PRZERWY NA SZLUGA NA PÓŁDZIKO
A
A
A
przerwy na szluga na półdziko
I.
jesienią w mieście zawsze smog więc w sumie wszystko jedno
przeczyścić przepalić płuca
zjadam ciebie w dwójnasób łączymy na chwilę procesy chemiczne
można wziąć oddech nawiązać relację love-hate
chcemy czegoś szczerego bez filtra prosto i na temat
świat nowych możliwości pełną piersią z naroślami
nieważne co byle coś wciągać
pokaż mi gdzie zjadasz powietrze
chłodne jesienne gryzie w gardło
wydmuchuję ci dym między liście dla zabawy bo tak to
artystycznie wygląda i znajomo pachnie
jesteśmy kumplami co nie jesteśmy blisko dzielimy się tlenem i dwutlenkiem węgla
i ponad siedemdziesięcioma substancjami rakotwórczymi
jak pośredni pocałunek albo naplucie w twarz to zależy
II.
cicho jak z bicza trzasnął. wszystko naokoło
wszystko
szumi jest ordynarnie podeschnięte liście powyginane w pałąk niedopałki
spalają się szczątki mogłyby być twoje, zastanawiam się czy składam ci groźby karalne
odbyło się to trzy dni temu. chociaż bardziej dwie noce dziś będzie trzecia
rozumiesz w taki sposób? trzy światła krócej
jeśli nie to nawet lepiej przynajmniej mi oszczędzisz
czy mogę coś zrobić czy się spodziewałeś
czy chcesz się lepiej poczuć czy tutaj ci dobrze
na powierzchni bierny palacz pod spodem
w śmieciu i gruzie i glebie
chciałbym wydrapać norę aż do korzeni jak dziki pies
piasek pod paznokciami i wilgotna ziemia
oblepiona plątanina zupełnie inaczej niż na obrazkach
wczołgać się tam do ciebie głęboko
położę się i zostanę jebie ode mnie
szlugiem sory nie musisz mnie przytulać
i wiem że masz pewnie wyjebane nie wiem już jak z nim rozmawiać zresztą generalnie
to nie jest jego sprawa to za daleko
nie możemy sobie opowiedzieć no i spoko
i tak nie chce mi się z nikim gadać
III.
pada mocno i siwo pierwszą jesienią mokre mięso i mokra celuloza
inaczej. woda oblepia jak coś brudnego i chcę umyć ręce
nieogrzana nieswoja zdziczała
zastanawiam się czy osiada na tobie sadza bo tu wszyscy palą pety porozwalane
na ziemi czasem je zbieram ale przeważnie się brzydzę
dziwnie mi nad tobą stać bo jakoś zawsze kucam
skończyły mi się fajki i muszę czymś zająć ręce więc jak dziecko nagrzanego palnika
wiem jak smakujesz na opuszkach palców ślisko i gorzko na języku
zawiesina z zapylenia
mokry asfalt i światła latarni tonące bez fanfary
wycieram wilgoć w spodnie miałem kiedyś kwiatek na oknie trzeba było mu
czyścić liście z kurzu mokrą szmatką wtedy błyszczały ciebie co najwyżej mogę okryć
parasolem albo potrzeć brudnymi palcami
IV.
nikotyna podobno zmniejsza apetyt podobno się chudnie
tamte kwiatki przy ścieżkach dostają nawozu może się z tobą dzielą
piątka na bułkę ludzie nie sprzątają tu po psach nic straconego
małe czarne jagódki zeschły niezjedzone ja wezmę w naturze nic się nie marnuje
ptasi kwas żołądkowy metale ciężkie
mało słońca dzisiaj ale w lecie widziałem jak wybujniałeś dobrze odżywiony i jasny
chociaż ledwo jest co jeść nam to nie przeszkadza
zupki chińskie w przepuszczalnej glebie
byle nie ssało w brzuchu
trzeba zjeśćdo końca aż do filtra tym bardziej jak się nie ma pieniędzy na nałogi
wszystko się jakoś zabliźni tylko nie te dziury w liściach jak wypalone
dla postronnych to głównie kłopot natury estetycznej
powiem im że jesteś monsterą gdyby pytali
zęby koparek powyrywały z korzeniami brzozy ale ty nie byłeś chyba
wystarczająco pożywny
mamy tu ochłapy betonu z pańskiego stołu zrobimy sobie ucztę zrobimy
toast z kałuży i strzepnę ci popiół bliżej niż zwykle podobno
idealnie sprawdza się jako nawóz
V.
wydamy potomstwo z takimi samymi dziurami i równie pełne
toksyn i mikroplastiku lecz żywe, wypchnięte w bólach okupione wydatkiem
energetycznym czy warto można by polemizować
ja z tobą wolę milczeć
rośnie w nas pospolite cudotwórstwo
zmarznięte dłonie i biologizmy i owulacje i klonowe siewki w twoim cieniu
jeśli się rozsiejesz to nie będę wiedzieć gdzie
dbałbym żeby nie rzucać pod twoje dzieci niedopałków
mógłbym zabrać jedną z tych śmiesznych kuleczek do domu i wsadzić w doniczkę
ale pewnie nic by nie wyrosło
wolisz urodzić naturalnie czy w podłożu ze sklepu?
strzepuję żar spada na ziemię i w niej znika
jeśli ciebie połknę to czy wrośnie we mnie
może zagnieździsz mi się w brzuchu jak piękny pasożyt
zakwitniesz z moich ust
Zdjęcie wykonała Barbara Kubska.
/oddychamy
I.
jesienią w mieście zawsze smog więc w sumie wszystko jedno
przeczyścić przepalić płuca
zjadam ciebie w dwójnasób łączymy na chwilę procesy chemiczne
można wziąć oddech nawiązać relację love-hate
chcemy czegoś szczerego bez filtra prosto i na temat
świat nowych możliwości pełną piersią z naroślami
nieważne co byle coś wciągać
pokaż mi gdzie zjadasz powietrze
chłodne jesienne gryzie w gardło
wydmuchuję ci dym między liście dla zabawy bo tak to
artystycznie wygląda i znajomo pachnie
jesteśmy kumplami co nie jesteśmy blisko dzielimy się tlenem i dwutlenkiem węgla
i ponad siedemdziesięcioma substancjami rakotwórczymi
jak pośredni pocałunek albo naplucie w twarz to zależy
/żałoba
II.
cicho jak z bicza trzasnął. wszystko naokoło
wszystko
szumi jest ordynarnie podeschnięte liście powyginane w pałąk niedopałki
spalają się szczątki mogłyby być twoje, zastanawiam się czy składam ci groźby karalne
odbyło się to trzy dni temu. chociaż bardziej dwie noce dziś będzie trzecia
rozumiesz w taki sposób? trzy światła krócej
jeśli nie to nawet lepiej przynajmniej mi oszczędzisz
czy mogę coś zrobić czy się spodziewałeś
czy chcesz się lepiej poczuć czy tutaj ci dobrze
na powierzchni bierny palacz pod spodem
w śmieciu i gruzie i glebie
chciałbym wydrapać norę aż do korzeni jak dziki pies
piasek pod paznokciami i wilgotna ziemia
oblepiona plątanina zupełnie inaczej niż na obrazkach
wczołgać się tam do ciebie głęboko
położę się i zostanę jebie ode mnie
szlugiem sory nie musisz mnie przytulać
i wiem że masz pewnie wyjebane nie wiem już jak z nim rozmawiać zresztą generalnie
to nie jest jego sprawa to za daleko
nie możemy sobie opowiedzieć no i spoko
i tak nie chce mi się z nikim gadać
/ciało
III.
pada mocno i siwo pierwszą jesienią mokre mięso i mokra celuloza
inaczej. woda oblepia jak coś brudnego i chcę umyć ręce
nieogrzana nieswoja zdziczała
zastanawiam się czy osiada na tobie sadza bo tu wszyscy palą pety porozwalane
na ziemi czasem je zbieram ale przeważnie się brzydzę
dziwnie mi nad tobą stać bo jakoś zawsze kucam
skończyły mi się fajki i muszę czymś zająć ręce więc jak dziecko nagrzanego palnika
wiem jak smakujesz na opuszkach palców ślisko i gorzko na języku
zawiesina z zapylenia
mokry asfalt i światła latarni tonące bez fanfary
wycieram wilgoć w spodnie miałem kiedyś kwiatek na oknie trzeba było mu
czyścić liście z kurzu mokrą szmatką wtedy błyszczały ciebie co najwyżej mogę okryć
parasolem albo potrzeć brudnymi palcami
/jemy
IV.
nikotyna podobno zmniejsza apetyt podobno się chudnie
tamte kwiatki przy ścieżkach dostają nawozu może się z tobą dzielą
piątka na bułkę ludzie nie sprzątają tu po psach nic straconego
małe czarne jagódki zeschły niezjedzone ja wezmę w naturze nic się nie marnuje
ptasi kwas żołądkowy metale ciężkie
mało słońca dzisiaj ale w lecie widziałem jak wybujniałeś dobrze odżywiony i jasny
chociaż ledwo jest co jeść nam to nie przeszkadza
zupki chińskie w przepuszczalnej glebie
byle nie ssało w brzuchu
trzeba zjeśćdo końca aż do filtra tym bardziej jak się nie ma pieniędzy na nałogi
wszystko się jakoś zabliźni tylko nie te dziury w liściach jak wypalone
dla postronnych to głównie kłopot natury estetycznej
powiem im że jesteś monsterą gdyby pytali
zęby koparek powyrywały z korzeniami brzozy ale ty nie byłeś chyba
wystarczająco pożywny
mamy tu ochłapy betonu z pańskiego stołu zrobimy sobie ucztę zrobimy
toast z kałuży i strzepnę ci popiół bliżej niż zwykle podobno
idealnie sprawdza się jako nawóz
/rodzimy
V.
wydamy potomstwo z takimi samymi dziurami i równie pełne
toksyn i mikroplastiku lecz żywe, wypchnięte w bólach okupione wydatkiem
energetycznym czy warto można by polemizować
ja z tobą wolę milczeć
rośnie w nas pospolite cudotwórstwo
zmarznięte dłonie i biologizmy i owulacje i klonowe siewki w twoim cieniu
jeśli się rozsiejesz to nie będę wiedzieć gdzie
dbałbym żeby nie rzucać pod twoje dzieci niedopałków
mógłbym zabrać jedną z tych śmiesznych kuleczek do domu i wsadzić w doniczkę
ale pewnie nic by nie wyrosło
wolisz urodzić naturalnie czy w podłożu ze sklepu?
strzepuję żar spada na ziemię i w niej znika
jeśli ciebie połknę to czy wrośnie we mnie
może zagnieździsz mi się w brzuchu jak piękny pasożyt
zakwitniesz z moich ust
Zdjęcie wykonała Barbara Kubska.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

