ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Weronika Łęska,

SŁOŃCE, BŁONA

A A A
Weronika Łęska

Słońce

 

 

 

 

 

 

p    y    ł    y          n    a         l    i    ś    c    i    a    c    h

Rośliny – wygłodniałe, zdechną bez słońca albo od słońca,

polecą w drobiny, drobniaczki, grosze dla ciała, bóg zapłać.

Ciało – chude, brzydkie, biedne. Trzeba odczekać x lat, to

może

wróci do siebie. Ile dni musi minąć? Nie wiem. Policz.

___________________ wymywanie ___________________

___________________  wmywanie  __________________

____________________  macierz  ____________________





Błona

ma babcia wstaje rano, zjada śniadanie, pościela łuszko i wstawia pranie. Ma pedanterię chroniczną. Ma nieuleczalne krzątactwo. Szoróje; składa; układa; przekłada; penetruje ciało pokoju. Myje te podłoge co ją myła wczoraj. Burdel ocenia na chłodno. I nigdy się nie rozsiada, się kręci, nie pyta po co. B. O. Co innego ma robić? Bo przecież trzeba coś robić. Bo jak to tak nic nie robić ? Bo jest Kobietą (tak jak jej matka). I tak jak jej babka. I: matka babki. I, babka-babki. Moja babcia walczy z entropią. Moja babcia wiecznie się ksząta. W świątyni mej babci zawsze jest. CZYSTO. Nie ma kórzó na szafkach. Ma babcia rano wstaje, otwiera okno, pieli, podlewa kwiaty. Ma w domu magazyn zielony. Ma wieczne zbieractwo w M2. Nie ma tu działki, ale jest balkon, poza parkiem, lasem i tundrą. Tragedia, gdy mamy zgon. Roślina wzrastała powoli, lecz wkrótce powoli umarła. Żywot oddała w pozycji klamrowej. Gnijąc od korzenia/usychając od liści. Moja babcia wyjmuje pożółkłe ciała. Bada ich kolor i kształt. Wwąchuje się w wilgotną zięmię, rozgniata palcami łodyżki. 



Zdjęcie wykonała Barbara Kubska.