ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Kasjo Kmiecik,

PRZERWY NA SZLUGA NA PÓŁDZIKO

A A A
przerwy na szluga na półdziko
 


/oddychamy

 

I.

jesienią w mieście zawsze smog więc w sumie wszystko jedno

przeczyścić przepalić płuca

zjadam ciebie w dwójnasób łączymy na chwilę procesy chemiczne

można wziąć oddech nawiązać relację love-hate

chcemy czegoś szczerego bez filtra prosto i na temat

świat nowych możliwości pełną piersią z naroślami

nieważne co byle coś wciągać

 

pokaż mi gdzie zjadasz powietrze

chłodne jesienne gryzie w gardło

wydmuchuję ci dym między liście dla zabawy bo tak to

artystycznie wygląda i znajomo pachnie

jesteśmy kumplami co nie jesteśmy blisko dzielimy się tlenem i dwutlenkiem węgla

i ponad siedemdziesięcioma substancjami rakotwórczymi

jak pośredni pocałunek albo naplucie w twarz to zależy

 

 
 


/żałoba

 

II.

cicho jak z bicza trzasnął. wszystko naokoło

wszystko

szumi jest ordynarnie podeschnięte liście powyginane w pałąk niedopałki

spalają się szczątki mogłyby być twoje, zastanawiam się czy składam ci groźby karalne

odbyło się to trzy dni temu. chociaż bardziej dwie noce dziś będzie trzecia

rozumiesz w taki sposób? trzy światła krócej

 

jeśli nie to nawet lepiej przynajmniej mi oszczędzisz

czy mogę coś zrobić czy się spodziewałeś

czy chcesz się lepiej poczuć czy tutaj ci dobrze

na powierzchni bierny palacz pod spodem

w śmieciu i gruzie i glebie

chciałbym wydrapać norę aż do korzeni jak dziki pies

piasek pod paznokciami i wilgotna ziemia

oblepiona plątanina zupełnie inaczej niż na obrazkach

wczołgać się tam do ciebie głęboko

położę się i zostanę jebie ode mnie

szlugiem sory nie musisz mnie przytulać

i wiem że masz pewnie wyjebane nie wiem już jak z nim rozmawiać zresztą generalnie

to nie jest jego sprawa to za daleko

 

nie możemy sobie opowiedzieć no i spoko

i tak nie chce mi się z nikim gadać

 

 

 
/ciało

 

III.

pada mocno i siwo pierwszą jesienią mokre mięso i mokra celuloza

inaczej. woda oblepia jak coś brudnego i chcę umyć ręce

nieogrzana nieswoja zdziczała

zastanawiam się czy osiada na tobie sadza bo tu wszyscy palą pety porozwalane

na ziemi czasem je zbieram ale przeważnie się brzydzę

 

dziwnie mi nad tobą stać bo jakoś zawsze kucam

skończyły mi się fajki i muszę czymś zająć ręce więc jak dziecko nagrzanego palnika

wiem jak smakujesz na opuszkach palców ślisko i gorzko na języku

zawiesina z zapylenia

mokry asfalt i światła latarni tonące bez fanfary

wycieram wilgoć w spodnie miałem kiedyś kwiatek na oknie trzeba było mu

czyścić liście z kurzu mokrą szmatką wtedy błyszczały ciebie co najwyżej mogę okryć

parasolem albo potrzeć brudnymi palcami

 

 

 
/jemy

 

IV.

nikotyna podobno zmniejsza apetyt podobno się chudnie

tamte kwiatki przy ścieżkach dostają nawozu może się z tobą dzielą

piątka na bułkę ludzie nie sprzątają tu po psach nic straconego

małe czarne jagódki zeschły niezjedzone ja wezmę w naturze nic się nie marnuje

ptasi kwas żołądkowy metale ciężkie

mało słońca dzisiaj ale w lecie widziałem jak wybujniałeś dobrze odżywiony i jasny

chociaż ledwo jest co jeść nam to nie przeszkadza

zupki chińskie w przepuszczalnej glebie

byle nie ssało w brzuchu

trzeba zjeśćdo końca aż do filtra tym bardziej jak się nie ma pieniędzy na nałogi

wszystko się jakoś zabliźni tylko nie te dziury w liściach jak wypalone

dla postronnych to głównie kłopot natury estetycznej

powiem im że jesteś monsterą gdyby pytali

zęby koparek powyrywały z korzeniami brzozy ale ty nie byłeś chyba

wystarczająco pożywny

mamy tu ochłapy betonu z pańskiego stołu zrobimy sobie ucztę zrobimy

toast z kałuży i strzepnę ci popiół bliżej niż zwykle podobno

idealnie sprawdza się jako nawóz

 

 

 
/rodzimy

 

V.

wydamy potomstwo z takimi samymi dziurami i równie pełne

toksyn i mikroplastiku lecz żywe, wypchnięte w bólach okupione wydatkiem

energetycznym czy warto można by polemizować

ja z tobą wolę milczeć

rośnie w nas pospolite cudotwórstwo

zmarznięte dłonie i biologizmy i owulacje i klonowe siewki w twoim cieniu

jeśli się rozsiejesz to nie będę wiedzieć gdzie

dbałbym żeby nie rzucać pod twoje dzieci niedopałków

mógłbym zabrać jedną z tych śmiesznych kuleczek do domu i wsadzić w doniczkę

ale pewnie nic by nie wyrosło

wolisz urodzić naturalnie czy w podłożu ze sklepu?

 

strzepuję żar spada na ziemię i w niej znika

jeśli ciebie połknę to czy wrośnie we mnie

może zagnieździsz mi się w brzuchu jak piękny pasożyt

zakwitniesz z moich ust

 

 

Zdjęcie wykonała Barbara Kubska.