KOSZMAR W CZTERECH SMAKACH (ICE CREAM MAN. TOM 1: TĘCZOWA POSYPKA)
A
A
A
Odziany w biały uniform z charakterystyczną czapką, zawsze uśmiechnięty i wyrozumiały Rick to powszechnie lubiany lodziarz, dostarczający radość pod postacią mrożonych deserów. Równocześnie Rick jest demoniczną istotą o nadprzyrodzonych mocach, która prowadzi ze śmiertelnikami grę o niejasnych regułach. Rick może być twoim sprzymierzeńcem lub twoim katem – choć ról, które przyjmuje szczupły sprzedawca zimnych smakołyków, jest o wiele więcej.
Chcecie skosztować?
Zacznijmy zatem od „Malinowej niespodzianki”: pysznego dreszczowca, w którym detektywistyczne duo Hwan/Briggs stara się ustalić, co stało się z McAllisterami – małżonkami, których nikt nie widział od dziesięciu dni. Nikt, za wyjątkiem ich rozmiłowanego w lodach syna, cieszącego się z nieograniczonej wolności, podczas gdy jego rodzice powoli rozkładają się przy kuchennym stole…
Smaczne?
Dodajcie teraz „Tęczowej posypki”, a poznacie przejmującą opowieść o parze zakochanych, Karen i Jimie – niegdyś pięknych i młodych, dziś uciekających w narkotykowe sny. Pełniąca obowiązki narratorki Karen desperacko szuka środków na zakup kolejnej działki. Kradnąc furgonetkę z lodami, protagonistka wkracza na drogę bez powrotu, na końcu której czekać będzie…
Nadal głodni/głodne?
Jeśli szukacie innych doznań, co powiecie na „Stary dobry smak waniliowy”? Właśnie taki najbardziej przypada do gustu Budowi Hickeyowi: niegdysiejszemu rock’n’rollowemu bożyszczu, będącego de facto rozgoryczonym autorem jednego przeboju. Ale wszystko może się jeszcze zmienić – otóż muzyk odkrywa w swojej piwnicy przejście do psychodelicznej rzeczywistości, w której spotyka bohaterów/bohaterki legendarnych piosenek: majora Toma, Rocky Raccoona, Ziggy’ego Stardusta, Eleanor Rigby czy Ruby Tuesday. Razem z nimi Bud uczestniczy w…
A na koniec…
… pamiętajcie, że „Dobrzy chłopcy sobie radzą”: przekonuje o tym przypadek Joela, który ma wygłosić mowę pożegnalną na pogrzebie swojego przyjaciela, Chrisa. Rozmowa z ojcem zmarłego uświadamia protagoniście, że nikogo nie powinno się oceniać po pozorach, zaś rodzicowi Chrisa – że wciąż jest czas na pożegnanie się z ukochanym synem. Chris natomiast przekonuje się, iż życie po śmierci to nie kaszka z mleczkiem. Zaś lodziarz Rick może śmiało powiedzieć, że wprost go zmroziło na widok Caleba – odzianego w czerń przybysza, który ewidentnie ma na pieńku z tytułowym dostarczycielem przysmaków.
Upiorne, przewrotne, niepozbawione pazura, zwieńczone mocnymi puentami cztery opowiastki napisane przez W. Maxwella Prince’a („Swan Songs”) zyskują kapitalną asystę w wywołujących efekt obcości, ale i dreszcze ilustracjach Martína Morazzo („Snowfall”), mających zaskakująco wiele wspólnego z poetyką prac szkockiego artysty, Franka Quitely’ego („All-Star Superman”). Nieważne czy mówimy o leśnej głuszy, mrocznych zakątkach domu, rozświetlonej światłem dnia jadłodajni czy fantasmagorycznej przestrzeni nie z tego świata – wszystkie scenerie ukazane w „Ice Cream Manie” mają w sobie coś niepokojącego. A soczysta, pastelowa, stonowana bądź wprost nasycona szarością paleta barw (w zależności od charakteru danej sceny bądź całej sekwencji kadrów) to efekt znakomitej pracy kolorysty Chrisa O’Hallorana („Immortal Hulk”).
Mówiąc krótko (bo lody topnieją): brawurowe otwarcie nowej serii dowiezionej przez Shock Comics, która przypadnie do gustu miłośnikom/miłośniczkom nowelowych historyjek ze sporym dreszczykiem w duchu (filmowych, serialowych bądź komiksowych – wedle uznania) „Opowieści z krypty”, „Creepshow” czy dzieł Junjiego Ito.
Już wypatruję kolejnego kursu pstrokatej furgonetki.
Chcecie skosztować?
Zacznijmy zatem od „Malinowej niespodzianki”: pysznego dreszczowca, w którym detektywistyczne duo Hwan/Briggs stara się ustalić, co stało się z McAllisterami – małżonkami, których nikt nie widział od dziesięciu dni. Nikt, za wyjątkiem ich rozmiłowanego w lodach syna, cieszącego się z nieograniczonej wolności, podczas gdy jego rodzice powoli rozkładają się przy kuchennym stole…
Smaczne?
Dodajcie teraz „Tęczowej posypki”, a poznacie przejmującą opowieść o parze zakochanych, Karen i Jimie – niegdyś pięknych i młodych, dziś uciekających w narkotykowe sny. Pełniąca obowiązki narratorki Karen desperacko szuka środków na zakup kolejnej działki. Kradnąc furgonetkę z lodami, protagonistka wkracza na drogę bez powrotu, na końcu której czekać będzie…
Nadal głodni/głodne?
Jeśli szukacie innych doznań, co powiecie na „Stary dobry smak waniliowy”? Właśnie taki najbardziej przypada do gustu Budowi Hickeyowi: niegdysiejszemu rock’n’rollowemu bożyszczu, będącego de facto rozgoryczonym autorem jednego przeboju. Ale wszystko może się jeszcze zmienić – otóż muzyk odkrywa w swojej piwnicy przejście do psychodelicznej rzeczywistości, w której spotyka bohaterów/bohaterki legendarnych piosenek: majora Toma, Rocky Raccoona, Ziggy’ego Stardusta, Eleanor Rigby czy Ruby Tuesday. Razem z nimi Bud uczestniczy w…
A na koniec…
… pamiętajcie, że „Dobrzy chłopcy sobie radzą”: przekonuje o tym przypadek Joela, który ma wygłosić mowę pożegnalną na pogrzebie swojego przyjaciela, Chrisa. Rozmowa z ojcem zmarłego uświadamia protagoniście, że nikogo nie powinno się oceniać po pozorach, zaś rodzicowi Chrisa – że wciąż jest czas na pożegnanie się z ukochanym synem. Chris natomiast przekonuje się, iż życie po śmierci to nie kaszka z mleczkiem. Zaś lodziarz Rick może śmiało powiedzieć, że wprost go zmroziło na widok Caleba – odzianego w czerń przybysza, który ewidentnie ma na pieńku z tytułowym dostarczycielem przysmaków.
Upiorne, przewrotne, niepozbawione pazura, zwieńczone mocnymi puentami cztery opowiastki napisane przez W. Maxwella Prince’a („Swan Songs”) zyskują kapitalną asystę w wywołujących efekt obcości, ale i dreszcze ilustracjach Martína Morazzo („Snowfall”), mających zaskakująco wiele wspólnego z poetyką prac szkockiego artysty, Franka Quitely’ego („All-Star Superman”). Nieważne czy mówimy o leśnej głuszy, mrocznych zakątkach domu, rozświetlonej światłem dnia jadłodajni czy fantasmagorycznej przestrzeni nie z tego świata – wszystkie scenerie ukazane w „Ice Cream Manie” mają w sobie coś niepokojącego. A soczysta, pastelowa, stonowana bądź wprost nasycona szarością paleta barw (w zależności od charakteru danej sceny bądź całej sekwencji kadrów) to efekt znakomitej pracy kolorysty Chrisa O’Hallorana („Immortal Hulk”).
Mówiąc krótko (bo lody topnieją): brawurowe otwarcie nowej serii dowiezionej przez Shock Comics, która przypadnie do gustu miłośnikom/miłośniczkom nowelowych historyjek ze sporym dreszczykiem w duchu (filmowych, serialowych bądź komiksowych – wedle uznania) „Opowieści z krypty”, „Creepshow” czy dzieł Junjiego Ito.
Już wypatruję kolejnego kursu pstrokatej furgonetki.
W. Maxwell Prince, Martín Morazzo, Chris O’Halloran: „Ice Cream Man. Tom 1: Tęczowa posypka” („Ice Cream Man. Vol. 1: Rainbow Sprinkles”). Tłumaczenie: Paweł Bulski. Shock Comics. Oświęcim 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

