ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (515) / 2025

Maja Baczyńska,

OPERA I/CZY BALET?

A A A
Kwiecień w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie obfitował w interesujące wydarzenia. Uwadze miłośników opery z pewnością nie uszła „Ariadna na Naxos” w reżyserii Mariusza Trelińskiego (ja akurat miałam przyjemność oglądać spektakl podczas jego piątego wystawienia 25 kwietnia). Z kolei pasjonaci baletu mieli swoje doroczne święto w postaci „Kreacji 17. Warsztatu choreograficznego”, na który złożył się cykl zróżnicowanych, tanecznych miniatur przygotowanych przez artystów Polskiego Baletu Narodowego (oglądałam ostatnią prezentację w dniu 29 kwietnia). Nieprzypadkowo zestawiam te na pozór różne wydarzenia obok siebie. W istocie reprezentują one dwie tendencje w repertuarze TWON, które od jakiegoś czasu stają się coraz bardziej widoczne.

Na jednej szali mamy spektakle operowe, w których nie brak inspiracji filmowych – są to z reguły na wskroś współczesne, nowatorskie interpretacje, których akcja coraz częściej bywa przenoszona do świata przyszłości. Nie tak dawno na deskach Teatru Wielkiego podziwialiśmy operę „Simon Boccanegra” Giuseppe Verdiego w scenerii rodem z „Diuny” i w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, reżyserki nagrodzonej w 2022 roku Złotymi Lwami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za „Silent Twins”. Na drugiej szali mamy zaś imponujące przedstawienia baletowe, w tym prezentacje eksponujące pomysłowość tancerzy doskonalących się w ramach warsztatu dla młodych choreografów – i to właśnie na „Kreacjach” skupię się w moim omówieniu w pierwszej kolejności. Projekt w każdej swej odsłonie śmiało sięga tak do korzeni baletu i różnorakich tradycji tanecznych, jak i wybiera się na pogranicze sztuki tańca. Twórcy inspirują się nie tylko teatrem i filmem, ale i synkretyzmem sztuk i wszelkim eksperymentem.

Notabene, w tym roku nie zabrakło nawet aluzji do tańca towarzyskiego, czego przykładem mogła być pierwsza z prezentowanych miniatur – „Swing’a Ding!” w wykonaniu Magdy Studzińskiej i Alana Polańskiego. „Impulsem do stworzenia mojej pierwszej choreografii był film »La la land« Damiena Chazelle’a” – opowiada Ivan Pal – „Zaintrygowała mnie użyta w nim muzyka oraz wyjątkowe, bardzo teatralne środki wyrazu z pograniczu jazzu i Broadwayu”. W innej z miniatur istotną rolę odegrał z kolei rekwizyt – „Preludia poduszkowe” Anny Hop wytańczyli Paulina Magier i Jaime Bustamante (duet 1.), Julia Álvarez i Cormac McDonald (duet 2.) oraz Yume Okano i Diogo de Oliveira (duet 3.). Dużym atutem tej prezentacji była muzyka wykonywana na żywo przez pianistę Marcina Mazurka („Trzy preludia” George’a Gershwina). Zwracała tu uwagę doskonała synchronizacja tańca i muzyki, element spontaniczności, humorystyczne użycie poduszki jako rekwizytu, który w zależności od kontekstu łączy lub dzieli, niemniej zawsze pełni ważny element „tańczonej” relacji. Z dużym aplauzem publiczności spotkała się miniatura O.N.S. Eugénie Hecquet. Mimo oszczędnej formy, całość rzeczywiście wypadła bardzo przekonująco. Na scenie mogliśmy podziwiać duet: Eugénie Hecquet i Cezarego Wąsika, którzy zatańczyli do muzyki Kangdinga Raya. W bardzo ciekawym i ambitnym układzie choreograficznym opowiedzieli historię pewnej krótkiej, acz intensywnej znajomości. Minimalistyczne kostiumy pasowały do ogólnej estetyki tej formy, a scenografia i światło, za które odpowiadał Grzegorz Paluszewski dopełniły klimatu opowieści.

Na mnie osobiście duże wrażenie wywarła choreografia znanej z filmuŚwięto ognia” Joanny Drabik. Miniatura o tajemniczym tytule BWRSV_263 na zespół taneczny podjęła temat jednostki w tłumie, jej inności, w końcu jej przewodnictwa, a wreszcie wyniesienia jej przez zbiorowość do rangi ikony i przez ów zbiorowość jej wchłonięcia (jak to często z ikonami w kulturze bywa) „Ważnym elementem była dla mnie współpraca z Edgarem Lewandowskim, znawcą i tancerzem tańca barokowego” – wyjaśnia w programie Drabik – „Z dużą otwartością na nowe doświadczenia eksperymentowaliśmy odnosząc się do sztuki choreograficznej tego okresu. Punktem wyjścia była dla nas skodyfikowana forma tańca barokowego utrwalonego notacją Beauchampa-Feuilleta” – mówi, w dalszej części wypowiedzi. Podkreśla natomiast, jak istotne było dekonstruowanie i składanie na nowo fragmentów notacji w całość, budowanie na kanwie tradycji współczesnej formy choreograficznej. Wypadło to bardzo ciekawie, a w swej wymowie była to rzeczywiście jedna z głębszych prezentacji tego wieczoru. Sama Joanna Drabik pojawiła się jeszcze w finale jako solistka – w „Salomé” (nomen omen przy muzyce Richarda Straussa). Podobnie jak w dramacie Oscara Wilde’a czy w operze Richarda Straussa księżniczka Judei na życzenie Heroda wykonuje „Taniec siedmiu zasłon”, zakończony makabryczną prośbą. W dzisiejszych, niespokojnych czasach wybrzmiało to co najmniej złowróżbnie. I mimo że ta akurat miniatura wydała mi się nieco przerysowana, to nie sposób nie docenić eterycznych, doskonale dopełniających ruch kostiumów Emila Wysockiego oraz atutów aktorskich Drabik.

Zresztą właściwie każda z zaprezentowanych tego wieczoru miniatur zasługuje na słowa uznania. FormaAdam celebrated” Gianniego Melfi z pewnością mogła przypaść do gustu wszystkim darzącym sentymentem balet w swym klasycznym, bodaj najszlachetniejszym wydaniu. Jednakże to „Nostalgia” Kristófa Szabó na długo pozostanie w pamięci widowni. Kunszt taneczny, pomysłowość, różnorodność – wszystko tutaj było fascynujące. Na pewno wyróżniła się na tle pozostałych miniatur, bodaj najbardziej emocjonalna, najbardziej świadomie budująca narrację z wykorzystaniem tak potencjału scenografii, jak i twórczego dialogu pomiędzy tancerzami. Opowieść była bardzo przemyślana, podobnie jak i kolorystyka. „»Nostalgia« może być kojącym powrotem do beztroskiego dzieciństwa, ale także wspomnieniem chwil pełnych pasji, przywołując w nas bardziej skomplikowane uczucia, jak zazdrość czy pożądanie. Czasem znów, budząc się ze snu, tęsknimy za czymś, czego nigdy nie było…” – tłumaczy choreograf. Podczas ostatniego z planowanych wystawień Szabó zastąpił na scenie Patryka Walczaka, o którym pierwotnie myślał, tworząc choreografię, a który planuje wkrótce zakończyć swoją karierę.

Bohater „Nostalgii” przy muzyce Schuberta, Pärta oraz Tiomkina przygląda się swojemu życiu, w rezultacie czego przychodzą do niego najróżniejsze wspomnienia – jedne bardziej wyraźne, inne mniej, ale wciąż widoczne, nawet kiedy pozostają za warstwą delikatnego tiulu. Kristóf Szabó pochodzi z Węgier, jest absolwentem warszawskiej szkoły baletowej, a od 2017 roku zajmuje pozycję solisty Polskiego Baletu Narodowego. Podczas tegorocznych „Kreacji” nie po raz pierwszy zachwycił swoją techniką, ekspresją i interpretacją. To wyjątkowy tancerz, mający na swoim koncie wiele osiągnięć, a przy tym jest jednocześnie fantastycznym choreografem. Tymczasem „choreograf to rzadki ptak” – pisze absolutny autorytet w tej dziedzinie Krzysztof Pastor, dyrektor PBN – „Nie wyuczy go żadna szkoła, nie narodzi się też w samotności czterech ścian bez znajomości języka tańca utrwalonego we własnym ciele, bez wrażliwości muzycznej, wyobraźni przestrzennej i odwagi eksperymentowania, co więcej – bez chęci i możliwości intensywnej praktyki w tej dziedzinie”.

To wspaniale, że Pastor stwarza możliwość doskonalenia warsztatu choreograficznego swoim tancerzom, a co roku efekty tej pracy są tak satysfakcjonujące. Być może po prawdzie nieco ciekawsze propozycje zostały zaprezentowane rok temu, gdy to na scenie pojawiało się jeszcze więcej interesujących rozwiązań teatralnych oraz było zdecydowanie więcej muzyki na żywo i interakcji muzyków z tancerzami. Ale jeśli chodzi o celebrowanie sztuki tańca samej w sobie, to w tym roku znów był to majstersztyk.

I w tym miejscu muszę przyznać, że niekiedy mam wrażenie, iż wydarzenia baletowe w TWON bywają bardziej spójne koncepcyjnie i oryginalne niż te operowe, choć to jeszcze, rzecz jasna, zależy od realizacji i od sezonu. Nie przez przypadek w tej recenzji mocniej skupiłam się na „Kreacjach 17”. Widziana przeze mnie kilka dni wcześniej opera „Ariadna na Naxos” bez wątpienia miała potencjał, lecz jako całość pozostawiała niedosyt. I to mimo że prolog (wbrew założeniom twórców tak rozbudowany i intensywny jak gdyby był aktem I) wydał mi się szalenie aktualny i dowcipny, a właściwie zgodnie z zamysłem reżysera tragikomiczny, do tego pełen bardzo dobrych rozwiązań scenicznych i fabularnych, biorąc pod uwagę prowadzenie wielu bohaterów jednocześnie. Trafne było uczynienie główną bohaterką kompozytorkę, a nie – jak w oryginale – kompozytora („rola ta ze względu na wysoki głos wykonywana była przez kobietę” – wyjaśnia w jednym z wywiadów reżyser), co pogłębiło i trochę uwspółcześniło cały kontekst. Jednak akt I (następujący po prologu tej w gruncie rzeczy jednoaktowej opery) trochę zawiódł, mimo swojej kreacyjności i przeniesienia akcji w kosmos i silnych inspiracji 2001: „Odyseją kosmiczną” Kubricka. Co prawda, aspekt futurystyczny pozwolił pokazać różnice pomiędzy światem nieznających rozpaczy androidów a pełną cierpienia i jakże w nim ludzką Ariadną, niemniej zabieg ten odebrałam dość pretekstowo. Motyw człowieczeństwa i sztucznej inteligencji nie został tu wyczerpany, a zaledwie zarysowany. Oczywiście, wszystkie partie zostały doskonale zaśpiewane, momentami naprawdę poruszająco. Jednak biorąc pod uwagę renomę reżysera oczekiwało się po „Ariadnie” znacznie więcej. A tu prolog wydawał się zaskakująco nieprzystający do aktu pierwszego (chociaż dużo ciekawszy), mimo że opowiadał o twórcach, którzy właśnie tworzą „Ariadnę na Naxos”. Jedyna zachowana tutaj analogia dotyczyła przeżyć Kompozytorki w prologu i Ariadny w akcie zasadniczym – poza tym „szczegółem” oglądaliśmy dwie całkiem różne i na siłę ze sobą połączone historie. I nie da się „winą” obarczyć wyłącznie kompozytora i librecisty, którzy faktycznie prolog dopisali później (do kanonu wykonawczego weszła druga wersja dzieła z 1916 roku, podczas gdy pierwsza powstała w roku 1912). Jakiś głębszy sens się po prostu zagubił, a kiedy podczas braw na scenę wyszła odtwórczyni roli Kompozytorki , skądinąd doskonała w tej roli Svetlina Stoyanova, która wcześniej na koniec prologu padła chora lub martwa (?), a później nie pokazała się już wcale, pomyślałam, że szkoda że chociaż nie wniesiono jej na noszach, z których by wstała, abyśmy jako widzowie nadal wierzyli, że obejrzeliśmy „spektakl w spektaklu”. To mogłoby być humorystyczne i pomogłoby chociaż symbolicznie połączyć ze sobą obie części. I nawet mniej ważne, czy byłby to zabieg wierny wizji librecisty czy kompozytora, bo ostatecznie i tak w ich dzieło już zaingerowano.

Cóż, na pocieszenie pozostaje radość z doskonałej dynamiki prologu i duma z brawurowego wykonania partii wokalnych także w dalszej części opery. Ponadto muzyka Straussa stanowi bardzo ciekawy przykład dość prekursorskiego odejścia w swoich czasach od symfoniki w stronę kameralistyki. Zatem z całą pewnością operę tę warto poznać.

Reasumując, „Ariadna na Naxos” to spektakl oparty na znakomitych pomysłach, które nie zostały w moim odczuciu konsekwentnie rozwinięte, jakby zabrakło czasu na dopracowanie niuansów. Podkreślmy raz jeszcze, że materiał wyjściowy był interesujący – zarówno libretto wybitnego pisarza (rozmiłowanego w formach słowno-muzycznych i silnie zainspirowanego antykiem), Hugo von Hofmannsthala, jak i muzyka Richarda Straussa. Od strony wykonawczej nie tylko Svetlina Stoyanova jako Kompozytorka, lecz i Katarzyna Drelich jako Zerbinetta okazały się rewelacyjne, a na oklaski zasługują także pozostali wykonawcy, na czele z Nadją Stefanoff jako Primadonną/Ariadną i Rafałem Bartmińskim (notabene odznaczonym przy okazji jednego ze spektakli Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”) jako Tenorem/Bachusem. Dobrze też wypadł zmieniony jak u maszyny głos Mecenasa (Majordomusa), którego zagrał Adam Venhaus. Choreografia (Mateusz Zajdel, w przedstawieniu zarazem Nauczyciel tańca) i scenografia oraz koncepcja świateł (Fabien Lédé) także pozostawały na najwyższym poziomie. Orkiestra TWON pod dyrekcją Lothara Koenigsa zagrała generalnie bez zarzutu. A dramaturgia (Marcin Cecko) i reżyseria (Mariusz Treliński) jakby nierówne. A może po prostu nazwiska realizatorów rozbudziły zbyt wielkie nadzieje, czego nikt nie oczekiwał np. po wspomnianych wcześniejKreacjach”; bo przecież reżyser i dyrektor artystyczny TWON to postać dla opery wybitna.

Spektakl rozpoczął się… od przygotowań do spektaklu. Ale owe przygotowania zawarte w prologu były znacznie bardziej ekscytujące i przyćmiły właściwą operę. To były dwa różne światy. I dlatego inny miałam odbiór „Kreacji 17. Warsztatu choreograficznego” 29 kwietnia niż „Ariadny na Naxos” 25 kwietnia i „głosuję” na balet.

PROGRAM


IVAN PAL

SWING’A DING!

Muzyka ROYAL CROWN REVUE oraz HAROLD ADAMSON i JIMMY MCHUGH

Kostiumy MARTA LIPIŃSKA

Tańczą MAGDA STUDZIŃSKA i ALAN POLAŃSKI



EUÉNIE HECQUET

O.N.S.

Muzyka KANGDING RAY

Scenografia i światła GRZEGORZ PALUSZEWSKI

Tańczą EUGÉNIE HECQUET i CEZARY WĄSIK



JOANNA DRABIK

BWRSV_263

Muzyka JOHANN SEBASTIAN BACH, ANTONIO VIVALDI, CLAUDIO MONTEVERDI

Taniec barokowy EDGAR LEWANDOWSKI

(reinterpretacja notacji choreograficznej Beauchampa-Feuilleta)

Montaż ścieżki dźwiękowej PAWEŁ CZEKAŁA

Kostiumy EMIL WYSOCKI

Tańczą̨ JULIA ÁLVAREZ, OLIWIA GÓRECKA, PAULINA MAGIER oraz NIKODEM BIALIK, GREGOR GISELBRECHT, RYOTA KITAI i EDGAR LEWANDOWSKI



GIANNI MELFI

ADAM CELEBRATED

Muzyka ADOLPHE ADAM (Orfa, fragmenty)

Kostiumy EMIL WYSOCKI

Tańczą̨ MAR BONET SANS, NIKOLA DWORECKA, WIKTORIA KOTLIŃSKA, VANESSA VESTITA, MICHELA ZANZOTTERA oraz MIKOŁAJ CZYŻOWSKI, MARCO ESPOSITO, DIOGO DE OLIVEIRA, IVAN PAL i ALAN POLAŃSKI



ANNA HOP

PRELUDIA PODUSZKOWE

Muzyka GEORGE GERSHWIN (Trzy preludia)

Pianista MARCIN MAZUREK

Światła ANNA HOP

Tańczą̨ PAULINA MAGIER i JAIME BUSTAMANTE (duet 1.), JULIA ÁLVAREZ i CORMAC MCDONALD (duet 2.) oraz YUME OKANO i DIOGO DE OLIVEIRA (duet 3.)



KRISTÓF SZABÓ

NOSTALGIA

Muzyka FRANZ SCHUBERT, ARVO PÄRT, DIMITRI TIOMKIN

Kostiumy KRISTÓF SZABÓ

Tańczą PATRYK WALCZAK oraz AOI CHOJI, JAEUN JUNG, NATALIA PASIUT, YANA SHTANHEI i KASPER GÓRCZAK, GIANNI MELFI, ROBERTO OLIVIERI, CEZARY WĄSIK



ANTONIO LANZO

SALOME

Muzyka RICHARD STRAUSS

Tekst OSCAR WILDE

Kostiumy EMIL WYSOCKI

Tańczą̨ JOANNA DRABIK oraz NIKODEM BIALIK, PAWEŁDOBRZYŃSKI, CORMAC MCDONALD i IVAN PAL



ZESPÓŁ WARSZTATU

Menedżerowie projektu GIANNI MELFI i KRISTÓF SZABÓ

Koordynator techniczny MAGDA STUDZIŃSKA

Koordynator literacki, redakcja programu ADAM HUCZKA

Koncepcja plakatu GIANNI MELFI

Zdjęcia z prób i promocja REMY LAMPING



ARIADNA NA NAXOS

Opera w jednym akcie z prologiem

Libretto Hugo von Hofmannsthal

Oryginalna niemiecka wersja językowa



Sala Moniuszki 25/04/2025, piątek, godz. 19 (po raz 5)



Obsada:

Mecenas* (Majordomus) Adam Venhaus

Impresario* (Nauczyciel muzyki) Robert Gierlach

Kompozytorka* (Kompozytor) Svetlina Stoyanova

Tenor, Bachus Rafał BartmińskimKochanek* (Oficer) Bartosz Szwaciński

Choreograf* (Nauczyciel tańca) Mateusz Zajdel

Perukarz Bartosz Kieszkowski

Asystent Producenta* (Lokaj) Dariusz Machej

Zerbinetta Katarzyna Drelich

Primadonna, Ariadna Nadja Stefanoff

Arlekin Mikołaj Trąbka

Scaramuccio Emil Ławecki

Truffaldino Remigiusz Łukomski

Brighella Conny Thimander

Najada Sylwia Salamońska

Driada Magdalena Pluta

Echo Adriana Ferfecka



*Nazwy postaci nadane przez realizatorów spektaklu



Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej

Solo fortepianowe Anna Marchwińska



oraz tancerze: Małgorzata Czyżowska (kaskaderka), Monika Daukszo, Katarzyna Hołtra, Katarzyna Koziorz,Hanna Sech, Hanna Szurgot, Weronika Wołowicz, Marek Bula, Wojciech Kałuża, Jarema Serafin, Maciej Sufa, Michał Ciećka, Jakub Piotrowicz.



Dyrygent Lothar Koenigs

Reżyseria Mariusz Treliński

Scenografia i koncepcja świateł Fabien Lédé

Dramaturgia Marcin Cecko

Konsultacje dramaturgiczne w zakresie mitologii Julian Kutyła

Kostiumy Marek Adamski

Choreografia Maćko Prusak, Piotr Stanek

Reżyseria świateł Marc Heinz, Jasper Nijholt

Projekcje wideo Bartek Macias

Zdjęcia Michał Dąbal, PSC

Charakteryzacja i efekty specjalne Waldemar Pokromski

Efekty dźwiękowe Wojciech Frycz

Dyrektor ds. obsad Izabela Kłosińska



Koprodukcja: La Monnaie/ De Munt, Bruksela

Premiera: 4/04/2025

 
Fot. "Nostalgia" / Remy Lamping.