NIE TYLKO EMOCJE. 'FEMINIZM TO WEGANIZM' JAKO DIAGNOZA SPOŁECZNA (KAROLINA SKOWRON-BAKA: 'FEMINIZM TO WEGANIZM')
A
A
A
Widząc zapowiedź książki Karoliny Skowron-Baki, byłam jednocześnie ciekawa i sceptyczna. Tytuł „Feminizm to weganizm”, choć prowokujący, od razu zawęża grono potencjalnych czytelniczek i czytelników. A szkoda, bo treść książki ma charakter uniwersalny, mogłaby trafić do osób o różnych poglądach, gdyby nie została opatrzona tak jednoznacznym hasłem. Najprawdopodobniej przeczyta ją jedynie grono od dawna zainteresowane prawami zwierząt oraz część feministek, które nie zbojkotują pozycji z powodu poczucia, że „dorzuca im się” kolejną sprawę do załatwienia.
To duża strata, bo poza niefortunnym tytułem wywód Skowron-Baki jest więcej niż dobry, wielowątkowy, wciągający i dobrze osadzony we współczesnych realiach. Już na początku czytelniczki i czytelnicy poznają historię fermy futrzarskiej, która służy autorce jako punkt wyjścia do ukazania barbarzyństwa tego przemysłu, ale też jego ścisłych powiązań z patriarchalną kulturą, wciąż reprodukowaną pod płaszczykiem „prowadzenia interesów”. Nie jest to żadna histeryczna opowieść aktywistki, którą łatwo zlekceważyć z konserwatywnego punktu widzenia, ale dobrze skonstruowana narracja, prowadzona wyważonym tonem. Dzięki temu odbiorcy i odbiorczynie nie przesiąkają emocjami autorki, lecz dostają przestrzeń, by samodzielnie się zastanowić, co czuje i myśli.
Wbrew temu, co pisze autorka we wstępie, „Feminizm to weganizm” nie jest jedynie kolejną książką aktywistyczną o perswazyjnym charakterze. Choć z różnych względów nie można nazwać jej publikacją naukową, ma ona cechy studium socjologicznego – pokazuje mechanizmy społeczne, które sprawiają, że sytuacja zwierząt innych niż ludzie jest zła, lekceważona i systemowo nieuregulowana.
Przemoc krzyżowa
Jednym z najmocniejszych wątków poruszonych przez Skowron-Bakę jest przemoc krzyżowa, dotykająca zarówno kobiet, jak i zwierząt. Gdy w domu dochodzi do przemocy, część kobiet opóźnia odejście od oprawcy ze strachu o pozostawione zwierzęta, których nie można zabrać do większości ośrodków pomocy. Autorka przywołuje też przykłady wskazujące, że sprawcy przemocy wobec kobiet często wcześniej znęcali się nad zwierzętami, a ich czyny były ignorowane lub bagatelizowane, m.in. ze względu na płeć sprawcy. Skowron-Baka zauważa w ten sposób lukę w myśleniu o przemocy i jej ofiarach. Czytelniczki i czytelnicy mają szansę nie tylko przyjrzeć się temu zjawisku, ale również poznać konkretne rozwiązania, o których wprowadzenie bezskutecznie zabiegała m.in. Sylwia Spurek.
Aktywizm, który przekonuje
Czytając o doświadczeniach Skowron-Baki i innych aktywistek, byłam pełna podziwu dla pracy, którą wykonują. Ich aktywizm w pełni mnie przekonuje. Każdy, kto sięgnie po „Feminizm to weganizm”, pozna jednak także historie, w których policja, oprawcy, a nawet księża z premedytacją lekceważą interwencje aktywistek. Zazwyczaj dzieje się tak z powodu zacietrzewienia i konserwatyzmu, mimo racjonalności i słuszności podejmowanych działań, także tych interwencyjnych. Autorka nie unika również opisu przedsięwzięć nieudanych, sprzecznych z ideami feminizmu, oraz trudnych tematów związanych z funkcjonowaniem organizacji prozwierzęcych. To dodaje książce autentyczności i wiarygodności.
Pominięcie mediów społecznościowych
Zaskoczyło mnie, że Skowron-Baka niemal zupełnie pomija temat mediów społecznościowych – przestrzeni, w której również toczy się aktywizm na rzecz zwierząt. Nie zawsze jednak aktywizm z TikToka i Instagrama jest czymś, co warto pokazywać niezdecydowanym. Ten wątek wydaje mi się przemilczany. W 2023 roku Adam Wrotz opublikował w „Dwutygodniku” tekst „Czy bohater polskiej powieści kupił już sobie komputer?”. W kontekście książek społecznych warto dziś zapytać: czy ich autorki i autorzy zauważyli, jak ogromny wpływ na kształtowanie postaw mają media społecznościowe?
Na Instagramie znajdziemy wiele weganek pokazujących swój styl życia, ale równie widoczny jest trend odwrotu od weganizmu, a nawet wegetarianizmu. Niektóre twórczynie promujące jeszcze niedawno dietę roślinną dziś polecają „mięsne paczki” z linków afiliacyjnych. Inne uznają cierpienie zwierząt wyłącznie w kontekście diety, promując noszenie wełnianych swetrów. Kolejne – powracają do gotowania rosołów kolagenowych i uzasadniają to Ajurwedą, publicznie przeżywając „trud powrotu do mięsa”. Nawet popularny trend „propaganda, której nie ulegam” został przez jedną z influencerek użyty do zakwestionowania sensu weganizmu.

Screen rolki z profilu @cesarzowa_niskich_cen, profil na dzień 27.05.2025 ma 50.1 tysięcy obserwatorów.
O tym wszystkim w książce nie przeczytamy. A szkoda, media społecznościowe mają realny wpływ na postawy młodych osób. W świecie, w którym coraz więcej czasu spędzamy online, pominięcie tego wątku uważam za istotne niedopatrzenie. Sprawia ono, że książka – choć silna w argumentach – nie wyczerpuje tematu.
Od prawa do lewa
Na szczęście „Feminizm to weganizm” nie jest książką, która ustawia „złych” po prawej, a „dobrych” po lewej stronie sceny politycznej. Obawiałam się tego, ale Skowron-Baka zaskoczyła mnie trafnością obserwacji, punktując również hipokryzję progresywnych środowisk. Duży szacunek budzi u mnie jej wskazanie, że część ruchów ekologicznych zupełnie nie rozumie kwestii praw zwierząt i niechętnie traktuje weganizm jako normę. To zjawisko widać także w mediach społecznościowych, choćby na profilu @eko_paulinagorska i podobnych.
Osobiście, mówiąc o weganizmie, z największą krytyką spotkałam się nie podczas rozmów z konserwatywnymi osobami, ale po Śląskim Festiwalu Nauki, gdzie miałam wykład m.in. o wymówkach, przez które ludzie nie przechodzą na dietę roślinną. Najwięcej zarzutów usłyszałam od osób o progresywnych orientacjach, w tym osoby queerowej, której nie spodobała się moja krytyka jedzenia jajek – nawet tych „z wolnego wybiegu”.
Cieszę się, że Skowron-Baka zdaje sobie sprawę, iż temat praw zwierząt bywa ignorowany lub traktowany powierzchownie prawie w każdym towarzystwie, czyli tak, by nie musieć przyznać, że należałoby zmienić własne nawyki.
Nie będzie wegańskiego świata
Nawet w środowiskach akademickich – humanistycznych i społecznych – poparcie dla weganizmu często kończy się na deklaracjach. Naukowcy lubią pouczać społeczeństwo o kwestiach etycznych, często z pozycji wyższości, po czym wracają do jedzenia schabowych. W takiej rzeczywistości trudno wierzyć, że wegański świat jest możliwy.
Skowron-Baka jednak wierzy lub przynajmniej pozostaje umiarkowaną optymistką. Jej wizja zmian może dawać pewną nadzieję i warto się z nią zapoznać, by nie popaść w defetyzm.
Na zakończenie
„Feminizm to weganizm” to pozycja ważna, wielowątkowa, choć nie zawsze odkrywcza dla osób już zaznajomionych z tematem. Nie jest tym samym, co klasyczna i znakomita książka Carol J. Adams „Polityka seksualna mięsa”, mimo że Skowron-Baka czerpie z niej inspiracje. I dobrze – nie próbuje jej powielać. Prawa zwierząt i ich związek z prawami kobiet przedstawia zgodnie z własnymi przekonaniami, z wyważeniem, bez taniego moralizatorstwa, uwzględniając polskie realia. To książka pełna trafnych obserwacji, dobrze pokazująca, jak bardzo lekceważymy zarówno płeć żeńską, jak i gatunki nie-ludzkie.
To duża strata, bo poza niefortunnym tytułem wywód Skowron-Baki jest więcej niż dobry, wielowątkowy, wciągający i dobrze osadzony we współczesnych realiach. Już na początku czytelniczki i czytelnicy poznają historię fermy futrzarskiej, która służy autorce jako punkt wyjścia do ukazania barbarzyństwa tego przemysłu, ale też jego ścisłych powiązań z patriarchalną kulturą, wciąż reprodukowaną pod płaszczykiem „prowadzenia interesów”. Nie jest to żadna histeryczna opowieść aktywistki, którą łatwo zlekceważyć z konserwatywnego punktu widzenia, ale dobrze skonstruowana narracja, prowadzona wyważonym tonem. Dzięki temu odbiorcy i odbiorczynie nie przesiąkają emocjami autorki, lecz dostają przestrzeń, by samodzielnie się zastanowić, co czuje i myśli.
Wbrew temu, co pisze autorka we wstępie, „Feminizm to weganizm” nie jest jedynie kolejną książką aktywistyczną o perswazyjnym charakterze. Choć z różnych względów nie można nazwać jej publikacją naukową, ma ona cechy studium socjologicznego – pokazuje mechanizmy społeczne, które sprawiają, że sytuacja zwierząt innych niż ludzie jest zła, lekceważona i systemowo nieuregulowana.
Przemoc krzyżowa
Jednym z najmocniejszych wątków poruszonych przez Skowron-Bakę jest przemoc krzyżowa, dotykająca zarówno kobiet, jak i zwierząt. Gdy w domu dochodzi do przemocy, część kobiet opóźnia odejście od oprawcy ze strachu o pozostawione zwierzęta, których nie można zabrać do większości ośrodków pomocy. Autorka przywołuje też przykłady wskazujące, że sprawcy przemocy wobec kobiet często wcześniej znęcali się nad zwierzętami, a ich czyny były ignorowane lub bagatelizowane, m.in. ze względu na płeć sprawcy. Skowron-Baka zauważa w ten sposób lukę w myśleniu o przemocy i jej ofiarach. Czytelniczki i czytelnicy mają szansę nie tylko przyjrzeć się temu zjawisku, ale również poznać konkretne rozwiązania, o których wprowadzenie bezskutecznie zabiegała m.in. Sylwia Spurek.
Aktywizm, który przekonuje
Czytając o doświadczeniach Skowron-Baki i innych aktywistek, byłam pełna podziwu dla pracy, którą wykonują. Ich aktywizm w pełni mnie przekonuje. Każdy, kto sięgnie po „Feminizm to weganizm”, pozna jednak także historie, w których policja, oprawcy, a nawet księża z premedytacją lekceważą interwencje aktywistek. Zazwyczaj dzieje się tak z powodu zacietrzewienia i konserwatyzmu, mimo racjonalności i słuszności podejmowanych działań, także tych interwencyjnych. Autorka nie unika również opisu przedsięwzięć nieudanych, sprzecznych z ideami feminizmu, oraz trudnych tematów związanych z funkcjonowaniem organizacji prozwierzęcych. To dodaje książce autentyczności i wiarygodności.
Pominięcie mediów społecznościowych
Zaskoczyło mnie, że Skowron-Baka niemal zupełnie pomija temat mediów społecznościowych – przestrzeni, w której również toczy się aktywizm na rzecz zwierząt. Nie zawsze jednak aktywizm z TikToka i Instagrama jest czymś, co warto pokazywać niezdecydowanym. Ten wątek wydaje mi się przemilczany. W 2023 roku Adam Wrotz opublikował w „Dwutygodniku” tekst „Czy bohater polskiej powieści kupił już sobie komputer?”. W kontekście książek społecznych warto dziś zapytać: czy ich autorki i autorzy zauważyli, jak ogromny wpływ na kształtowanie postaw mają media społecznościowe?
Na Instagramie znajdziemy wiele weganek pokazujących swój styl życia, ale równie widoczny jest trend odwrotu od weganizmu, a nawet wegetarianizmu. Niektóre twórczynie promujące jeszcze niedawno dietę roślinną dziś polecają „mięsne paczki” z linków afiliacyjnych. Inne uznają cierpienie zwierząt wyłącznie w kontekście diety, promując noszenie wełnianych swetrów. Kolejne – powracają do gotowania rosołów kolagenowych i uzasadniają to Ajurwedą, publicznie przeżywając „trud powrotu do mięsa”. Nawet popularny trend „propaganda, której nie ulegam” został przez jedną z influencerek użyty do zakwestionowania sensu weganizmu.

Screen rolki z profilu @cesarzowa_niskich_cen, profil na dzień 27.05.2025 ma 50.1 tysięcy obserwatorów.
O tym wszystkim w książce nie przeczytamy. A szkoda, media społecznościowe mają realny wpływ na postawy młodych osób. W świecie, w którym coraz więcej czasu spędzamy online, pominięcie tego wątku uważam za istotne niedopatrzenie. Sprawia ono, że książka – choć silna w argumentach – nie wyczerpuje tematu.
Od prawa do lewa
Na szczęście „Feminizm to weganizm” nie jest książką, która ustawia „złych” po prawej, a „dobrych” po lewej stronie sceny politycznej. Obawiałam się tego, ale Skowron-Baka zaskoczyła mnie trafnością obserwacji, punktując również hipokryzję progresywnych środowisk. Duży szacunek budzi u mnie jej wskazanie, że część ruchów ekologicznych zupełnie nie rozumie kwestii praw zwierząt i niechętnie traktuje weganizm jako normę. To zjawisko widać także w mediach społecznościowych, choćby na profilu @eko_paulinagorska i podobnych.
Osobiście, mówiąc o weganizmie, z największą krytyką spotkałam się nie podczas rozmów z konserwatywnymi osobami, ale po Śląskim Festiwalu Nauki, gdzie miałam wykład m.in. o wymówkach, przez które ludzie nie przechodzą na dietę roślinną. Najwięcej zarzutów usłyszałam od osób o progresywnych orientacjach, w tym osoby queerowej, której nie spodobała się moja krytyka jedzenia jajek – nawet tych „z wolnego wybiegu”.
Cieszę się, że Skowron-Baka zdaje sobie sprawę, iż temat praw zwierząt bywa ignorowany lub traktowany powierzchownie prawie w każdym towarzystwie, czyli tak, by nie musieć przyznać, że należałoby zmienić własne nawyki.
Nie będzie wegańskiego świata
Nawet w środowiskach akademickich – humanistycznych i społecznych – poparcie dla weganizmu często kończy się na deklaracjach. Naukowcy lubią pouczać społeczeństwo o kwestiach etycznych, często z pozycji wyższości, po czym wracają do jedzenia schabowych. W takiej rzeczywistości trudno wierzyć, że wegański świat jest możliwy.
Skowron-Baka jednak wierzy lub przynajmniej pozostaje umiarkowaną optymistką. Jej wizja zmian może dawać pewną nadzieję i warto się z nią zapoznać, by nie popaść w defetyzm.
Na zakończenie
„Feminizm to weganizm” to pozycja ważna, wielowątkowa, choć nie zawsze odkrywcza dla osób już zaznajomionych z tematem. Nie jest tym samym, co klasyczna i znakomita książka Carol J. Adams „Polityka seksualna mięsa”, mimo że Skowron-Baka czerpie z niej inspiracje. I dobrze – nie próbuje jej powielać. Prawa zwierząt i ich związek z prawami kobiet przedstawia zgodnie z własnymi przekonaniami, z wyważeniem, bez taniego moralizatorstwa, uwzględniając polskie realia. To książka pełna trafnych obserwacji, dobrze pokazująca, jak bardzo lekceważymy zarówno płeć żeńską, jak i gatunki nie-ludzkie.
Karolina Skowron-Baka: „Feminizm to weganizm. Dlaczego feministki powinny walczyć o prawa zwierząt”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025 [seria: Seria z morświnem].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

