (MARTA BYCZKOWSKA-NOWAK: 'NIEOCALONY. TADEUSZ BOROWSKI. BIOGRAFIA')

A A A
Tadeusza Borowskiego zna przecież każdy. Dwa najszybsze skojarzenia: to ten od opowiadań „Proszę państwa do gazu” i „Pożegnania z Marią” czytanych w szkole średniej i ten, który kilka lat po wyjściu z Auschwitz kończy życie, wybierając śmierć samobójczą. Genialny pisarz i niezrozumiała śmierć – tyle wiadomo ze szkolnej ławy. Marta Byczkowska-Nowak przekonuje, że niewiele wiedzieliśmy o Borowskim. Jego rodzinie, zachłanności życia sąsiadującej na równi z uporczywie powracającymi myślami samobójczymi, wreszcie o miłości dzielonej do Marii i literatury. To oznacza, że nie ma jednego Borowskiego, jednowymiarowego, on jest przynajmniej podwójny. A dokładnie, jak przedstawia autorka, potrójny: oto Tadzio, zaraz obok niego Tadek, a tam dalej stoi Tadeusz.

Przemilczany życiorys

Potrójna perspektywa widzenia Borowskiego pozwala Marcie Byczkowskiej-Nowak przedstawić biografię świeżą, odkrywczą i zaskakująco współczesną. „Nieocalony” znacznie wykracza poza przyjęte na ogół dualistyczne postrzeganie autora „Pożegnania z Marią”. Najczęściej Borowski oceniany jest z tych dwóch punktów, gdzie jednym jest jego pobyt w obozie koncentracyjnym, a drugim zachłyśnięcie się komunizmem zakończone decyzją o samobójstwie. Dopiero teraz, po lekturze „Nieocalonego”, dociera to zawężone spojrzenie, które mieliśmy. Uratowane życie zza drutów kolczastych i śmierć przez odkręcenie gazu w mieszkaniu – to wszystko? Jasne, że pomiędzy jednym a drugim rozpościera się literatura. Ale przecież jest jeszcze cała młodość, szkoła, przyjaciele, ba!, całe życie właśnie.

Byczkowska-Nowak ukazuje nie tylko młodego pisarza rzuconego w rozgrywkę między jednym totalitaryzmem a drugim, a przede wszystkim Borowskiego jako Borowskiego właśnie. I jaki jest ten Borowski, wolny od drutów i czerwonego sztandaru? Zaskakująco żywotny, mający swoje marzenia i plany – pisanie wierszy, studiowanie polonistyki albo filozofii – otoczony gwarną grupą przyjaciół. Zakochany. Zwykły chłopak, jak każdy. Ale też doświadczony przez historię od najmłodszych lat. Dzieciństwo w Żytomierzu jest beztroskie tylko na krótki czas: najpierw ojciec zostanie osadzony w gułagu w odległej Karelii, później matka w gułagu nad Jenisejem. Tadeusz pozostanie sam ze starszym bratem Juliuszem. Jeśli rozpiąć te fakty na linii chronologicznej, będzie wyglądało to tak: aresztowanie ojca w 1926 roku, matki w 1930. Tadeusz ma wtedy, odpowiednio, cztery lata i osiem. Po latach wyzna: „Na dobry ład, nigdy nie miałem życia rodzinnego, bo albo Ojciec siedział pod Murmańskiem, albo Matka była na Syberii, albo ja byłem w internacie, na prywatce czy w obozie”. Jeśli wczytamy się dokładnie w to, co jest tu napisane, a jeszcze bardziej w to, co nie jest tu wspomniane, dostrzeżemy rzeczy, którymi trudno chwalić się w życiorysie. Swoista bezdomność – pomieszkiwanie u ciotki, później w wynajmowanych pokojach (czyli „na prywatce”) – sprawia, że życie rodzinne to egzotyka. Ojciec zostaje zwolniony dopiero w 1932 roku, matka w 1934. Szybko zostaje doświadczony Borowski i nie zapisuje tego, co współczesna psychologia, ale też i większa empatia, dostrzega: ciągnący się nieustannie strach, poczucie obcości wobec rodziców, nie zawsze zrozumiałe zachowania ojca i matki, którzy swoje przeżyli na nieludzkiej ziemi. O matce napisze tylko tyle, że to „trudny charakter”. I więcej w konwenansach przedwojennej Warszawy pisać nie wypadało. W starszym bracie Juliuszu kilkuletnie doświadczenie odłoży się w postaci schizofrenii. Za wcześnie Borowski zostaje osadzony w roli nieprzystającej: dorosłego, opiekuna brata, rozjemcy między rodzicami.

Jak się żyje z takim za ciężkim bagażem? Żyje się, po prostu. Żyje się trochę milcząco, ale też trochę przesadnie. Zachłannie, jakby chciało się nadrobić stracony czas. I takim właśnie zapamiętają go znajomi z lat licealnych i tajnego nauczania w trakcie okupacji: błyskotliwy umysł, nienasycony głód książek, dyskusyjny szermierz. Jeśli pełni się zbyt wiele ról – tak narzuconych, jak i wybranych – żyje się w sposób zwielokrotniały. Tadeusz Konwicki opisywał go słowami: „Kochał ludzi. Tę miłość wyczuwaliśmy z jego książek i artykułów, z jego oczu i słów”. Czesław Miłosz kreślił zgoła inny portret: „Partia odkryła, że jest w nim rzadki i cenny skarb: prawdziwa nienawiść. (…) Nienawiść, jaka w nim istniała, można przyrównać do burzliwej rzeki, niszczącej wszystko po drodze”. Jeden człowiek, wiele twarzy, a każda z jego dowodem tożsamości. I dopiero po lekturze „Nieocalonego” staje się jasne, że jeśli żyje się w sposób zwielokrotniały, to i umiera się więcej niż raz.

Autor i jego bohater

W miesiącu, w którym miał wziąć ślub z ukochaną Marią, trafia do obozu Auschwitz. Na bazie tych przeżyć powstaną opowiadania oświęcimskie, arcydzieło literatury, które postawić należy obok utworów takich pisarzy jak Primo Levi, Jean Amery, Imre Kertesz. To, że nie jest to tak oczywiste dla świata, złożyć należy na karb żelaznej kurtyny. Odczytywany po latach Borowski zaskakuje: to, co napisali wcześniej wymienieni kilka, kilkanaście lat po przeżyciu obozów koncentracyjnych, on napisał niemal na drugi dzień po wyzwoleniu. Jean Amery publikuje „Poza winą i karą. Próby przełamania podjęte przez złamanego” w 1966 roku, Imre Kertesz wydaje „Los utracony” w 1975 roku. Jedynie „Czy to jest człowiek” Primo Leviego ukazuje się w tym samym czasie, co „Pożegnanie z Marią”, ale Borowski nie zdążył jej przeczytać. Zresztą: nie zdążyła ich przeczytać także Polska, gdyż Levi przetłumaczony został dopiero w 1978, Amery w 2007, a Kertesz w 2002. Ta wyliczanka nie służy temu, by stwierdzić, że kto pierwszy, ten lepszy, a pokazać jedynie, że Polska czytała doświadczenia obozowe w jeden sposób. W ten, do którego Borowski nie pasował. Marta Byczkowska-Nowak pisze bardzo ważne zdania na temat opowiadań obozowych: „Naszymi oczami jest zawsze Tadek – vorarbeiter w »Dniu na Harmenzach«, fleger w »U nas, w Auschwitzu«, dachdeker w »Ludziach, którzy szli«, prominent obozowy rozładowujący transporty w »Proszę państwa do gazu«, „stary numer” w »Śmierci powstańca«”. Borowski zdaje się być w każdym z kręgów obozowego piekła. Nigdzie jednak nie przedstawia perspektywy jeszcze jednej, tej, która była na krawędzi zmysłów – ogarniętego jedynie żądzą głodującego „muzułmana”. Ten brak u autora, który zdaje się być wszędzie i wszystko widzieć, jest wielce mówiący. Że nie sposób opisać takiego głodu? A może że nigdy nie doszedł tego kręgu? Każda z odpowiedzi będzie prowadziła do zupełnie innego pytania: czy Tadzio z lat młodzieńczych to ten sam Tadek z literatury obozowej? Autorka biografii przecina prowadzącą donikąd dyskusję i stwierdza, że nic nie wskazuje na to, aby należało idealnie utożsamić narratora Tadka z samym Tadeuszem Borowskim. „Reportażowo-wspomnieniowy cykl jest utworem literackim i niewątpliwie należy go czytać właśnie jako taki”, pisze. I doprecyzowuje, stwierdzając, że popełniliśmy błąd utożsamiając bohatera z narratorem. Nie ułatwił tego też sam Borowski: tak silna jest jego twórczość, że utożsamienie powstaje w sposób naturalny. A on nigdy nie powiedział wprost, że Tadek z Auschwitz to nie Tadeusz Borowski. Dla niego to było oczywiste, dla czytelników oszołomionych jego literaturą, oszołomionych powojennym światem, już nie.

Prywatny ciężar wieku

Jak to możliwe, że człowiek doświadczony od najmłodszych lat komunizmem sam świadomie staje się trybunem czerwonego sztandaru? Borowski jest pełen sprzeczności. Chciałoby się dodać, że jak każdy z nas, ale to nie jest takie proste. „Nieocalony” niesamowicie zyskuje dzięki temu, że Marta Byczkowska-Nowak stara się spojrzeć na swojego bohatera w sposób nowoczesny. Z jednej strony pomocny jest zabieg, aby wyodrębnić z Borowskiego jego etapy życia: nastolatka Tadzia, pełnoletniego Tadka i szanowanego już Tadeusza. Nastolatek Tadzio jest tym, który w oficjalnych biografiach autora „Proszę państwa do gazu” był zawsze pomijany, jakby nieistotny. Teraz autorka, prowadząc z nim swoiste rozmowy, pyta: jak ty to widzisz? Nastolatek Tadzio jest wiecznie młody, jest wreszcie nastolatkiem także dzisiaj (ach, cudny jest ten zabieg literacki!), zatem wyciąga z ucha słuchawki, biegnie na korepetycje albo siedzi przy komputerze i mruczy pod nosem: nie obchodzą mnie wasze sprawy, chcę żyć własnym życiem. Czy Borowski żył własnym życiem? Raczej nie, rzeczywistość poobozowa szybko ubrała go w pasiak nowej rzeczywistości. Decyzje należało podejmować błyskawicznie: emigracja czy kraj, Warszawa czy Łódź, przebywająca poza granicami ukochana Maria czy ojczyzna nie do końca taka, jak być powinna, ale zawsze to ojczyzna-polszczyzna? Decyduj, określaj się, definiuj. Autorka „Nieocalonego” prowadzi czytelnika z dużą empatią dla Borowskiego, a jedno z najcelniejszych zdań brzmi: „ocalał z sowieckiego terroru, z okupowanej Warszawy, z nazistowskiego obozu zagłady, ale nie zdołał ocaleć z XX wieku”.

Ten prywatny ciężar XX wieku udało się Marcie Byczkowskiej-Nowak wydobyć z licznych przemilczeń. Tadeusz Borowski we wspomnieniach jest nieustannie inny: raz się śmieje, raz ponuro milczy, dyskutuje ze wszystkimi, by unikać ludzi, jest tytanem pracy i przeżywa okresy niemocy twórczej… Ale także to: chce żyć i chce umrzeć. Można określić jego postawę jako zabawę w chowanego ze śmiercią. Tak właśnie żyli, jakby połowicznie, jakby na próbę, ocaleni z obozów koncentracyjnych, których trapiło poczucie winy, że im się udało, a innym nie. Dziś rozumiemy to tym bardziej, im więcej ocalonych opowiada o swoich dramatycznych przeżyciach. Charlotte Delbo gorzko pisała o ocalonych takich jak ona: „Żaden z nas nie powróci. Żaden z nas nie powinien był powrócić” („Żaden z nas nie powróci”). Tę przerażająco refreniczność słów pisarki pozwala nam zrozumieć dopiero drugie oraz trzecie pokolenie ocalonych (dzieci byłych więźniów, a także ich wnuki). Żyjąc z przeżywcami, jak genialnie określa ocalonych Agnieszką Dauksza w książce „Klub Auschwitz i inne kluby”, pozwalają poprzez specyficzne zachowania swoich najbliższych (trzymanie jedzenia w nadmiarze albo zawsze pod rękę, reakcje na język niemiecki, muzykę i wiele, doprawdy wiele innych) jedynie nieco zerknąć do zamkniętego świata, do którego nikt poza nimi nie ma dostępu. Współcześnie rozumiemy też bardziej, że samobójstwo to nie jeden akt, lecz cały proces. Trwa on latami, a ostateczna decyzja poprzedzana jest na zmianę zarówno nieudolnymi próbami, jak i wielkim apetytem życia. Borowski umierał wielokrotnie, co Marta Byczkowska-Nowak pieczołowicie dokumentuje. Noc z 1 na 2 lipca 1951 roku wydarzyła się nie raz jeden; w pewnym sensie powtarzała się cyklicznie. Nad tą nocą, chciałoby się powiedzieć, słońce wschodziło nie do końca prawdziwie. Czy zatem „Nieocalany” to biografia odczytująca swojego bohatera jedynie poprzez współczesną wiedzę z szerokiego zakresu suicydologii? Nawet jeśli, to jest już dużo, bowiem pozwala ujrzeć Borowskiego takiego jakim był poza ścianami liter. Byczkowska-Nowak oferuje czytelnikowi jednak coś więcej niż psychologiczny namysł. Przecież to Borowski; kim byłby bez swojego pisania, które jest wydane na nasze oceny? Nie brakuje w tej biografii mocnych stwierdzeń, ciekawych interpretacji. Nie sposób tu wszystkiego streścić, zatem niech wystarczy jedynie ten fragment: „Profesor [Tadeusz] Drewnowski uczynił niewątpliwie najwięcej dla recepcji pisarza po jego śmierci. Spraw Borowskiego zaliczał wprost do swoich »prywatnych obowiązków« w literaturze. Był wytrwałym badaczem jego życia i twórczości, jego konsekwentnym obrońcą przed licznymi atakami, edytorem dzieł zebranych, wreszcie autorem biografii. Trudno nam dziś jednak nie zauważyć, że i na tę narrację wpłynęły tendencje epoki”. Marta Byczkowska-Nowak podarowała czytelnikom nie tylko wolną od politycznych uwikłań biografią Tadeusza Borowskiego, ale także dodała istotny przypis do naszych neurotycznych czasów. Jednocześnie pokazała, że Borowski po Borowskim jest wciąż przed nami.
Marta Byczkowska-Nowak, „Nieocalony. Tadeusz Borowski. Biografia”. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Kraków 2025.