ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (517) / 2025

Jakub Jakubik,

NIEWIEDZA Z KOŚCI SŁONIOWEJ (FILIP SPRINGER: 'NIE WIEM')

A A A
Co o niewiedzy wiedzą ci, których życie zawodowe opiera się na wiedzy? Filip Springer w czasie pandemii zwrócił się do ludzi, których myśli poważa i szanuje, z pytaniem: „Czego Pan/Pani nie wie?”. I można powiedzieć, że „ot, to cały koncept”. Po ponad pięciu latach przyszedł dobry moment, aby krytycznie ocenić ten eksperyment.

Wyjść z szafy

Pierwotnie „pomysł” ukazał się w formie audio w serwisie „Audioteka”, w formie, którą teraz byśmy określili „podcastem”, a kiedyś zwyczajnie wywiadem. Nagrania zostały zrealizowane w trakcie lockdownu pandemii COVID-19 w 2020 roku. Jak mówi Springer we wstępie: „W warunkach pandemicznych nie mogliśmy się spotkać. Zamykałem się więc w szafie z dyktafonem i dzwoniłem do moich rozmówczyń i rozmówców” (s. 6). W 2024 te telefoniczne wypowiedzi zostały zredagowane i „zamknięte” w formie małej książeczki. Jak podkreśla we wstępie Filip Springer – to nie książka jego autorstwa. On tylko zadał pytanie.

Wspominam o tym dlatego, że forma w tym przypadku wyraźnie modeluje odbiór. To są faktycznie spisane wypowiedzi na pytanie, na które można odpowiedzieć w zasadzie „jakkolwiek”. Rozmówcy odpowiadali „na gorąco”, nie znając jednocześnie odpowiedzi innych osób biorących udział w projekcie. Różni się zatem ich strategia wypowiedzi, a mimo to, mówiąc wprost, niektóre kwestie się powtarzają – szczególnie zabiegi retoryczne dookoła sokratejskiej „niewiedzy” i toposu skromności. Trudno jednak tę obserwację nazwać zarzutem do Springera ani tym bardziej do rozmówców – niestety pierwszym, co nam w kulturze przychodzi do głowy na temat naukowej niewiedzy, to „wiem, że nic nie wiem”. Trzeba również zaznaczyć, że w tym przypadku to nie jest byle jakie „nie wiem”, ale „nie wiem” mocno osadzone w czasie – w pandemii. Do tego również i w przestrzeni – szafie. „Nie wiem” to intelektualny „coming out” (albo, w polskiej wersji, „wyjście z szafy”) wielu prominentnych polskich intelektualistów.

Egzamin z niewiedzy

Jak opowiedzieć swoją niewiedzę? Wiedzą innych. To pułapka. Z intrygującego konceptu, w zasadzie pytania, „czego nie wiem, czego się boję, co jest nieznane”, wyszły często mocno intelektualizowane refleksje na temat „trudnej” rzeczywistości. Nie jest to ucieczka bezzasadna, bo wiele niewiadomych kwestii dotyczy właśnie problemów współczesności. Czy to niepewność prawna, gospodarcza, ekonomiczna, humanistyczna – one wszystkie znajdują się na wyciągnięcie ręki i bezpośrednio dotyczą rozmówców Springera. Niemniej niemal wszystkie wypowiedzi są mocno zakorzenione w paradygmacie naukowym. Wypowiadają się nie ludzie, którzy są naukowcami, ale naukowcy, którzy do tego bywają ludźmi. Może błędnie założyłem, że taka forma mogłaby być zaproszeniem „uniwersalnym” do tego, by wspólnie pozastanawiać się nad niewiedzą. I niezwykle intryguje mnie, jak na to pytanie odpowiedzieliby komicy, aktorzy, pracownicy socjalni, rolnicy, mali przedsiębiorcy itd. Taka różnorodność niewiedzy wydaje mi się szansą na wypracowanie rozwiązań. Ale może ten projekt miał odrobinę inny cel. No właśnie? Jaki był cel?

Czas pandemii obnażył stopień naukowego niedowiarstwa i analfabetyzmu w społeczeństwie. Zimny prysznic dla popularyzatorów nauki, naukowców i instytucji. Pandemia to też czas poszukiwania autorytetów. Myślę, że „Nie wiem” proponowało radiową propozycję powrotu do dobrych, sprawdzonych autorytetów naukowych i jednoczesne ukazanie wspólnoty niewiedzy – co zapewne miało na celu pobudzenie odstawionego na półkę poczucia wspólnoty. Sądzę, że to był dobry i potrzebny gest na tamten czas. I podcast dobrze sobie z tym wszystkim poradził. Jaki cel ma zatem książkowa wersja „Nie wiem”?

Świadectwo zwątpienia – pandemia

Można wyróżnić dwie główne płaszczyzny celowościowe, w których obraca się książka. Przede wszystkim to forma zapisu dziejowego. Projekt narodził się w poczuciu życia w momencie „przełomu”, jakim była dla świata pandemia COVID-19, której skutki pośrednie dalej na nas nieustannie oddziałują. To zatem gest kronikarski – również ze względu na to, że wiele z obserwacji ówczesnego świata w zasadzie się zdezaktualizowała. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę funkcję pełniły zarchiwizowane audycje radiowe, ale mimo wszystko forma książkowa sprzyja badaniom, ponownej lekturze i pogłębionej refleksji. Z formy oralnej, nietrwałej wypowiedzi zostały przeprojektowane na pismo, lepiej dostępne dla przyszłości. Na poziomie kronikarskim to w istocie ciekawa i intrygująca pozycja.

Drugim potencjalnym sensem tej publikacji jest założenie, że to próba rozwikłania tajemnicy niewiedzy – tutaj jednak pojawia się zgrzyt. Zgodnie z wcześniejszymi zarzutami, brak tutaj przekonującej różnorodności. To zaskakująco monogłosowe przedsięwzięcie. Nie oznacza to, że „Nie wiem” nie posiada w sobie oryginalnego konceptu, ciekawego pomysłu czy nie wnosi w ten sposób czegoś do dyskursu. Przeciwnie, uważam, że to intrygujący krok, ale krok na długiej drodze do popularyzacji problematyki „Nie wiem” w codzienności każdego z nas. W świecie, w którym niestety coraz częściej my i nasi rozmówcy „wiemy na pewno”, mamy w tym temacie dużo do zrobienia. Odnoszę jednak wrażenie, że „Nie wiem” nie zadaje niewygodnych pytań. Co najwyżej powtarza te, które pojawiły się w dyskursie przez ostatnie lata – to prowadzi nas jednak znów do kronikarskiego rozumienia tej pozycji.

Wnioski z eksperymentu

Jak jednak broni się sama treść? Przede wszystkim trzeba powiedzieć wprost, że lektura jest nierówna. Zdarzaja się eseje/wypowiedzi pasjonujące, olśniewające swoją mądrością, osobiste i ponadczasowe, a obok nich teksty nudne, eksploatujące toposy i schematyczne, co wynika z ryzyka, jakie podjął autor, przekazując odpowiedzialność „pisania” książki innym. Taka forma niejako „promuje” tego rodzaju nierówności. Dobrze ujęła to Maria Poprzęcka:Czego nie wiem? Jest coś paradoksalnego w tym pytaniu. Czuję, że mam powiedzieć coś mądrego o niewiedzy, a to jest sprzeczność” (s. 49).

Dla każdego, kto chciałby cofnąć się kilka lat, by krytycznie rozważyć pandemię w kontekście współczesności – to jest dobra pozycja. Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś na temat niewiedzy – dużo tu sprawnej retoryki, ciekawych anegdot i, chyba też, szczerości zaprawionej solidną dawką intelektualnej zasłony. Nie jest to pod tym względem lektura zła. Raczej dobra, ale na pewno nierówna.

Na koniec, raz jeszcze, myśl Poprzęckiej: „Recenzowałam ostatnio kilka prac dotyczących sztuki Holokaustu. I przyszło mi do głowy – z pewnością nie mnie pierwszej – że czasami brak informacji jest najważniejszą informacją” (s. 50).
Filip Springer: „Nie wiem”. Wydawnictwo Dowody. Warszawa 2024.