ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Anouk Herman,

GENDER A EWOLUCJA (CAT BOHANNON: 'EWA. EWOLUCJA JEST KOBIETĄ. KOBIECE CIAŁO I 200 MILIONÓW LAT NASZEJ HISTORII')

A A A
Opasły tom „Ewa. Ewolucja jest kobietą. Kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii” może budzić sprzeczne uczucia. Kobiety w istocie pozostawały nieco „z boku” dysput w zakresie biologii, ignorowane przez nauki przyrodnicze jako mniej wdzięczny obiekt badań. Ginekologia na przykład nadal jest zaskakująco bezradna wobec wielu zespołów chorobowych, a jej historia to w zasadzie historia mizoginii i kolonialnej przemocy, o czym przekonująco pisała m.in. Mona Chollet w popularnonaukowym zbiorze esejów „Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet”. O antykoncepcji hormonalnej czy testowaniu leków w kontekście płci powiedziano zresztą już dosyć dużo. „Ewa” stanowi kolejną próbę zmierzenia się z płciowością w jej tak zwanym biologicznym wymiarze, choć każda pozycja o ewolucji jest zarazem pozycją historyczną. Nie istnieje taki punkt w dziejach, w którym zwierzę bez kultury stało się zwierzęciem kulturowym, a ewolucja – jakby uznawszy, że lepiej nie będzie – zatrzymała się. Mówiąc o człowieku, przynajmniej w kontekście ostatnich kilkuset tysięcy lat, pozostajemy więc w obszarze nauk biokulturowych. Choćby z tego powodu widać, że Cat Bohannon podjęła się dość ryzykownego zadania omówienia bardzo wielu skomplikowanych problemów w taki sposób, by stały się one przystępne dla czytelniczek_czytelników niemających zbyt wiele wspólnego z domeną nauk o człowieku.

Z początku, odnosiłam się do tej pozycji z rezerwą i moje uczucia zmieniały się bardzo powoli: jest tak, ponieważ przynajmniej od lat 90. XX wieku nurt psychologii ewolucyjnej, próbując oprzeć psychologię naukową na nieco trwalszym fundamencie nauk przyrodniczych, starał się zarazem przeforsować tradycyjną wizję ról płciowych jako wywodzących się z głęboko zakorzenionych instynktów wykształconych przez ewolucję. Z czasem zwrócono uwagę, że nauka nie może opierać się na „opowiadaniu historyjek” – nawet jeśli brzmią przekonywająco. Poglądy dominujące dwadzieścia lat temu były łatwiejsze do podtrzymywania, bo nie istniał jeszcze tak szeroki zakres dowodów na stosunkowo niewielkie różnice między mózgami kobiet i mężczyzn, które dziś każą sądzić, że podział na dwa typy mózgów pozostaje nie do utrzymania. Silniejsze było też przekonanie o modularnym charakterze mózgu i umysłu – dziś nie tyle obalone, ile osłabione. Wydaje się, że współczesna literatura skupia się na idei sieciowości mózgu, a zarazem na jego plastyczności i wrażliwości na czynniki środowiskowe.

Trudno więc nie patrzeć na różne książki dotyczące płci w kontekście biologii z pewnym dystansem. Pojęcie płci nie lubi się ze stałymi szufladkami, wymyka się prostym klasyfikacjom jeszcze sprytniej, niż kiedyś udawało się to niemal równie niesfornemu określeniu „gatunek”. Pogląd, że role płciowe czy podział pracy z nimi związany można wywieść z anatomii mózgu albo kształtu miednicy, jest nieprawdziwy ze względu na dowody zgromadzone w obszarze samych nauk przyrodniczych, ale jednocześnie jego istnienie wskazuje na dużą swego czasu popularność naiwnego realizmu w psychologii.

W obliczu tego należy podkreślić, że Bohannon nie daje się złapać w liczne pułapki, które zagadnienie płciowości może zastawiać, a wręcz doskonale radzi sobie z ich unikaniem. Biorąc pod uwagę fakt, że „Ewa” liczy około 800 stron, oczywiste jest, że wymagała kolosalnego researchu w wielu dosyć odrębnych dziedzinach – świadczy o tym również niezwykle szeroki korpus tekstów i badań, do których autorka się odwołuje. Przede wszystkim to nie książka psychologiczna, co samo w sobie stanowi doskonały powód, by wziąć ją do ręki, zwłaszcza gdy jest się zmęczoną_nym kolejnymi „rewolucjami”, sprzedawanymi czytelnikczkom_om w książkach o mózgu, które podobno odmieniają życie, dietę, postrzeganie i relacje z rodzicami.

Pozycja Bohannon obejmuje 200 milionów lat historii, a człowiek uczestniczy w niej jedynie od jakichś 100, może 200 tysięcy lat. Nie jest to zatem książka o ludziach, albo raczej – nie wyłącznie o nich. Traktuje również o samicach innych zwierząt, opisując historię ewolucji w szerszy (moim zdaniem odkrywczy i świeży) sposób. Oczywiście, w „Ewie” musiał pojawić się rozdział o mózgu. Inne części tej książki to m.in. „Mleko”, „Menopauza”, „Macica” – i to one wydają mi się najciekawsze. Nie zawsze, gdy myślimy o ewolucji, uświadamiamy sobie, że wiąże się ona z rozmnażaniem. Albo inaczej – jeśli taką świadomość mamy, to (wzorem psychologów z lat 90.) myślimy o doborze partnerów i kopulacyjnych „podbojach”. Ale czy na myśl przychodzą nam zagadnienia takie jak ciąża czy menopauza?

Przykładu menopauzy używam tutaj celowo, bo – jak podkreśla Bohannon – jest ona z punktu widzenia ewolucji raczej dziwacznym zjawiskiem. Większość organizmów rozmnaża się aż do śmierci: jest tak wśród ptaków, ryb, owadów, ale nie wśród ludzi. A przecież o to podobno chodzi w ewolucyjnym wyścigu – o jak największą liczbę potomstwa: „Dlatego menopauza zalicza się do największych zagadek współczesnej biologii, tuż obok pytania, dlaczego umieramy” (s. 419). Popularnością cieszy się nadal hipoteza babci – bezpłodna starsza matka pomaga swojej córce, przez co rodzina działa sprawniej, co byłoby niemożliwe, gdyby babcia nadal opiekowała się swoimi własnymi dziećmi. Podobnie jest wśród mrówek, w których społeczności istnieje cała grupa robotnic, samic, które się nie rozmnażają. Jednak ta hipoteza jak do tej pory nie usatysfakcjonowała wszystkich naukowców. Może więc nasz gatunek chciał uniknąć rodzenia dzieci przez starsze osobniki, bo późna ciąża stwarza ryzyko uszkodzenia jajeczek przez „gromadzące się produkty metabolizmu i wolne rodniki”? (s. 426). Ale jeśli tak, to czemu słonice rodzą po sześćdziesiątce, a ich potomstwo wcale nie cierpi z powodu liczniejszych wad genetycznych niż to młodszych słoniowych matek? Wiele nowych pomysłów dostarczyły samice orek, które, jak pokazują badania, po okresie menopauzy nie służą wcale w roli darmowych opiekunek dla wnucząt. Okazuje się raczej, że stają się przewodniczkami stad, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach, które zagrażają grupie. Czy jest bowiem coś lepszego niż członkini stada na tyle stara, by pamiętać rzeczy sprzed narodzin reszty? Tak stara, by uczyć tego, czego żadna młodsza orka nie miała okazji się nauczyć? Ale menopauza może być też po prostu skutkiem ubocznym wydłużającego się życia. Jednoznacznej odpowiedzi póki co brak.

Książka odpowiada na wiele pytań (choć na wiele, jak na to o menopauzę, nie odpowiada w ogóle), pozwalając jednocześnie lepiej zrozumieć zagadnienia związane z ewolucją człowieka. Sam fakt wyłuszczenia części ze stawianych przez Bohannon kwestii pozwala na spojrzenie na ewolucję nie jako domkniętą, samowystarczalną teorię, ale jako nadal rozwijające się pole badań. Dlaczego dla samców szympansa najatrakcyjniejsze są najstarsze samice, takie z przerzedzonym futrem lub zaćmą, wedle „ludzkiego” standardu pozostające poza kręgiem zainteresowań młodszych osobników? Czy i jaki ma to związek z popularnością pornografii spod hasztagu „MILF”?

Oczywiście, w książce tak obszernej łatwo o więcej pomyłek i niedopatrzeń niż w cienkiej i poświęconej skromniejszemu zakresowi wiedzy. Można na przykład przeczytać rozdział o menopauzie krytycznie i zastanowić się, czy autorka nie przecenia wpływu rolnictwa na nasz gatunek – zwłaszcza w kontekście odkryć i tez przedstawionych w niedawno wydanych „Narodzinach wszystkiego” Davida Graebera i Davida Wengrowa. Różne zresztą fragmenty mogą zmuszać do krytycznej refleksji. Z jednej strony, gdy autorka zauważa, że „większość środowiska naukowego zgadza się co do tego, że płeć biologiczna jest zasadniczo odrębna od ludzkiej tożsamości płciowej” (s. 8), ma rację, a deklaracja „trans kobiety to kobiety. Kropka. Należą do »my«” (s. 21) jest oczywiście godna pochwały. Z drugiej strony radykalne oddzielanie „sex” od „gender” zawsze grozi popadnięciem w przekonanie o odrębności umysłu od ciała. Z kolei w rozdziale dotyczącym mózgu trochę dziwić może brak odwołań do koncepcji mozaiki mózgowej Daphny Joel. Ale nie są to błędy – i trzeba pamiętać, że obszar zainteresowań Bohannon jest ogromny, a podsumowanie wyników badań zawsze rodzi liczne problemy. Ostatecznie jednak wszystko to ma niewielkie znaczenie – „Ewa” to z pewnością książka godna polecenia każdej osobie, którą choć trochę interesują ewolucjonizm i nauki przyrodnicze.
Cat Bohannon: „Ewa. Ewolucja jest kobietą. Kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii”. Przeł. Agnieszka Sobolewska. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2025.