PŁONĄCE WERSETY (451 STOPNI FAHRENHEITA)
A
A
A
Ray Bradbury (1920-2012) był ze wszech miar pisarzem nietuzinkowym, sprawdzającym się zarówno w repertuarze SF oraz fantasy, jak również w prozie kryminalnej oraz literaturze grozy. Amerykanin odnajdywał się zarówno w krótkich (opowiadania, nowele), jak i dłuższych formach narracyjnych, pisząc także wiersze, sztuki telewizyjne i teatralne oraz scenariusze filmowe. Twórczość laureata World Fantasy Award niejednokrotnie stanowiła podstawę dla najróżniejszych adaptacji. Zbiór „Kroniki marsjańskie” zainspirował powstanie w 1980 roku miniserialu, zaś „Człowiek ilustrowany”, pod postacią filmu nowelowego, dał się poznać kinowej publiczności w roku 1969. Krótka powieść „Coś paskudnego tu nadchodzi” posłużyła za kanwę nastrojowego dreszczowca z roku 1983, zaś nowelka „Drzewo Halloween” – sympatycznej animacji datowanej na rok 1993.
Nie inaczej jest w przypadku debiutującej w 1953 roku, dystopijnej powieści „451˚ Fahrenheita”, zekranizowanej w roku 1966 oraz 2018, inspirując także powstanie gry komputerowej w roku 1985, ale również będąc swoistym drogowskazem dla twórców filmu „Equilibrium” (2002). Teraz scenarzysta oraz rysownik Tim Hamilton („Aliens: Pieśń włóczni”) – współpracujący z takimi wydawnictwami jak Boom Studios, DC, Dark Horse czy Toy Biz – przełożył rzeczoną powieść (której tytuł wskazuje temperaturę samozapłonu papieru) na język komiksu.
Hamilton z powodzeniem oddaje w swoim dziele realia świata przyszłości, gdzie, abstrahując od wysokiego poziomu życia obywateli/obywatelek oraz poczucia bezpieczeństwa, czytanie książek oraz krytyczne myślenie są zakazane. Proces spopielania wszelkich ksiąg nadzorują „strażacy”, tacy jak Guy Montag: oddany swojej pracy zagorzały przeciwnik literatury. Kiedy jednak protagonista poznaje swoją sąsiadkę, Klarysę, jego dotychczasowy światopogląd zaczyna trząść się w posadach.
Graficzna powieść Hamiltona akcentuje wątek totalitarnego zniewolenia będącego pokłosiem powolnego, lecz konsekwentnego wzrostu antyintelektualnych nastrojów w społeczeństwie, przypominając także o ocalającej roli literatury oraz wyobraźni (temat ten Bradbury z powodzeniem testował też w takich opowiadaniach jak „Wygnańcy”, „Usher II” czy „Słup ognia”). Dobrze dobrane partie trzecioosobowej narracji idą tu w parze z sekwencjami kadrów nasyconych pokaźnymi sekwencjami dialogów (oraz wyrazistymi onomatopejami), choć nie zabrakło również paneli pozbawionych słownego komentarza.
Za pomocą realistycznej, choć nieco uproszczonej kreski, jak i dzięki sugestywnym efektom światłocieniowym Hamilton oddaje bogatą gamę emocji malującą się na obliczach bohaterów/bohaterek utworu, ale także dookreśla scenograficzne niuanse tej ponurej rzeczywistości. Pomarańczowy, czerwony, żółty, niebieski, sepia i różne odcienie szarości dopełniają kolorystyczny aspekt tego komiksu, zautoryzowanego przez samego Bradbury’ego, który napisał także refleksyjny wstęp.
Gorąco polecam zarówno literacką kanwę, jak i jej graficzną adaptację wydaną w poręcznym formacie i zamkniętą w twardej oprawie: bo „451˚ Fahrenheita” wciąż ma w sobie (nomen omen) ogień, który warto podtrzymywać.
Nie inaczej jest w przypadku debiutującej w 1953 roku, dystopijnej powieści „451˚ Fahrenheita”, zekranizowanej w roku 1966 oraz 2018, inspirując także powstanie gry komputerowej w roku 1985, ale również będąc swoistym drogowskazem dla twórców filmu „Equilibrium” (2002). Teraz scenarzysta oraz rysownik Tim Hamilton („Aliens: Pieśń włóczni”) – współpracujący z takimi wydawnictwami jak Boom Studios, DC, Dark Horse czy Toy Biz – przełożył rzeczoną powieść (której tytuł wskazuje temperaturę samozapłonu papieru) na język komiksu.
Hamilton z powodzeniem oddaje w swoim dziele realia świata przyszłości, gdzie, abstrahując od wysokiego poziomu życia obywateli/obywatelek oraz poczucia bezpieczeństwa, czytanie książek oraz krytyczne myślenie są zakazane. Proces spopielania wszelkich ksiąg nadzorują „strażacy”, tacy jak Guy Montag: oddany swojej pracy zagorzały przeciwnik literatury. Kiedy jednak protagonista poznaje swoją sąsiadkę, Klarysę, jego dotychczasowy światopogląd zaczyna trząść się w posadach.
Graficzna powieść Hamiltona akcentuje wątek totalitarnego zniewolenia będącego pokłosiem powolnego, lecz konsekwentnego wzrostu antyintelektualnych nastrojów w społeczeństwie, przypominając także o ocalającej roli literatury oraz wyobraźni (temat ten Bradbury z powodzeniem testował też w takich opowiadaniach jak „Wygnańcy”, „Usher II” czy „Słup ognia”). Dobrze dobrane partie trzecioosobowej narracji idą tu w parze z sekwencjami kadrów nasyconych pokaźnymi sekwencjami dialogów (oraz wyrazistymi onomatopejami), choć nie zabrakło również paneli pozbawionych słownego komentarza.
Za pomocą realistycznej, choć nieco uproszczonej kreski, jak i dzięki sugestywnym efektom światłocieniowym Hamilton oddaje bogatą gamę emocji malującą się na obliczach bohaterów/bohaterek utworu, ale także dookreśla scenograficzne niuanse tej ponurej rzeczywistości. Pomarańczowy, czerwony, żółty, niebieski, sepia i różne odcienie szarości dopełniają kolorystyczny aspekt tego komiksu, zautoryzowanego przez samego Bradbury’ego, który napisał także refleksyjny wstęp.
Gorąco polecam zarówno literacką kanwę, jak i jej graficzną adaptację wydaną w poręcznym formacie i zamkniętą w twardej oprawie: bo „451˚ Fahrenheita” wciąż ma w sobie (nomen omen) ogień, który warto podtrzymywać.
Ray Bradbury, Tim Hamilton: „451˚ Fahrenheita” („Ray Bradbury’s Fahrenheit 451”). Na podstawie przekładu Adama Kaski. Tłumaczenie wstępu: Błażej Kemnitz. Dom Wydawniczy REBIS. Poznań 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

