ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Katarzyna Cichostępska,

ROŚLINNE LONG STORY SHORT

A A A
[roślinne long story                                                 s h o r t ]

 

Byliśmy rozległą zbiorowością, aż po horyzont. W naszych trawach chowały się setki owadów i robali. Gdy te małe stworzenia umierały, gleba pobierała z ich martwych ciał pożywkę dla siebie, co pozwalało jej być lepszą dla nas.

 
N i e p r z e r w a n y  k r ą g  ż y c i a .

 

Czasami w słoneczne dni zdarzało się nam wabić innych kwiatami – ich słodkim pyłkiem i barwnymi płatkami. Kiedy teraz o tym myślimy, cóż, chyba przyciągaliśmy do siebie zbyt mocno.

 
P r z y s z e d ł  c z ł o w i e k .

 

Najpierw zgniatał nas swoim ciężarem, to biegając po nas, to jedząc pikniki na ciężkich, duszących kocach. Pił i palił, zostawiając po sobie śmieci. Zostaliśmy przez niego sprzedani i kupieni. Złoty interes, dobry grunt i lokalizacja! – krzyczała reklama, przez którą nas zrównano, zabito i pogrzebano.

 
C z u l i ś m y  j e ż d ż ą c e  m a s z y n y  o r a z  g r u b e  p o d e s z w y .

 

Każdego dnia próbowaliśmy się przebić do światła. Na marne. Blokowały nas ciężkie stosy cegieł, wyrastające na ziemi niczym wielkie pnie drzew, a trujące substancje przedostały się wszędzie, nawet do gleby. Kolejne monstra pojawiały się w zawrotnym tempie, aż powstała ich cała gromada. Po nas zostały tylko niszczejące korzonki. Nasze truchła.

 
Z a g o s p o d a r o w a n o  n a s .

 

Pogodziliśmy się z losem… Aż pewnego dnia stukot, łomot i szmer ucichły. Ceglane monstra zamarły. Ucieszyliśmy się, gdy razem z ciszą pojawiły się pęknięcia. Powietrze się oczyściło, zobaczyliśmy światło. Poczuliśmy siłę.

 
W a l k a  s i ę  r o z p o c z ę ł a .

 

Najlepsi z nas wyruszyli w podróż do światła. Mozolnie wspinali się po murach, zakorzeniali w ścianach. Mijały mrozy i upały, a nasze pędy na nowo pokrywały utracony wcześniej teren. Zdarzały się dni, gdy ludzie wracali. W małych grupach, zazwyczaj wyprostowani i gładcy. Wróciło picie i palenie. Przyszła też hałaśliwa muzyka, a niekiedy odrywano nas od ścian.

 
Z n o w u  p o  n a s  d e p t a l i ,  a l e  b y l i ś m y  u o d p o r n i e n i .

 

Z tym mogliśmy walczyć. Z tym mogliśmy żyć. Szczególnie że wróciły owady. Przekazywały nam, że się spisaliśmy. Fabryka umarła. A my przejęliśmy jej szkielet, który był teraz naszą podporą. Byliśmy uradowani, tak bardzo, że niektórzy z nas przywdziali kolorowe płatki.

 
… i  t o  b y ł  n a s z  b ł ą d .

 

Nim ktokolwiek się zorientował, zostaliśmy ogrodzeni. Pojawiły się żółte tabliczki. Wróciły ciężkie, miażdżące i niszczące maszyny. Tyle lat pracy i dostosowywania się do nowych warunków… wszystko na marne.
 


     P o n o w n i e  n a s  p o g r z e b a n o ,  t y m  r a z e m  z  g r u z a m i  b u d y n k ó w .

 

Raz, leżąc w ciemnościach gleby, kilkoro z nas usłyszało rozmowę o szalonym zarządzie, który podobno „chciał wybudować na tej chemii i śmieciach park przyjazny rodzinom”. Robotnicy go obśmiewali. Grunt odtruwano jesienią, zimą oraz latem.

 
M i e l i ś m y  n a d z i e j ę ,  ż e  z b l i ż a  s i ę  k o n i e c  i  l u d z i e  o d e j d ą .

A l e  o n i  r o z p o c z ę l i  b u d o w ę.  K o l e j n ą .

 

Ubijali, użyźniali i mieszali glebę, aż jej perfekcyjnie nie wyrównano. Wykorzystali stare, metalowe elementy zakładów przemysłowych do stworzenia latarni. Położyli prostą kostkę brukową i wyznaczyli tereny, gdzie zasiano świeżą trawę.

 
Z a s k o c z y l i  n a s .

 

Chcieliśmy zobaczyć, jak wszystko wygląda, więc ponownie wyrośliśmy ponad powierzchnię gleby. Przekazaliśmy wciąż będącym pod ziemią, że naprawdę powstał park i znajdujemy się właśnie w otoczeniu drewnianych ławek. Opowiadaliśmy o różach pnących, tworzących wysokie łuki nad ścieżkami. Mówiliśmy o koszach na śmieci i sprzątaczach, którzy w czasach upadku fabryki mogliby być naszym wybawieniem.
 


A ż  n a g l e  z o s t a l i ś m y  w y r w a n i  z  k o r z e n i a m i  i  n a z w a n i   c h w a s t a m i .

 

Od tamtej pory w wyrazie solidarności – oraz odczuwanego zmęczenia po całej tej walce – co jakiś czas kolejny chwast wydostaje się na powierzchnię, aby robotnik go pochwycił i wyrzucił. Tym sposobem zrobiliśmy miejsce pożądanym przez ludzi roślinom.

 
U m a r l i ś m y  p o  r a z  o s t a t n i .

 

 

Zdjęcie wykonał Michał Jędrzejowski.