ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (516) / 2025

Weronika Gorzawska,

POLSZCZYZNA NIEJEDNO MA IMIĘ (MATEUSZ ADAMCZYK: 'JAK SŁOWO DAJĘ. WSPÓŁCZESNY PORADNIK JĘZYKOWY')

A A A
W ostatnich latach można zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania tematyką językową – zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w mediach społecznościowych. Świadczy o tym nie tylko niesłabnąca popularność niekwestionowanych autorytetów rodzimej lingwistyki, takich jak Katarzyna Kłosińska, Mirosław Bańko, Jerzy Bralczyk czy Jan Miodek, którzy od lat zabierają głos w sprawach języka, lecz także rosnące zaangażowanie dziennikarzy, twórców internetowych i innych osób spoza środowiska naukowego w popularyzację wiedzy o współczesnej polszczyźnie. Tendencja ta wpisuje się w szerszy kulturowy nurt refleksji nad komunikacją i dynamicznymi zmianami w języku będącym w centrum zainteresowania już nie tylko samych badaczy, ale przede wszystkim jego użytkowników. Na tym tle można sytuować publikację „Jak słowo daję. Współczesny poradnik językowy” Mateusza Adamczyka, „edukatora, polonisty oraz Mistrza Mowy Polskiej Vox Populi” – jak czytamy na czwartej stronie okładki wspomnianej pozycji. Adamczyk to także autor monografii „Płeć w polszczyźnie” (Warszawa 2019), były współtwórca „Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego”, twórca podcastu „PrzySłowie” emitowanego w Programie Trzecim Polskiego Radia oraz – prywatnie – opiekun kota o wdzięcznym (i dźwięcznym) imieniu Fonem.

Wracając jednak do przedmiotu niniejszego omówienia: „Jak słowo daję” to poradnik, który, jak czytamy we wstępie, pozwoli nam „zgłębić meandry polszczyzny, poznać najnowsze badania naukowe i ciekawostki, a także zacząć odkrywać kulturę, siebie i innych przez pryzmat języka (…)” (s. 11). Wspomniana pozycja traktuje bowiem o wielowarstwowości naszej ojczystej mowy – o tym, że ma ona różne, równie piękne oblicza. Trafnie obrazuje ten stan rzeczy zdanie zapożyczone bezpośrednio z tekstu, które w tytule podaję w skróconej wersji, podczas gdy jego pełna forma brzmi następująco: „(…) polszczyzna niejedno ma imię – i dobrze byłoby o tym pamiętać” (s. 87). Zanim jednak przejdę do szczegółowej charakterystyki tego, co znajdziemy na kolejnych stronach, opiszę krótko, jak zbudowana jest ta książka. Na omawianą publikację składa się sześć rozdziałów merytorycznych – poprzedzonych wstępem i uzupełnionych o zakończenie, podziękowania i bibliografię – nazwanych kolejno: „Kim jestem wobec języka?” (s. 12–21), „Język – miejsce dla wszystkich” (s. 22–107), „Po rady do Rady” (s. 108–129), „Czułe słówka. O grzeczności językowej” (s. 130–151), „Co język robi (w) naszej głowie?” (s. 152–193) i „Zapraszam do poradni!” (s. 194–228). W końcowej partii książki zamieszczono ponadto aneks zatytułowany „Pierwsza pomoc językowa” (s. 231–232), zawierający adresy bibliograficzne słowników poprawnościowych (z uwagami) i internetowych poradni językowych.

Rozdział otwierający publikację rozpoczyna się od krótkiego, niezobowiązującego testu, którego wynik pozwoli określić naszą postawę wobec języka. Możemy dowiedzieć się, czy cechuje nas puryzm, perfekcjonizm, liberalizm, indyferentyzm czy racjonalizm. Nie bez powodu autor zachęca nas do odpowiedzi na pytanie: „Kim jestem wobec języka?” już na samym początku lektury. Według Adamczyka bowiem: „(…) nasza postawa wobec polszczyzny wpływa nie tylko na dbałość o język, ale też na sposób komunikowania się z drugim człowiekiem” (s. 12). W tym samym fragmencie autor rozprawia się również z dość często powielanym mitem, jakoby polszczyzna była najtrudniejszym językiem do przyswojenia na świecie. Jak słusznie zaznacza, należałoby wpierw zapytać o to, „dla kogo dany język jest najtrudniejszy?”. Segment „Język – miejsce dla wszystkich” to część, w której Adamczyk bierze na tapet zagadnienia, które, szczególnie dziś, stają się przedmiotem ożywionej debaty – jak np. komunikacja niewykluczająca – i w wyważony, poparty rzeczowymi argumentami sposób je objaśnia (należy w tym miejscu szczególnie docenić obiektywizm autora). Tłumaczy ponadto, jak mówić i pisać o różnych grupach społecznych, które bardzo często są w dyskursie publicznym dyskryminowane, pomijane bądź postrzega się je przez pryzmat stereotypów: „Nienazwane nie istnieje. W związku z tym znaczna część społeczeństwa jest niewidoczna – jej potrzeby i problemy stają się mniej ważne” (s. 24). Omawia również kwestie związane ze slangiem młodzieżowym, porusza zagadnienie gwar i dialektów i ich relacji z polszczyzną ogólną, opisuje językowe tabu czy traktuje o wulgaryzmach, które – nie ukrywajmy – także są częścią naszej ojczystej mowy.

W kolejnym rozdziale, „Po rady do Rady”, Adamczyk przestrzega m.in. przed bezkrytyczną wiarą w to, co znajdujemy w słownikach. Wskazuje na uwarunkowania historyczne i ideologiczne, które wpłynęły na kształt niektórych z nich, oraz przytacza anegdotyczne przykłady, takie jak przypadek Grzegorza Knapskiego (Knapiusza), autora XVIII-wiecznego „Słownika polsko-łacińskiego”, który – jak czytamy – „wymyślił sporo własnych słów po to, by zastąpić niektóre zapożyczenia z łaciny” (s. 112). W segmencie tym autor zawarł także zwięzłe omówienie nowych zasad ortograficznych, które mają wejść w życie już z początkiem przyszłego roku, oraz refleksje na temat poprawiania innych. Część pod tytułem „Czułe słówka…” poświęcona została natomiast, ogólnie rzecz ujmując, grzeczności językowej w praktyce, czyli temu, jak (i przede wszystkim czy), w zgodzie z zasadami savoir vivre’u, nawiązywać dialog w rozmaitych kłopotliwych typach sytuacji komunikacyjnych, np. w trakcie wspólnej podróży windą bądź podczas przypadkowego spotkania w toalecie. Omówiono w niej także to, dlaczego jako Polacy „celowo pomniejszamy to, co w nas dobre, a eksponujemy niedostatki” (s. 131), a język, którym posługujemy się na co dzień, bywa nielogiczny. Sporo miejsca poświęcono również powiązaniu mowy z psychologią, czyli temu: „Co język robi (w) naszej głowie?”. Z tak zatytułowanego rozdziału piątego dowiemy się chociażby więcej na temat przyswajania języka przez najmłodszych, zjawiska parasomnii (do którego zalicza się mówienie przez sen) oraz tego, czy jesteśmy w stanie odgadnąć czyjś charakter na podstawie pisma, a nawet złapać przestępcę, bazując wyłącznie na analizie językowej. Książkę zamyka segment poradnikowy. To tutaj autor odpowiada na najczęściej zadawane mu pytania. Pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich: „Dlaczego głupi śmieje się akurat do sera?”, „Czy śledź, śledzić i śledziona mają coś wspólnego?”, „Dlaczego szedłem, a nie szłem?”. Wachlarz podejmowanych w „Jak słowo daję” tematów jest, jak widać, bardzo szeroki, dlatego też w niniejszym omówieniu pozwoliłam sobie przytoczyć jedynie wyimek z poruszanych przez Mateusza Adamczyka zagadnień.

Na tylnej okładce autor zachęca: „Przekonaj się, że o języku można mówić bez spiny!” – i rzeczywiście, dotrzymuje słowa. Jego poradnik to lekkie, przystępne i momentami zabawne kompendium wiedzy o współczesnej polszczyźnie. Podejmuje on temat grzeczności językowej, opisuje zmiany zachodzące w języku oraz komentuje zagadnienia poprawnościowe, nie przyjmując przy tym tonu wyroczni. Styl autora jest prosty i życzliwy wobec czytelnika – szczególnie tego, który nie posiada lingwistycznego wykształcenia. Dzięki szerokiemu spojrzeniu na omawiane zagadnienia, uwzględnianiu wszystkich „za i przeciw”, odbiorca poznaje, mówiąc kolokwialnie, obie strony medalu, co pozwala mu na samodzielne wyciągnięcie wniosków (por. np. przytoczenie i analiza argumentów przeciwników i zwolenników feminatywów [s. 33–53]). Ważną rolę pełnią w samym poradniku także, a właściwie przede wszystkim, liczne adnotacje na marginesach. To w nich autor zamieścił ciekawostki etymologiczne oraz krótkie objaśnienia, które, gdyby były zawarte w tekście głównym, prowadziłyby do zbyt rozbudowanych dygresji. Jak mawia znane porzekadło, nie ocenia się książki po okładce, ale jak dobrze wiemy, ludzki wzrok mimowolnie błądzi i rejestruje to, co wokół. Odniosę się więc pokrótce do formy graficznej. Poszczególne rozdziały uzupełnione zostały ilustracjami (minikomiksami) autorstwa Tadeusza Marka, które, bezpośrednio i z przymrużeniem oka, nawiązują do omawianych zagadnień, urozmaicając czytelnikowi lekturę. Dzięki swej prostej formie nie odciągają uwagi od meritum, co więcej uatrakcyjniają przekaz – szczególnie że kierowany jest on także do młodych odbiorców, którzy percypują współczesną rzeczywistość głównie przez pryzmat wszechobecnej kultury obrazkowej.

Znane powiedzenie głosi, że „w Polsce mamy 40 milionów lekarzy i 40 milionów językoznawców” (s. 22). Jest to oczywiście prześmiewcza uwaga, dosadnie i z przekąsem obrazująca jedną z naszych narodowych przywar, od której rozpoczyna się drugi rozdział. Zdaniem wielu, Polacy są ekspertami w każdej dziedzinie, znają się na wszystkim najlepiej, w tym także na swoim ojczystym języku. Zachodzące w nim przemiany budzą dość często skrajne emocje, co możemy zaobserwować w szczególności w mediach społecznościowych. To właśnie tam regularnie toczą się batalie o to, co jest poprawne i potrzebne, a co sztuczne i zbyteczne – jak chociażby kwestionowane przez wielu neutratywy. Adamczyk, który już we wstępie do lektury podkreśla: „(…) nie zawsze będzie lekko i przyjemnie” (s. 10), zostawia nas jednak z pokrzepiającą myślą, że „zmiana języka może nas wspomóc w zadbaniu o społeczną równość” (s. 25).

Zanim sięgnęłam po „Jak słowo daję”, towarzyszył mi niepokój, że będzie to kolejny poradnik z serii tych, które arbitralnie rozstrzygają, jak powinno się mówić i pisać – w myśl zasady: „Tak jest i już”. Ku mojej uldze, już po pierwszych kilku stronach zrozumiałam, że obawy te były bezpodstawne. Omawiana pozycja to poradnik językowy skrojony na miarę naszych czasów – merytoryczny, inkluzywny, pozbawiony pretensjonalności. Warto po niego sięgnąć – nie tylko w poszukiwaniu odpowiedzi na językowe dylematy, lecz przede wszystkim po to, by zrozumieć, czym jest język dzisiaj i jaką pełni rolę w życiu społecznym. Mateusz Adamczyk nie stawia jednak kropki. Zwieńczeniem mojego tekstu i rozwinięciem tego komentarza niech będzie cytat zasięgnięty z napisanego przez autora zakończenia: „Bo najpiękniejsze w języku jest to, że w miarę jego odkrywania pojawiają się nowe tajemnice warte tego, by je zgłębić…” (s. 229). Wydaje się więc, że Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi nie poprzestanie wyłącznie na jednej publikacji poświęconej naszej ojczystej mowie. Wszak jest to skarbnica tematów, których – jak sam przyznaje – nie sposób wyczerpać.
Mateusz Adamczyk: „Jak słowo daję. Współczesny poradnik językowy”. Wydawnictwo Znak JednymSłowem. Kraków 2025.