ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (517) / 2025

Marta Płaza,

ZNACZENIE SŁOWA ('BRZYDKA SIOSTRA')

A A A
Jedną z powracających u Emilie Blichfeldt scen jest ta pokazująca dziewczęta z dobrych domów pochylone nad tomikiem romantycznej poezji napisanej przez królewicza. Zderzenie młódek z rzeczywistością będzie brutalne, gdy okaże się, że z panicza kawał łajdaka, a jego emocjonalne uniesienia to tylko kreacja. O tym w dużej mierze opowiada „Brzydka siostra” – o formacyjnej i często złowieszczej mocy słów.

Marketing filmu został oparty na obietnicy opowiedzenia znanej historii na nowo. Tymczasem debiutująca reżyserka, wbrew wielu zapowiedziom, nie wprowadza narracyjnej rewolucji, raczej wyciąga esencję opowieści braci Grimmów, która w duchu choćby disneyowskich realizacji była często pomijana. Blichfeldt, stawiając na powrót do korzeni, osadza swoją mięsistą historię w gotyckiej, niemalże wyjętej z XIX-wiecznych rycin, estetyce. Przyjęcie perspektywy tytułowej brzydkiej siostry (Lea Myren), dotychczas schowanej w cieniu Kopciuszka (Thea Sofie Loch Naess), okazało się dodatkowo sprzyjać byciu w kontrze do znanych narracji.

O kontestowaniu estetycznych wzorców przekonują już pierwsze minuty filmu, przywodzące na myśl kino kampowego naddatku w wykonaniu Bertranda Mandica czy teatralny przepych europejskich horrorów z lat 70. Blichfeldt posługuje się takimi wizualiami świadomie, skłaniając do dyskusji na temat kanonu piękna i przypisywania mu etycznej wartości, tak na poziomie oceny filmowych widowisk, jak i samej historii Kopciuszka. To przedłużenie podejścia braci Grimmów, którzy siostry tytułowej bohaterki wprost opisali jako „śniade i piękne, ale w sercach szpetne i czarne” (przeł. J. Fijołek) – a dzięki temu również sprzeciw wobec dualistycznego podziału na piękne bajkowe księżniczki i szkaradne czarne charaktery.

Dużym uproszczeniem byłoby jednak nazwanie „Brzydkiej siostry” opowieścią o odnajdywaniu wewnętrznego piękna jako wartości samej w sobie czy poszukiwaniu emancypacji w odkryciu, że nie potrzebujesz księcia w swoim życiu. Złożony charakter anielskiego Kopciuszka to jedno. Jeszcze ciekawiej pisana jest Elvira, czyli tytułowa bohaterka, która do pewnego momentu nieświadoma istnienia dyktatu piękna, akceptuje siebie. Moment pęknięcia jest bardzo wyraźny: to chwila wrzucenia dziewczyny w tygiel kapitalistycznego systemu, który finansowo i emocjonalnie nagradza pozostawanie w kanonie. Tylko wtedy można znaleźć się u boku księcia. Przewodniczkami po tym świecie będą matka i nauczycielki zdające sobie sprawę z manipulacyjnej wagi słów, które staną się odtąd motorem napędowym rodzącego się body horroru Elviry. Dziewczyny funkcjonującej w obrębie diegezy, a także poza nią, jako swoisty symbol całych pokoleń małoletnich czytelniczek sformatowanych zero-jedynkowym językiem baśni czytanych im przez dorosłe opiekunki.

Blichfeldt, mimo odwagi w kreowaniu skrajnie makabrycznych wizji i torturowania swoich bohaterek, ma też dla nich dużo zrozumienia, nie dzieląc ich w jednoznaczny sposób na ofiary i oprawczynie. Choć baśniom z definicji przypisywano dydaktyczny charakter, norweska reżyserka zgrabnie go unika, w dużej mierze za sprawą b-klasowej estetyki połączonej z groteskowym poczuciem humoru, które spuszczają powietrze z tego balonika wielkich oczekiwań i wzniosłych tez. Dystans i osadzenie w autentyczności najwyraźniej widać w kreacji matki (Ane Dahl Torp). To bezlitosna, „przegięta” macocha wyjęta prosto z kart baśni Grimmów i strażniczka patriarchatu, a jednocześnie osoba walnie tym systemem naznaczona, której pewność siebie jest tylko pozorna, uzależniona od walidacji męskim spojrzeniem.

Dlatego też „Brzydkiej siostrze” bliżej do dziewczyńskiego horroru o dorastaniu do przerwania szkodliwego cyklu aniżeli do kina interwencyjnego. Sheila O’Malley w swojej recenzji filmu podejście reżyserki do tematu systemowego terroru piękna nazywa wprost „koniecznością spalenia wszystkiego” (O’Malley 2025) – i trudno się z tym nie zgodzić. Tym bardziej że sama reżyserka w jednym z wywiadów opowiadała o toksyczności etykiety beauty w określeniu przemysłu beauty, który może być twoim sprzymierzeńcem, ale nie może przechwytywać znaczenia tego, czym jest piękno. Słowa w końcu mają znaczenie.

Podobnie jak brzydkie siostry, wściekłe i zmęczone oczekiwaniami oraz słowami uczącymi tkwienia w nieodpowiednich relacjach z własnym ciałem i sobą nawzajem. Paradoksalne (dla fanów cielesnych horrorów) może być to, że najlepszą częścią filmu pozostaje kameralne zakończenie, przypominające o konieczności odcięcia dosłownej i metaforycznej pępowiny. Tylko radykalne siostrzeństwo może nas uratować. Nieważne, czy chodzi o oddolną pomoc, czy akceptację drogi obranej przez inną siostrę, szczególnie jeśli to nigdy nie mogłaby być nasza droga.

LITERATURA:

Grimm J.L.K., Grimm W.K.: „Kopciuszek”. Przeł. J. Fijołek. https://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/kopciuszek.

O’Malley Sh.: „The Ugly Stepsister”. 18.04.2025. https://www.rogerebert.com/reviews/the-ugly-stepsister-horror-movie-review-2025.
„Brzydka siostra” („Den stygge stesøsteren”). Reżyseria: Emilie Blichfeldt. Scenariusz: Emilie Blichfeldt. Obsada: Lea Myren, Thea Sofie Loch Naess, Ane Dahl Torp, Flo Fagerlis, Isac Calmroth, Malte Gårdinger, Katarzyna Herman, Agnieszka Żulewska, Adam Lundgren. Gatunek: horror, komedia. Produkcja: Norwegia, Polska, Dania, Rumunia, Szwecja 2025, 105 min.