LAND OF CONFUSION (FRANK CAPPA)
A
A
A
„Mój tata pochodził z Niemiec, a mama – z Andaluzji. Dorastałem i uczyłem się w Barcelonie pod czujnym okiem zagorzałego protestanta i żarliwej katoliczki. Przyszedłem na świat pośród zgliszczy jednej bezsensownej wojny światowej, jako dziecko widziałem wojnę domową, a zaraz potem dostąpiłem zaszczytu podziwiania kolejnej wyniszczającej wojny światowej, równie bezsensownej jak pierwsza. Ponieważ nasza planeta nie znosi nudy, moja generacja zetknęła się z kolejnymi konfliktami: w Indochinach, Korei, Izraelu, Berlinie, Budapeszcie, Pradze, Wietnamie, Biafrze, Pakistanie (…). W skrócie: stałem się sceptyczny, przestałem w cokolwiek wierzyć, za to zacząłem czuć. Według mnie ojczyzny nie istnieją, istnieją pejzaże; nie ma grup, są indywidualności” (s. 361).
Powyższa refleksja Manfreda Sommera (1933-2007) – hiszpańskiego scenarzysty i rysownika komiksowego, malarza, ilustratora oraz twórcy filmów animowanych – stanowi jeden z dodatków wzbogacających kompletne wydanie przygód dziennikarza i fotoreportera wojennego, inspirowanego postacią węgierskiego fotoreportera, Roberta Capy (1913-1954). Dla Sommera Frank Cappa staje się medium autorskiej refleksji nad naturą człowieka testowaną zarówno w sytuacjach codziennych, jak i skrajnych. Pełniący obowiązki narratora, zawsze trzymający się swoich zasad protagonista (o obliczu będącym wypadkową fizjonomii Roberta Redforda i Charltona Hestona) nie jest biernym obserwatorem, lecz doświadczonym, empatycznym świadkiem, starającym się poznać i zrozumieć racje wszystkich stron danego konfliktu. Przy czym Cappa nie ma złudzeń co do obosieczności miecza wszelkich rewolucji.
Ukazujący się pod szyldem Lost In Time, liczący 368 stron wolumin pozwala prześledzić burzliwe losy tytułowego bohatera, który debiutował w 1981 roku na łamach magazynu „Cimoc”, goszcząc także w takich pismach jak „Sunday”, „Heavy Metal”, „L’Eternauta” czy „KO Comics”. Pierwszy segment rzeczonego tomu poświęcony został afrykańskim wojażom korespondenta (utrzymanych w czarno-białej tonacji oraz zilustrowanych w realistyczny, dbający o szczegóły sposób) udowadniającego, że wojna zmienia człowieka, wydobywając z niego wszystko to, do czego jest zdolny: tak w pozytywnym, jak i negatywnym aspekcie.
Spotkanie narratora z „Ostatnim Afrykaninem” – czyli dezerterem gotowym na wszystko, by ocalić rodzinną wioskę – staje się intrygującym przyczynkiem do rozważań na temat zależności miejsce–tożsamość. Hasło „Nie traćmy głowy” pełni dość przewrotną rolę w kolejnym epizodzie, w którym światopoglądowe różnice dzielące Cappę oraz starszego sierżanta Barretta zdecydowanie wykraczają poza sferę cywilizowanej dysputy. Natomiast utrzymana w retrospektywnej formule opowieść o „Ofiarach i bohaterach” – w której kluczową rolę odgrywa osiemnastoletni bratanek majora, Robert Maubec – przypomina, że w wojnie nie ma zwycięzców: każdy na swój sposób przegrywa.
Segment poświęcony brazylijskim (i w dodatku – pełnokolorowym) perypetiom protagonisty otwiera oniryczny, przywołujący echa realizmu magicznego epizod „Jangada”. Tym razem Frankowi przypada w udziale rola turysty, ale i reportera przygotowującego materiał o zwyczajach mieszkańców Bahii. Wizualny reżym (po sześć kadrów na stronę) tu i ówdzie zaburzany jest za sprawą panoramicznych paneli, natomiast w aspekcie fabularnym mamy do czynienia z przypowiastką o odwiecznym cyklu życia. Chwilę potem udamy się do Rio De Janeiro, gdzie podczas „Karnawału” Cappa poznaje niedoszłą samobójczynię, Teresę. Smutna, kameralna, melodramatyczna i melancholijna historia zapowiada „Polowanie”, które rozgrywa się w sercu amazońskiej dżungli. Sommer od razu wrzuca nas w sam środek akcji: narrator ucieka bowiem przed przedstawicielem ludożerczego plemienia, wychodząc jednak z konfrontacji z wojownikiem obronną ręką. Ale to dopiero początek – wszak łowami na człowieka zainteresowany jest także biały myśliwy o czarnym sercu, Shaphiro, któremu Cappa nieoczekiwanie wchodzi w paradę.
Segment zatytułowany „Welcome” to powrót do czarno-białej poetyki: tytułowy utwór zabiera nas do kanadyjskiego miasteczka Utopia, gdzie mieszkają adopcyjni rodzice bohatera, odkrywającego podczas tej okolicznościowej wizyty kilka faktów na temat swoich korzeni. Po ciepłym powitaniu przychodzi jednak pora na to, by protagonista usłyszał wymowne „Goodbye” ze strony dawnych znajomych, wśród których (wedle wszelkich przesłanek) czai się morderca. Ten wzbogacony o wątki kryminalne komiksowy dyptyk zapowiada czterostronicową, dość surową w formie podróż do „Miasta trzech tysięcy rozkoszy”, czyli osadzoną w hongkońskich realiach historię poruszającą temat dziecięcej prostytucji.
Z kolei poświęcony rewolucji Sandinistów epizod „Somoza i Gomora” przenosi nas do Nikaragui A.D. 1979, gdzie Cappa dokumentuje codzienność bojowników dowodzonych przez comandante Alfonsa Noriegę. Dosadny język, jak również swobodna kompozycja kadrów oraz ilustracji wymykających się ograniczeniom ramek to mocne akcenty tego komiksu (pod względem metrażu – jednego z najdłuższych w omawianym zbiorze), będącego gorzkim rozrachunkiem z dyktaturą Somozy. Nikaraguańska dżungla to także miejsce, w którym rozgrywa się akcja „Rekina słodkowodnego”: barwnej (również ze względu na obecność koloru), dość przewrotnej opowieści o donosicielu, który ma zostać zastrzelony na rozkaz Noriegi. Cały wic polega jednak na tym, że planowana egzekucja okazuje się jednym z bardziej zaskakujących doświadczeń w życiu zarówno Franka, jak i towarzyszącej mu reporterki, Samanthy Flagg.
Wykorzystujący bogatą paletę barw dyptyk „Viet-Song” dokumentuje pobyt narratora w Nowym Orleanie, gdzie u boku dawnej znajomej, Ginger Astaire, wspomina bolesne doświadczenia związane z pobytem w Wietnamie. Zadając sobie pytanie: „Co ja tu, do cholery, robię?”, Cappa przywołuje wspomnienie Jacka Weldona: zgorzkniałego korespondenta wojennego (o aparycji Orsona Wellesa) i swojego dawnego mentora w jednej osobie. Z kolei, również utrzymany w retrospektywnym tonie, „Szpieg i zdrajca” okazuje się wzruszającą opowieścią o poświęceniu, której akcja rozgrywa się w obozie jenieckim w Północnym Wietnamie.
Wyprawa do „Żółtego kraju”, czyli Afganistanu, stanowi punkt wyjścia dla czarno-białej, niedokończonej w warstwie wizualnej (ostatnia strona to de facto scenopis) historii ukazującej obcy kulturowo świat, podczas gdy sześciostronicowy, nasycony szarością, pozbawiony słownego komentarza komiks „Tamtego dnia w Barcelonie” jest równie przejmującym, co symbolicznym pożegnaniem z protagonistą.
Teksty Carlosa Giméneza oraz Eduarda Martíneza-Pinny; okraszone fotografiami z rodzinnego albumu wspomnienia córki artysty, Maríi Sommer Gandarias, a do tego szkice, reprodukcje okładek oraz ozdobiony kolorowymi ilustracjami wyimek z dziennika korespondenta: dodatki zgromadzone w recenzowanym albumie rzucają nie tylko więcej światła na wydawnicze losy Franka Cappy, ale i na samego Manfreda Sommera – twórcę ze wszech miar nietuzinkowego. Polecam!
Powyższa refleksja Manfreda Sommera (1933-2007) – hiszpańskiego scenarzysty i rysownika komiksowego, malarza, ilustratora oraz twórcy filmów animowanych – stanowi jeden z dodatków wzbogacających kompletne wydanie przygód dziennikarza i fotoreportera wojennego, inspirowanego postacią węgierskiego fotoreportera, Roberta Capy (1913-1954). Dla Sommera Frank Cappa staje się medium autorskiej refleksji nad naturą człowieka testowaną zarówno w sytuacjach codziennych, jak i skrajnych. Pełniący obowiązki narratora, zawsze trzymający się swoich zasad protagonista (o obliczu będącym wypadkową fizjonomii Roberta Redforda i Charltona Hestona) nie jest biernym obserwatorem, lecz doświadczonym, empatycznym świadkiem, starającym się poznać i zrozumieć racje wszystkich stron danego konfliktu. Przy czym Cappa nie ma złudzeń co do obosieczności miecza wszelkich rewolucji.
Ukazujący się pod szyldem Lost In Time, liczący 368 stron wolumin pozwala prześledzić burzliwe losy tytułowego bohatera, który debiutował w 1981 roku na łamach magazynu „Cimoc”, goszcząc także w takich pismach jak „Sunday”, „Heavy Metal”, „L’Eternauta” czy „KO Comics”. Pierwszy segment rzeczonego tomu poświęcony został afrykańskim wojażom korespondenta (utrzymanych w czarno-białej tonacji oraz zilustrowanych w realistyczny, dbający o szczegóły sposób) udowadniającego, że wojna zmienia człowieka, wydobywając z niego wszystko to, do czego jest zdolny: tak w pozytywnym, jak i negatywnym aspekcie.
Spotkanie narratora z „Ostatnim Afrykaninem” – czyli dezerterem gotowym na wszystko, by ocalić rodzinną wioskę – staje się intrygującym przyczynkiem do rozważań na temat zależności miejsce–tożsamość. Hasło „Nie traćmy głowy” pełni dość przewrotną rolę w kolejnym epizodzie, w którym światopoglądowe różnice dzielące Cappę oraz starszego sierżanta Barretta zdecydowanie wykraczają poza sferę cywilizowanej dysputy. Natomiast utrzymana w retrospektywnej formule opowieść o „Ofiarach i bohaterach” – w której kluczową rolę odgrywa osiemnastoletni bratanek majora, Robert Maubec – przypomina, że w wojnie nie ma zwycięzców: każdy na swój sposób przegrywa.
Segment poświęcony brazylijskim (i w dodatku – pełnokolorowym) perypetiom protagonisty otwiera oniryczny, przywołujący echa realizmu magicznego epizod „Jangada”. Tym razem Frankowi przypada w udziale rola turysty, ale i reportera przygotowującego materiał o zwyczajach mieszkańców Bahii. Wizualny reżym (po sześć kadrów na stronę) tu i ówdzie zaburzany jest za sprawą panoramicznych paneli, natomiast w aspekcie fabularnym mamy do czynienia z przypowiastką o odwiecznym cyklu życia. Chwilę potem udamy się do Rio De Janeiro, gdzie podczas „Karnawału” Cappa poznaje niedoszłą samobójczynię, Teresę. Smutna, kameralna, melodramatyczna i melancholijna historia zapowiada „Polowanie”, które rozgrywa się w sercu amazońskiej dżungli. Sommer od razu wrzuca nas w sam środek akcji: narrator ucieka bowiem przed przedstawicielem ludożerczego plemienia, wychodząc jednak z konfrontacji z wojownikiem obronną ręką. Ale to dopiero początek – wszak łowami na człowieka zainteresowany jest także biały myśliwy o czarnym sercu, Shaphiro, któremu Cappa nieoczekiwanie wchodzi w paradę.
Segment zatytułowany „Welcome” to powrót do czarno-białej poetyki: tytułowy utwór zabiera nas do kanadyjskiego miasteczka Utopia, gdzie mieszkają adopcyjni rodzice bohatera, odkrywającego podczas tej okolicznościowej wizyty kilka faktów na temat swoich korzeni. Po ciepłym powitaniu przychodzi jednak pora na to, by protagonista usłyszał wymowne „Goodbye” ze strony dawnych znajomych, wśród których (wedle wszelkich przesłanek) czai się morderca. Ten wzbogacony o wątki kryminalne komiksowy dyptyk zapowiada czterostronicową, dość surową w formie podróż do „Miasta trzech tysięcy rozkoszy”, czyli osadzoną w hongkońskich realiach historię poruszającą temat dziecięcej prostytucji.
Z kolei poświęcony rewolucji Sandinistów epizod „Somoza i Gomora” przenosi nas do Nikaragui A.D. 1979, gdzie Cappa dokumentuje codzienność bojowników dowodzonych przez comandante Alfonsa Noriegę. Dosadny język, jak również swobodna kompozycja kadrów oraz ilustracji wymykających się ograniczeniom ramek to mocne akcenty tego komiksu (pod względem metrażu – jednego z najdłuższych w omawianym zbiorze), będącego gorzkim rozrachunkiem z dyktaturą Somozy. Nikaraguańska dżungla to także miejsce, w którym rozgrywa się akcja „Rekina słodkowodnego”: barwnej (również ze względu na obecność koloru), dość przewrotnej opowieści o donosicielu, który ma zostać zastrzelony na rozkaz Noriegi. Cały wic polega jednak na tym, że planowana egzekucja okazuje się jednym z bardziej zaskakujących doświadczeń w życiu zarówno Franka, jak i towarzyszącej mu reporterki, Samanthy Flagg.
Wykorzystujący bogatą paletę barw dyptyk „Viet-Song” dokumentuje pobyt narratora w Nowym Orleanie, gdzie u boku dawnej znajomej, Ginger Astaire, wspomina bolesne doświadczenia związane z pobytem w Wietnamie. Zadając sobie pytanie: „Co ja tu, do cholery, robię?”, Cappa przywołuje wspomnienie Jacka Weldona: zgorzkniałego korespondenta wojennego (o aparycji Orsona Wellesa) i swojego dawnego mentora w jednej osobie. Z kolei, również utrzymany w retrospektywnym tonie, „Szpieg i zdrajca” okazuje się wzruszającą opowieścią o poświęceniu, której akcja rozgrywa się w obozie jenieckim w Północnym Wietnamie.
Wyprawa do „Żółtego kraju”, czyli Afganistanu, stanowi punkt wyjścia dla czarno-białej, niedokończonej w warstwie wizualnej (ostatnia strona to de facto scenopis) historii ukazującej obcy kulturowo świat, podczas gdy sześciostronicowy, nasycony szarością, pozbawiony słownego komentarza komiks „Tamtego dnia w Barcelonie” jest równie przejmującym, co symbolicznym pożegnaniem z protagonistą.
Teksty Carlosa Giméneza oraz Eduarda Martíneza-Pinny; okraszone fotografiami z rodzinnego albumu wspomnienia córki artysty, Maríi Sommer Gandarias, a do tego szkice, reprodukcje okładek oraz ozdobiony kolorowymi ilustracjami wyimek z dziennika korespondenta: dodatki zgromadzone w recenzowanym albumie rzucają nie tylko więcej światła na wydawnicze losy Franka Cappy, ale i na samego Manfreda Sommera – twórcę ze wszech miar nietuzinkowego. Polecam!
Manfred Sommer: „Frank Cappa”. Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Lost In Time. Nieledew 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

