ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (517) / 2025

Katarzyna Olesik,

SEANS PO LATACH: MEDIALNE KATHARSIS ('CZAS ZABIJANIA')

A A A
W czasach, gdy amerykańska demokracja chwieje się pod naporem wewnętrznych napięć, a rasizm z cienia historii przechodzi do głównego nurtu debaty publicznej, powrót do filmu „Czas zabijania” Joela Schumachera (1996) okazuje się nie tylko uzasadniony, ale wręcz konieczny. Ten sądowy dramat, oparty na powieści Johna Grishama, podejmuje temat sprawiedliwości w społeczeństwie głęboko naznaczonym nierównościami rasowymi. Akcja filmu toczy się w fikcyjnym miasteczku Clanton w stanie Missisipi, co przywołuje skojarzenia z rzeczywistymi wydarzeniami z historii południowych Stanów Zjednoczonych, gdzie rasizm był głęboko zakorzeniony w strukturach społecznych i prawnych.

Film opowiada historię Carla Lee Haileya (Samuel L. Jackson), czarnoskórego mężczyzny z Missisipi, który po brutalnym gwałcie na jego dziesięcioletniej córce dokonuje samosądu na dwóch białych oprawcach. Wydarzenie to staje się początkiem procesu sądowego, który ujawnia nie tylko dramat jednostki, lecz przede wszystkim systemową niesprawiedliwość. Choć Carl Lee jest postacią, wokół której koncentrują się wydarzenia, to narracja skupia się na jego białym adwokacie, Jake’u Brigance’u (Matthew McConaughay), który podejmuje się obrony oskarżonego, zmagając się przy tym z własnymi przekonaniami i ograniczeniami systemu, którego jest częścią.

Kluczowym elementem „Czasu zabijania” jest pojęcie katharsis – oczyszczenia, które nie dokonuje się w świecie przedstawionym, lecz w emocjonalnym doświadczeniu widza. Jak pisał Arystoteles w „Poetyce”: „katharsis to emocjonalne oczyszczenie, jakiego widz doświadcza poprzez lęk i trwogę wywołane przez tragedię” (Arystoteles 1988: 323). W filmie Schumachera katharsis przyjmuje formę medialnego rytuału, a osiąga swój punkt kulminacyjny nie poprzez śmierć bohatera, ale poprzez przemowę końcową Brigance’a, która wzrusza nie tylko ławę przysięgłych, ale i widza. Kluczowa scena, w której adwokat opowiada o brutalnym losie dziewczynki, a na samym końcu przemowy, prosząc słuchaczy, by wyobrazili ją sobie jako białą, staje się momentem emocjonalnego przełomu. To właśnie ta scena działa jako katartyczny rytuał. Widz przeżywa współczucie, złość, ulgę, ale nie zostaje zmuszony do rzeczywistej konfrontacji z problemem rasizmu. Zamiast tego otrzymuje symboliczne oczyszczenie.

W tym sensie „Czas zabijania” wpisuje się w teorię „społecznego performansu” Ervinga Goffmana, który postrzega życie społeczne jako rodzaj spektaklu, w którym jednostki i instytucje odgrywają przypisane im role (zob. Goffman 2000: 267). Sądowa sala w Clanton nie jest tu jedynie przestrzenią prawną, lecz okazuje się sceną narodowego rozrachunku z grzechem systemowego rasizmu. Schumacher pokazuje, że prawo, choć opakowane w rytuały i zasady, może być użyte jako narzędzie opresji, a nie sprawiedliwości.

Ostatecznie jednak katharsis, którego doświadczają widzowie, pozostaje powierzchowne. Film nie zmusza do refleksji nad strukturą nierówności, a raczej uspokaja sumienia. Widownia utożsamia się z białym bohaterem, który „robi to, co słuszne”, a jego empatia staje się wystarczającym dowodem na działanie sprawiedliwości. Warto podkreślić, że katharsis w tym filmie działa głównie na białych widzów. Emocjonalne oczyszczenie, jakie przeżywa odbiorca, jest bowiem nie tylko powierzchowne, ale i wygodne. Film oferuje silne emocje, wzruszenie, chwilowy bunt wobec niesprawiedliwości, ale nie wymaga od publiczności prawdziwego zaangażowania czy refleksji nad strukturami społecznymi. Widz po obejrzeniu filmu nie wychodzi z pytaniem: „jak zmienić świat?”, lecz z poczuciem, że „dobro zwyciężyło”. Choć w rzeczywistości, jak pokazuje historia, niekoniecznie tak się dzieje.

Carl Lee nie jest tu klasycznym bohaterem, to figura gniewu i rozpaczy. On nie prosi o współczucie, a sięga po broń. Jego czyn, morderstwo dwóch gwałcicieli, rodzi pytania o granice moralności i odpowiedzialności. Czy zbrodnia może być uzasadniona, jeśli system zawodzi? Film nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, ale zmusza do postawienia tych pytań.

„Czas zabijania” ukazuje problem, ale go nie rozwiązuje. Emocjonalna siła przemowy Brigance’a to punkt kulminacyjny filmu, jednak jej skuteczność opiera się na empatii związanej z utożsamianiem się. Przysięgli muszą wyobrazić sobie czarnoskórą dziewczynkę jako białą, by poczuć jej cierpienie. To bolesne przypomnienie, że w przedstawionym świecie (i być może w rzeczywistości) cierpienie niektórych grup musi zostać przefiltrowane przez „białą” wrażliwość, aby zostało uznane za realne i godne współczucia.

Warto zauważyć, że film odsłania również problem patriarchalnej struktury narracji. Ofiara gwałtu, mała Tonya (Rae’Ven Larrymore Kelly), staje się nie tylko ofiarą przemocy, ale również obiektem rozgrywki społecznej i prawnej. Jej ciało zostaje „przejęte” przez ojca, przez sąd, przez społeczność. W żaden sposób nie może ona mówić we własnym imieniu – reprezentują ją mężczyźni. W ten sposób „Czas zabijania” ukazuje, choć nie wprost, mechanizmy, w których kobiece doświadczenie staje się przedmiotem, a nie podmiotem opowieści. Podobnie jest z postacią Ellen Roark (Sandra Bullock), młodej studentki prawa, która wspiera Jake’a w obronie Carla Lee. Jej obecność, choć znacząca, podporządkowana jest głównej, męskiej narracji. Nawet dramatyczna scena porwania i przemocy wobec niej służy nie jej wewnętrznemu rozwojowi, lecz pogłębieniu motywacji Brigance’a. Kobiety w „Czasie zabijania” nie są podmiotami sprawczymi, lecz funkcjonują jako elementy narracyjnego tła, obecne, ale milczące.

Jake Brigance to z kolei figura człowieka, który przechodzi drogę „przebudzenia”, od naiwnego liberała do kogoś, kto rozumie, że prawo nie jest neutralne. Jego przemiana to alegoria amerykańskiego sumienia, takiego, które musi przejść przez ogień, by dostrzec własną ślepotę.

Film nie kończy się rewolucją – kończy się werdyktem ławy przysięgłych, która uniewinnia Carla Lee. To akt symboliczny, który ma dać złudzenie przywrócenia sprawiedliwości. W rzeczywistości jednak nie zmienia niczego, bo przemoc systemowa, która doprowadziła Carla Lee do czynu rozpaczy, nadal istnieje. Dlatego „Czas zabijania” to nie film o nadziei, ale o nieuchronnym konflikcie między moralnością a prawem.

W tym kontekście warto również wspomnieć o społecznym odbiorze filmu i jego kulturowej funkcji. „Czas zabijania” odniósł sukces komercyjny, a wielu recenzentów podkreślało jego „odwagę moralną”. Jednak ta odwaga polegała raczej na odtworzeniu znanych schematów niż ich przełamaniu. W świecie, gdzie prawdziwa niesprawiedliwość rasowa nadal się utrzymuje, widzowie mogli znaleźć ukojenie w fikcyjnym świecie, gdzie przysięgli zostają przekonani przez emocjonalną przemowę, a sprawiedliwość, choć tylko symboliczna, zostaje przywrócona.

Dziś, niemal trzy dekady po premierze, film Schumachera wybrzmiewa inaczej. W dobie ruchu Black Lives Matter, przemocy policji, procesów takich jak sprawa George’a Floyda czy Breonny Taylor, historia Carla Lee nie jest tylko opowieścią sprzed lat. Przeciwnie, stanowi niepokojąco aktualne echo niekończącego się cyklu przemocy, uprzedzeń i niesprawiedliwości. Film, choć osadzony w realiach lat 80., zyskuje nowe znaczenia w świetle dzisiejszych protestów i społecznej mobilizacji na rzecz równości rasowej. Postać Carla Lee, który sięga po przemoc w desperackim geście ochrony swojej rodziny, przywołuje pytania o granice legalizmu i o to, co dzieje się, gdy system nie chroni obywateli. Jednocześnie „Czas zabijania” może dziś budzić mieszane odczucia. Z jednej strony daje szansę na emocjonalne przeżycie niesprawiedliwości, z drugiej jednak jego konstrukcja, skoncentrowana na białym bohaterze, wydaje się nieadekwatna wobec aktualnych potrzeb reprezentacji społeczności mniejszościowych. Współczesny widz może więc odebrać film jako przestrogę, ale i jako przypomnienie, jak długo kultura masowa opowiadała o nierówności bez realnego przełamywania jej przyczyn.

Podsumowując, katharsis w „Czasie zabijania” funkcjonuje jako medialna forma oczyszczenia emocjonalnego, ale jego działanie jest ambiwalentne. Z jednej strony umożliwia głębokie przeżycie i identyfikację z ofiarą. Z drugiej, pozostaje w granicach bezpiecznej struktury narracyjnej. To katharsis, które nie przekształca rzeczywistości, lecz ją estetyzuje, dając poczucie sprawiedliwości tam, gdzie jej realnie nie ma.

LITERATURA:

Arystoteles: „Retoryka-Poetyka”. T. 1. Przeł. H. Podbielski. Warszawa 1988.

Goffman E.: „Człowiek w teatrze życia codziennego”. Przeł. H. Datner-Śpiewak i P. Śpiewak. Warszawa 2000.
„Czas zabijania” („A Time to Kill”). Reżyseria: Joel Schumacher. Scenariusz: John Grisham, Akiva Goldsman. Zdjęcia: Peter Menzies Jr. Obsada: Matthew McConaughey, Sandra Bullock, Samuel L. Jackson, Kevin Spacey. USA 1996, 143 min.