KIAN... KIAN... KIAN... (TADEUSZ SOBOLEWSKI: 'CANNES. RELIGIA KINA')
A
A
A
„Wysiadamy na stacji Cannes. Jest ranek, maj, lata 90. Głośniki krzyczą: »Kian! Kian!«. Na peronie stoi Brigitte Bardot, a właściwie jej fotos naturalnej wielkości. Została uchwycona, gdy wysiadała z tego samego paryskiego pociągu co my” (s. 7) – tak zaczyna się nowa książka Tadeusza Sobolewskiego. Potężny tom zbierający jego refleksje z ponad dwudziestu edycji najważniejszego festiwalu filmowego na świecie. Już z przywołanego cytatu można wyczytać ton tych krytyczno-wspominkowych notatek i krótkich esejów. Będą one przede wszystkim zdroworozsądkowe i wyważone – starające się festiwalową gorączkę obiektywizować. Jednocześnie gdzieniegdzie odnajdziemy również i nutę poezji. Ale to wszystko zupełnie na serio. Trudno się dziwić – Sobolewski przyzwyczaił bowiem wiele pokoleń czytelników do tego, że kino dla niego to nie wygłupy i czcza rozrywka. Kino to sprawa poważna. A tutaj – w Cannes – staje się nawet religią.
W tekście „Bilet powrotny”, poprzedzającym serię dwudziestu ośmiu rozdziałów omawiających konkretne edycje festiwali (od 1994-2019), autor doprecyzowuje, jak należy rozumieć tytułową religię: „Gdzieś w początkach mojej fascynacji kinem – a było to jeszcze za życia Bergmana, Felliniego, Buñuela, Antonioniego, Kurosawy, Tarkowskiego, Hitchcocka – uświadomiłem sobie, że przeżycie filmowe ma coś wspólnego z obrzędem, a oni, filmowcy, są naszymi katechetami” (s. 9). Sobolewski przekonuje, że z jednej strony kino potrafi wprowadzić widza na ścieżkę duchową (jak na przykład „Stalker” Andrieja Tarkowskiego z 1979 roku), z drugiej natomiast ma niezwykłą zdolność do wydobywania z rzeczywistości duchowych znaczeń – „gdy zagrożenia naszej cywilizacji nie przybierały tak konkretnego kształtu jak dziś, (…) pomagało otwierać się na inny wymiar rzeczywistości” (s. 12). Żeby dobrze oddać ideę stojącą za koncepcją tomu, powołuje się on też na wybitnego francuskiego krytyka André Bazina, który w humorystycznym tonie rozpisał niegdyś w słynnym „Cahiers du Cinéma” festiwalowy dzień jako klasztorną liturgię godzin, uczestnik canneńskich imprez porównany został do mnicha, a czerwone dywany i procesje miały swe uzasadnienie w głoszeniu chwały czystego kina. W spojrzeniu Sobolewskiego jest coś szczególnie urzekającego. Kto bowiem dzisiaj pisze o filmie tak poważnie, tak „na serio” i nieironicznie?
Nie można w kontekście tej publikacji nie wspomnieć o jednym z jej najważniejszych bohaterów, który staje się tej książki intelektualnym (a może: duchowym) patronem. Mowa o Jerzym Płażewskim, słynnym krytyku, który do Cannes przyjeżdżał od 1956 roku. „Należał do »wiernych«. Dla wielu ludzi był synonimem krytyka, tak jak Wajda był synonimem reżysera filmowego” (s. 16). W ramach opowieści „Płaża” pojawia się już 1994 roku – na pierwszej z opisywanych przez autora edycji festiwalu – jako swego rodzaju przewodnik („Znał miasto i festiwal na wylot” [s. 15]) i wzór recenzenta („Miał cechę ogromnie cenną w tym zawodzie: jednocześnie rozwinięte zmysł krytycyzmu i zdolność zachwytu, zmysł formy” [s. 16]). Jego persona (wraz ze słynnym długopisem z lampką – do zapisywania notatek podczas seansu) będzie wracała w kolejnych relacjonowanych przez Sobolewskiego latach i – co szczególnie znamienne – również zamknie całą opowieść. Na wstępie jednak, kończąc czuły, krótki portret „Płaży”, autor konstatuje: „Doktoryzował się z filozofii, ale reprezentował typ XX-wiecznego popularyzatora, uczestnika demokratycznej kultury, która – dzięki pośrednikom takim jak on – miała szansę dotrzeć do wszystkich” (s. 16). Trudno nie odnieść wrażenia, że zarówno za sprawą artykułów z kolejnych canneńskich konkursów publikowanych przez lata w „Gazecie Wyborczej”, jak i omawianej książki, Sobolewski w pięknym stylu przejął po Płażewskim pałeczkę.
Każdy kolejny rozdział omawianej publikacji składa się z krótkich tekstów dotyczących wybranych canneńskich premier z omawianego roku. Okazjonalnie pojawiają się też wywiady z twórcami spotkanymi na festiwalu. Na przykład w 1997, już po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego (oczywiście, słynna rywalizacja „Czerwonego” z „Pulp Fiction” Quentina Tarantino jest jednym z tematów roku 1994), spotyka się Sobolewski z Krzysztofem Piesiewiczem, z którym omawia stan ówczesnej kinematografii, podkreślając brak polskich filmów w konkursie. Choć dla rodzimych filmowców Piesiewicz jest okrutny: „Mimo ogromnego zaplecza technicznego, intelektualnego, artystycznego jesteśmy anachroniczni, prowincjonalni. (…) Przegapiliśmy pociąg, który nazywa się »współczesna kultura obrazkowa«” (s. 89), to wyraża optymizm wobec przyszłości kina – „Na tym festiwalu przekonałem się, że dominują uczucia. Jest człowiek z krwi i kości” (s. 89). W 2003 roku natomiast autor przeprowadza krótką rozmowę ze zdobywcą Złotej Palmy za „Słonia”, głośny film o masakrze w Columbine High School – Gusem Van Santem. Podobnie jak wiele innych pojawiających się na kartach tej książki, wspomniany wywiad jest bardzo wartościowym uzupełnieniem poprzedzającej go minirecenzji. W tym przypadku krótki tekst o zdobywcy Złotej Palmy z 2003 dziennikarz puentuje swoją interpretacją kluczowych wyborów artystycznych reżysera, a rozmowa pozwala zweryfikować i pogłębić te krytyczne intuicje. Podczas dwudziestu kilku edycji rozmówców pojawiło się naprawdę wielu: znajdziemy tutaj (w niektórych wypadkach stanowczo za krótkie!) konwersacje z, będącym jednym z ważniejszych dla Sobolewskiego reżyserów, Nannim Morettim (symptomatyczny dla tego tomu tytuł: „Symetria kościoła i teatru” – przy okazji premiery „Habemus papam” w 2011), Theo Angelopulosem (1998, „Wieczność i jeden dzień”), Davidem Cronenbergiem (2012, „Cosmopolis”), Andriejem Zwiagincewem (2014, „Lewiatan”) czy startującymi w konkursach w ostatnich latach Polakami: Magnusem von Hornem (sekcja Quinzaine des Realisateurs, 2015, „Intruz”) i Pawłem Pawlikowskim (2018, „Zimna wojna”).
Oprócz omówień i wywiadów w ramach niektórych rozdziałów pojawiają się też krótkie refleksje związane z najważniejszymi tematami i wydarzeniami poszczególnych edycji. Zdaje więc Sobolewski na przykład relację z poruszającej go konferencji Gregorym Peckiem z 2000 roku („Brakuje dziś takiego demokratycznego idola, wzoru męskich cnót dla każdego” [s.139]) i słynnej konferencji z 2011, kiedy Lars von Trier uznał, że rozumie Hitlera. Przybliża sensacyjny finał festiwalu z 2004 roku, kiedy jury pod przewodnictwem Quentina Tarantino przyznało Złotą Palmę Michaelowi Moore’owi („Takie jest Cannes. Takie było zawsze. Polityczne? Raczej solidarne ze wszystkimi gestami wolnościowymi. Z demokracją. Z artystami wykazującymi obywatelską odwagę” [s. 233]), a przy okazji edycji z 2008 roku przywołuje zerwany festiwal z 1968 („W Cannes współistnieje ze sobą wielka komercja, gwiazdy na czerwonym dywanie i krytyczne spojrzenie na świat […]. Ale równocześnie na niektórych projekcjach atmosfera jest gorąca jak na politycznym mityngu” [s. 293]).
Kluczowy element publikacji – recenzje obejrzanych w Cannes filmów – to przede wszystkim teksty mocno osadzone w kontekście konkretnych imprez. Sobolewski nie tylko stara się opisać każde kolejne dzieło na tle festiwalowego pejzażu, ale także społeczno-kulturowego klimatu tamtego roku. Relacjonuje, jak film został odebrany przez krytykę, ale niejednokrotnie zwraca również uwagę na jego genezę. Wybiera zarówno te, które zrobiły na nim szczególne wrażenie, jak i takie, które po prostu na Lazurowym Wybrzeżu były intensywnie dyskutowane. Pojawiają się zatem obrazy największych gwiazd kina (autor nie przegapia rzecz jasna kolejnych premier m.in. Pedra Almodóvara, Larsa von Triera, Michaela Hanekego, Mike’a Leigha, Kena Loacha czy braci Dardenne), ale też takie, które szczególnie zwróciły jego uwagę, np. „Lourdes” Jessiki Hausner z 2009 roku lub „Inwazja barbarzyńców” Denysa Arcanda z 2003. Krótki artykuł o tym ostatnim kończy krytyk konstatacją, że komedia ta „oglądana w czasach Trumpa nabiera nowego wymiaru – tęsknoty za Europą” (s. 206). Tego typu uwag, będących dowodem na to, że w omawianej publikacji niektóre teksty zostały przepisane lub ponownie zredagowane, znajdziemy dużo więcej. Chyba najbardziej symptomatyczny tekst zredagowany po dłuższym czasie od pierwotnej publikacji, dotyczy obrazu nagrodzonego Złotą Palmą w 1994. W przedrukowanym tekście Sobolewski przyznaje: „Wtedy, w Cannes, zlekceważyłem »Pulp Fiction«. Potraktowałem ten film, jako zabawną, choć krwawą parodię kryminału, w gruncie rzeczy pozbawioną znaczenia” (s. 53). Zamiast pełnej rezerwy recenzji mamy zatem krótkie omówienie mające zobrazować wpływ Tarantina dla wchodzącego w nową erę kina. Takie rozwiązanie – obudowywanie starszych tekstów nowymi refleksjami – pozwala lepiej zrozumieć to, w jaki sposób zmieniają się gusta krytyki, a także, jak pewne teksty kultury ugruntowują swoją pozycję (rzeczony Tarantino), a inne – ją tracą (np. „Tańcząc w ciemnościach” Larsa von Triera, zdobywca Złotej Palmy z 2000 roku).
Książka Tadeusza Sobolewskiego z całą pewnością nie przypadnie do gustu każdemu kinomanowi. Nie ma tutaj kontrowersyjnych sądów, plotek, ostrych komentarzy, a recenzje, choć nie zawsze pozytywne, okazują się przemyślane i wyważone. Nie jest to porywająca lektura, tom przypomina raczej spokojny, kontemplacyjny spacer ze znajomym profesorem, który opowiada o tym, co kocha najbardziej. I co najważniejsze – w co bezgranicznie wierzy. Mnie ta podróż bardzo wzbogaciła i z całą pewnością do opowieści Sobolewskiego będę jeszcze wielokrotnie wracał. A sam tom znajdzie miejsce na półce tuż obok „Historii filmu” Jerzego Płażewskiego. Inaczej być nie może.
W tekście „Bilet powrotny”, poprzedzającym serię dwudziestu ośmiu rozdziałów omawiających konkretne edycje festiwali (od 1994-2019), autor doprecyzowuje, jak należy rozumieć tytułową religię: „Gdzieś w początkach mojej fascynacji kinem – a było to jeszcze za życia Bergmana, Felliniego, Buñuela, Antonioniego, Kurosawy, Tarkowskiego, Hitchcocka – uświadomiłem sobie, że przeżycie filmowe ma coś wspólnego z obrzędem, a oni, filmowcy, są naszymi katechetami” (s. 9). Sobolewski przekonuje, że z jednej strony kino potrafi wprowadzić widza na ścieżkę duchową (jak na przykład „Stalker” Andrieja Tarkowskiego z 1979 roku), z drugiej natomiast ma niezwykłą zdolność do wydobywania z rzeczywistości duchowych znaczeń – „gdy zagrożenia naszej cywilizacji nie przybierały tak konkretnego kształtu jak dziś, (…) pomagało otwierać się na inny wymiar rzeczywistości” (s. 12). Żeby dobrze oddać ideę stojącą za koncepcją tomu, powołuje się on też na wybitnego francuskiego krytyka André Bazina, który w humorystycznym tonie rozpisał niegdyś w słynnym „Cahiers du Cinéma” festiwalowy dzień jako klasztorną liturgię godzin, uczestnik canneńskich imprez porównany został do mnicha, a czerwone dywany i procesje miały swe uzasadnienie w głoszeniu chwały czystego kina. W spojrzeniu Sobolewskiego jest coś szczególnie urzekającego. Kto bowiem dzisiaj pisze o filmie tak poważnie, tak „na serio” i nieironicznie?
Nie można w kontekście tej publikacji nie wspomnieć o jednym z jej najważniejszych bohaterów, który staje się tej książki intelektualnym (a może: duchowym) patronem. Mowa o Jerzym Płażewskim, słynnym krytyku, który do Cannes przyjeżdżał od 1956 roku. „Należał do »wiernych«. Dla wielu ludzi był synonimem krytyka, tak jak Wajda był synonimem reżysera filmowego” (s. 16). W ramach opowieści „Płaża” pojawia się już 1994 roku – na pierwszej z opisywanych przez autora edycji festiwalu – jako swego rodzaju przewodnik („Znał miasto i festiwal na wylot” [s. 15]) i wzór recenzenta („Miał cechę ogromnie cenną w tym zawodzie: jednocześnie rozwinięte zmysł krytycyzmu i zdolność zachwytu, zmysł formy” [s. 16]). Jego persona (wraz ze słynnym długopisem z lampką – do zapisywania notatek podczas seansu) będzie wracała w kolejnych relacjonowanych przez Sobolewskiego latach i – co szczególnie znamienne – również zamknie całą opowieść. Na wstępie jednak, kończąc czuły, krótki portret „Płaży”, autor konstatuje: „Doktoryzował się z filozofii, ale reprezentował typ XX-wiecznego popularyzatora, uczestnika demokratycznej kultury, która – dzięki pośrednikom takim jak on – miała szansę dotrzeć do wszystkich” (s. 16). Trudno nie odnieść wrażenia, że zarówno za sprawą artykułów z kolejnych canneńskich konkursów publikowanych przez lata w „Gazecie Wyborczej”, jak i omawianej książki, Sobolewski w pięknym stylu przejął po Płażewskim pałeczkę.
Każdy kolejny rozdział omawianej publikacji składa się z krótkich tekstów dotyczących wybranych canneńskich premier z omawianego roku. Okazjonalnie pojawiają się też wywiady z twórcami spotkanymi na festiwalu. Na przykład w 1997, już po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego (oczywiście, słynna rywalizacja „Czerwonego” z „Pulp Fiction” Quentina Tarantino jest jednym z tematów roku 1994), spotyka się Sobolewski z Krzysztofem Piesiewiczem, z którym omawia stan ówczesnej kinematografii, podkreślając brak polskich filmów w konkursie. Choć dla rodzimych filmowców Piesiewicz jest okrutny: „Mimo ogromnego zaplecza technicznego, intelektualnego, artystycznego jesteśmy anachroniczni, prowincjonalni. (…) Przegapiliśmy pociąg, który nazywa się »współczesna kultura obrazkowa«” (s. 89), to wyraża optymizm wobec przyszłości kina – „Na tym festiwalu przekonałem się, że dominują uczucia. Jest człowiek z krwi i kości” (s. 89). W 2003 roku natomiast autor przeprowadza krótką rozmowę ze zdobywcą Złotej Palmy za „Słonia”, głośny film o masakrze w Columbine High School – Gusem Van Santem. Podobnie jak wiele innych pojawiających się na kartach tej książki, wspomniany wywiad jest bardzo wartościowym uzupełnieniem poprzedzającej go minirecenzji. W tym przypadku krótki tekst o zdobywcy Złotej Palmy z 2003 dziennikarz puentuje swoją interpretacją kluczowych wyborów artystycznych reżysera, a rozmowa pozwala zweryfikować i pogłębić te krytyczne intuicje. Podczas dwudziestu kilku edycji rozmówców pojawiło się naprawdę wielu: znajdziemy tutaj (w niektórych wypadkach stanowczo za krótkie!) konwersacje z, będącym jednym z ważniejszych dla Sobolewskiego reżyserów, Nannim Morettim (symptomatyczny dla tego tomu tytuł: „Symetria kościoła i teatru” – przy okazji premiery „Habemus papam” w 2011), Theo Angelopulosem (1998, „Wieczność i jeden dzień”), Davidem Cronenbergiem (2012, „Cosmopolis”), Andriejem Zwiagincewem (2014, „Lewiatan”) czy startującymi w konkursach w ostatnich latach Polakami: Magnusem von Hornem (sekcja Quinzaine des Realisateurs, 2015, „Intruz”) i Pawłem Pawlikowskim (2018, „Zimna wojna”).
Oprócz omówień i wywiadów w ramach niektórych rozdziałów pojawiają się też krótkie refleksje związane z najważniejszymi tematami i wydarzeniami poszczególnych edycji. Zdaje więc Sobolewski na przykład relację z poruszającej go konferencji Gregorym Peckiem z 2000 roku („Brakuje dziś takiego demokratycznego idola, wzoru męskich cnót dla każdego” [s.139]) i słynnej konferencji z 2011, kiedy Lars von Trier uznał, że rozumie Hitlera. Przybliża sensacyjny finał festiwalu z 2004 roku, kiedy jury pod przewodnictwem Quentina Tarantino przyznało Złotą Palmę Michaelowi Moore’owi („Takie jest Cannes. Takie było zawsze. Polityczne? Raczej solidarne ze wszystkimi gestami wolnościowymi. Z demokracją. Z artystami wykazującymi obywatelską odwagę” [s. 233]), a przy okazji edycji z 2008 roku przywołuje zerwany festiwal z 1968 („W Cannes współistnieje ze sobą wielka komercja, gwiazdy na czerwonym dywanie i krytyczne spojrzenie na świat […]. Ale równocześnie na niektórych projekcjach atmosfera jest gorąca jak na politycznym mityngu” [s. 293]).
Kluczowy element publikacji – recenzje obejrzanych w Cannes filmów – to przede wszystkim teksty mocno osadzone w kontekście konkretnych imprez. Sobolewski nie tylko stara się opisać każde kolejne dzieło na tle festiwalowego pejzażu, ale także społeczno-kulturowego klimatu tamtego roku. Relacjonuje, jak film został odebrany przez krytykę, ale niejednokrotnie zwraca również uwagę na jego genezę. Wybiera zarówno te, które zrobiły na nim szczególne wrażenie, jak i takie, które po prostu na Lazurowym Wybrzeżu były intensywnie dyskutowane. Pojawiają się zatem obrazy największych gwiazd kina (autor nie przegapia rzecz jasna kolejnych premier m.in. Pedra Almodóvara, Larsa von Triera, Michaela Hanekego, Mike’a Leigha, Kena Loacha czy braci Dardenne), ale też takie, które szczególnie zwróciły jego uwagę, np. „Lourdes” Jessiki Hausner z 2009 roku lub „Inwazja barbarzyńców” Denysa Arcanda z 2003. Krótki artykuł o tym ostatnim kończy krytyk konstatacją, że komedia ta „oglądana w czasach Trumpa nabiera nowego wymiaru – tęsknoty za Europą” (s. 206). Tego typu uwag, będących dowodem na to, że w omawianej publikacji niektóre teksty zostały przepisane lub ponownie zredagowane, znajdziemy dużo więcej. Chyba najbardziej symptomatyczny tekst zredagowany po dłuższym czasie od pierwotnej publikacji, dotyczy obrazu nagrodzonego Złotą Palmą w 1994. W przedrukowanym tekście Sobolewski przyznaje: „Wtedy, w Cannes, zlekceważyłem »Pulp Fiction«. Potraktowałem ten film, jako zabawną, choć krwawą parodię kryminału, w gruncie rzeczy pozbawioną znaczenia” (s. 53). Zamiast pełnej rezerwy recenzji mamy zatem krótkie omówienie mające zobrazować wpływ Tarantina dla wchodzącego w nową erę kina. Takie rozwiązanie – obudowywanie starszych tekstów nowymi refleksjami – pozwala lepiej zrozumieć to, w jaki sposób zmieniają się gusta krytyki, a także, jak pewne teksty kultury ugruntowują swoją pozycję (rzeczony Tarantino), a inne – ją tracą (np. „Tańcząc w ciemnościach” Larsa von Triera, zdobywca Złotej Palmy z 2000 roku).
Książka Tadeusza Sobolewskiego z całą pewnością nie przypadnie do gustu każdemu kinomanowi. Nie ma tutaj kontrowersyjnych sądów, plotek, ostrych komentarzy, a recenzje, choć nie zawsze pozytywne, okazują się przemyślane i wyważone. Nie jest to porywająca lektura, tom przypomina raczej spokojny, kontemplacyjny spacer ze znajomym profesorem, który opowiada o tym, co kocha najbardziej. I co najważniejsze – w co bezgranicznie wierzy. Mnie ta podróż bardzo wzbogaciła i z całą pewnością do opowieści Sobolewskiego będę jeszcze wielokrotnie wracał. A sam tom znajdzie miejsce na półce tuż obok „Historii filmu” Jerzego Płażewskiego. Inaczej być nie może.
Tadeusz Sobolewski: „Cannes. Religia kina”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

