ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 maja 10 (514) / 2025

Maja Turak,

'CHŁOPACY', CZYLI DYSKURS O MĘSKOŚCI ('CHŁOPACY', REŻ. KRZYSZTOF ZYGUCKI)

A A A
Już jakiś czas temu w Teatrze Śląskim w Katowicach odbyła się premiera spektaklu „Chłopacy” w reżyserii Krzysztofa Zyguckiego, laureata pierwszej edycji projektu WyspianKiss. Nagrodą w tym konkursie jest możliwość realizacji zwycięskiego scenariusza na scenie katowickiego teatru. Debiut młodego twórcy był dla wielu widzów dużą niespodzianką i wypadł naprawdę dobrze. Oczywiście w procesie tworzenia tej sztuki uczestniczyło wielu wybitnych artystów, których praca złożyła się na sukces przedstawienia: dramaturżka Eugenia Balakireva, choreografka Magdalena Kawecka czy Joanna Szczęsnowicz, która była odpowiedzialna za oprawę muzyczną całego przedsięwzięcia. Praca aktorów jest równie ważnym aspektem całego spektaklu, ale o tym wszystkim napiszę trochę później.

Tematem przewodnim spektaklu jest „męskość”. W tym kontekście warto zatrzymać się przy samym tytule, który na pierwszy rzut oka wydaje się błędną formą zapisu liczby mnogiej od wyrazu „chłopak”. Jak podają słowniki, ta forma jest jednak prawidłowa, a po prostu rzadko używana. Wyniki moich poszukiwań wzbudziły we mnie delikatną wesołość, ponieważ na co dzień robimy tak samo: wrzucamy nasze przekonania i opinie na dany temat w pewne ramy, z których później trudno nam wyjść. Pomyślałam, że ta koincydencja doskonale pasuje do omawianego przeze mnie spektaklu. Dyskurs o męskości pełny jest bowiem gotowych scenariuszy i podpowiedzi dotyczących tego, jak powinna wyglądać miłość i jak mężczyźni powinni kochać. A czy tylko o to w życiu chodzi? Żeby się dopasować i żyć tak, jak oczekują tego inni?

Spektakl Krzysztofa Zyguckiego jest bardzo prosty w swej formie. Świat przedstawiony zostaje zbudowany za pomocą kilku narzędzi. Na scenie nie zobaczymy spektakularnej scenografii, widowiskowej pracy światła czy niesamowitych efektów specjalnych. Wszystkie środki wyrazu sprowadzone zostały do absolutnego minimum, tak aby widz mógł skupić się na słowie, pracy aktora i przede wszystkim na symbolicznym przekazie wydarzeń i miejsc. Sztuka opiera się na powieści „Młody Mungo” Douglasa Stuarta, której treść jest bardzo mroczna, brutalna i pełna przemocy. Jej akcja rozgrywa się w Glasgow na przełomie lat 80 i 90 XX wieku. Reżyser wraz z dramaturżką podejmują ciekawą pracę z tekstem – mimo ciężkiego bagażu emocjonalnego, który niosą z sobą niosą niektóre fragmenty fabuły, udaje im się wprowadzić atmosferę empatycznego spokoju. Efekt ten uzyskują dzięki scenom o charakterze wręcz idyllicznym, jak piękne obrazy bliskości i czułości między dwoma chłopakami. Skupiono się na psychologii kreowanych postaci, przedstawieniu konfliktów wewnętrznych bohaterów, obnażając przy tym pewne zachowania oraz stan ówczesnego społeczeństwa szkockiego, które szczerze mówiąc – w niektórych aspektach – niewiele różni się od naszego własnego, współczesnego podwórka.

Jak już wcześniej wspominałam, scenografia i przestrzeń wokół są traktowane symbolicznie, dlatego najważniejsze są tu słowa, ruch oraz gesty. Jan Jakubik w roli Jamesa oraz Paweł Kruszelnicki w roli Munga subtelnie wprowadzają nas w historię miłości, która poniekąd rodzi się na naszych oczach. Pomiędzy aktorami “czuć chemię”, co dodaje lekkości oraz autentyzmu ich grze aktorskiej. Nie można też nie wspomnieć o wspaniałej Annie Kadulskiej, która zagrała w spektaklu wszystkie role kobiece. Każda z jej bohaterek ma inny charakter, inną przeszłość, opowiada inną historię, jednak tym, co je łączy jest poczucie beznadziejności i niemej niezgody na to, w jaki sposób potoczyło się ich życie (oczywiście w tym zestawieniu pomijam postać Margaret Thatcher). Coś hipnotyzującego i niepokojąco prawdziwego było w stworzonym, ba, mistrzowsko wykreowanym, nastroju rozpaczy, w którym każdy z bohaterów i każda z bohaterek stara się znaleźć nutę światła i chwilowej radości.

W spektaklu pojawiła się także “gejowska sielanka” (na podstawie „Pięknego pasterza” Jacquesa de Fontany'ego), którą trudno logicznie wpisać w ciąg przyczynowo-skutkowy opowiadanej historii. Ta, nieco przypadkowa część przedstawienia, przypomina mi Czechowa i jego sztukę “Niedźwiedź” – tam też wszystko dzieje się na raz i nikt nie byłby zaskoczony, gdyby nagle po scenie przeszedł prawdziwy niedźwiedź. Kiedy w „Chłopakach” na scenę wpełzają Satyrzy, zagrażający pasterzom, dwójka kochanków broni się przed nimi brokatem, rzucając nim w ich twarze. Myślę, że jest to wspaniała, współczesna alternatywa, by swoim wrogom i oprawcom, zamiast używania pięści, rzucić brokatem prosto w oczy. Następnie w przestrzeń widowiska wchodzi Margaret Thatcher ze słowami “Pif paf, trup gęsto się ściele”, zabijając oprawców Munga, bo przecież każdy z nas wie, że jeśli chcemy, żeby coś zostało porządnie zrobione, to trzeba wysłać tam kobietę. Niektórzy twierdzą, że ta część dzieła Zyguckiego jest najsłabsza, niepasująca i najmniej potrzebna. Ja uważam, że ten fragment był idealną odskocznią od przytłaczających i trudnych sekwencji spektaklu. Aktorzy bardzo dobrze się bawili w trakcie odgrywania sielankowych motywów, ponieważ reżyser zostawił im sporą dozę wolności, co do sposobu gry, a publiczność mogła na chwilę odetchnąć i nawet się pośmiać.

„Chłopacy” to spektakl, który porusza – w sposób przemyślany, a jednocześnie odważny stawia pytania o tożsamość, miłość, sens przemocy i granice społecznych oczekiwań. Zygucki (wraz z zespołem Teatru Śląskiego) nie tylko udowodnił, że debiut może być dojrzały i wyważony, ale także pokazał, że teatr może być przestrzenią intymności, szczerej rozmowy, a także absurdu i pewnej groteskowości. Jeśli takie mają być efekty projektu WyspianKiss to z niecierpliwością będę czekać i wypatrywać kolejnych spektakli zrealizowanych pod szyldem tej inicjatywy.
Eugenia Balakireva: „Chłopacy”. Reżyseria: Krzysztof Zygucki. Tekst i dramaturgia: Eugenia Balakireva. Choreografia: Magdalena Kawecka. Muzyka: Joanna Szczęsnowicz. Scenografia, kostiumy i reżyseria świateł: Jerzy Basiura. Premiera: Teatr Śląski w Katowicach, 14.03.2025.

Fot. Przemysław Jendroska.