SILENE VULGARIS
A
A
A
Silene vulgaris
Jeździli z prawej do lewej daleko od niej z lewej do prawej przewozili piach. Wywozili go gdzieś i tam znikali. Zanim przyszedł chłód jeździli dalej po prawej i z prawej do lewej wtedy światło się lało na jej otwarte liście. Było ciepło i deszcz nie przeszkadzał obojętny jak akacje na przeciw i trawa która wyrastała obok. Wtargnęła między nią w końcu szorstkie źdźbła o jej łodygę a korzenie musiały cofnąć się przed tą bezwzględną trawią głupotą. Głucha na prośby odporna na sprzeciw pochłaniała wodór i azot i wapń. Wtedy tamci jeździli już z lewej do prawej bliżej po lewej po płaskim i pomarańczowym a potem jechali za klony.
Przyjechali jednego dnia i ścięli te klony teraz mogła widzieć dalej ale trawa wciąż uparcie i niezręcznie była. Przynajmniej oni jeździli. Słońca było już zupełnie niewiele kiedy przyszedł i stanął koło niej stanął po jej stronie i zdeptał dla niej trawę ciężkimi krokami. Pokazywali coś sobie kroili jej pagórek głosem krzyczeli ponad nią akacjom to się nie podobało ona myślała że chcą ich dla siebie tak myślała dokładnie bo oni jeździli od lewej do prawej i z powrotem za dęby bo klonów już nie było. Głośni być może ale intensywni i żywi tam daleko za dębami wywozili ich piach. Ziemia była już zimna i woda zbyt wolna kwiaty swędziały gorzej niż łodyga od trawy kiedy owoce pulsowały i rosły i czuły. W końcu wynędzniałe płatki opadły na trawę tę głupią idiotyczną niech ją teraz łaskoczą drapią jak ona drapała ją.
Przyjechali tego dnia i ścieli akacje. Wjechali wtedy na jej pagórek móc wreszcie z bliska patrzeć niech jeżdżą tu teraz od lewej do prawej w górę i w dół w górę i w dół i nie przestawali w górę w dół w górę.
4 września
zwał
obszar 5B
obsz 5C
wywózka – ul. Kamienna
jutro: Radek i Michał
Zdjęcie wykonała Karolina Pawlik.
Jeździli z prawej do lewej daleko od niej z lewej do prawej przewozili piach. Wywozili go gdzieś i tam znikali. Zanim przyszedł chłód jeździli dalej po prawej i z prawej do lewej wtedy światło się lało na jej otwarte liście. Było ciepło i deszcz nie przeszkadzał obojętny jak akacje na przeciw i trawa która wyrastała obok. Wtargnęła między nią w końcu szorstkie źdźbła o jej łodygę a korzenie musiały cofnąć się przed tą bezwzględną trawią głupotą. Głucha na prośby odporna na sprzeciw pochłaniała wodór i azot i wapń. Wtedy tamci jeździli już z lewej do prawej bliżej po lewej po płaskim i pomarańczowym a potem jechali za klony.
Przyjechali jednego dnia i ścięli te klony teraz mogła widzieć dalej ale trawa wciąż uparcie i niezręcznie była. Przynajmniej oni jeździli. Słońca było już zupełnie niewiele kiedy przyszedł i stanął koło niej stanął po jej stronie i zdeptał dla niej trawę ciężkimi krokami. Pokazywali coś sobie kroili jej pagórek głosem krzyczeli ponad nią akacjom to się nie podobało ona myślała że chcą ich dla siebie tak myślała dokładnie bo oni jeździli od lewej do prawej i z powrotem za dęby bo klonów już nie było. Głośni być może ale intensywni i żywi tam daleko za dębami wywozili ich piach. Ziemia była już zimna i woda zbyt wolna kwiaty swędziały gorzej niż łodyga od trawy kiedy owoce pulsowały i rosły i czuły. W końcu wynędzniałe płatki opadły na trawę tę głupią idiotyczną niech ją teraz łaskoczą drapią jak ona drapała ją.
Przyjechali tego dnia i ścieli akacje. Wjechali wtedy na jej pagórek móc wreszcie z bliska patrzeć niech jeżdżą tu teraz od lewej do prawej w górę i w dół w górę i w dół i nie przestawali w górę w dół w górę.
4 września
zwał
obszar 5B
obsz 5C
wywózka – ul. Kamienna
jutro: Radek i Michał
Zdjęcie wykonała Karolina Pawlik.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

